Chłopak, który stracił głowę (John Corey Whaley) - recenzja

Chłopak, który stracił głowę (John Corey Whaley) - recenzja

Hejo ludziki! Nareszcie mam ferie, a znaczy to, że będę mogła pisać ile wlezie, więc szykujcie się na dużą ilość nikomu niepotrzebnych, ale dających mi satysfakcję postów. A dziś recenzja, na której napisanie czaję się od stycznia.

Oryginalny tytuł: Noggin
Polski tytuł: Chłopak, który stracił głowę
Autor: John Corey Whaley
Tłumacz: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 350

Travis miał 16 lat i dziewczynę. Miał też raka, nieuleczalnego. Dostał wybór- eksperymentalna operacja z wysokim prawdopodobieństwem uratowania jego życia lub pozostanie przy tradycyjnych środkach leczenia i wysoce prawdopodobna śmierć. Długo się nie zastanawiał, nie wiedząc jeszcze, jak bardzo wywróci to jego świat do góry nogami.
Został wprowadzony w stan śpiączki, by hibernując doczekać momentu, kiedy rozwój medycyny umożliwi lekarzom przeprowadzenie operacji. Po pięciu latach się udaje- głowa Travisa zostaje przeszczepiona do zdrowego ciała. Chłopak się budzi i to właściwie jedyny pozytywny skutek operacji. Przez pięć lat wiele się zmieniło - dziewczyna Travisa znalazła sobie narzeczonego, najlepszy kumpel dorósł i zrobił coming out, a między rodzicami coś ewidentnie się popsuło. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Travis wciąż jest nastolatkiem i wcale nie zamierza pogodzić się ze zmianami. 

,, (..) Wszyscy w pokoju mieli takie same, smutno-radosne miny, które zazwyczaj widuje się na pogrzebach, kiedy ktoś wspomina zmarłego albo opowiada anegdotę z jego życia. Albo wtedy, kiedy dziadkowie mówią o swoim dzieciństwie. Te ich miny, łzy w oczach, drżące usta, sprawiły, że zdałem sobie sprawę z czegoś, nad czym do tamtej chwili właściwie się nie zastanawiałem. Zrozumiałem, że nieważne, jak często się z kimś spotykacie albo rozmawiacie, nieważne, jak dobrze go znacie albo nie znacie, zawsze zajmujecie w jego życiu jakieś miejsce, którego nie da się zastąpić po waszym odejściu. "

Travis był okropnie irytującą postacią. Dostał drugą szansę i jestem w stanie zrozumieć, że powrót do życia po pięciu latach może być trudny, a przyzwyczajanie się do nowej sytuacji jeszcze trudniejsze, ale kurczowe czepianie się przeszłości to już przesada. Ten chłopak był jak małe dziecko, które zaczyna płakać i tupać nóżkami, bo coś nie poszło po jego myśli. Kiedy kumpel nie był takim, jakim go Travis zapamiętał, starał się robić wszystko, by zmusić kumpla do powrotu do starych zachowań i dawnego siebie. Gdy okazało się, że jego była dziewczyna jest już dorosłą kobietą i ma narzeczonego, chłopak uznał, że to tylko przykrywka, że Cate nadal go kocha i jak tylko go zobaczy, porzuci przyszłego męża i przybiegnie na kolanach, by z nim być. Ja rozumiem trudności z zaadaptowaniem się, ale niszczenie cudzego życia, by polepszyć swoje jest chore!
Jedynym plusem tej postaci były jego przemyślenia, bardzo trafne, choć głównie na temat umierania.

,, Popatrzyłem na nią, a ona pomachała do mnie z tą swoją smutną miną. Jeżeli będziecie kiedyś umierający, czego wam nie życzę, przyzwyczaicie się do tego rodzaju spojrzeń. Ludzie będą próbowali się do was uśmiechać i rozmawiać, nie myśląc o tym, co się właśnie dzieje, ale ta ledwo widoczna zmiana w ich oczach i ułożeniu ust pozostanie doskonale widoczna. Z początku wywoła to u was dręczące przeświadczenie, że już nikt nigdy nie będzie z wami szczery, ale to niezupełnie tak. Ludzie nie robią tego celowo. Mówi się, że kiedy ktoś umiera, wraz z nim umiera jakaś cząstka nas wszystkich. I pewnie dlatego to musi boleć. Przez całe życie tracimy różne części siebie, aż w końcu nie mamy już nic do stracenia. "

Jeśli chodzi o książkę, gdyby nie tło z przeszczepem głowy, byłaby ona zwykłą obyczajówką, w dodatku niezbyt wysokich lotów, choć dość dobrze napisaną. Jednakże, dzięki tej historii, na której oparta jest cała fabuła, powieść jest bardzo wciągająca, choć ma momenty ( całą ich masę), które chcielibyśmy, choć nie możemy, pominąć. Według mnie można było lepiej rozwinąć wątek samego przeszczepu i jego przebiegu, zamiast wielu, wielu rozmyślań Travisa na temat jego byłej dziewczyny i tego, jak to okropnie jest powstać z martwych. Serio, Travis to najgorsze, co mogło się przytrafić " Chłopakowi, który stracił głowę". Przez większość czasu nie potrafił on w ogóle docenić tego, że dostał szansę, której wielu dostać nie mogło. Nawet nie próbował być jakkolwiek wdzięcznym za to, że nie jest martwy. Operację, którą przeszedł równie dobrze mógł przejść inny pacjent, a Travisa lekarze mogli pozostawić z tym jego świetnym życiem i rakiem, którego wyleczenia szanse wynosiły prawie zero procent.
Prócz Travisa, każdy z bohaterów jest genialnie napisany, wykreowany, a już szczególnie Kyle, którego postać ratowała tę książkę od bycia jednym wielkim bagnem smutku i użalania się nad sobą.

,, (...) Bardzo łatwo jest uczepić się drugiego człowieka. To znaczy wydaje nam się, że jest na świecie tylko jedna osoba, która do nas należy. A tak naprawdę nie tędy droga. Spotykamy wielu ludzi. Może nasza relacja z nimi nie zawsze wygląda tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, ale jeśli pójdziemy na pewne ustępstwa, no wiesz... możemy mieć wokół siebie ich wszystkich.
[...]
Wszyscy spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy nadają naszemu życiu sens. Trzeba ich tylko przy sobie zatrzymać. "

Koniec był niesatysfakcjonujący i zdecydowanie nudny i przewidywalny. Miałam nadzieję, że autor choć na samym końcu zrobi coś, co mnie zszokuje i pozwoli spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Niestety, musiałam zadowolić się zrozumieniem przez Travisa, jak wielkim był egoistą. Książka ogólnie mnie się podobała, ale tak jak mówiłam, jej największym minusem, największą wadą był główny bohater. Może z inną postacią " Chłopak, który stracił głowę" zostałby jedną z moich ulubionych powieści, bo książka ta naprawdę dobrze się zaczęła, miała bardzo interesujący start. Potem niestety coś zaczęło się psuć i jestem przekonana, że to wszystko przez podejście Travisa.
Pocieszeniem zawodu jest okładka tej powieści, która zdecydowanie jest oryginalna, a jej kolorystyka przyjemna dla oka.

OCENA: 6/10

~~> Demetria Books

grafika z lubimyczytac.pl
PACZACZ MIESIĄCA #1: 'Sherlock' jako moje uzależnienie...

PACZACZ MIESIĄCA #1: 'Sherlock' jako moje uzależnienie...


Kiedy nie potrafisz oderwać myśli od jednego serialu, który ma jedynie trzynaście odcinków oraz czegokolwiek nie zobaczysz, bądź usłyszysz, wciąż przypominają ci się konkretne sceny, zaczynasz się zastanawiać, co jest z tobą nie tak, a potem, co w tym serialu jest takiego. Postanowiłam dziś zastanowić się nad powodem mojego ewidentnego uzależnienia (nie jest to przesadzone słowo) i obsesji na punkcie ‘Sherlocka’ BBC i przy okazji wylać z siebie całe emocje z tym związane, bo w swoim otoczeniu brak jest Sherlockiansów takich, jak ja.
UWAGA! W poście mogą znajdować się spojlery!

Genialnie napisane postaci

Charaktery zarówno tych głównych, jak i drugoplanowych postaci są tak złożone i tak konkretne, że nie można mieć wątpliwości, jak postąpiliby w danej sytuacji. Do tego -stopnia, że w pewnym momencie, nawet nie wiesz, kiedy, a zaczynasz traktować ich, jak własnych przyjaciół. Tworzy się pewien rodzaj więzi. Nie patrzysz na nich, jak na obce osoby, tylko czujesz się tak samo, jak oni – przeżywasz to, co oni. Przestajesz być widzem, ale mentalnie bierzesz czynny udział w całej tej grze. ‘The game is on!’ Oprócz tego, że osobowości są tak wyraźne, są też oryginalne i niepowtarzalne. Nie ma takich drugich. Przejdźmy więc do szczegółów i nie bójmy się używać nazwisk.
Sherlock Holmes, a właściwie William Sherlock Scott Holmes – detektyw konsultant, który współpracuje ze Scotland Yardem, rozwiązując sprawy morderstw, nawet nie biorąc za to pieniędzy. Robi to dlatego, ponieważ jest to zdrowsza alternatywa dla zajęcia myśli, niż branie narkotyków. Jest obdarzony darem dedukcji, dzięki czemu umie dowiedzieć się o człowieku niemalże wszystkiego podczas jednego spojrzenia. Wykorzystuje to nie tylko po to, by znaleźć mordercę, ale lubi robić wrażenie – lubi sprawiać wrażenie tajemniczego. Ceni elegancję i dba o wygląd – jego znakiem rozpoznawczym jest czarny płaszcz z postawionym kołnierzem. Swoją wrażliwość ukrywa za kamienną twarzą i stwierdzeniem, że jest socjopatą (polemizowałabym); szczyci się tym, że nie ma uczuć. Dla sprawy jest w stanie poświęcić sporo. Holmes potrafi świetnie kłamać i wykorzystuje to. Często ucieka od rzeczywistości do swojego pałacu pamięci, czyli mentalnego miejsca, w którym gromadzi wszystkie najważniejsze dla spraw informacje. ‘Nie jest wtedy zbyt rozmowny’. Dla nie-nudzenia się, Sherlock gra również na skrzypcach, na które przelewa swoje emocje, które na co dzień ukrywa. Tak. Ma emocje. Przeprowadza eksperymenty chemiczne, więc czasem można znaleźć w lodówce jakąś głowę, kciuki albo gałki oczne w herbacie. Idealny współlokator dla byłych lekarzy wojskowych.




Tak oto płynnie przejdźmy do Johna Hamisha Watsona. Wrócił z wojny i mieszkając samotnie, nie może odrzucić od siebie koszmarów o tym, co przeżył. Ale cii… wcale nie jest wrażliwy. Udaje, że został postrzelony w nogę i chodzi o lasce, kulejąc. Cii… tak naprawdę został postrzelony w ramię, ale nikt nie musi o tym wiedzieć. Jak będą myśleć, że ma trudności z chodzeniem, nie będzie musiał się socjalizować i uniknie wielu obowiązków. Jego problem polega na tym, że ‘nic się dla niego nie dzieje’. John tak naprawdę uzależnił się od niebezpieczeństwa i potrzebuje tego. Jak przenieść więc wojnę do Londynu? Poznać Sherlocka Holmesa, zamieszkać z nim i rozwiązywać wspólnie sprawy. Bo jest się jedyną osobą, której detektyw nie traktuje, jak idiotę. Cichosza. Watson uważa, że jest normalny i przed innymi sprawia takie wrażenie. Wmawia sobie, że potrzebuje stabilizacji i musi założyć rodzinę. Jak temu zaprzeczysz, to dostaniesz z sierpowego. Zostaniesz pobity również wtedy, kiedy nazwiesz Sherlocka świrem lub dziwadłem, ale to już inna sprawa. John również nie jest mistrzem w okazywaniu emocji, chyba, że chodzi o złość. Przede wszystkim, nie lubi ujawniać swoich słabości. W końcu, żołnierze są twardzi. Ma swoje zasady, których próbuje się pilnować. Nie lubi prosić o pomoc, ale uwielbia udzielać jej innym – typowy obrońca. Jeśli więc chcesz spotkać się z Johnem, nie oferuj mu swojego oparcia, lecz poproś, aby on został twoim.



Myślicie, że są dziwni? Owszem. Ale w tym świecie nie ma normalnych postaci. Jako następny nasuwa się nasz ukochany psychopata Jim Moriarty – najbardziej ironiczny i groźny. On całą grozę sytuacji, do których doprowadza Sherlocka i Johna przeplata śmiechem i… dobrą muzyką. Świetnie potrafi grać i manipulować ludźmi; przenika ich na wylot. Jego delikatny głos w takich okolicznościach doprowadza do prawdziwego niepokoju. Trzeba też wspomnieć, że James sam nie brudzi sobie rączek morderstwami – ma od tego ludzi i własną inteligencję. Mycroft Holmes jest starszym bratem Sherlocka i podobnie, jak on, szczyci się swoim brakiem emocji i tym, że jest samotny. Zajmuje on wysoką pozycję w Rządzie Brytyjskim i zawsze ma przy sobie parasolkę. Prawdopodobnie dysponuje jeszcze większym darem intelektu, niż młodszy Holmes i może dlatego lepiej potrafi się kontrolować. Prawda jest taka, że Mycroft wciąż czuwa nad Sherlockiem, wiedząc, do czego ten jest zdolny – kamery, próby przekupstwa innych (między innymi Johna) za podawanie informacji i szukanie dla niego spraw. Mary Morstan – to dopiero zagwozdka. No cóż, miała być normalna i dać Johnowi Watsonowi ustatkowanie oraz bezpieczeństwo. Miało być tak pięknie, a wyszło, jak zawsze i nasza dobra Mary okazała się być assassinem i pracować dla tajnej organizacji. Ma też wiele morderstw na liczniku. Tutaj, nawet poczciwa pani Hudson, która wynajmuje mężczyznom mieszkanie i jest ich gosposią (choć twierdzi, że nie) w przeszłości prowadziła z mężem kartel i ukrywa słabość do marihuany. Nie zapomnijmy o biednej Molly Hooper, która niby wydaje się być najnormalniejszą, za czym idzie najnudniejszą postacią. Wiadomo, żyje sama i jest zakochana w Sherlocku. Jednak ktoś, kto pracuje w kostnicy nie może być tak do końca nieoryginalny. Biedulka jest zbyt emocjonalna i zdarza jej się próbować wzbudzić owe w Holmesie, lecz jej się nie udaje. Poznajcie również Eurus Holmes – siostrę Sherlocka i Mycrofta, którą ten pierwszy wyparł z pamięci. Jako mała dziewczynka zrobiła parę strasznych rzeczy (bez spojlerów), za które trafiła do odizolowanego więzienia ulokowanego na wyspie Sherrinford. Posiada ona największą inteligencję z rodzeństwa, ale muszę to powiedzieć – jest psychopatką na całego. Jest najbardziej nieprzewidywalną i niebezpieczną bohaterką serialu. Hmm… potrafi dobrze się kamuflować. Muszę jeszcze wspomnieć o kobiecie, która pojawiła się w jednym odcinku, natomiast pełni ważną rolę, czyli Irene Adler. Tajemnicza i sadystyczna luksusowa prostytutka, która szantażuje rodzinę królewską intymnymi fotografiami młodej kobiety związanej z Buckingham Palace i będącej jej klientką. Cóż więcej można dodać – po prostu dominatrix. Wybaczcie, Gregu Lestradzie, Sally Donovan i Philippie Andersonie, ale nie jesteście na tyle ciekawi.




Genialnie zagrane postaci

To trzeba zobaczyć. Jak zagrać mężczyznę z gracją, którą zachowuje nawet w szalonych momentach? Jak zagrać emocje, których nie widać na zewnątrz? O to trzeba byłoby zapytać Benedicta Cumberbatcha, czyli odtwórcę roli Sherlocka Holmesa. Zachowuje kamienną twarz, ale emocje, które ma oddać widać w oczach – to jest sztuka. Obserwacja każdego jego spojrzenia albo najmniejszych gestów sprawia dużą przyjemność. W każdym jego ruchu jest mnóstwo klasy, a nawet powiedziałabym, że pewnego rodzaju delikatności. Benedict wręcz nadaje postaci charakter poprzez to, że potrafi oddać zarówno jej wrażliwość, dramatyczność, jak i dzikość oraz szaleństwo. Sceny w pałacu pamięci to istny popis możliwości aktorskich. Oglądając na przykład scenę po postrzale Sherlocka, nie można wyjść z podziwu. Odnoszę wrażenie, że ludzie lubią go za to, że jest przystojny, za jego słynne ‘cheeckbones’ oraz głęboki głos. Drażni mnie odrobinę, kiedy inni z góry zakładają, że ja też rozpływam się pod jego urodą, ponieważ tak nie jest. Przede wszystkim, podziwiam go za talent i za to, że jego role tak różnią się od siebie, a każda jest genialnie zagrana. Chociaż nie mówię, że jego przejrzyste oczy są mi obojętne… A wypowiadając słowo ‘penguins’ i rzucając się z pięściami na ogromnego pluszowego misia jest uroczy. Dlatego dla mnie pan Cumberbatch będzie najlepszym i jedynym Sherlockiem Holmesem, ponieważ nadał mu fascynującą osobowość i zinterpretował oryginalną postać w inny sposób, niż pozostali jego odtwórcy.
Jest jeden człowiek, na którego widok od razu się uśmiecham, a ma on na nazwisko Martin Freeman. Mój John Watson. Nie znajdziecie drugiego tak uroczego mężczyzny w jego wieku. Z taką twarzą, nawet, kiedy się złości, wygląda zabawnie. Mimika Martina jest tak bogata i charakterystyczna, że myślę, że wielu bierze z niego przykład. Naprawdę uwielbiam każdą jego minę i te nerwowe gesty. Jak widać, sprawdza się to nie tylko w rolach komediowych. Rozbraja mnie również sarkazm Martina, którego używa podczas wywiadów – jest szczery do bólu. Jest świadomy tego, że nie musi być miły, żeby każdy miał ochotę wrzucić go do kieszeni i zabrać ze sobą do domu. Nie tylko przez jego niski wzrost, ale również przez jakieś dziwne ciepło, które ma w sobie. Ludzie zarzucają mu, że w każdej roli jest taki sam, z czym się nie zgadzam. Po pierwsze, zanim się powie coś takiego proszę zobaczyć filmy, w których zagrał czarne charaktery. Prawda, że grając Johna Watsona i Bilba Bagginsa jest dość podobny, ale nie uważam tego za coś złego. Uwielbiam jego grę aktorską i jego osobowość. Nie wyobrażam sobie innego doktora Watsona, niż ten, którego stworzył pan Martin ‘I can do it with a look’ Freeman.
Myślę, że pominięcie Andrew Scotta, który zrobił wspaniałą robotę, byłoby krzywdzące. Zagranie psychopaty raczej nie należy do najłatwiejszych w mojej opinii. A zwłaszcza takiego czarnego charakteru, którego rzeczywiście można się bać. Przez to, że w obliczu śmierci jest uśmiechnięty i spokojny, ale momentami wybucha, wciąż będąc uroczym naprawdę budzi niepokój. Jego uśmiech jest oczywiście czystą ironią. Andrew należą się za tę rolę ogromne brawa z owacją na stojąco. Tym bardziej, że dowiedziałam się od paru osób, że na żywo jest bardzo sympatyczną osobą.

Genialnie napisana fabuła

Po czym poznać dobrą fabułę? Po obejrzeniu, nie możesz przestać wyobrażać sobie konkretnych scen znowu i znowu. Po czym jeszcze? Jesteś zaskoczony, że nie udało ci się czegoś przewidzieć. Uwierzcie mi, że oglądając ‘Sherlocka’ po raz pierwszy, zrezygnowałam z prób przewidzenia rozwoju sprawy. W tym przypadku, po prostu się nie da. Zwroty akcji są tak częste i nieoczywiste, że nawet jeśli spróbujesz wyobrazić sobie, co będzie dalej, z pewnością przegrasz. Mam wrażenie, że to jest właśnie jeden z czynników, dla których nie można przestać oglądać, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Praktycznie, cały serial śledzi się z otwartą buzią i wypiekami na policzkach – nie tylko za pierwszym razem. A wszystko przez te zaskoczenia. Muszę stwierdzić, że najwięcej surprisów jest w odcinkach z udziałem Jima Moriarty’ego, ponieważ to on jest chyba najbardziej nieobliczalny, jak to przystało na dobrego psychopatę. Wciąż chce mi się śmiać na wspomnienie zakończenia pierwszego sezonu – sceny na basenie. Napięcie rośnie, podobnie, jak pytanie, czy komuś coś się stanie, czy nie. Czekanie cały rok, by zobaczyć kontynuację, w której nagle… rozbrzmiewa przebój zespołu Bee Gees ‘Stayin’ alive’ – dzwonek telefonu Jamesa. To tylko jeden z przykładów najbardziej groteskowych momentów.
Kolejnym czynnikiem, dla którego nie można się oderwać od ekranu, to niedopowiedzenia i ogromne dawki emocji. W scenariuszu zawarte są pewne sprawy, które każdy może zinterpretować na swój sposób – tak naprawdę, pod siebie. Mówię tu na przykład o tak zwanym shippingu. Całe mnóstwo podtekstów sprawia, że sami musimy się nauczyć dedukcji, aby wszystkie zrozumieć oraz pisać na ten temat coraz to nowsze teorie. Tutaj nic nie masz podane na tacy, lecz sam musisz się domyśleć wielu rzeczy – uważnie słuchać tego, co mówią bohaterowie, a także obserwować ich gesty i analizować ich każde działanie – z czego może wynikać. Nie wyrzucaj z głowy tego, co zauważyłeś, bo na przykład uznałeś, że było bez sensu. Tu nie ma przypadków. Jeśli ktoś na przykład powiedział coś jakby wyjętego z kontekstu, tym bardziej zwróć na to uwagę, ponieważ najprawdopodobniej będzie to miało swoje odniesienie w dalszych odcinkach. Możecie nie rozumieć do końca, o co mi chodzi. Podam więc przykład. Znów odniosę się do sceny na basenie w ‘The Great Game’, ponieważ tam pada całkiem sporo potrzebnych kwestii. Moriarty mówi wówczas do Sherlocka słynne ‘I’ll burn the heart out of you’ – takie jakieś dziwnie metaforyczne i bez sensu – pomyślicie. Natomiast, nie jest to po prostu zwykła groźba. Zwróćmy uwagę na to, że cztery odcinki później w ‘The Empty Hearse’, John zostaje porwany i ktoś próbuje go podpalić, choć wcale nie jest to związane z Jimem. Przypadek? Nie sądzę. To akurat jedna z mini-teorii, którą odkryłam jako johnlockers. Wiecie już o co mi chodzi? Jeśli chodzi o serca, to jest coś jeszcze, co dopiero zamierzam zbadać dokładniej. Jest to teoria o telefonach, które symbolizują serca bohaterów. Patrząc na rolę telefonów w tym serialu, myślę, że jest ona uzasadniona.
Widzowie produkcji podczas oglądania popełniają jeden błąd – ślepo wierzą słowom wypowiedzianym przez bohaterów. Dlatego, że są przyzwyczajeni do banalności innych seriali, w których każdy mówi to, co myśli, a jeśli kłamie, to jest to wiadome widzowi. Nie tutaj. Dlatego chciałam was ostrzec. Praktycznie żadna z postaci ‘Sherlocka’ nie mówi prawdy albo coś ukrywa. Tak, jak prawdziwi ludzie i dzięki temu są bardziej przekonujący jako oni. Inaczej zachowują się przy ludziach, a inaczej na odosobnieniu. Przedstawiają się jako tacy, jak chcieliby być postrzegani, lecz naprawdę tacy nie są – jak my wszyscy. To jest właśnie genialne, że można się zagłębić w ich psychikę i czytać. Bo ten serial się czyta, nie tylko bezmyślnie ogląda, łapiąc się jak ryby na wędkę zarzuconą przez scenarzystów. Tu jest zawsze drugie dno. A nawet trzecie i szóste.
Za to wszystko podziwiam Stevena Moffata i Marka Gattisa - scenarzystów. Oni dwaj wiedzą jak. Jeśli nie wiecie, to Gattis sam jest odtwórcą roli Mycrofta Holmesa.


Genialne użycie symboli

Oprócz podtekstów, w ‘Sherlocku’ użyte są również symbole. Nawet obok scenografii nie można przejść obojętnie. Obserwuj tło. Obrazy, czy rzeźby, które widać na ujęciach choćby przez chwilę również nie są przypadkowe. Tak, sceny w muzeum (na przykład ‘The Blind Banker’)… Warto zwrócić uwagę na regalik widoczny za plecami Sherlocka, kiedy ten siedzi w swoim fotelu. Na jednej z półek stoją dwa dzbaneczki. Kiedy w relacji pomiędzy Holmesem i Johnem dobrze się układa, są one skierowane do siebie dzióbkami; kiedy nie – są odwrócone. Takie szczególiki, a jakże znaczące.
Czy w takim przypadku, muzyka byłaby dobrana przypadkowo? Otóż nie. W muzyce również zawarte są symbole. Muszę się przyznać, że dokładne przesłuchanie całego soundracku i szukanie ich jest dla mnie zbyt karkołomne. To zadanie dla ludzi bardziej wykształconych w tym kierunku. Podobno, każdy użyty instrument oznacza konkretną postać. To zbyt wiele. Natomiast, sama zauważyłam jedną rzecz. W scenie w klubie z ‘The Sign od Three’ przez chwilę słychać instrumental z piosenki ‘We found love’ Rihanny i Calvina Harrisa. Nie słychać wokalu, ale skłoniło mnie to do sprawdzenia tekstu piosenki, która, jak się okazało, wyjątkowo pasuje do sytuacji. Wyjątkowo pasuje.
Kolory – kto by zwracał uwagę na kolory. A jednak. Nie zapomnijmy spojrzeć na barwę ubrań, które noszą bohaterowie – szczególnie Sherlock i John. Wierzcie mi lub nie, ale kolory koszul, jakie akurat mają na sobie symbolizują ich aktualne nastroje. Jednak, nie ograniczajmy się do samych stylizacji. Kolory świateł też mają swoje znaczenie. Najczęściej, jeśli chodzi o niebieskie światło, które subtelnie pojawia się w niektórych sytuacjach – dopiero po obejrzeniu ‘The Final Problem’ dowiadujemy się, że Sherlocka zawsze prześladowała woda i z jakiego powodu.
Jest bardzo dużo do ukrycia i żeby to wszystko zauważyć, trzeba obejrzeć wszystko jeszcze raz, specjalnie pod tym kątem. Najlepiej, robiąc notatki. Ja zamierzam, bo tak się objawia moja obsesja.




Genialna wizualizacja

Jakby tego perfekcjonizmu było mało, to jeszcze zwróćcie uwagę na nieoczywiste przejścia. Tu nie ma po prostu mig i mamy następną scenę. W tym serialu, są one płynne i często ujęcia zmieniają się poprzez przesunięcie tuż przed kamerą na przykład jakiegoś przedmiotu. Dobrym przykładem jest scena, w której Moriarty dobiera się do klejnotów koronnych. Te przeniknięcia dodatkowo dopełniają całokształt wyjątkowości ‘Sherlocka’. Podobnie, jak nagłe urywane ujęcia w scenach z pałacu pamięci, jak w tej po postrzale Sherlocka. Jakieś zawirowania, jakieś mrugnięcia, policzkowania. To jest niesamowite również pod względem wizualnym.





Jeśli bardzo przynudziłam, to przepraszam, ale sami rozumiecie… Jeśli ktoś kiedyś zapyta mnie, za co tak bardzo lubię Sherlocka, to odpowiem, że nie lubię, ale mam obsesję i pokażę im to. Żeby przekonali się, że to nie jest zwykły serial, tylko coś więcej. Niech wiedzą, co zrujnowało moje życie i przez co już nigdy nie będzie takie samo. Zobaczcie, jak skończyłam… pisząc pracę o jednej trzynastoodcinkowej produkcji na dwa i pół tysiąca wyrazów. Obejrzałam ‘Sherlocka’ w sumie jakieś pięć razy od początku do końca. Natomiast, zapewne zrobię to jeszcze raz, by szukać perełek w tej kopalni podtekstów i symboli. Muszę się jednak zebrać, ponieważ w tym momencie, kosztuje mnie to za dużo emocji.

Czy ktoś z was kiedyś oglądał coś, co zrobiło na nim aż takie wrażenie i zmieniło wasze spojrzenie na świat?






Audrey Catriona
PRZEPOWIEDNIK PREMIEROWY: Filmy - Styczeń 2018

PRZEPOWIEDNIK PREMIEROWY: Filmy - Styczeń 2018

Salut! Styczeń, jako pierwszy miesiąc roku oznacza też początek wielu wypraw do kina, ponieważ oczywiście zaczną tam napływać soczyste filmowe kąski, których nie można przegapić. A oto kilka pierwszych powodów, dla których, pomimo takiej, a nie innej pogody, warto wysłać do przyjaciół (jeśli się ich ma) wiadomość o treści: „Idziemy do kina?”


Cudowny chłopak (Wonder) – 19 stycznia

Ekranizacja powieści R.J Palacio pod tytułem w polskiej wersji „Cud chłopak”. Jest to historia dziesięcioletniego chłopca Auggiego Pullmana (Jacob Trembley), który urodził się z licznymi deformacjami twarzy. Dotychczas spędzał czas w towarzystwie swoich rodziców (Julia Roberts, Owen Willson), jednak teraz wybiera się do szkoły. Co może czekać w szkole dziecko, które zdecydowanie nie wygląda, jak pozostałe? Można się domyśleć – wyśmiewania i wytykania palcami przez innych. Dzięki pewnej dziewczynce imieniem Summer (Millie Davis), Auggie znajduje w sobie siłę, by walczyć ze stereotypami.
Przesłanie wydaje się wręcz oczywiste – nie ocenia się innych po wyglądzie, ponieważ wszyscy jesteśmy ludźmi i chcemy być akceptowani przez środowisko. Jeśli ktoś potrafi i chce popłakać sobie na filmie, ten oto wydaje się być idealnym wyborem. Zapowiada się więc na emocjonalne chwile. Polecam wszystkim bardziej wrażliwym widzom, którzy lubią wyciskacze łez.


Więzień labiryntu: Lek na śmierć (Maze 
Runner: The Death Cure) – 26 stycznia

W spektakularnym finale epickiej sagi o „Więźniu labiryntu” Thomas staje na czele grupy zbiegłych Streferów, którzy wyruszają z ostateczną misją. Jeśli chcą ocalić swych przyjaciół, muszą wkraść się do legendarnego Ostatniego Miasta – kontrolowanego przez DRESZCZ labiryntu, który kryje w sobie najniebezpieczniejszą z dotychczasowych pułapek. Ci, którzy wyjdą z niej żywi, poznają odpowiedzi na pytania, które Streferzy zadają sobie od chwili, gdy znaleźli się w pierwszym labiryncie.”
Nie jestem w temacie, więc wybaczcie, że musiałam skopiować opis filmu od dystrybutora. Wszyscy fani tej oto serii filmów zapewne wykreślają dni z kalendarza, odliczając do premiery ostatniej części. Będzie to również gratka dla wielbicielek Dylana O’Briena (Demetrio!), który podczas kręcenia tej produkcji, niestety uległ wypadkowi. Zdecydowanie, jest to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów.


Czas mroku (Darkest Hour) – 26 stycznia


Winston Churchill stał się już symbolem. Stwierdzam to, ponieważ jego postać pojawia się w wielu filmach i serialach. Ten film, który właśnie wejdzie do kin mówi o jego początkach jako premiera Wielkiej Brytanii. Będąc mężczyzną już w podeszłym wieku, Churchill, grany tu przez Gary’ego Oldmana stanął w obliczu zagrożenia ze strony nazistowskich Niemiec w pierwszych dniach II wojny światowej. Musi podjąć najważniejszą decyzję, od której zależy sytuacja całego państwa.
Jest to postać, której biografię zdecydowanie warto znać. W końcu, zależało od niej bezpieczeństwo Zjednoczonego Królestwa. Czekam na film – zapowiada się na bardzo dobry. Zwłaszcza, że Gary Oldman jest nominowany do tegorocznych Oscarów za główną rolę aktorską. Trzymamy więc kciuki.



Audrey Catriona
TOP 5: Filmów na zimę

TOP 5: Filmów na zimę

 Salut! Zima - haha, bardzo zabawne. Mamy styczeń, więc wystarczy wytrzeć przez okno, żeby okazały się nam piękne pokryte śniegiem drzewa i dzieciaki beztrosko zjeżdżające na sankach. A nie, przepraszam. Coś mi się pomyliło. Dlaczego? Bo wciąż nie ma śniegu. Osobiście, bardzo lubię zimę i bardzo na nią czekam, natomiast aktualnie to słowo sprawia, że nerwowo się śmieję. Jeśli komuś też brakuje romantycznych białych płatków spadających z nieba, zawsze może obejrzeć jakieś dobre filmy, które mają w sobie choć odrobinę tego upragnionego mrozu. Zapraszam więc bez zbędnych przedłużeń na mój TOP 5 filmów zimowych.

1. Złoty kompas (The Golden Compass)

Film opowiada historię Lyry Belacquy, mieszkającej I uczącej się w Kolegium Jordana. Rutynę burzy spotkanie tajemniczej pani Coulter, która proponuje dziewczynce podróż do Svalbardu, na co Lyra zgadza się bez wahania. Zanim wyruszy, Rektor podarowuje jej Złoty kompas - miernik prawdy, który pozwala zajrzeć w przyszłość; ostrzega ją przed pokazywaniem go innym. Poza tym, trwa fala zaginięć dzieci - mówi się o porwaniach w celu przeprowadzania na nich eksperymentów. Pp zniknięciu przyjaciela Lyry, Rogera, dziewczynka wyrusza w podróż, by go odnaleźć.
Osobiście, bardzo lubię ten film. Zwłaszcza, ze względu na piękne zimowe brązy oraz cudowne efekty specjalne, których naprawdę w tej produkcji nie brak.



2. Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa (The chronicles of Narnia. The lion, the witch and the wardrobe) 

Czworo rodzeństwa, latem1940 roku, opuszcza bombardowany Londyn i wprowadza się na wieś, pod opiekę pewnego profesora. Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja są bardzo zróżnicowani charakterologicznie i nie zawsze idealnie się dogadują, jednak w tej trudnej sytuacji muszą się wspierać. Pewnego razu Łucja proponuje siostrze i braciom zabawę w chowanego na terenie domu. Próbując się ukryć, dziewczynka znajduje starą szafę z wylełnioną futrami, która okazuje się być przejściem do innego świata, gdzie panuje piękna zima. Tak właśnie zaczyna się przygoda, podczas której każde z będzie musiało wykazać się dużą odwagą.
Lubię wracać do tej oto przygodowej serii filmów, które powstały w następstwie tej. Dlatego, że nie są banalne, a mądre i bardzo ciekawe. Poza iście gwiazdorską obsadą, możemy podziwiać piękne kreacje bohaterów. Warto wspomnieć, że produkcja jest ekranizacją powieści C.S Lewisa.



3.Kraina lodu

Elsa i Anna są księżniczkami północnego i jakże śnieżnego królewstwa Arendell. Pewnego razu, podczas zabawy, Elsa, która jest obdarzona mocą zamrażania, niefortunnie rani młodszą siostrę. Zanim rodzice nie giną w podróży, ostrzegają Elsę przed używaniem jej mocy. Dziewczynka w końcu nad nią nie panuje. Dlatego też zamyka się w pokoju na wiele lat, unikając kontaktu z Anną, która wciąż nie jest niczego świadoma, by nie narażać jej na niebezpieczeństwo ze swojej strony. 
Któż nie zna tego oto jednej z genialnych filmów wytwórni Disneya i któż nie potrafi zaśpiewać 'Mam tę moc' na pamięć? Trudno znaleźć taką osobę. Film jest naprawdę magiczny i utrwalający siostrzaną miłość, natomiast mnie urzeka w nim oddanie kultury Norwegii.



4. Opowieść wigilijna

Poznajmy historię Ebenezera Scrooge'a - zgorzkniałego staruszka, który sceptycznie podchodzi do świąt Bożego Narodzenia. Poza tym, jest bogaty, ale samolubny i nieczuły na ludzką krzywdę. Do czasu, aż w noc wigilijną odwiedzają go trzy duchy - przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Duchy te pokazują mu nie tylko przyczyny tego, kim się stał, sytuację pokrzywdzonych przez niego ludzi, ale także jego własną śmierć. W rezultacie, Ebenezer doznaje na tyle dużego szoku, że rozumie swoje błędy i próbuje je naprawić.
Jest to powieść stara jak świat i wciąż jakże aktualna. Ciekawe, czy Charles Dickens był świadomy tego, jaki symbol zimy stworzył. Powstało mnóstwo wersji, jednak ta jest jedną z moich ulubionych. Mimo, że jest to animacja, to przedstawienie tych wszystkich szokujących staruszka wydarzeń mrozi krew w żyłach - nie jest dla dzieci. Wspaniała technika animacji.



5. Morderstwo w Orient Expressie

Detektyw Hercules Poirot, podczas podróży znów znajduje się w miejscu morderstwa, którym stał się orient express. Wśród pasażerów, właściwie wszyscy są podejrzani. Ale kto zabił sprawiającego nieprzyjemne wrażenie wpływowy biznesman? - to trzeba rozwiązać.
Do kin właśnie będzie wchodził kolejny film na podstawie tej bez wątpienia najbardziej znanego kryminału Agathy Christy. Ja, uwielbiam czytać jej książki, więc z pewnością się wybiorę. Akcja również rozgrywa się, miło że cały czas w pociągu, to na zewnątrz panuje mroźna zima. Zimna jak zbrodnia, którą popełniono. 



Tak, myślę, że są to wystarczająco mroźne filmy, by zrekompensować nam brak zimy. Miejmy nadzieję, że w towarzystwie takich dobrych produkcji, doczekamy się śniegu.

Audrey Catriona
Aristotle and Dante Discover the Secrets of the Universe ( Benjamin Alire Saenz) - recenzja

Aristotle and Dante Discover the Secrets of the Universe ( Benjamin Alire Saenz) - recenzja

Yyyy... tak. To powitanie wymyśliła mi Audrey wczoraj wieczorem i tak zamierzam się od teraz witać.
Właśnie skończyłam " Aristotle and Dante Discover the Secrets of the Universe" i jestem zdruzgotana. Moja dusza jest rozdarta na milion kawałeczków, a moja głowa pełna przemyśleń, które ta książka wywołała. Miałam dziś wstawić na bloga TOP 10, ale zdecydowałam się zrobić to jutro ze względu na to, że ja muszę, po prostu MUSZĘ powiedzieć wam co nieco o tej przegenialnej powieści. No, to do roboty!

Oryginalny tytuł: Aristotle and Dante Discover the Secrets of the Universe
Polski tytuł: Inne zasady lata
Autor: Benjamin Alire Saenz
Tłumacz: Agnieszka Skowron
Wydawnictwo: Wydawnictwo Rodzinne
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 338

Streszczenie w przypadku tej książki jest morderstwem radości z czytania, dlatego tym razem skrótu fabularnego nie będzie. 

" Aristotle and Dante Discover the Secrets of the Universe", czy też w polskim tłumaczeniu " Inne zasady lata" to książka niezwykła, szczera i prawdziwa. To książka, na której przeczytanie wystarczyły mi cztery godziny, bo wciągnęła mnie tak, że jak zaczęłam, to już nie mogłam przestać, ani chociaż zrobić przerwy. Z zapartym tchem obserwowałam to, co działo się na jej kartach, każdą szczęśliwą i smutną chwilę przeżywałam z bohaterami patrząc, jak dorastają do odpowiedzialności i zrozumienia własnego ja. Styl autora to majstersztyk, zachwycił mnie od samego początku, który był, mówiąc szczerze, dla mnie zagadką. Główni bohaterowie bardzo szybko się poznają i bałam się, że tak szybko prowadzona fabuła i wartka akcja zadziała na niekorzyść historii. Nie mogłam się bardziej mylić. Choć faktycznie, kolejne rzeczy przytrafiają się postaciom w krótkim czasie- może to wina krótkich rozdziałów-to nie przeszkadza to w odbiorze książki i zrozumieniu jej przekazu.

'' Na świecie są gorsze rzeczy, niż chłopiec lubiący całować innych chłopców"

Porusza ona wiele bardzo ciężkich i skomplikowanych wątków, takich które bardzo łatwo można by rozwalić przez nieudolne ich prowadzenie. Tak na szczęście nie było w tym przypadku. Każde otwarte drzwi, każdy rozpoczęty wątek- relacji Dantego i Ari, problemy z powracającymi wspomnieniami z wojny, bratem i dzieckiem przestępcą, istotą bycia prawdziwym Meksykaninem- jest dokładnie zamknięty. Autor nie zostawia żadnych niedopowiedzeń, można odczuć, że ma konkretny plan na swój twór i nie miota się jak bibliofil w księgarni podczas pięćdziesięcioprocentowej przeceny.
Główny wątek, czyli historia Dantego i Arystotelesa, to coś tak pięknego i doskonałego, coś co sprawia że czytelnik czyta od deski do deski każdy dialog między tymi bohaterami, wzdychając i zachwycając się nad rewelacyjnie napisanymi postaciami i relacją między nimi, która sama w sobie jest zdecydowanie warta dłuższego zastanowienia się nad nią.

"Zacząłem wierzyć, że te wiersze są jak ludzie. Niektórych rozumiesz od razu, a innych nie zrozumiesz nigdy"

Dante i Arystoteles to postacie, które teoretycznie nie powinny móc się dogadać. Dante jest optymistą, jest ekspresyjny w wyrażaniu uczuć i ciekawy wszystkiego wokół. Ari to z kolei osoba skryta, chowająca każdy problem i każdą emocję, z którą nie może sobie poradzić w sobie. Zgrywa grzecznego chłopca, choć wewnątrz kipi ze złości, nie mogąc zrozumieć siebie, a co dopiero innych. Mimo wszystko Dante i Ari nie są mieszanką wybuchową, a uzupełniają się wzajemnie i są nierozłączni. Na brodę Merlina, ciężko mi cokolwiek powiedzieć bez zdradzania zbyt wielu rzeczy. Może po prostu powiem, że oni obaj to totalne freaki, ale na tyle urocze, że nie da się ich nie lubić. To postacie rewelacyjnie napisane, których udział w całej historii i ich " odkrywanie sekretów wszechświata" są dla czytelnika niczym wchodzenie w ruchome piaski emocji, które z każdych stron będą próbowały go otoczyć i pochłonąć. Oczywiście, jak to zadzieranie z emocjami, zawsze kończy się to płaczem. Tak, moim także.

Podsumowując, jeśli jeszcze nie udało wam się przeczytać " Innych zasad lata", to zachęcam do zrobienia tego. Jeśli nie będziecie mogli znaleźć tej książki po polsku, a wasz angielski jest mniej więcej na poziomie średnim albo wyższym, to spokojnie możecie sięgnąć po jej oryginał i tak jak zrobiłam to ja, przeczytać " Aristotle and Dante Discover the Secrets of the Universe" po angielsku.

Yyy... tak, Demetria

OCENA: 10/10







Postanowienia Noworoczne TAG !

Postanowienia Noworoczne TAG !

Salut! Przyszedł nowy rok, a wraz z nim nowe cele, zmiany i inne postanowienia. Wszyscy wiemy, jak to z nimi jest. Nieczęsto zdarza się spełnić wszystkie noworoczne postanowienia – statystyki nie kłamią. Dlatego ja nic wielkiego sobie nie obiecywałam przed 2018. Natomiast, oczywiście chciałabym przeczytać wiele książek i obejrzeć multum filmów, które wciąż widnieją na mojej mentalnej liście i wiszą nade mną, dopominając się o swoje. W końcu, filmy i książki to sens życia, prawda? Tak więc oto moje postanowienia:



1. Autor, którego książkę chciałbyś przeczytać w 2018 roku (którego książki jeszcze nie czytałeś)

Po przeczytaniu kilku klasycznych kryminałów, zdecydowałam zajrzeć do skandynawskich – z czystej ciekawości. Jako pierwszy nasuwa się słynny Jo Nesbø. Najpierw sięgnę po ‘Pierwszy Śnieg’, którego e-booka dostałam od pewnej zaprzyjaźnionej Demetrii. Sądzę, że na jednej książce się nie skończy, ponieważ pozytywne oceny tych, którzy już mieli styczność z tą serią kryminałów o czymś świadczą. Oczekujcie recenzji w tym roku.




1.      2. Książka, którą chciałbyś przeczytać / Film, który chciałbyś obejrzeć

Filmem, który wśród moich tegorocznych must-see jest ‘Twój Vincent’. Uważam, że produkcja stanowi przełom w historii kina. To, że każda klatka była ręcznie przemalowywana przez 125 malarzy, żeby przedstawić historię słynnego malarza za pomocą jego obrazów robi na mnie ogromne wrażenie. Niestety, kiedy film niedawno był emitowany w kinie, nie było mi po drodze, by do niego wstąpić. Teraz, z zapartym tchem czekam aż film będzie dostępny i będę mogła oddać się doznaniom artystycznym.



3.  Klasyka, którą chciałbyś przeczytać / obejrzeć

Klasyki to coś, co trzeba znać. Jest wiele klasycznych książek, które chciałabym przeczytać, a wciąż tego nie zrobiłam. Wśród nich jest ‘Frankenstein’, czyli najsłynniejsza powieść Mary Shelley. Tytułowy bohater wykreowany przez tę angielską autorkę zajął miejsce obok najstraszniejszych potworów. Wypadłoby więc znać jego historię, chociażby po to, aby móc odczytać nawiązania do Frankenstaina ma przykład takich filmach, jak ‘Frankenweenie’. Pamiętajmy, że wszystkie współczesne horrory są realizowane według schematu, który wyznaczyły te stare.



4. Książka, którą chcesz przeczytać jeszcze raz / Film, który chcesz obejrzeć jeszcze raz

Każdy ma coś, do czego zawsze chce wracać, a na codzień nazywa się to sentymentem. Ja mam taki właśnie sentyment do ‘Koraliny i Tajemniczych Drzwi’. Uwielbiam to, że mimo tego, iż produkcja przeznaczona jest dla dzieci, to budzi dreszczyk i może przestraszyć. Cenię to, że w ‘Koralinie i Tajemniczych Drzwiach’ nie ma ckliwości, jak w większości innych animacji i dlatego tak się wyróżnia. Mamy tu cały pakiet tajemniczości. Główna bohaterka, ciekawska Koralina również budzi moją sympatię. Pozwoliłabym więc przyszyć sobie guziki do oczu po raz kolejny.



 5. Książka, którą masz od dłuższego czasu i chcesz przeczytać

Pewna książka leży na moim biurku i jest następna w kolejce do przeczytania. Od dawna już chciałam ją dostać i wreszcie ktoś podarował mi ją z okazji mikołajek klasowych. Jest ona psychologiczna, a nosi tytuł ‘Myśl, jak Sherlock Holmes’ i jest napisana przez Marię Konnikovą. Kto nie chciałby mieć tak wyjątkowego i imponującego umysłu, jak ten oto słynny detektyw? Na dłuższą metę, zapewne jest to uciążliwe przez natłok myśli, ale zawsze można dążyć do ideału. Najważniejsze – nie tylko patrzeć, ale widzieć. Taki oto wstęp do umiejętności dedukcji. Podejrzewam, że po przeczytaniu tej książki nie będę patrzyła na świat tak samo, bo właśnie tak bardzo działa na mnie Sherlock Holmes i żaden inny bohater u mnie nie może się z nim równać.




6. Duża książka, którą chciałbyś przeczytać

Tutaj przyszedł czas na powieść Stephena Kinga, której adaptacja całkiem niedawno weszła do kin. Mowa tu o ‘To’. Niektórzy teraz się zdziwią – duża? Tak. E-book, który aktualnie czytam od dłuższego czasu ma prawie tysiąc stron. Tacy ‘Krzyżacy’, tylko z jedną różnicą. ‘To’ jest bardzo wciągającą i ciekawą powieścią, czego najnowszy film niestety nie oddaje. Każdy z siódemki amerykańskich dzieciaków, którym kiedyś udało się pokonać demonicznego klauna Pennywise’a (który wnika w ich umysły i wyciąga najgłębsze lęki) jest niesamowicie ciekawą postacią. Cenię sobie dobrze napisane charaktery, a tutaj jest ich aż siedem. Zostałam więc objęta klątwą Derry.



7. Autor, którego już wcześniej czytałeś i chcesz więcej

Tutaj, nie odniosę się do książki, a do filmu. Mianowicie, ‘Fantastyczne zwierzęta i gdzie je znaleźć’. Jest to produkcja ze świata J.K Rowling, więc odzywa się przy nim mój sentyment do Harry’ego Pottera. Z apetytem obejrzałam pierwszą część. Mam szczęście, ponieważ aktualnie trwają prace nad kolejną po d tytułem ‘Fantastic Beasts: Crimes of Grindelwald’, która wyjdzie już w tym roku. Czekam więc uzbrojona w cierpliwość na kolejne spotkanie z Newtem Scamandrem i z jego niesamowitymi fantastycznymi zwierzętami, których w zwykłym zoo się nie spotka.



8. Książka, którą dostałeś na święta i chcesz przeczytać

W tym roku, prostokąt owinięty w papier z gwiazdkami skrywał ‘The coplete adventures of Charlie and Mr Willy Wonka’ autorstwa Roalda Dahla. Ucieszyłam się, ponieważ jest to historia, którą bardzo lubię, a do tego  po angielsku, więc będę mogła udoskonalić swoje umiejętności językowe. Dziękuję ci, droga Demetrio! Powieść jest na tyle dziwna, żeby mnie ująć. Póki co, oglądałam film na jej podstawie – nawet kilka razy. Zabawny, zaskakujący i nieco creepy – coś, co lubię. Plus, genialna rola Johnny’ego Deppa. Z chęcią wkrótce zabiorę się za czytanie i utonę w mentalnym oceanie czekolady.



9. Seria, którą chcesz przeczytać/obejrzeć i zakończyć

Wstyd! Shame on me, ale wciąż nie udało mi się obejrzeć ani jednej części ‘Piratów z Karaibów’ w całości. Zbieram się do tego już dłuższy czas, ale zawsze coś staje mi na drodze do wyruszenia w morską podróż. Mam nadzieję, że w tym roku mi się uda, ponieważ uwielbiam postać kapitana Jacka Sparrowa – jego sarkazm, szaleństwo i poczucie humoru. Chciałabym więc poznać lepiej tę historię. Wniosek, w tym roku utonę – jak nie w czekoladzie, to w ocenie pełnym ogromnych ośmiornic.



10. Seria, którą już zacząłeś i chcesz skończyć

Jest kilka seriali, z których obejrzałam najwięcej parę odcinków i odrzuciłam przez moje wygórowane wymagania. Do większości zapewne już nie wrócę, bo po co. Natomiast, jest jeden, który chciałabym kontynuować, a nosi on tytuł ‘The Crown’. Obejrzałam pięć odcinków i byłam nieco znudzona, lecz uważam, że warto znać historię królowej Elżbiety II, a zarazem historię Wielkiej Brytanii za panowania Windsorów. Tym bardziej, jeśli naprawdę interesuje się zjednoczonym królestwem i niedługo będzie się tam mieszkało. Tak więc, choćbym miała się zmusić, obejrzę ten serial. 



Tak oto przedstawiają się moje postanowienia noworoczne. Pewnie uda mi się je zrealizować bez większego trudu. Jakie są wasze cele?

Audrey Catriona

Polarny Ekspres- recenzja

Polarny Ekspres- recenzja

Salut! To mój oficjalnie pierwszy post, więc postaram się zawładnąć waszymi umysłami i sprawić, że mnie polubicie. Żartuję tylko. Nikt tu, w takim miejscu, jak ten przyjemny blog nie będzie nikogo hipnotyzował… Spróbuję tylko zaciekawić was takim oto filmem.


Co prawda, Święta zostały nam już gdzieś za plecami, ale cofnijmy się nieco. Warto, ponieważ ta ciekawa animacja pod tytułem ‘Ekspres polarny’ podejmuje temat właśnie Świąt Bożego Narodzenia. Chyba żaden z filmów świątecznych, które oglądałam (a oglądałam ich dużo) nie wprowadza tak bardzo w ten późno grudniowy klimat. Ale najpierw poznajmy kilka faktów. Scenariusz został napisany na podstawie znanej wśród amerykańskich dzieci książeczki Chrisa Van Allsburga o tym samym tytule. Adaptacja zajmuje piętnaste miejsce na liście najdroższych produkcji świata, zrealizowana więc jest z rozmachem. W filmie zastosowano technikę animacji, którą osobiście bardzo cenię, czyli ‘Performence Capture’. Jest to właśnie ta technika, gdzie aktorzy emitują ruchy i mimikę twarzy postaci, podpięci do wielu małych przekaźników. W efekcie, wygląda to bardzo naturalnie i ciekawie. Tutaj możemy bić brawo Tomowi Hanksowi, który wcielił się aż w sześć ról.
Ale o czym jest ten film – zapytacie. A więc, głównym bohaterem jest chłopiec, który nie wierzy w Świętego Mikołaja, gwiazdkę i wszystkie te, jak je nazywa, głupoty związane z Bożym Narodzeniem. W pewną śnieżną noc, pod oknem domu Chrisa przystaje pewien tajemniczy pociąg. Kiedy konduktor zaprasza chłopca do środka, okazuje się, że podróżuje na Biegun Północny. Pasażerami są dzieci o różnych poglądach – są i te sceptyczne, i te oczarowane magią świąt (a wszystkie w swoich nocnych ubraniach). Mają okazję podzielić się między sobą swoimi zdaniami na ten temat. Podczas podróży wydarzają się też tajemnicze, a nawet groźne rzeczy. Zgryźliwemu Chrisowi całkowicie wraca wiara, kiedy na własne oczy widzi miasteczko Świętego Mikołaja, gdzie jest mnóstwo kolorowych prezentów i światełek. Nasz bohater ma również okazję zamienić ze świętym parę słów.
Oczarowujący, tajemniczy, wzruszający, ale przede wszystkim ciepły i mądry film. Z gatunku tych, które ogląda się pod kocem i w blasku choinkowych lampek. Jeśli jeszcze do tego za oknem pada śnieg - mamy komplet. Bardzo szanuję Roberta Zemeckisa i Williama Broylesa Juniora za realizację półtoragodzinnego filmu na podstawie naprawdę krótkiej książeczki. Jeśli miałabym wybrać produkcję, która najbardziej oddaje charakter Świąt i pokazuje jej prawdziwego ducha, byłby to właśnie ‘Ekspres Polarny’.

 ✮✮✮✮✮✮✮
A jakie świąteczne filmy wy najchętniej oglądaliście w te Święta?
  Audrey Catriona
Blogowo- Czytelnicze Podsumowanie 2017 roku !!!

Blogowo- Czytelnicze Podsumowanie 2017 roku !!!

Witajcie ludziowie! Zostało niewiele czasu do 2018 roku, więc nie marnując czasu, zaczynam...


W dzisiejszym poście spróbuję ogarnąć umysłem moje wzloty i upadki w pisaniu bloga, a także powiem wam, jak wiele książek udało mi się przeczytać w tym roku. W drugiej części posta poznacie dżemik dla mojego sera, noc dla mojego dnia, chachę dla mojej samby- moją najlepszą przyjaciółkę, która jakimś cudem nadal mnie nie zrzuciła z balkonu, ani nie zamordowała w inny sposób. To ona właśnie dołączy do mnie i wspólnie ze mną będzie od jutra pisała tego bloga.
Oto podsumowanie:

  1. " Piękne istoty" - Kami Garcia, Margaret Stohl ✮✮✮✮✮✮
  2. " Anna May" - Agnieszka Opolska ✮✮✮✮✮✮✮✮✮✮ [recenzja]
  3. " Spójrz mi w oczy, Audrey" - Sophie Kinsella ✮✮✮✮✮✮✮✮✮ 
  4. "Wyśnione miejsca"- Brenna Yovanoff ✮✮ [recenzja]
  5. " Thorgal: Zdradzona czarodziejka" - Grzegorz Rosiński, Jean Van Hamme ✮✮✮✮✮✮✮
  6. "Fanfik" - Natalia Osińska ✮✮✮✮✮✮✮✮✮✮ [recenzja]
  7. "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" - Cassandra Clare i inni ✮✮✮✮✮✮✮✮ [recenzja]
  8. "Girl Online. Solo" - Zoe Sugg ✮✮✮✮✮✮✮ [recenzja]
  9. "Cud chłopak" - R.J. Palacio ✮✮✮✮✮✮✮✮✮ [recenzja]
  10. "Fatalna lista"- Siobhan Vivian ✮✮✮✮✮✮✮
  11. " Dom na wzgórzu" - Peter James ✮✮✮✮✮✮✮✮
  12. "Moje serce i inne czarne dziury" - Jasmine Warga ✮✮✮✮✮✮✮
  13. "Szninkiel" - Grzegorz Rosiński, Jean Van Hamme ✮✮✮✮✮✮✮✮
  14. " Martwa strefa" - Stephen King ✮✮✮✮✮✮✮
  15. "Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań." - różni pisarze ✮✮✮✮✮✮✮ [recenzja]
  16. "Cztery płatki śniegu" - Joanna Szarańska ✮✮✮✮✮✮✮✮✮
To już wszystko! Bałabym się wchodzić głębiej w podsumowanie, nie wiadomo co mogłabym tam znaleźć. Teraz czas na to, by moje miejsce zajęła moja wspólniczka w zbrodni. 

Witajcie, drodzy czytelnicy Demetrii. Od teraz stajecie się też moimi czytelnikami. Zabrzmiało to, jak groźba, ale nie obawiajcie się. Pod wpływem naszej blogerki, dołączam się i zostaję współprowadzącą. Co to oznacza? Otóż, więcej tematów filmowych i nie tylko. Ale może trochę o sobie. Nazywam się Audrey Catriona. Jako wkraczająca w dorosłość istota, która czuje się na tym świecie, jakby przybyła z innej planety, całkiem sporo piszę i rysuję, czego próbkę wam tutaj udostępnię. Dużo swojego wolnego czasu spędzam na zgłębianiu tajników języka angielskiego i psychologii. Moja analityczna dusza nie pozwala mi przejść obok wielu rzeczy obojętnie. Interpretuję i kontempluję wszystko, nawet jeśli nie trzeba. Interesuję się kulturą brytyjską. Interesuję? Może lepsze byłoby określenie, że mam obsesję na punkcie Wielkiej Brytanii i wszystkiego, co z nią związane. Zawsze powtarzam, że powinnam się tam urodzić. Za tym idzie moje uzależnienie od herbaty, klasycznych kryminałów, deszczowej pogody i sarkastycznego humoru. Konkretnie, mój jakże skomplikowany narząd zwany mózgiem składa się z cytatów Shakespeara, rzewnych piosenek, Agathy Christie, ale przede wszystkim seriali BBC, czyli Sherlocka i Doctora Who. Tak więc znacie już tematykę postów, które wyjdą spod mojego pióra. Możecie się domyśleć, że Londyn jest dal mnie rajem na ziemi. Okazał się on jednak rzeczywisty. Wraz z Demetrią wybieram się tam na studia. Liczę na życzliwe powitanie z waszej strony. Mam nadzieję, że polubicie mnie, jak masło orzechowe galaretkę, bo tak szybko się mnie stąd nie pozbędziecie.



To już wszystko! My, Demetria i Audrey życzymy wam wszystkim przeżycia kolejnych 365 dni bezproblemowo, w przyjaznej atmosferze, a także żebyście trafiali tylko na świetne książki i mieli przyjemność z ich czytania. No i Szczęśliwego Nowego Yorku!!!
Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger