Angelfall (Susan Ee)- recenzja

Witajcie! Wraz ze świętami przyszły dni, które mogę poświęcić na pisanie bloga. Nie wiem, ile z was jeszcze czyta to, co piszę. Ostatnio zastanawiałam się, czy nie porzucić Podróży Międzyksiążkowych. Rozważałam wszelkie za i przeciw. W końcu stwierdziłam, że nie zniszczę tego, co już zbudowałam. Nie poddam się, będę pisała dalej, choćby tylko dla siebie.
Dobra, koniec żalenia się. Przychodzę do Was( bądź do siebie) dziś z recenzją książki, którą udało mi się przeczytać w rekordowo krótkim czasie czterech godzin.

Oryginalny tytuł: Angelfall
Autor: Susan Ee
Tłumacz: Jacek Konieczny
Rok Wyd.PL: 2013
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 316

   Nie ma już Ziemi jaką znaliśmy. Nasza cywilizacja upadła. Miasta płoną, wszelkie środki komunikacji zostały zniszczone, więzi społeczne prawie całkowicie zanikły. W dzień zgliszczami rządzą gangi, ale to nie ich ludzie obawiają się najbardziej. Anioły, do których przez wieki modliliśmy się o ochronę i pomoc, stały się naszymi największymi wrogami. Mordują tych, którym udało się przetrwać pierwszą  falę ich ataku. Nie znają litości.
   Siedemnastoletnia Penryn na własne oczy widzi jak uskrzydlone istoty porywają jej młodszą siostrę. Mimo przeciwności postanawia ją uratować. W tym celu sprzymierza się z jednym z oprawców, któremu podobni jemu obcięli skrzydła. Wyruszają w długą i męczącą podróż przez zrujnowaną Kalifornię, próbując dostać się Gniazda Aniołów. Czy ich wędrówka skończy się szczęśliwie? Czy Penryn uda się ocalić siostrę?

,, Chwilę później dostrzegamy małe dziewczynki. Zostały powieszone na drzewie, ale nie za szyję- pętle zaciśnięto pod ramionami wokół klatek piersiowych. 
[...] Są ubrane w chyba identyczne sukienki w paski. Nie mam pewności, ponieważ wzór jest zniekształcony przez plamy krwi. Większa część materiału została wydarta i porozcinana. Cokolwiek obgryzło im mięso z nóg i brzuchów musiało zaspokoić apetyt, zanim dotarło do klatek piersiowych. Albo nie potrafiło tak wysoko sięgnąć.
Najstraszliwsze są ich udręczone twarze. Dziewczynki zostały pożarte żywcem."

Niesamowita, wciągająca, niekiedy przerażająca powieść z bardzo dobrze przemyślaną, choć czasem pokręconą fabułą. Ogromnym plusem jest brak jakichkolwiek nudnych momentów, cały czas coś się dzieje, akcja cały czas jest wartka. Cały czas również wyczuwalne jest napięcie między bohaterami, a także ich strach przed tym, co będzie dalej. Powiem szczerze, że oczekiwałam czegoś odrobinę innego, czegoś w stylu ,, Nowej Ziemi". W pewnym sensie nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Dostałam za to coś o wiele, wiele lepszego. Książka momentami jest przewidywalna aż do bólu, ale nie przeszkadza to w ogóle w jej odbiorze i wiem, że powinnam to zdanie umieścić w minusach, ale jest tak nieistotne w ogólnym rozrachunku, że nie widziałam potrzeby rozpoczynania nowego pseudo-akapitu.

Niesamowicie przypadli mi do gustu bohaterowie, no może z wyjątkiem matki Pen, która jest... jak to delikatnie ująć- psychopatką, totalną świruską, kimś kogo należy się obawiać. Książce dodają uroku zabawne dialogi między postaciami oraz cięty język i zadziorny charakter Penryn. Ta dziewczyna to istne tornado- wie czego chce, walczy o to, co kocha, uparcie dąży do celu, lawiruje między różnymi sferami swojej osobowości równie bezproblemowo jak ja między półkami w bibliotece. Odrobinę przypominała mi Celaenę Sardothien ze ,, Szklanego Tronu", pod niektórymi względami była do niej zadziwiająco podobna. O Raffem mogę powiedzieć tylko tyle- odrobinę irytująca postać, której mimo to nie potrafię nie darzyć sympatią.

Co do zakończenia, jest nieziemskie, zaskakujące, zatrważające, czyli cytując Anitę - ,, ROZPIERNICZAJĄCE SYSTEM" !!! Nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejny tom!!!

Podsumowując, książka jest genialna. Równie genialna jak jej okładka, która jest tak niesamowita, prześliczna i zachwycająca, że aż mogłabym na nią patrzeć godzinami... gdybym tylko posiadała prywatny egzemplarz ,, Angelfall".
To już wszystko na dziś. Przepraszam, że ta recenzja jest taka krótka, ale powoli wyczerpuje mi się zasób synonimów, a wolałabym się nie powtarzać.

OCENA: 8/10











Listopadowe Cytaty Miesiąca!!!

Witajcie:) Przyznam się Wam bez bicia, że jakoś ostatnio nie mam weny na pisanie bloga, nie wiem co się ze mną dzieje.
Jednakże, mimo mojego chwilowego blogowego kaca postanowiłam coś opublikować. Wybrałam Cytaty Miesiąca.


,, Życie: są to strome schody do Nieba, wąskie i bez oparcia. Mażesz iść prosto w górę i nie oglądać się za siebie. Kiedy utracisz równowagę, zranisz się, lecąc w dół. I zaczynasz wędrować od nowa, jeżeli masz jeszcze siły. Nie możesz się zatrzymać- nie da się żyć ani ustać na żadnej krawędzi, trzeba kroczyć lub spadać. I tak do końca życia. "




,, Czasami musisz stracić wszystko, by znowu to zdobyć, a ponowne zdobywanie jest słodsze przez ból straty. "




,, Tylko ludzie pozbawieni celu są nieszczęśliwi. "




,, Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości, Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy. "




,, Najszlachetniejszych, najdzielniejszych czynów dokonuje się z miłości. "





TOP 10: Najlepsze filmy zagraniczne cz. 1

TOP 10: Najlepsze filmy zagraniczne cz. 1

Hej! Postanowiłam wrócić dziś do tworzenia kolejnego TOP 10. Tym razem postaram się stworzyć listę najlepszych, czy raczej po prostu moich ulubionych filmów zagranicznych. Zanim to zrobię chciałabym powiedzieć tylko, że kompletnie nie znam się na filmach, nie potrafię ich oceniać pod innym kontem niż tylko takim, czy mi się podobają, czy też nie.
Nagadałam się, mogę zaczynać.


1. San Andreas (2015)

produkcja: Australia, USA
reżyseria: Brad Peyton
gatunek: Katastroficzny

Uwielbiam filmy katastroficzne, ale dlaczego właśnie ten jest moim ulubionym? Po pierwsze, ze względu na to, że siedząc w kinie na projekcji co chwilę wyrywało mi się ,,WOW", a mnie się to naprawdę rzadko zdarza. W filmach tego typu najbardziej lubię destrukcje, im więcej osób zginie, im więcej budynków się zawali tym lepiej. ,, San Andreas" ma takich scen od groma, zajmują ponad 80 % całego filmu.
Drugim powodem, równie ważnym jest Dwayne Johnson, którego po prostu kocham! Jasne, nie jest jakimś wybitnym aktorem, ale odnajduje się świetnie w każdej roli, którą odgrywa. Według mnie ( i mojej mamy) Dwayna można opisać tymi słowami: Mężczyzna z mięśniami równie wielkimi jak jego serce.






2. 2012 (2009)

produkcja: Kanada, USA
reżyseria: Roland Emmerich
gatunek: Sci-fi, Katastroficzny

Nie chcę się powtarzać i pisać tego samego, co przy poprzednim numerze. Dlatego wypowiem się krótko, zwięźle i na temat.
Powody, dla których ,, 2012" rozpierdziela system:

  • Cały świat się wali, pali i co tam jeszcze. Bieguny zmieniają położenie. Powstają tsunami, wybuchają wulkany. Reżyser w 34 minucie przestaje myśleć o jakiejkolwiek fabule, wciska gaz do dechy i do samego końca nie hamuje. Serio, Rolanda nie obchodzi realizm, według mnie mówi tym filmem ,, Jak ma być koniec świata, to niech to rzeczywiście będzie koniec świata. Po co się ograniczać, wysadźmy wszystko w powietrze!" 
  • Jeden z bohaterów- Yuri, mówi najlepszym angielskim z rosyjskim akcentem, jaki w życiu słyszałam. Uwierzcie mi, tego po prostu nic nie pobije.
  • Efekty specjalne wyglądają po prostu nieziemsko! Gdybym nie wiedziała, że zrobił to komputer byłabym skłonna uwierzyć, że to działo się naprawdę. 






3. Avatar ( 2009)

produkcja: USA, Wielka Brytania
reżyseria: James Cameron
gatunek: Sci-Fi

Obok ,, Titanica", ,, Avatar" jest najlepszym filmem stworzonym przez Jamesa Camerona, przynajmniej według mnie. Jest rewelacyjny, ma ciekawą fabułę i niesamowite efekty specjalne. Dużą rolę odgrywa w nim również muzyka. Wielkie, ogromne brawa należą się Jamesowi Hornerowi za stworzenie tak genialnego soundtracku( którego mogę słuchać w kółko).
Kiedy film ten grany był w kinach, dziesięcioletnia ja nie miała wielkiej ochoty go zobaczyć. Powiem Wam, że do tej pory żałuję, że nie namówiłam mamy na mały wypad do pobliskiej sali kinowej. Wiem jednak, że kolejne części będą miały swoje premiery w 2017, 2018 i 2019 roku. Cieszę się z tego, ale nie wiem jak wytrzymam tyle czasu.







            4. Kevin sam w domu (1990)

produkcja: USA
reżyseria: Chris Columbus
gatunek: Familijny, Komedia

Wiecie co? Wybrałam ten film, ponieważ już za trzy tygodnie święta i nawiązując do nich, jednym zdaniem uzasadnię swój wybór.

Święta bez Kevina, Last Christmas i choinki( w śnieg już nie wierzę) to nie święta.

Koniec. Kropka.






5. Epicentrum (2014)

produkcja: USA
reżyseria: Steven Quale
gatunek: Katastroficzny

Ten film nie jest tak dobry jak ,, San Andreas" czy ,, 2012", ale bardzo go lubię, choć sama nie wiem dlaczego. Może ze względu na dużą ilość tornad niszczących wszystko, co popadnie? Może dzięki zabawnym scenom, które bawiły mnie do łez? Może przez jedno i drugie. Nie mam pojęcia. Wiem jednak, że jak do tej pory obejrzałam go dobre sześć razy w całości, nie licząc przewijania do konkretnych scen. I wiecie co? Bardzo chętnie zobaczę go jeszcze raz, a co mi tam!







    6. Rodzinne rewolucje ( 2014)

produkcja: USA
reżyseria: Frank Coraci
gatunek: Komedia

Powiem szczerze, że nie miałam wielkich oczekiwań w stosunku do tego filmu. Ku mojemu zdziwieniu oglądając go śmiałam się wniebogłosy, nawet z totalnie głupawych i bezsensownych scen. A to wszystko dzięki temu, że ktoś wpadł na pomysł umieszczenia Adama Sandlera i Drew Barrymore w jednym filmie. Ten duet po prostu rozpiernicza system! Adama znam głównie z odmóżdżaczy z podtekstami i bałam się, że ,, Rodzinne rewolucje" nie będą różniły się niczym od innych ,, dzieł" , w których grał. Na szczęście, tym razem scenarzystom udało się stworzyć świetną komedię dla całej rodziny i fakt, występują w niej podteksty, ale pojawiają się sporadycznie jako zabawny smaczek dla rodziców.
Niewiele jest filmów komediowych, które naprawdę lubię, ale jeśli mowa o ,,Rodzinnych rewolucjach"- o tak, ten na pewno jest jednym z nich.









                                                                             
7. Transformers 1,2,3 ( 2007, 2009,2011)

produkcja: USA
reżyser: Michael Bay
gatunek: Akcja, Sci-fi

Posłużę się tym samym sposobem, którym oceniałam punkt 2.

  • Wybuchy. Kocham ten film za wybuchy, czyli Michaela Bay'a w najczystszej postaci. 
  • Oraz za efekty specjalne.
  • I mega zabawne sytuacje.
  • Oraz za podsunięcie pomysłu na znieważenie i zadziwienie pewnych osób.
  • A także za ponad 15 000 innych rzeczy, których teraz nie wymienię, ponieważ już mi się nie chce.







8. X-Men: Pierwsza Klasa (2011)

produkcja: USA
reżyser: Matthew Vaughn
gatunek: Akcja, Sci-fi

Uwielbiam wszelkie filmowe sequele i prequele, w których tytule widnieje napis ,, X-men", ale żaden nie jest według mnie tak dobry jak ,, X-men: Pierwsza Klasa". Oczywiście, nie wszystko w nim jest idealne ( na przykład wygląd Bestii), ale fakt faktem jest o niebo lepszy od ,, Ostatniego bastionu", który był... nieprzemyślany.
Uwielbiam Fassbendera jako Magneto, a McAvoy w roli Charlesa Xaviera wymiata! Muszę mieć ten film w swojej kolekcji, więc jak tylko nadarzy się okazja, na pewno go kupię.






                                                                                
9. Asystent Wampira (2009)

produkcja: USA
reżyser: Paul Weitz
gatunek: Fantasy, Przygodowy

Już nie raz, nie dwa mówiłam o tym jak bardzo kocham książkę, na podstawie której powstała ta ekranizacja. Nigdy jednak nie mówiłam o samym filmie, a powinnam była zrobić to już dawno temu.
Ekranizacja nie ma prawie nic wspólnego z pierwszymi trzema tomami serii o Darrenie, ale jest równie niesamowita jak one. Film jest fajnie nakręcony, ma swój specyficzny klimat, którego dopełnia rozbrzmiewająca w tle muzyka autorstwa Stephena Trask'a, przeplatana z przeróżnymi genialnymi piosenkami. Bardzo, ale to bardzo gorąco go Wam polecam.






10. Co robimy w ukryciu (2014)

produkcja: Nowa Zelandia, USA
reżyser: Jemaine Clement, Taika Waititi
gatunek: Horror, Komedia

Jeśli nie lubicie opowieści o wampirach, to o ironio jest to idealny film dla was. Otóż,  wyśmiewa on
wszelkie wampiryczne konwencje filmowe. Autorzy scenariusza mają bekę dosłownie ze wszystkiego. Serio, jest taka jedna scena walki, w której jeden wampir mówi do drugiego:
- Wstań i stój na suficie jak mężczyzna( coś w ten deseń).
Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Prawda jest taka, że tego filmu nie da się opowiedzieć, trzeba go zobaczyć. Mówię serio.







To wszystko na dziś! Mam nadzieję, że post Wam się podobał :) 
Jeśli oglądaliście któryś z wymienionych przeze mnie filmów, napiszcie o tym w komentarzach. Czekam na wasze opinie. 


Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger