Opowieści z Akademii Nocnych Łowców ( C. Clare, M. Johnson i inni)- recenzja

Witajcie ludziki! Przychodzę do was z czymś, czego dawno nie było na blogu, a mówię tu oczywiście o recenzji. Recenzję " Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" odkładam już tak okropnie długo, za co was przepraszam, ale wiecie, czasem to jak sobie zaplanujemy czas w notatniku czy plannerze nie zawsze pokrywa się z tym, co będziemy robili. Tym bardziej w wakacje, kiedy ciężko cokolwiek przewidzieć.
No dobrze, koniec wstępu. Możemy zaczynać omawianie lektury :)

Oryginalny tytuł: Tales from The Shadowhunters Academy
Autor: Cassandra Clare, Maureen Johnson i inni
Tłumacz: Małgorzata Strzelec
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 656

Jak dobrze wiedzą ci, którzy przeżyli zakończenie " Miasta Niebiańskiego Ognia", Simon Lewis przestał być wampirem jak również stracił wszystkie wspomnienia o świecie cieni. Przez pewien okres czasu był zwykłym człowiekiem, żyjąc tak, jakby wydarzenia związane z jego znajomością z Clary w ogóle się nie wydarzyły. Clary była dla niego obcą osobą. 
Oczywiście, jego wspaniali przyjaciele nie mogli żyć bez niego, więc z pomocą Magnusa Bane'a przywrócili mu niektóre wspomnienia. Od tego czasu Simon starał się ogarnąć, co się wokół dzieje, jednocześnie szykując się do wstąpienia do Akademii Nocnych Łowców, by zostać ( jak nazwa szkoły wskazuje), Nocnym Łowcą. 
Jak sobie poradzi w tej sytuacji? Czy sprosta oczekiwaniom? Jak ma wyjaśnić wszystkim, którzy kiedyś go znali, że dawnego Simona już... nie ma? 

"Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" to książka złożona z wielu opowiadań, jednych bardziej, drugich mniej wciągających, ale niewątpliwie każde z nich jest warte przeczytania. Tym bardziej, że wszystkie razem tworzą obraz szkoły, do której uczęszcza bohater, przygód, które przeżył i przeszkód, które stanęły na jego drodze. Bardzo przyjemnie mi się czytało każdą z historii. No dobra, zasysałam je jak odkurzacz! W dwa dni udało mi się przeczytać sześćset pięćdziesiąt stron tej cegiełki. Według mnie Cassandra napisała tę książkę nie tylko po to, by kontynuować wątek Simona, ale również by wytłumaczyć kilka spraw, które nie zostały poruszone, albo były jedynie wspomniane w jej wcześniejszych powieściach.

,, Bez wspomnień przepadamy. A nikt nie chce, żeby przepadł ktoś, kogo się kocha. " 

Jak już mówiłam, książka składa się z wielu opowiadań, jest więc też wielowątkowa. Choć większość wątków była naprawdę ciekawa, mnie najbardziej zaintrygowały próby przypomnienia sobie swojej przeszłości przez Simona. Z początku próbował on odciąć się od tego, co było, od wcześniejszej wersji samego siebie. Zaczął kombinować, już nie wiedział kim jest. Udawał dziwną, niezwykle groteskową i przerysowaną wersję Jace'a. Muszę przyznać, że jego zachowanie wywoływało we mnie niesamowite nerwy. Na szczęście w końcu zrozumiał, że kluczem do szczęścia nie jest odrzucenie tego, kim się było, a pogodzenie się z tym. Autorka zaserwowała nam bardzo ładnie poprowadzony motyw przemiany charakteru, za co należy się jej duży plus.

" Wszyscy zmieniamy świat codziennie, każdego dnia, który przeżywamy. Musisz tylko zdecydować, w jaki sposób chcesz go zmienić. "

Jeśli zaś chodzi o bohaterów, starych nie trzeba nikomu przedstawiać ani ich oceniać. Kto czytał " Miasto Kości" i resztę części, w których występuje ta banda dziwnych, pokręconych i diabelnie dobrych w walce postaci, ten nie dowie się z tej książki o nich niczego nowego. Ewentualnie może zakochać się w nich jeszcze raz. No, prawie. Skłamałam, jedno opowiadanie postawi ich wszystkich w zadziwiająco niezwykłym świetle. Nie zdradzę nic więcej, bo odebrałabym wam radość czytania. Mogę tylko powiedzieć, że fani i fanki Magnusa i Aleca będą wniebowzięci.
Z nowymi bohaterami nie udało mi się zaprzyjaźnić, może dlatego, że nie mieli oni szansy się zbytnio rozwinąć i wykazać. Mimo wszystko mam nadzieję, że chociaż niektórzy z nich wystąpią w kontynuacjach i będę mogła ich lepiej poznać.

Podsumowując, książka nie była idealna w każdy możliwy sposób. Miała swoje małe minusy, o których nie bez przyczyny nie napisałam. Dla mnie nie mają one żadnego znaczenia, bo nie żałuję przeczytania tej powieści. Powrót do świata Nocnych Łowców był, jest i zawsze będzie dla mnie niesamowitym doświadczeniem, dającym mi mnóstwo radości.

OCENA: 8/10


Czytaj dalej...

WAKACYJNY KSIĄŻKOWY KONKURS!!!

Witajcie ludziki ! Tak jak zapowiadałam w poście urodzinowym, nadszedł ten czas, czas konkursowy!!! Postanowiłam zrobić takie małe rozdanie, w którym książki mogą wygrać aż 2 osoby. 
UWAGA!!! Prócz " Ciepłych ciał" wszystkie powieści są podpisane moim imieniem i nazwiskiem. Jeśli wam to nie przeszkadza, to zapraszam do zabawy! 
Zasady możecie przeczytać pod bannerem.




Książki, które możecie zdobyć: 
1. ,, Gildia Magów"- Trudi Canavan
2. ,, 52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca"- Jessica Brody
3. ,, Ciepłe ciała" - Isaac Marion
4. ,, Pamiętnik nastolatki"- Beata Andrzejczuk
5. ,, Córka dymu i kości"- Laini Taylor
6. ,, Wielki błękit"- Jennifer Donnelly


  Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu, jak również fundatorem nagród jestem ja, Demetria Books ( Gabriela Górniak). 

2. W konkursie może wziąć udział każda osoba posiadająca adres korespondencyjny na terenie Polski. 
3. W konkursie mogą wygrać 2 osoby.  
4. Konkurs trwa do 14 września włącznie. Zgłoszenia po tym terminie nie będą brane pod uwagę. 
5. Aby wziąć udział w konkursie należy: podać swój e-mail, być obserwatorem bloga, podać numer  wybranej książki oraz udostępnić banner konkursu na swoim blogu/ facebooku lub w Google+.
6. Wyniki zostaną opublikowane 16 września.
7. O wygranej  zwycięzcę powiadomię mailem, jak również napiszę o nim na blogu.
8. Nie odpowiadam za zagubione przez pocztę przesyłki.


Przykładowe zgłoszenie:
e-mail: xyz@gmail.com
obserwuję jako: XYZ
wybrałam/em: ...
link do strony z udostępnionym bannerem 
Mam nadzieję, że nie zniechęcicie się moim podpisem w książkach i weźmiecie udział w moim konkursie. Czekam na wasze zgłoszenia do 14 września :)


Czytaj dalej...

POGADANKA #5: Zamknięte koło dylematów wczesnoszkolnych, czyli gdzie ja to nie byłam, nadchodzące zmiany i czemu straciłam podjarkę książkami.

Hejka ludziki !!! Wczoraj wróciłam z pielgrzymki i choć było ciężko, to udało się! Dotarłam z Ostrowca do Częstochowy! Jestem z siebie niesamowicie dumna!
No, ale nie o tym chciałabym dzisiaj wam opowiedzieć. Jasne, było super i tak dalej, ale po powrocie uderzyły we mnie moje wcześniejsze przemyślenia tyle, że ze zdwojoną siłą. Jakież to przemyślenia, zapytacie? No cóż, głównie takie dotyczące roku szkolnego.



Jak wiecie, w maju zdaję maturę. Jako przedmioty podstawowe wybrałam polski, matematykę i niemiecki, a na rozszerzeniu polski, matematykę, wiedzę o społeczeństwie i angielski. Tak, porwałam się na zdawanie ciężkich przedmiotów, ale zależy mi na dostaniu się na studia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, a w tamtym roku próg punktowy wynosił 247 punktów. O co się najbardziej boję? W zasadzie nie wiem. Wiem, wierzę w to, że jestem w stanie się przygotować, choć mam też świadomość moich słabości. Czasem staram się robić wszystko jak najszybciej, a zazwyczaj nie kończy się to zbyt dobrze, bo jak mówi przysłowie " Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy". Lubię też być przeświadczona o swojej nieomylności, choć niestety moje racje nie zawsze są prawdą. Mimo wszystko moją zmorą, moim najgorszym koszmarem jest sam fakt PISANIA testu maturalnego. Serio, jak widzę przed sobą białą kartkę, to automatycznie wszystko, co wiem dziwnym trafem wylatuje mi z głowy. Jestem przerażona, bo może tak stać się też na maturze, a to by była całkowita katastrofa.



Kolejną sprawą jest blog. Ostatnio świętowałam z wami trzy lata jego istnienia, z czego ogromnie się cieszę, ale niestety muszę wam się do czegoś przyznać. Pisanie bloga nie przynosi mi już tak wielkiej radochy jak kiedyś. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż lubię pisać i dzielić się z wami moimi przemyśleniami. Jednakże, minęły trzy lata odkąd założyłam Podróże Międzyksiążkowe i tak jak zmieniłam się ja, tak też na przestrzeni tych lat zmieniał się mój blog i choć te zmiany były niewielkie, ledwo widoczne, to powiem szczerze, że myślę o wprowadzeniu troszkę bardziej konkretnych zmian. Na moim blogu nadal chciałabym pisać o książkach, ale nie tylko. Od września będę znacznie częściej poruszała tematy związane ze szkołą, nauką, produktywnością i językami. Poza tym przynajmniej dwa razy w miesiącu będę chciała pisać takie pogadanki na wszelkie tematy, nie tylko związane z literaturą, ale też z moimi osobistymi przemyśleniami. Mam nadzieję, że mimo tych zmian związanych ze zmianą tego kim jestem i jaka jestem, zostaniecie ze mną i wciąż będziecie czytać moje posty.



Czytanie książek też jest dla mnie lekko drażliwym tematem. Kiedyś czytałam, a w zasadzie pochłaniałam ogromne ilości książek z różnego gatunku. Uwielbiałam to, było to częścią mojego życia. Z biegiem lat jednak mój entuzjazm osłabł, aż w końcu... ech, wystarczy popatrzeć na moje statystyki czytelnicze z ostatnich miesięcy. No błagam, toż to jakaś masakra. Nie chodzi tu tylko o to, że zmienił się mój gust, bo aktualnie sięgam po tak rozbieżne gatunki, ale o sam fakt, że czytanie już nie jest czymś, co robię z przyjemności, a ostatnimi czasy zazwyczaj z nudów.
Zaczęłam też pozbywać się części moich książek- 50 z nich wystawiłam dziś do sprzedaży na lubimy czytać i na olxie. Mam nadzieję, że uda mi się je, może nie wszystkie, ale sprzedać, bo chciałabym pokupować sobie więcej książek psychologicznych, mówiących o osiąganiu celów i o produktywności, bo takie teraz mnie interesują. Oczywiście, nie rezygnuję całkowicie z powieści młodzieżowych, przygodowych, czy fantasy. Takie też chcę czytać, choć w zmniejszonych ilościach.

To już wszystko na dzisiaj! To była taka totalnie niezaplanowana, od czapy pogadanka, którą napisałam, żeby wam się trochę wygadać. Dzięki, że jakimś cudem wytrzymaliście do końca tej mojej wspaniałej paplaniny :)

Pozdrowionka, dobranoc :D




Czytaj dalej...

Charlie ( Stephen Chbosky) - recenzja

Hejka! Zrecenzuję dziś książkę, którą przeczytałam dwa lata temu i której fabuły już kompletnie nie pamiętam. Nie zmienia to jednak faktu, że notatki zrobiłam i zamierzam je wykorzystać. Przepraszam za jej chaotyczność, ale tak właśnie wyglądały moje stare recenzje- kompletnie bez ładu i składu.

Oryginalny tytuł: The Perks of Being a Wallflower
Autor: Stephen Chbosky
Tłumacz: Joanna Schoen
Wydawnictwo: Remi
Data wydania: 2012
Liczba stron:  224

Nie powiem wiele o tej książce, bo prawda jest taka, że nie do końca ją rozumiem. Nie mam zielonego pojęcia gdzie i czy w ogóle ma ona punkt kulminacyjny. Nie ogarniam głównego bohatera, ani pobudek, które nim kierują... Jest wiele, wiele rzeczy, których nie rozumiem. Serio. Mimo to przyjemnie wspominam tę powieść, która niesamowicie przypominała mi " Szukając Alaski". Była pełna różnych, głębokich przemyśleń. To wbrew pozorom skomplikowana książka poruszająca tam wiele tematów, jak to tylko możliwe. Z jednej strony jest to powieść o poznawaniu siebie, dostrzeganiu szczęśliwych chwil i radości życia. Z drugiej to dramat o samotności, niezrozumieniu, potrzebie przynależności do jakiejś społeczności i trudnych wyborach i ich konsekwencjach. " Charlie" pokazuje, że życie łączy to co dobre z tym, co złe, splata ze sobą tragedie i radości, bo z każdej z nich człowiek ma szansę wynieść coś, dzięki czemu stanie się lepszy. Życie każdego człowieka składa się z paraboli nieszczęść i szczęścia, wymijających się w niezrozumiały dla nas sposób, w jednej chwili przechodząc z jednego w drugie, czyniąc nasze życie bardziej intrygującym i pozbawionym monotonii. Książka mówi też o tym,  że w życiu trzeba działać. Jeśli wyciąga ono do nas rękę, daje nam szansę, to trzeba po nią sięgnąć. Bo jeśli czegoś pragniesz, to musisz o to walczyć nie zniechęcając się i nie poddając.
   Bohaterowie mieli dość mocno zarysowane charaktery, a przynajmniej ci najbardziej istotni w całej historii. Bardzo polubiłam Sama i Patricka, to były naprawdę świetne postacie. Charlie z kolei był i jest dla mnie człowiekiem zagadką, kimś enigmatycznym o ponadprzeciętnej inteligencji, a jakże prostym i dziecinnym rozumowaniem. Myślę, że to ta tajemniczość sprawia, że jest tak ciekawą i trudną postacią.

,, [...] włożyłem marynarkę, mimo że nie byłem pewny, czy na to zasługuję [...], ale to był taki miły prezent, że wszyscy zaczęli bić brawo. [...] Myślę, że pierwszy raz w życiu wydawało mi się, że wyglądam ,,dobrze". Wiesz, co mam na myśli? Chodzi o takie miłe uczucie, kiedy patrzysz w lustro i twoje włosy po raz pierwszy w życiu są w porządku. Nie uważam, że powinno się przywiązywać zbyt dużą wagę do swojej tuszy, stanu mięśni i fryzury, ale kiedy czasami wygląda się dobrze, to jest naprawdę miłe. Naprawdę. "

OCENA: 7/10

 
Czytaj dalej...

TOP 10: Najlepsze Książki na Lato ( cz.1 )



Hejka ludziki! Co u was słychać? Mam nadzieję, że wakacje upływają wam w rewelacyjnej atmosferze. Przedwczoraj wrzuciłam na bloga post, w którym zawarłam takie typowo wakacyjne, letnie cytaty. Pomyślałam, że fajnie by było dalej pociągnąć temat wakacji, więc dziś przygotowałam dla was pierwszą część topki książek, które mnie najbardziej kojarzą się z latem. I tak, wiem że ten post miałam wstawić wczoraj.


1. "Hobbit"- J.R.R. Tolkien

Nie wiem, czy wiecie, ale ja osobiście nie przepadam za Tolkienem ze względu na jego styl, który jest dla mnie zwyczajnie za ciężki. I tak, czasem czuję się głupio z tego powodu. Nie zmienia to jednak faktu, że przez prawie żadną z jego książek nie byłam w stanie przebrnąć. Prawie, gdyż wyjątek stanowi właśnie " Hobbit", czyli moja lektura z gimnazjum. O ile się nie mylę, wtedy nie doczytałam jej do końca, ale zrobiłam to w tym roku. Dlaczego jest to według mnie idealna powieść na lato? Głównie przez motyw podróży i drogi, który jest moim zdecydowanie najukochańszym motywem ever. Wakacje kojarzą mi się z tymi rzeczami, które możemy znaleźć w "Hobbicie", czyli właśnie z wędrówkami, zawiązywaniem nowych przyjaźni, odkrywaniem nowych aspektów swojej osobowości i pokonywaniem mniejszych lub większych kłód, które życie rzuca nam pod nogi.


2. " Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy"- Rick Riordan

 Od lat jestem wielką fanką powieści Ricka Riordana, umieściłam je nawet w topce książek, które powinien przeczytać każdy nastolatek. W przeciwieństwie do "Hobbita", w tym przypadku powiem wam, czego nauczyłam się z serii tego autora i dlaczego uważam, że podróż z Percym Jacksonem i jego zwariowanymi kompanami to najlepsza możliwa wersja podróży.
Jak byłam w podstawówce, to nie byłam zbytnio lubiana. Jasne, po części była to moja wina bo byłam pół- aspołecznym chamem. Tak, tak było. W każdym razie pewnego razu wpadła w moje wtedy jeszcze małe łapki pierwsza część serii o Bogach Olimpijskich. Prócz tego, że się w niej zakochałam i niesamowicie wciągnęłam w całą historię, to wyniosłam z jej przeczytania pewność siebie. W sensie, zrozumiałam, że to, że jestem dziwna i że nie myślę i zachowuję się jak cała reszta nie znaczy, że mam się czuć gorsza.To samo było w gimnazjum, też nie było mi łatwo. Tym razem sięgnęłam po Olimpijskich Herosów, którzy przywrócili mi pozytywne "paczanie" na świat, przypomnieli to, co straciłam w międzyczasie.
Od lat od czasu do czasu wracam do tych książek, oczywiście zaliczając kolejne, bo Rick jest szaleńcem międzygalaktycznym i uwielbia robić wodę z mózgów swoich fanów poprzez pisanie nowych tomów.
Według mnie po powieści tego autora można sięgać kiedykolwiek, ale postanowiłam wrzucić je w tę topkę ze względu na to, że jak już się zacznie czytać, to nie można przestać. A w wakacje większość z nas ma najwięcej czasu.


3. " Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań"- wielu autorów; zebrała Stephanie Perkins

Słuchajcie, nie wiem, czy muszę argumentować, dlaczego " 12 wakacyjnych opowiadań" to idealna książka na wakacje. No, ale jak już zaczęłam to muszę chyba skończyć. Pierwsze co, to fakt, że są to opowiadania, więc jeśli jesteśmy gdzieś na wakacjach i chcemy przeczytać jakiś fragment tej książki w ramach odpoczynku przed, bo ja wiem, dalszą wyprawą na Giewont, to znajdujemy się w idealnej sytuacji. Możemy przeczytać jedno opowiadanie i zamknąć książkę nie zastanawiając się, co dalej z daną historią, bo ją zakończyliśmy. 
 Moje ulubione opowiadania z tego zbioru to:
  • Łeb i łuski, jęzor i ogon- Leigh Bardugo
  • Byle nie miłość- Jon Skovron
  • Za półtorej godziny skręć na północ- Stephanie Perkins


 4. Wszelkie komiksy ( tutaj reprezentowane przez "The Amazing Spider-Man. Powrót do domu"- J.M Straczyński i J.Romita JR

Tak samo jak z opowiadaniami, na komiksy nie musimy przeznaczać ogromnej ilości czasu. Są też zdecydowanie bardziej poręczne niż normalne książki. No, prócz tych należących do różnych wielkich kolekcji, bo te zazwyczaj mają twardą okładkę, a co za tym idzie, przestają być już takie lekkie.


 5. " W pustyni i w puszczy"- Henryk Sienkiewicz

No, wreszcie coś z klasyki. A tak serio, to nie wiem jak dla was, ale według mnie najlepszym czasem na czytanie o wyprawie przez Afrykę jest właśnie lato. Ciepłe, czasem gorące lato! Poza tym wiecie, jak bardzo nienawidzę Henryka Sienkiewicza i jak bardzo kocham, czy wręcz ubóstwiam powieść " W pustyni i w puszczy". Tyle razy już o tej książce mówiłam !
Żeby zostać w tych klimatach, polecam z całego serca obie ekranizacje tej historii, bo obie są rewelacyjne!  Ja osobiście wolę tę nowszą, choć ze względu na szczegółowość tej starszej uważam, że tamta jest lepszą ekranizacją.




To tyle na dzisiaj! Dalsza część tej topki ukaże się w sierpniu :)
Miłego dnia wam wszystkim !
Czytaj dalej...

TOP 5: Cytaty Miesiąca- Lipiec!!!

Hejka ludziki! Zanim zainspiruję was wakacyjnymi cytatami mam pytanko. Czy wie ktoś, co mogło nie pyknąć, że mimo ustalonej daty i godziny posty nie wstawiły się automatycznie? Jeśli macie jakieś podejrzenia, to dajcie znać.
Dobra, ale co z cytatami? Wybrałam pięć takich, które najbardziej przypominają mi, o co chodzi w tych całych " wakacjach" i lecie. Między cytatami postanowiłam powstawiać poprawiające humor obrazki, które straaaasznie nakręcają mnie na marzenia związane ze spędzaniem wolnego czasu. Niektóre z nich to moje zdjęcia znad morza.
OTO ONE!

,,Lato miało własną logikę i zawsze coś ze mnie 

wyciągało. W lecie miało chodzić o wolność

, młodość, brak szkoły i obowiązków, przygodę i

 odkrywanie. Lato księgą nadziei. Dlatego tak je

 kochałem i jednocześnie nienawidziłem. 

Ponieważ

zmuszało mnie do tego, aby wierzyć. "- Inne 

zasady lata




,,Stojąc tutaj, w cichym domu, dokąd dolatuje

 ćwierkanie ptaków z ogrodu na tyłach, chyba


zaczynam kumać, o co chodzi. To nie żadne

 dramatyczne „przed” i „po”. Raczej coś 

przypominającego melancholijne uczucie, które

 Cię ogarnia pod koniec naprawdę fantastycznych

 wakacji. Coś nadzwyczajnego się kończy i jest ci 

smutno, ale nie możesz być aż taki smutny, bo hej,

  były świetne, kiedy trwały, i jeszcze nadejdą inne

 wakacje, kolejne świetne momenty. "- Wróć, jeśli

 pamiętasz



 


,,Miłość potrafi być dziwna i smutna. Trudno 

czasami zrozumieć, dlaczego w różnych

 momentach swojego życia pędzimy w stronę 

jednych ludzi, a uciekamy przed innymi. Dlaczego

 tak bardzo szukamy tego, za czym tęsknimy,a

 potem tak szybko umykamy, gdy to znajdziemy." 

- Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych 

opowiadań

 

,,Bo wiesz, to jest tak: z Magellanem jest taki sam

 problem, jak ze wszystkimi odkrywcami. Całą

 energię skupiają na poszukiwaniu rzeczy 

niemożliwych. I w większości tak są zapatrzeni w

 horyzont, że nie widzą tego, co mają tu przed

 sobą. " - Aż po horyzont

 


,,Największych odkryć dokonują ci, którzy wcale

 się tego nie spodziewają. W ten sposób Kolumb

 odkrył Amerykę. Pinzón dotarł do Brazylii,

 chociaż zamierzał dopłynąć do Indii Zachodnich.

 Stanley przypadkiem trafił na wodospad 

Wiktoria. No i ty. Moje odkrycie, którego 

dokonałem, chociaż wcale na to nie liczyłem. "

 Aż po horyzont






To już jest koniec! Jeju ile ja bym dała, żeby mnie tak w któreś wakacje spotkała taka miłość! 
No nic, obiecałam sobie, że na dziś koniec z fantastyką. Miłego wieczoru!  
Czytaj dalej...

Krótkie ogłoszenie!

Dobry wieczór ludziki! Słuchajcie, wiem że miałam wstawić dziś kolejną recenzję, ale jestem zdecydowanie zbyt zmęczona, żeby to zrobić . Postanowiłam pójść za radą jednego z was i ustalić dzień, kiedy to wstawię dwa posty które planowałam na dziś i jutro.
Oto nowy plan:
  • Opowieści z Akademii Nocnych Łowców- recenzja [ 11.07.17]
  • Girl Online. Solo- recenzja [ 14. 07.17]
Wyczekujcie!
A teraz żegnam się z wami i mówię wam wszystkim DOBRANOC!

Czytaj dalej...

Mockingjay Book TAG!!!

Hej ludziki! Nie uwierzycie, ale dokładnie kilka sekund temu przypomniałam sobie, że miałam wstawić post na bloga. Jak zwykle, nikt nie ma tak krótkiej pamięci jak złota rybka zwana Demetrią. Pewnie jak będziecie to czytać, to już nie będzie "kilka sekund", ale to nie ma większego znaczenia. Przybiegłam do was dziś z tagiem, w którym kategoriami będą postacie z Igrzysk Śmierci. Gotowi? Do dzieła!



1. Katniss Everdeen - ognista książka, która zapaliła twoje serce.

Nigdy nie chcecie zadzierać z Clarrisse. Ani z jej braćmi. Ani tym bardziej z ich ojcem Aresem. No, chyba że jesteście Percy'm Jacksonem i chcecie nadepnąć na odcisk całej czwórce. Bo zadzieranie z tą rodzinką to jak liczyć na to, że jak oblejecie się benzyną i podpalicie, to nie staniecie w ogniu. To zwyczajnie samobójstwo. Clarrisse jest ognistą dziewczyną, jej bracia są jeszcze bardziej szaleni i nieprzewidywalni, a Ares... to bóg wojny. To się rozumie samo przez się.



2. Peeta Mellark- najcięższa książka w twojej bibliotece. 

Z racji, że już nieraz odpowiadałam na to pytanie ( którego połączenia z Peetą w ogóle nie rozumiem), to zinterpretuję je na swój sposób. Najcięższą książką, którą najciężej mi się czytało, był dramat " Romeo i Julia". Nie wiem, czy wiecie, ale nie cierpię tej historii. Jest w mojej ocenie głupia, nierealistyczna i nudna jak lekcja filozofii o piątej rano. I tak, mówi to osoba, która powiedziała, że nie ma nic dziwnego w wierze w wyidealizowanych bohaterów i książęta na białych koniach.







3. Gale Hawthorne- książka, za którą byś zabił.

Nie przepadam za Gale'm, więc to pytanie też zmienię na " książka, którą byś zabił". Na tym zaszczytnym miejscu znajdzie się dziś powieść "Wyśnione miejsca ", która jest po prostu beznadziejna i żałuję każdego zmarnowanego na nią drzewka. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego śmiem twierdzić tak, a nie inaczej, odsyłam do recenzji ( klik w tytuł książki).

 
4. Primrose Everdeen- ulubiona książka z dzieciństwa.

Jak byłam w podstawówce, jedną z moich najukochańszych, najbardziej ulubionych książek był " Rekrut" Roberta Muchamore. Pamiętam, że była to książka o jakichś dziecięcych szpiegach, czy czymś w tym rodzaju. Myślę, że w przyszłości odświeżę sobie tą powieść, tak dla porównania jak na moją ocenę wpłynęły te lata, które przeminęły od momentu gdy ją pierwszy raz przeczytałam.


5. Finnick Odair- książka z najładniejszą okładką.

Bardzo podoba mi się okładka " Cud chłopaka", która mimo, że jest w sumie bardzo prosta i minimalistyczna, to ma w sobie pewien urok. Można interpretować, że jej prostota odzwierciedla to, jakim dzieckiem był Augie- główny bohater, ale pozwólcie, że dziś nie będę się w te wszystkie interpretacje wgłębiała.



6. Johanna Mason- książka, która cię zraniła, wywołała łzy.

Ostatnimi czasy postanowiłam nie przyznawać, że coś wywołało u mnie łzy. Tym bardziej książki. Jestem twarda, a przynajmniej tak sobie to tłumaczę. 

7. Cornelius Snow- znienawidzona przez ciebie książka.

Skoro nie mogę drugi raz wymienić " Wyśnionych miejsc", to zamiast tego wstawię tutaj tytuł powieści, którą niedawno recenzowałam, a mianowicie " Ktoś taki jak ty". Nie mam powodu, by powtarzać to, co już napisałam w recenzji, także odsyłam do niej.
RECENZJA GNIOTA



8. Galeniss vs. Peetniss- książkowa para, której kibicujesz.

Nie wiem jak duża grupa z was czytała " Nie poddawaj się" Rainbow Rowell. Choć książka może nie jest jakaś powalająca... no, nie jest nawet dobra. Mimo to, romans który w niej występuje jako jeden z głównych wątków ( choć mimo to jest go za mało) jest po prostu niesamowity i szczerze, ale to całkiem szczerze, nie da się nie shipować i nie kibicować Bazowi i Simonowi. Nie da się.
Wspominałam, że ci dwaj to moje OTP?






Koniec na dzisiaj. Idę spać. 

Dobranoc wszystkim :)


Czytaj dalej...

Łza ( Lauren Kate)- recenzja

Hello ludziki z każdej galaktyki! Mam nadzieję, że wszystko u was w jak najlepszym porządku, bo u mnie wszystko super! Nie mogę uwierzyć, że jeszcze tylko cztery dni do mojego wyjazdu nad morze. Tak strasznie się cieszę!
Czy taką samą radość przyniosło mi czytanie książki, którą dziś zrecenzuję? Tego za chwilę się dowiecie.

Oryginalny tytuł: Teardrop
Autor: Lauren Kate
Tłumacz: Anna Studniarek- Więch
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2013
Liczba stron: 472

Eureka była całkiem zwykłą dziewczyną, aż do tragicznego wypadku, w którym zginęła jej matka. Po rodzicielce w spadku przypada jej tylko kilka rzeczy: list, medalion, tajemniczy kamień i jeszcze bardziej niezrozumiała księga. Dziewczyna zmienia się, nie jest już tą samą osobą, co wcześniej. Choć wszyscy wokół wciąż powtarzają, że płacz może uwolnić ją od wyrzutów sumienia, Eureka wie, że musi dotrzymać obietnicy, którą złożyła mamie. Kobieta od zawsze powtarzała jej, by ta nigdy, przenigdy nie płakała i nastolatka nie ma zamiaru puścić w zapomnienie słów matki. 
Od tego pamiętnego dnia na drodze Eureki wciąż pojawia się enigmatyczny Ander, który zdaje się wiedzieć o niej więcej, niż ona sama. Co ukrywa chłopak? I jaki związek ma to, przed czym ją ostrzega z pamiątkami po utraconej matce? 

Zawiodłam się. Zwyczajnie, po ludzku się zawiodłam. Oczekiwałam sama nie wiem czego, a dostałam kolejnego przeciętniaka. Książka była "fajna", ale bez rewelacji. Nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, momentami była nudna jak flaki z olejem. Zdecydowanie za dużo było w niej wszelakich retrospekcji, dziwacznych wspomnień i ogólnej paplaniny, a za mało konkretnych faktów posuwających akcję do przodu. W ogóle mam wrażenie, że powieść była pisana na szybko, bo według mnie jest niedopracowana. Zamysł autorki był na serio świetny- paranormalny romans, nawiązania do mitologii, tajemnica, która może uratować lub zniszczyć świat. Niestety, wyszło jak wyszło. Dałam się zwieść ładnej, choć kiczowatej okładce i opisowi, który mnie zaciekawił. Liczyłam na coś tak epickiego, że aż wbije mnie w fotel. Że fabuła mnie całkowicie pochłonie, wciągnie, a ja z zapartym tchem będę śledziła poczynania bohaterów i powoli rozwiązywała wraz z nimi zagadkę. W końcu książka porusza tematykę Atlantydy! Przy takim fascynującym temacie miałam nadzieję na coś lepszego. Dostałam w końcu... kompletnie nic nie dostałam. Kiedy czytałam, nie potrafiłam powstrzymać ziewania. Jasne, zdarzały się dobre momenty, ale było ich tak malutko, że znikały, były prawie niedostrzegalne pod stertą słownych śmieci.
Co do postaci, również były nijakie- płaskie, banalne, zwyczajnie okropne. Chyba tylko Eureka nie działała mi na nerwy, bo przez większą część książki wiedziała z tego, co się dzieje tyle samo, co ja, czyli zadziwiająco mało.

,,Ostatnią rzeczą, jakiej spodziewamy się po innych, jest ostatnia rzecz, którą robią, zanim nauczymy się im nie ufać. "

Co do samej tajemnicy, według mnie rozwiązywanie zagadki polega na wywnioskowywaniu jednego faktu z drugiego, łączenie ich w całość i w końcu dochodzenie do prawdy. Wiecie, po nitce do kłębka. No i tu mamy problem. We "Łzie" fakty nie były ze sobą w żaden sposób powiązane. Kolejne z nich autorka wywlekała znikąd, robiła to tak, jak magik wyciąga królika z kapelusza. Nie mam zielonego pojęcia, po co wątek tej cholernej księgi od matki został wprowadzony, skoro nie wnosił on do historii prawie niczego. Myślę, że był on tylko pretekstem do stworzenia wątku miłosnego, który i tak był mdły do bólu.
Naprawdę, nie mam już siły na dalsze krytykowanie tej książki. Był potencjał, ogromny potencjał ale został on zmieniony w kupkę popiołu jeszcze na początku po to, by pod koniec dmuchnąć jego resztkami czytelnikowi prosto w twarz. Wiem, że ta seria ma jeszcze drugą część, ale za żadne skarby po nią nie sięgnę.

OCENA:  4/10



Czytaj dalej...

Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno ( Kirsty Moseley)- recenzja

Witajcie ludziki! Słuchajcie, w życiu tak się nie cieszyłam ze słońca za oknem, jak w tej chwili. Mam nadzieję, że jak dziesiątego dobiję do brzegu we Władysławowie, powita mnie równie dobra pogoda. No nic, poczekamy, zobaczymy. Na razie moją radość musi podtrzymać dzisiejsza recenzja książki, którą jak już pewnie wiecie UWIELBIAM! Ale bez spojlerów :D

Oryginalny tytuł: The Boy Who Sneaks In My Bedrooom
Autor: Kirsty Moseley
Tłumacz: Magdalena Krysik
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 2016
Liczba stron: 351

Gdy była jeszcze małą dziewczynką, Amber przeżyła coś strasznego. Od tamtej chwili unika dotyku fizycznego jak ognia. Pozwala się dotykać jedynie mamie, bratu i... Liamowi, najlepszemu przyjacielowi jej brata. Odkąd oboje byli dziećmi noc w noc zasypiali obok siebie- tylko Liam potrafił odgonić koszmary dręczące dziewczynę. Teraz, po ośmiu latach, żadne z nich nie jest w stanie zasnąć bez tego drugiego. 
Na co dzień Liam zachowuje się jak dupek i napalony półgłówek, ale w nocy zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, staje się opiekuńczy i delikatny. Amber nie potrafi go rozgryźć i to doprowadza ją do szaleństwa. Czy między nimi może coś zaiskrzyć? Co musiałoby się stać, żeby dzienny Liam przemienił się w nocnego Liama? 

Wiem, okropny opis, ale uwierzcie, że ciężko mi było cokolwiek napisać, żeby przypadkiem czegoś nie zdradzić. " Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" to książka po prostu cudowna, wspaniała, super-romantyczna i wzruszająca. Jest jak " Hopeless", tylko bardziej sensowna i z lepszymi bohaterami. Z drugiej strony, autorka totalnie przegięła z cukrem przy jej pisaniu, bo ta powieść jest przesłodzona jak pączki w tłusty czwartek. Tym razem jednak nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
Książka z rozdziału na rozdział staje się coraz lepsza, coraz bardziej wciągająca. Z początku wydawało mi się, że będzie ona niczym innym jak kolejną głupią historią o nastoletniej miłości, która rozpocznie się z niczego, a skończy jak w tysiącu innych książek. Nawet nie byłam świadoma tego, jak bardzo się mylę! To fakt, powieść jest romansem, ale trochę takim, jak między Anią Shirley, a Gilbertem Blythe, w którym miłość między bohaterami ma swoje podstawy i jest bezwarunkowa.
Kolejną rzeczą, która działa na plus tej książki jest fakt, że nie zawiera ona ani jednego opisu sceny erotycznej. Oczywiście, pojawiają się takowe, jak w prawie każdej młodzieżówce, ale prócz krótkiej informacji o tym, co się będzie działo, nie ma nic więcej. Autorka zwyczajnie nie wchodzi w szczegóły i to mi się podoba, bo nie przepadam za czytaniem takich opisów.

,,Pewnego wieczoru, kiedy miałem dziesięć lat, zobaczyłem, że Amber płacze. Zakradłem się do niej, żeby ją uspokoić i skończyło się na tym, że obom siebie zasnęliśmy. Powtórzyło się to następnej nocy i kolejnej. Ona płakała a ja przychodziłem do niej przez okno. W końcu przerodziło się to w rutynę [...]. "

W powieści jest wiele zabawnych momentów, a swój humor zawdzięczają one postaciom, które są świetnie wykreowane, nie są papierowe, mają swoje odmienne charaktery i można się z nimi utożsamić. Czułam z nimi więź, miałam wrażenie jakbym znała ich wszystkich już od lat, jakbyśmy byli przyjaciółmi.
Bardzo polubiłam Amber. Według mnie była taka... prawdziwa. Nie była wyidealizowana, tak jak prawie cała reszta bohaterów. Większość miała swoje zalety i wady, a oni sami nie zmieniali się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki tylko dlatego, że tego potrzebowała fabuła. Wracając, Amber zaskarbiła sobie moją sympatię inteligentnym i przemyślanym działaniem, a także tym, że potrafiła być zarówno bardzo delikatna i bezbronna, jak i wytrwała, waleczna i momentami wredna dla osób, które chciały jej uprzykrzyć życie. Myślę, że gdybym miała szansę się z nią zapoznać, na pewno znalazłybyśmy wspólny język.
Przechodząc do Liama, gdy zaczęłam czytać tę powieść byłam przekonana, że to co Liam prezentuje  na początku, to jego prawdziwy charakter. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że pod maską twardziela i napaleńca kryje się całkiem miły, uroczy, opiekuńczy i odpowiedzialny chłopak. Liam był aż do bólu wyidealizowany, ale hej! Dlaczego mam krytykować tego księcia z bajki, skoro ci Disneyowscy w ogóle mi nie przeszkadzają?!

,,- Chyba nie da się być bardziej romantycznym - szepnęłam, delikatnie gładząc go po piersi i kołysząc się w rytm piosenki.
Uśmiechnął się.
- Spróbuję. Zapytaj mnie za pięćdziesiąt lat. Pocałował mnie czule, ponownie przyprawiając mnie o szybsze bicie serca. "


Teraz czas na najprzyjemniejszą część, czyli ocenę romansu między Liamem, a Amber. Kurde blaszka, ileż on przyniósł mi cierpień wywołanych emocjami! Przeżywałam go tak mocno, jak ten w " Annie i Pocałunku w Paryżu" ( recenzja wkrótce), może nawet mocniej, bo nie irytował mnie żaden z bohaterów. Jasne, jego geneza była trochę dziwna, ale wszystko można zrozumieć, jeśli chodzi o miłość od pierwszego wejrzenia, w którą oczywiście w teorii nie wierzę. Zakończenie " Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno" również było niesamowite i super romantyczne.

Bez bicia powiem, że tej książce zwyczajnie nie potrafię nic zarzucić. Jest wciągająca, poruszająca i oddziałuje na emocje tak samo jak nowy książkowy stosik. Jestem pewna, że kiedy tylko nadarzy się pieniężna okazja, na stówkę ją kupię, by wracać do niej za każdym razem, gdy złapie mnie smutek lub gdy będę wątpiła w potęgę miłości. Z tym ostatnim to taki żart, w realnym życiu nie wierzę w prawdziwą miłość.
Powieść oczywiście polecam, mam nadzieję, że spodoba się wam w takim samym stopniu, co mnie, choć wiem, że niektórym z was ten przesłodzony klimat może przeszkadzać.

OCENA: 10/10



Czytaj dalej...

Przepowiednik Premierowy- Lipiec!

Hello ludziki małe i duże! Wiecie, co najbardziej lubię w pisaniu przepowiedników? Dzięki wyszukiwaniu najciekawszych i nie ukrywajmy, najładniej wydanych książek, sama tworzę w ten sposób swoją listę MUST HAVE. Oczywiście, prawie żadnej z obiecywanych sobie powieści nie udaje mi się kupić przez bakterię pustelius porfelus, z którą zmaga się każdy miłośnik zbierania comiesięcznych stosików. Ach, jak one ładnie wyglądają, czyż nie? No cóż, może w wakacje uda mi się zdobyć trochę skarbów.
No widzicie, znów się rozgadałam, a nowości czekają! Oto one!



Książki, które wydawały mi się ciekawe i które postanowiłam wam zaproponować :)

Wydawnictwo: Editio
Premiera: 19 lipca

Bianca nie jest w stanie zaprzeczyć swoim uczuciom. James zdał sobie sprawę, że Bianca jest dla niego najcenniejsza. Dziewczyna decyduje się zamieszkać z zabójczo przystojnym i magnetycznym miliarderem, chociaż przeczucia mówią jej, że niebezpieczeństwo jeszcze nie zostało zażegnane... Bianca nie może pozbyć się przeczucia, że czyha na nią niebezpieczeństwo. Przyszłość jest mglista i pełna niewiadomych, a przeszłość kochanków nie daje o sobie zapomnieć.
Wiem, że ten opis może wydawać się głupi, ale dzięki uprzejmości wydawnictwa Editio udało mi się przeczytać poprzednie części tej serii i choć z początku byłam sceptycznie do nich nastawiona, naprawdę mi się one podobały. 
Pełną recenzję pierwszej części , czyli " Podniebnego lotu" możecie przeczytać TUTAJ .



Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 19 lipca

Masz przed sobą biblię każdego szanującego się miłośnika gotowania. Powstała dzięki pasji pary Kanadyjczyków do eksperymentowania (i zakręcania). To kompendium wiedzy o konserwowaniu w stylu batch, czyli partiami, oszczędnie i w pełni naturalnie. Dzięki tej książce już nigdy nie sięgniesz po sklepowe przetwory – bo i po co, jeśli wykorzystując 25 sezonowych warzyw i owoców i 7 metod konserwacji, możesz wyczarować zakręcone i zdrowe potrawy dla siebie i swoich bliskich?
W ramach przygotowania do wyjazdu nad morze, ostatnimi czasy wkręciłam się w zdrowe jedzenie i aktualnie jestem w stadium poszukiwania prostych przepisów, które sama potrafiłabym wykonać. Może ta książka podpowie mi coś... pysznego?



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 6 lipca

Męski świat, męska robota, męska książka dla kobiet. Opowieść kobiety rybaka, która zaskoczyła francuskich krytyków i porwała swą oryginalnością czytelników. 8 nagród literackich, nominacja do Nagrody Goncourtów, 300 000 sprzedanych egzemplarzy. Wzięła małą wojskową torbę i przyjechała na Alaskę. Na wyspie Kodiak jako jedyna kobieta zaokrętowała się na statek rybacki Rebel i wyruszyła w morze. Lili uciekła z rodzinnego Manosque w Prowansji, bo nie chciała umrzeć z nudów chciała żyć "na zewnątrz", samotnie, na dalekiej północy, za "ostatnią granicą". Chciała prawdziwego życia, zarezerwowanego dla mężczyzn, takiego, na które zarabia się siłą własnych mięśni. Pracowała więc za pół stawki, nie dosypiała, znosiła docinki, zimno i ból zranionej ręki oraz połamanego żebra. A potem włóczyła się z kumplami rybakami po knajpach i zaprzyjaźniła z portowymi bumami. Każdy dzień był dla niej nowym wyzwaniem. W tym męskim świecie, nieprzepuszczalnym dla kobiet, Lili spotkała przygodę i kogoś, kogo wcale nie szukała. Kogoś, kto stanął jej na drodze do wymarzonego Point Barrow. 
Prócz bardzo ładnej okładki do tej książki przekonał mnie opis. Zawsze lubiłam opowieści o silnych kobietach!


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 19 lipca


Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego. Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż przybrzeżna nie odnajduje wraku, a co jakiś czas do kontroli lotów dociera sygnał z transpondera. Co stało się z boeingiem? Jaki związek ma jego zniknięcie z podobnymi zdarzeniami? I jakie znaczenie ma obraz Matki Bożej, nazywany Czarną Madonną?
Wstyd się przyznać, ale do tej pory nie przeczytałam ani jednej książki Remigiusza Mroza. Proszę, nie bijcie! Opis tej powieści brzmi niesamowicie intrygująco i coś mi się wydaje, że to od tej książki zacznę swoją przygodę z tym autorem.



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 6 lipca

W Mirabilii pod Nowogródkiem mieszkają obok siebie Polacy, Białorusini, Tatarzy i Żydzi. Są wśród nich gospodarze, jest pisarz ikon, żydowski skryba, szeptucha i jurodiwy. I dwie siostry - Olga, która chce tylko przyzwoicie przeżyć swoje życie, oraz Joanka, marząca o tym, by zostać aktorką. Świat który miał trwać wiecznie, nieoczekiwanie kończy się we wrześniu 1939 roku, gdy do Nowogródka wkraczają Rosjanie. Kilkadziesiąt lat później, we współczesnej Warszawie, poznajemy Joasię, wnuczkę jednej z sióstr. Skończyła właśnie wydział aktorski i walczy o pracę w zawodzie. Śni jej się wielka kariera, a tymczasem nie zawsze stać ją na opłacenie czynszu. Nieoczekiwanie otrzymuje propozycję zagrania epizodu w filmie fabularnym. Wszystko jednak przebiega zupełnie inaczej, niż przypuszczała... 
Och, uwielbiam takie historie " po latach". Z nich zawsze można wynieść jakieś nauki!




Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Premiera: 5 lipca


Na plaży w Jelitkowie znaleziono skórzany worek, przykryty warstwą podmorskich roślin i muszli. Przez rozdarcie wystawała z niego zniekształcona ludzka dłoń. Prokurator Marta Krynicka nalega, by śledztwo poprowadził komisarz Sławomir Kruk, który rozwiązał już niejedną równie makabryczną sprawę. Wezwany z urlopu policjant rozpoczyna żmudne zbieranie dowodów i przesłuchania świadków. Jednak, wbrew jego oczekiwaniom, największym problemem okazuje się współpraca z prokuraturą, która teraz sugeruje by nie wnikał zbyt głęboko w sprawę i zakończył dochodzenie tak szybko, jak to tylko możliwe. Kruk nigdy nie był niczyją marionetką, dlatego nadal uparcie dąży do prawdy, ale ta sprawa zaczyna go przerastać. Nadepnął na odcisk bardzo wpływowym i niebezpiecznym ludziom.
W dzisiejszym Przepowiedniku były już erotyki, książki kucharskie, literatura piękna, thrillery... nadszedł czas na dopełnienie tej listy KRYMINAŁEM!



Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Premiera: 17 lipca


Blanka właśnie wyprowadziła się od rodziców, zaczyna studia i pracę. Wciąż zmaga się z jednym wydarzeniem z przeszłości - kilka lat wcześniej padła ofiarą napadu i do dziś słabo radzi sobie z jego skutkami. Teraz szuka spokoju i zapomnienia. Poznanie Mateusza wprowadza zamieszanie w jej życie. Dziewczyna czuje się niezręcznie z powodu jego przeszłości, gdyż okazuje się, że spał on niemal z każdą dziewczyną z ich wspólnej pracy. Mateusz nie miał łatwego życia. Odkąd skończył piętnaście lat musiał nieustannie walczyć o siebie, o swojego brata, o przetrwanie. Teraz ciężko pracuje, aby zasłużyć sobie na zaufanie Blanki. Czy zaskakujące fakty z ich życia pozwolą im spojrzeć z nadzieją w przyszłość?
Będę z wami całkowicie szczera. Nie mam pojęcia, dlaczego zainteresowałam się tą książką. Ani opis nie jest zbytnio zachęcający, okładka... ujdzie kolorystyką i czcionką tytułu. W takim razie co mnie do niej przyciągnęło? Jeszcze nie wiem, ale to wykoncypuję i dam wam znać!


O książkach już było, to teraz coś, co wszystkie tygryski lubią najbardziej- filmy! 

Wybrałam trzy pozycje, na które strasznie chciałabym pójść do kina, albo chociaż zobaczyć w najbliższym czasie. O dwóch z nich na pewno słyszeliście, ale myślę, że i ten trzeci może was zainteresować.

  • Baby Driver
Gatunek: komedia, akcja
Reżyseria: Edgar Wright
Premiera: 7 lipca

Chcący zerwać z kryminalną przeszłością młody chłopak, zmuszany do pracy dla bossa mafii, zostaje wrobiony w napad skazany na niepowodzenie.



  • Spider- Man: Homecoming
 Gatunek: akcja, sci-fi
Reżyseria:  Jon Watts
Premiera: 14 lipca

Peter Parker pod okiem swojego mentora Tony'ego Starka stawia czoło niebezpiecznemu przestępcy Vulture'owi, który stanowi zagrożenie dla najbliższych Spider-Mana.



  • Czym chata bogata!
Gatunek: Komedia
Reżyseria: Philippe de Chauveron
Premiera: 14 lipca

Bogaty pisarz-celebryta nieopatrznie zaprasza pod swój dach romską rodzinę, co sprawia, że jego świat staje na głowie.



Tak, niestety to już koniec Przepowiednika Premierowego! Ale spokojnie, widzimy się jutro z recenzją " Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno"!


Czytaj dalej...

Daj mi odpowiedź ( Sandy Hall ) - recenzja.

Cześć ludziki! Co powiecie na kolejną recenzję? Nie obiecuję, że będzie całkowicie pozytywna, ale takie też się zdarzają :)

Oryginalny tytuł: Signs Point to Yes
Autor: Sandy Hall
Tłumacz: Agnieszka Skowron
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2016
Liczba stron: 226

,, Życiowe rozterki nastolatki, która nie wie jeszcze co chce studiować. Na złość mamie, do czasu podjęcia decyzji, postanawia zatrudnić się jako niania w domu Teo – swojej młodzieńczej miłości. Chłopak skrywa bolesną tajemnicę, którą Jane przez przypadek poznaje. Wspólnie spędzony czas zbliża tę dwójkę do siebie.."

" Daj mi odpowiedź" to lekka, przyjemna książka, dobra jako forma wyluzowania się, bo przy jej czytaniu nie trzeba dużo myśleć. Choć stara się ona być poważniejszą historią, prawda jest taka, że nie da się jej traktować jakoś super poważnie. Jest ona niezwykle przewidywalna, nie tylko jeśli chodzi o wątek romantyczny. Szczerze powiedziawszy ciężko jest mi napisać coś konkretnego o tej powieści, gdyż była ona zwyczajnie zbyt prosta. Fabuła była prosta przepis na jajecznicę. Podejrzewam, że autorce nie chciało się wymyślać i zagłębiać w backstory swoich postaci, w ich przemyślenia, w nic! Żaden z bohaterów nie był dobrze wykreowany, byli oni całkiem papierowi, relacje między nimi były kompletnie niezrozumiałe i brały się sama nie wiem skąd, bo uczuć między nimi na pewno nie było. Wszystko w tej książce było dobijająco przeciętne.

Jest tylko jedna osoba, której udało się wybić ponad tę przeciętność i jest to Ravi. Był on bodajże przyjacielem Teo- głównego bohatera, choć nie jestem pewna, bo nie pamiętam. Chłopak z początku mnie denerwował, ale potem jego niezbyt miłe komentarze skierowane w Jane przestały mi przeszkadzać, a zaczęły mnie bawić. Odkryłam to w momencie, w którym zdałam sobie sprawę jak bardzo Jane jest mi obojętna. Ani jej dramaty rodzinne, ani nawet jej dziwne próby rozkochania w sobie Teo ( z mojej perspektywy wyglądało to jak flirt za pośrednictwem młodszych sióstr nastolatka).

Postaram się krótko omówić romans między Teo i Jane, choć uwierzcie, będzie to trudne. Po pierwsze, nie rozumiem dlaczego i jakim cudem te postacie się w sobie zakochały. Na początku książki główna bohaterka powtarzała, że gdy byli dziećmi, wraz z Teo bawili się razem, ale z biegiem lat kontakt się urwał i chłopak przestał się do niej odzywać, co więcej wyraźnie ją olewał. I nagle, ni stąd, ni zowąd bum! Poczuli miętkę, obudziły się między nimi uczucia i zakochali się w sobie. Nie, w prawdziwym życiu to tak nie działa. Słuchajcie, jeśli wśród was jest ktoś kto rozumie powód uczuć między nimi i przedstawi mi to w skompresowanej, ale konkretnej formie, to kupię mu tyle książek ile tylko będzie chciał. Nawet jeśli będę musiała sprzedać nerkę.

Podsumowując, " Daj mi odpowiedź" podobała mi się, ale według mnie czytanie jej było stratą czasu. Mogłam przecież w takim samym okresie czasowym przeczytać coś dużo lepszego. Dlatego powiem to raz, tylko raz. Jeśli skończyły wam się książki i nie macie co robić, możecie tę powieść przeczytać. Jeśli jednak szanujecie swój czas, to radzę omijać ten tomik szerokim łukiem.

OCENA: 6/10




Czytaj dalej...

Blogowo- Książkowe Podsumowanie Czerwca !!!

Hejoł ludziki! Przybywam dziś do was z Podsumowaniem Czerwca, czyli postem otwierającym moje wakacyjne blogowanie! Wpis choć króciutki, mam nadzieję, że was zainteresuje :)



 Słuchajcie, w życiu nigdy tak bardzo nie byłam przerażona wiedzą, że to już wakacje. Choć mam w planach wyjazd nad morze z mamą, potem w góry z tatą, a następnie do brata do Warszawy, to wiem że wakacyjny czas minie bardzo szybko, a ja będę zmuszona rozpocząć ostatni rok nauki w liceum. Jak wszyscy wiemy, kończy się on szkolnym dniem ostatecznym, czyli maturą i to właśnie nią jestem tak przerażona! Nawet nie potrafię się wyluzować, choć jak już mówiłam - są WAKACJE!

Czerwiec był dla mnie przedziwnym miesiącem. Prócz poprawy ocen i ostatnich występów wokalnych przeżyłam małą szpitalną przygodę, przefarbowałam włosy na fioletowo i - co najważniejsze- prawie wyleczyłam się z kaca czytelniczego! No, czerwiec minął zostawiając mnie w kropce. Przyznam się wam szczerze, że chętnie bym jeszcze do szkoły pochodziła. Wiem, jestem wyjątkiem. Ale szkoła pozwala mi się skupić, ujarzmić na pewien okres czasu mój znerwicowany umysł i spożytkować moją energię w jakiś produktywny sposób. Plus, lubię się uczyć. Serio, dowiadywanie się nowych rzeczy jest totalnie odjechane.

Mówiłam wam już o moich wakacyjnych planach, więc dodam tylko, że w lipcu będę pisała codziennie od dzisiaj do 9 lipca, bo wtedy wyjeżdżam nad morze, potem wracam do pisania 18,19,20 i 21, a następnie już 31. W międzyczasie postanowiłam nie korzystać z komputera. Będę odpoczywała sobie na świeżym powietrzu, popylając z rodzinką po górach niczym kozica tatrzańska.

Dobrze, wróćmy do tematu bloga i książek, które udało mi się przeczytać.

Oto powieści, które wypożyczyłam z biblioteki w czerwcu. To na nich opierać się będzie mój lipcowy TBR. Prócz tych, które widzicie na zdjęciu, wypożyczyłam jeszcze " Moje serce i inne czarne dziury" Jasmine Warga.


Książki przeczytane:
  • Cud chłopak- R.J. Palacio ( recenzja 9.08.2017) - NAJLEPSZA KSIĄŻKA CZERWCA
  • Fatalna lista- Siobhan Vivian ( recenzja 14.08.2017)
Przeczytane strony: 800, co daje w przybliżeniu 27 stron dziennie. Wiem, trochę biednie:(

Książki zrecenzowane:
  • Fanfik- Natalia Osińska ( recenzja )
  • Wyśnione miejsca- Brenna Yovanoff ( recenzja )
  • Losing hope- Colleen Hoover (recenzja )
  • Ktoś taki jak ty - Sarah Dessen ( recenzja )
  • Girl Online. W trasie- Zoe Sugg ( recenzja ) 
Liczba postów: 11
Najpopularniejszy post: Wyśnione Miejsca- Brenna Yovanoff ( recenzja)
Liczba komentarzy: 13
Liczba wyświetleń: 927/ 30 549

Piosenka miesiąca:



Serial miesiąca:



Film miesiąca: 



I to już kompletnie wszystko na dziś! A wy gdzie jedziecie na wakacje? Jakieś grubsze plany, czy po prostu książka i kawka?
PYTANIE DO TYCH, CO PISALI MATURĘ:
Co było najtrudniejsze?
Czy ktoś z was może mi polecić dobrą książkę do nauki niemieckiego do matury podstawowej?
Czy ktoś pisał WOS? Jakie wrażenia?
Czytaj dalej...

Fanfik (Natalia Osińska)- recenzja.

Witajcie ludziki! Oto znów ja i ostatni post w tym miesiącu!

Oryginalny tytuł: Fanfik
Autor: Natalia Osińska
Tłumacz: -
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Data wydania: 2016
Liczba stron:  400

Szesnastoletnia Tosia ubrana jest w śliczną sukienkę, idealnie długie i piękne włosy przytrzymuje ręką. Wygląda jak księżniczka i... właśnie klęczy nad ubikacją wymiotując. Nienawidzi swojego życia. Nienawidzi ludzi w swojej szkole, a tym bardziej nienawidzi samej siebie. Uważa, że jest nienormalna. Szalona! Żeby zapobiec byciu jeszcze dziwniejszym bierze ona tabletki. Małe tabletki, od których czuje się otępiała i nie może myśleć. Chciałaby żyć inaczej, ale nie ma pojęcia jak. 
Co się stanie jeśli któregoś dnia nie weźmie lekarstwa? Jaką tajemnicę charakteru dziewczyny skrywają pigułki?

Jest to jak do tej pory najlepsza książka, jaką przeczytałam w 2017 roku.  Jestem pewna, że los zesłał mi ją bym zapomniała o paskudnych " Wyśnionych miejscach" , by zastąpiła, czy raczej wynagrodziła mi godziny stracone na czytaniu tamtego gniota.
" Fanfik" to powieść niewątpliwie niezwykła. Jest tym, czego świat młodzieżówek potrzebował w swoich szeregach. Ze swoją oryginalną, wciągającą jak tornado fabułą i przezabawnymi, choć czasem przesłodzonymi i wyidealizowanymi lecz wciąż świetnie wykreowanymi bohaterami, według mnie szybko zawładnie każdym czytelnikiem. No dobra, jak zawsze będą wyjątki.

,,Coś mu mówiło, że może jednak powinien więcej rozmawiać ze swoim dzieckiem. [...] Nie bardzo wiedział, jak w ogóle podjąć rozmowę. W końcu wymyślił:
– Czytałaś ostatnio coś ciekawego?
Zdziwione spojrzenie sennych oczu.
– Tak, mprega o Fiyero.
– Słucham?
– To był crossover – dodała Tosia z pewnym ożywieniem. – Z uniwersum Avengersów. Fiyero był tam superbohaterem i przyjaźnił się z Tonym Starkiem.
– To jakaś książka? – spytał Marcin, bardzo starając się wykazać zainteresowanie tematem.
– Nie, fanfik.
– To znaczy?
– To takie opowiadanie w obrębie fandomu – odpowiedziała cierpliwie Tosia. – Albo dwóch.
– Kto je napisał?
Tosia wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Jakaś dziewczyna ze Stanów.
– Czytasz po angielsku? – spytał Marcin z rozpaczą.
– No chyba – mruknęła Tosia pod nosem. – Po polsku trudno znaleźć dobry slash o Wicked.
– Aha – odparł Marcin. – To dobrze – dodał bez przekonania. – Przynajmniej poznajesz język. "


Historia ta jest sama w sobie odrobinę skomplikowana. No, trochę bardziej niż odrobinę. Niektóre fragmenty wprawiały mnie zakłopotanie i zmuszały do zatrzymania się na chwilę i pomyślenia o pewnych sprawach, np. jakiego zaimka zacząć używać wobec głównej postaci. Książka porusza wiele trudnych tematów takich jak niepewność własnego ja, niezrozumienie ze strony opiekunów i szkolnego społeczeństwa, chęć zmiany świata i jego poglądów. Ma również wiele wątków, ale każdy z nich był wystarczająco rozwinięty. Prócz jednego, każdy został zamknięty. O który chodzi? O romans, oczywiście! O wątek romantyczny. Niestety, nie mogę za bardzo wchodzić w szczegóły, żeby nic nie zdradzić. Musicie przeczytać " Fanfik", by się wszystkiego dowiedzieć.

Urzekło mnie to, jak wiele odnośników do popkultury można znaleźć w tej książce- do Avengersów, mang, czy Terry'ego Pratcheta. Jest ich taka ilość ze względu na to jak wielu fandomów T była członkiem. Wszystko fajnie, ale muszę was uprzedzić. Jeśli nie macie podstawowej wiedzy z dziedziny współczesnej popkultury i nie ogarniacie połowy nazewnictwa fandomowego, to możecie nie zrozumieć przynajmniej połowy odniesień.
T ( z pewnych względów wolę nie używać skonkretyzowanego płciowo zaimka) to postać, której nie da się nie lubić mimo niektórych jej niezbyt pozytywnych cech. To osoba, która zadziwia odwagą i wewnętrzną mocą ( nie mylić z mocą Jedi). Nie boi się walczyć o prawo do bycia sobą, nie zważa na negatywną opinię otoczenia. Do T mam ogromny szacunek i z którą, gdybym tylko mogła, na pewno bym się z tą postacią zaprzyjaźniła.

OCENA: 10/10


Czytaj dalej...
Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka