Angelfall (Susan Ee)- recenzja

Witajcie! Wraz ze świętami przyszły dni, które mogę poświęcić na pisanie bloga. Nie wiem, ile z was jeszcze czyta to, co piszę. Ostatnio zastanawiałam się, czy nie porzucić Podróży Międzyksiążkowych. Rozważałam wszelkie za i przeciw. W końcu stwierdziłam, że nie zniszczę tego, co już zbudowałam. Nie poddam się, będę pisała dalej, choćby tylko dla siebie.
Dobra, koniec żalenia się. Przychodzę do Was( bądź do siebie) dziś z recenzją książki, którą udało mi się przeczytać w rekordowo krótkim czasie czterech godzin.

Oryginalny tytuł: Angelfall
Autor: Susan Ee
Tłumacz: Jacek Konieczny
Rok Wyd.PL: 2013
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 316

   Nie ma już Ziemi jaką znaliśmy. Nasza cywilizacja upadła. Miasta płoną, wszelkie środki komunikacji zostały zniszczone, więzi społeczne prawie całkowicie zanikły. W dzień zgliszczami rządzą gangi, ale to nie ich ludzie obawiają się najbardziej. Anioły, do których przez wieki modliliśmy się o ochronę i pomoc, stały się naszymi największymi wrogami. Mordują tych, którym udało się przetrwać pierwszą  falę ich ataku. Nie znają litości.
   Siedemnastoletnia Penryn na własne oczy widzi jak uskrzydlone istoty porywają jej młodszą siostrę. Mimo przeciwności postanawia ją uratować. W tym celu sprzymierza się z jednym z oprawców, któremu podobni jemu obcięli skrzydła. Wyruszają w długą i męczącą podróż przez zrujnowaną Kalifornię, próbując dostać się Gniazda Aniołów. Czy ich wędrówka skończy się szczęśliwie? Czy Penryn uda się ocalić siostrę?

,, Chwilę później dostrzegamy małe dziewczynki. Zostały powieszone na drzewie, ale nie za szyję- pętle zaciśnięto pod ramionami wokół klatek piersiowych. 
[...] Są ubrane w chyba identyczne sukienki w paski. Nie mam pewności, ponieważ wzór jest zniekształcony przez plamy krwi. Większa część materiału została wydarta i porozcinana. Cokolwiek obgryzło im mięso z nóg i brzuchów musiało zaspokoić apetyt, zanim dotarło do klatek piersiowych. Albo nie potrafiło tak wysoko sięgnąć.
Najstraszliwsze są ich udręczone twarze. Dziewczynki zostały pożarte żywcem."

Niesamowita, wciągająca, niekiedy przerażająca powieść z bardzo dobrze przemyślaną, choć czasem pokręconą fabułą. Ogromnym plusem jest brak jakichkolwiek nudnych momentów, cały czas coś się dzieje, akcja cały czas jest wartka. Cały czas również wyczuwalne jest napięcie między bohaterami, a także ich strach przed tym, co będzie dalej. Powiem szczerze, że oczekiwałam czegoś odrobinę innego, czegoś w stylu ,, Nowej Ziemi". W pewnym sensie nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Dostałam za to coś o wiele, wiele lepszego. Książka momentami jest przewidywalna aż do bólu, ale nie przeszkadza to w ogóle w jej odbiorze i wiem, że powinnam to zdanie umieścić w minusach, ale jest tak nieistotne w ogólnym rozrachunku, że nie widziałam potrzeby rozpoczynania nowego pseudo-akapitu.

Niesamowicie przypadli mi do gustu bohaterowie, no może z wyjątkiem matki Pen, która jest... jak to delikatnie ująć- psychopatką, totalną świruską, kimś kogo należy się obawiać. Książce dodają uroku zabawne dialogi między postaciami oraz cięty język i zadziorny charakter Penryn. Ta dziewczyna to istne tornado- wie czego chce, walczy o to, co kocha, uparcie dąży do celu, lawiruje między różnymi sferami swojej osobowości równie bezproblemowo jak ja między półkami w bibliotece. Odrobinę przypominała mi Celaenę Sardothien ze ,, Szklanego Tronu", pod niektórymi względami była do niej zadziwiająco podobna. O Raffem mogę powiedzieć tylko tyle- odrobinę irytująca postać, której mimo to nie potrafię nie darzyć sympatią.

Co do zakończenia, jest nieziemskie, zaskakujące, zatrważające, czyli cytując Anitę - ,, ROZPIERNICZAJĄCE SYSTEM" !!! Nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejny tom!!!

Podsumowując, książka jest genialna. Równie genialna jak jej okładka, która jest tak niesamowita, prześliczna i zachwycająca, że aż mogłabym na nią patrzeć godzinami... gdybym tylko posiadała prywatny egzemplarz ,, Angelfall".
To już wszystko na dziś. Przepraszam, że ta recenzja jest taka krótka, ale powoli wyczerpuje mi się zasób synonimów, a wolałabym się nie powtarzać.

OCENA: 8/10











Czytaj dalej...

Listopadowe Cytaty Miesiąca!!!

Witajcie:) Przyznam się Wam bez bicia, że jakoś ostatnio nie mam weny na pisanie bloga, nie wiem co się ze mną dzieje.
Jednakże, mimo mojego chwilowego blogowego kaca postanowiłam coś opublikować. Wybrałam Cytaty Miesiąca.


,, Życie: są to strome schody do Nieba, wąskie i bez oparcia. Mażesz iść prosto w górę i nie oglądać się za siebie. Kiedy utracisz równowagę, zranisz się, lecąc w dół. I zaczynasz wędrować od nowa, jeżeli masz jeszcze siły. Nie możesz się zatrzymać- nie da się żyć ani ustać na żadnej krawędzi, trzeba kroczyć lub spadać. I tak do końca życia. "




,, Czasami musisz stracić wszystko, by znowu to zdobyć, a ponowne zdobywanie jest słodsze przez ból straty. "




,, Tylko ludzie pozbawieni celu są nieszczęśliwi. "




,, Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości, Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy. "




,, Najszlachetniejszych, najdzielniejszych czynów dokonuje się z miłości. "





Czytaj dalej...

TOP 10: Najlepsze filmy zagraniczne cz. 1

Hej! Postanowiłam wrócić dziś do tworzenia kolejnego TOP 10. Tym razem postaram się stworzyć listę najlepszych, czy raczej po prostu moich ulubionych filmów zagranicznych. Zanim to zrobię chciałabym powiedzieć tylko, że kompletnie nie znam się na filmach, nie potrafię ich oceniać pod innym kontem niż tylko takim, czy mi się podobają, czy też nie.
Nagadałam się, mogę zaczynać.


1. San Andreas (2015)

produkcja: Australia, USA
reżyseria: Brad Peyton
gatunek: Katastroficzny

Uwielbiam filmy katastroficzne, ale dlaczego właśnie ten jest moim ulubionym? Po pierwsze, ze względu na to, że siedząc w kinie na projekcji co chwilę wyrywało mi się ,,WOW", a mnie się to naprawdę rzadko zdarza. W filmach tego typu najbardziej lubię destrukcje, im więcej osób zginie, im więcej budynków się zawali tym lepiej. ,, San Andreas" ma takich scen od groma, zajmują ponad 80 % całego filmu.
Drugim powodem, równie ważnym jest Dwayne Johnson, którego po prostu kocham! Jasne, nie jest jakimś wybitnym aktorem, ale odnajduje się świetnie w każdej roli, którą odgrywa. Według mnie ( i mojej mamy) Dwayna można opisać tymi słowami: Mężczyzna z mięśniami równie wielkimi jak jego serce.






2. 2012 (2009)

produkcja: Kanada, USA
reżyseria: Roland Emmerich
gatunek: Sci-fi, Katastroficzny

Nie chcę się powtarzać i pisać tego samego, co przy poprzednim numerze. Dlatego wypowiem się krótko, zwięźle i na temat.
Powody, dla których ,, 2012" rozpierdziela system:

  • Cały świat się wali, pali i co tam jeszcze. Bieguny zmieniają położenie. Powstają tsunami, wybuchają wulkany. Reżyser w 34 minucie przestaje myśleć o jakiejkolwiek fabule, wciska gaz do dechy i do samego końca nie hamuje. Serio, Rolanda nie obchodzi realizm, według mnie mówi tym filmem ,, Jak ma być koniec świata, to niech to rzeczywiście będzie koniec świata. Po co się ograniczać, wysadźmy wszystko w powietrze!" 
  • Jeden z bohaterów- Yuri, mówi najlepszym angielskim z rosyjskim akcentem, jaki w życiu słyszałam. Uwierzcie mi, tego po prostu nic nie pobije.
  • Efekty specjalne wyglądają po prostu nieziemsko! Gdybym nie wiedziała, że zrobił to komputer byłabym skłonna uwierzyć, że to działo się naprawdę. 






3. Avatar ( 2009)

produkcja: USA, Wielka Brytania
reżyseria: James Cameron
gatunek: Sci-Fi

Obok ,, Titanica", ,, Avatar" jest najlepszym filmem stworzonym przez Jamesa Camerona, przynajmniej według mnie. Jest rewelacyjny, ma ciekawą fabułę i niesamowite efekty specjalne. Dużą rolę odgrywa w nim również muzyka. Wielkie, ogromne brawa należą się Jamesowi Hornerowi za stworzenie tak genialnego soundtracku( którego mogę słuchać w kółko).
Kiedy film ten grany był w kinach, dziesięcioletnia ja nie miała wielkiej ochoty go zobaczyć. Powiem Wam, że do tej pory żałuję, że nie namówiłam mamy na mały wypad do pobliskiej sali kinowej. Wiem jednak, że kolejne części będą miały swoje premiery w 2017, 2018 i 2019 roku. Cieszę się z tego, ale nie wiem jak wytrzymam tyle czasu.







            4. Kevin sam w domu (1990)

produkcja: USA
reżyseria: Chris Columbus
gatunek: Familijny, Komedia

Wiecie co? Wybrałam ten film, ponieważ już za trzy tygodnie święta i nawiązując do nich, jednym zdaniem uzasadnię swój wybór.

Święta bez Kevina, Last Christmas i choinki( w śnieg już nie wierzę) to nie święta.

Koniec. Kropka.






5. Epicentrum (2014)

produkcja: USA
reżyseria: Steven Quale
gatunek: Katastroficzny

Ten film nie jest tak dobry jak ,, San Andreas" czy ,, 2012", ale bardzo go lubię, choć sama nie wiem dlaczego. Może ze względu na dużą ilość tornad niszczących wszystko, co popadnie? Może dzięki zabawnym scenom, które bawiły mnie do łez? Może przez jedno i drugie. Nie mam pojęcia. Wiem jednak, że jak do tej pory obejrzałam go dobre sześć razy w całości, nie licząc przewijania do konkretnych scen. I wiecie co? Bardzo chętnie zobaczę go jeszcze raz, a co mi tam!







    6. Rodzinne rewolucje ( 2014)

produkcja: USA
reżyseria: Frank Coraci
gatunek: Komedia

Powiem szczerze, że nie miałam wielkich oczekiwań w stosunku do tego filmu. Ku mojemu zdziwieniu oglądając go śmiałam się wniebogłosy, nawet z totalnie głupawych i bezsensownych scen. A to wszystko dzięki temu, że ktoś wpadł na pomysł umieszczenia Adama Sandlera i Drew Barrymore w jednym filmie. Ten duet po prostu rozpiernicza system! Adama znam głównie z odmóżdżaczy z podtekstami i bałam się, że ,, Rodzinne rewolucje" nie będą różniły się niczym od innych ,, dzieł" , w których grał. Na szczęście, tym razem scenarzystom udało się stworzyć świetną komedię dla całej rodziny i fakt, występują w niej podteksty, ale pojawiają się sporadycznie jako zabawny smaczek dla rodziców.
Niewiele jest filmów komediowych, które naprawdę lubię, ale jeśli mowa o ,,Rodzinnych rewolucjach"- o tak, ten na pewno jest jednym z nich.









                                                                             
7. Transformers 1,2,3 ( 2007, 2009,2011)

produkcja: USA
reżyser: Michael Bay
gatunek: Akcja, Sci-fi

Posłużę się tym samym sposobem, którym oceniałam punkt 2.

  • Wybuchy. Kocham ten film za wybuchy, czyli Michaela Bay'a w najczystszej postaci. 
  • Oraz za efekty specjalne.
  • I mega zabawne sytuacje.
  • Oraz za podsunięcie pomysłu na znieważenie i zadziwienie pewnych osób.
  • A także za ponad 15 000 innych rzeczy, których teraz nie wymienię, ponieważ już mi się nie chce.







8. X-Men: Pierwsza Klasa (2011)

produkcja: USA
reżyser: Matthew Vaughn
gatunek: Akcja, Sci-fi

Uwielbiam wszelkie filmowe sequele i prequele, w których tytule widnieje napis ,, X-men", ale żaden nie jest według mnie tak dobry jak ,, X-men: Pierwsza Klasa". Oczywiście, nie wszystko w nim jest idealne ( na przykład wygląd Bestii), ale fakt faktem jest o niebo lepszy od ,, Ostatniego bastionu", który był... nieprzemyślany.
Uwielbiam Fassbendera jako Magneto, a McAvoy w roli Charlesa Xaviera wymiata! Muszę mieć ten film w swojej kolekcji, więc jak tylko nadarzy się okazja, na pewno go kupię.






                                                                                
9. Asystent Wampira (2009)

produkcja: USA
reżyser: Paul Weitz
gatunek: Fantasy, Przygodowy

Już nie raz, nie dwa mówiłam o tym jak bardzo kocham książkę, na podstawie której powstała ta ekranizacja. Nigdy jednak nie mówiłam o samym filmie, a powinnam była zrobić to już dawno temu.
Ekranizacja nie ma prawie nic wspólnego z pierwszymi trzema tomami serii o Darrenie, ale jest równie niesamowita jak one. Film jest fajnie nakręcony, ma swój specyficzny klimat, którego dopełnia rozbrzmiewająca w tle muzyka autorstwa Stephena Trask'a, przeplatana z przeróżnymi genialnymi piosenkami. Bardzo, ale to bardzo gorąco go Wam polecam.






10. Co robimy w ukryciu (2014)

produkcja: Nowa Zelandia, USA
reżyser: Jemaine Clement, Taika Waititi
gatunek: Horror, Komedia

Jeśli nie lubicie opowieści o wampirach, to o ironio jest to idealny film dla was. Otóż,  wyśmiewa on
wszelkie wampiryczne konwencje filmowe. Autorzy scenariusza mają bekę dosłownie ze wszystkiego. Serio, jest taka jedna scena walki, w której jeden wampir mówi do drugiego:
- Wstań i stój na suficie jak mężczyzna( coś w ten deseń).
Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Prawda jest taka, że tego filmu nie da się opowiedzieć, trzeba go zobaczyć. Mówię serio.







To wszystko na dziś! Mam nadzieję, że post Wam się podobał :) 
Jeśli oglądaliście któryś z wymienionych przeze mnie filmów, napiszcie o tym w komentarzach. Czekam na wasze opinie. 


Czytaj dalej...

Wierna ( Veronica Roth)- recenzja

Witajcie! Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta.... a ja nadal jestem ze wszystkim w tyle. No, prawie ze wszystkim. Nie spodziewałam się, że pójście do liceum da mi nieskończone ilości wolnego czasu jednocześnie odbierając jakąkolwiek chęć do życia. Mówię prawdę, po sześciu godzinach lekcyjnych przestaję żyć, zaczynam wegetować i pasożytować. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ jest to moje wytłumaczenie dla ,,olewania" bloga. Absolutnie. Nic. Mi. Się. Nie. Chce! Kto z Was też się tak czuje? Mam nadzieję, że nie jestem jedyna.
Przychodzę do Was dziś z recenzją ,, Wiernej" autorstwa Veroniki Roth, finału bestsellerowej trylogii ,, Niezgodna".

Oryginalny tytuł: Allegiant
Autor: Veronica Roth
Rok Wyd.PL: 2014
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 381
 

Wierna jest zdecydowanie lepszą książką niż wszystkie trzy jej poprzedniczki. Ma świetnie wykreowanych bohaterów i niesamowitą, dystopijną fabułę ze zwrotami akcji i niespodziewanym zakończeniem. W powieści niewiele się dzieje, a jednak czytało się ją o wiele łatwiej i szybciej niż ,, Niezgodną" czy ,, Zbuntowaną". Koniec wbił mnie w łóżko, na którym akurat siedziałam, zasmucił, może odrobinę zdenerwował. Przy okazji zdałam sobie sprawę, że nienawidzę nieszczęśliwych zakończeń. Jasne, jeszcze niedawno zarzekałam się, że nie lubię tych dobrych. No cóż, jak powszechnie wiadomo ludzie się zmieniają i ich poglądy również. Najśmieszniejsze jest to, że owo zakończenie było dla mnie zaskoczeniem mimo, że zostało mi już dawno temu zaspojlerowane. Autorka zastosowała tym razem narrację dwuosobową- jeden rozdział z perspektywy Tris, jeden z perspektywy Tobiasa, naprzemiennie. Myślę, że taka forma daje możliwość poznania tej samej historii z dwóch stron, a co za tym idzie pomaga w jej zrozumieniu. Powinna być częściej stosowana w książkach.
Dużo osób porównuje ,,Niezgodną" do Igrzysk Śmierci. To prawda, obie te serie mają więcej podobieństw niż różnic, ale każda z nich posiada swój własny, niepowtarzalny klimat. W powieści znajduje się wiele złotych myśli i wartościowych cytatów wartych zapamiętania. Ani pierwsza, ani nawet druga część nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak ta. Cały czas z niecierpliwością przewijałam kolejne strony z bananem na twarzy ( również tym odwróconym) czekając na to, co będzie dalej. Czytanie ,,Wiernej" stawało się zasmucające, gdy uświadamiałam sobie, że to już koniec. Niestety wszystko, co dobre, musi się kiedyś skończyć.

,, Odwaga może się przejawiać na wiele różnych sposobów. Czasem oznacza poświęcenie własnego życia dla czegoś ważniejszego, dla drugiego człowieka. Czasem to rezygnacja ze wszystkiego, co znałeś, ze wszystkich, których kochałeś, w imię czegoś większego. Ale czasem coś zupełnie innego. Czasem oznacza, że mimo bólu zaciskasz zęby i każdego dnia na nowo podejmujesz wysiłek, mozolną pracę na rzecz lepszego jutra."

Cofam to, co napisałam w recenzji ,, Czterego" o Tris. Teraz to Tobias jest moim wrogiem numer jeden. Udało mu się wprowadzić mnie na wyższy poziom irytacji i wkurzenia. Były momenty, w których miałam ochotę rzucać książką ze złości! Zastanawiałam się nawet, czy nie przenieść go za pomocą jakiejś czarnej magii do świata realnego tylko po to, by zadźgać go znalezionym na ulicy patykiem. A teraz serio, wcześniej zachowywał się normalnie, był twardym Nieustraszonym, jedynym logicznie myślącym człowiekiem wśród przygłupich narwańców rewolucjonistów. Teraz jednak, ni stąd ni zowąd to on stał się tym podatnym na manipulację. Tym, który odpowiada za opłakane w skutkach konsekwencje całkowicie bezsensownych wyskoków mających na celu... już sama nie wiem co. Jak sobie teraz czytam to fabularne przypomnienie, brzmi to jeszcze bardziej idiotycznie niż wtedy, gdy dowiadywałam się tego z książki.
Chciałabym napisać coś więcej o postaciach drugoplanowych, ale nie jestem w stanie. Nie wnosili niczego nowego do powieści, nie wyróżniali się niczym szczególnym i dlatego nie utkwili mi w pamięci tak dobrze jak Tris , czy Tobias( nadal pałam do niego nienawiścią).

,, Zło jest w każdym, a miłość polega na tym, by dostrzec to samo zło w sobie, bo tylko wtedy można wybaczyć drugiemu człowiekowi. "

Wiecie co jest najgorsze w czytaniu ostatnich części? Chcemy, by seria się skończyła, przestała łamać nam serca, a jednocześnie nie możemy znieść myśli, że musimy się pożegnać z tym, co tak kochamy, do czego się przywiązaliśmy, złączyliśmy swoje losy z losami wyimaginowanych bohaterów, przeżywaliśmy te same rozterki co oni. Trudno mi o tym mówić, przecież to czytelnicza tragedia!!!

Podsumowując, wiem, że recenzja nie jest tak dobra, jak mogłaby być, gdyby moja aplikacja o nazwie Mózg po dwóch godzinach matematyki nie została wyłączona, ale uwierzcie mi, że naprawdę się starałam.
Zobaczcie człowieka w człowieku ;)

OCENA: 7/10







Czytaj dalej...

Krótkie Ogłoszenie o zaprzyjaźnionym Wattpadzie

Hej! Do przyszłego tygodnia na blogu nie pojawi się żaden post nie-ogłoszeniowy, ponieważ nie mam czasu na jego napisanie. 

Dziś przychodzę do Was, by powiadomić was o mojej nowo zawartej przyjaźni z Wattpadem. Postanowiłam ostatnio, że wrócę do pisania opowiadań, a raczej publikowania tych już napisanych. Wybrałam pisanie właśnie na Wattpadzie, ponieważ... w sumie sama nie wiem. Chciałam spróbować czegoś nowego. W każdym razie, jeśli będziecie mieli czas i ochotę, zapraszam do czytania. Jak na razie rozpoczęłam tylko jedną dłuższą historię, ale w planie jest ich o wiele, wiele więcej. Mam nadzieję, że moje głównie fanfiki komukolwiek przypadną do gustu. 

Link do mojego profilu na Wattpadzie zamieściłam w zakładce O mnie , ale dla świętego spokoju podam go również tutaj:

KLIK 
Czytaj dalej...

Amy.Moja Córka ( Mitch Winehouse)- recenzja.

Witajcie! Postanowiłam ostatnio, że od tego momentu będę wstawiała na bloga prawie same recenzje, ponieważ muszę jakoś zlikwidować te ponad piętnaście notatek przygotowanych do pisania recenzji.

Opowiem Wam dziś o moich wrażeniach po przeczytaniu biografii wspaniałej brytyjskiej wokalistki- Amy Winehouse. Powiem szczerze, że przed jej przeczytaniem posiadałam małą ilość wiedzy na temat
piosenkarki. Jasne, znałam jej piosenki, ale nie miałam pojęcia w jak wielkim stopniu ich teksty odzwierciedlają jej życie. Dlatego właśnie sięgnęłam po tą książkę. Miałam nadzieję, że dowiem się, jaka Amy była naprawdę. Czy udało mi się ją poznać?

Oryginalny tytuł: Amy. My daughter.
Autor: Mitch Winehouse
Rok Wyd.PL: 2012
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 301

,, Dziś po raz pierwszy jej ojciec i powiernik Mitch Winehouse dzieli się z nami opowieścią o swojej Amy- córce, którą uwielbiał od dnia narodzin, wielkiej gwieździe i borykającej się z problemami kobiecie. Osobistymi historiami i najbardziej intymnymi wspomnieniami tworzy portret- dziewczyny o wielkim sercu i magicznym głosie. Poznajemy Amy od czasów dziecięcych wygłupów, muzycznych fascynacji, marzeń o sławie oraz historii jej niesamowitej kariery, po najmroczniejsze chwile walki z uzależnieniem. Dzięki połączeniu tego, co osobiste, prywatne i publiczne, jest to niezwykle szczera i wzruszająca podróż przez życie najbardziej utalentowanej artystki pokolenia- wyjątkowy pamiętnik autorstwa człowieka, który znał Amy najlepiej."

Ciekawie było czytać o życiu Amy z perspektywy jej ojca, który zawsze był blisko niej i patrzył jak jego córka stacza się coraz bardziej. Widział to, czego kobieta czasem nie była w stanie dostrzec, zaślepiona uzależnieniem. Wiem, że ich relacje wcale nie były takie kolorowe i usłane różami jak to zostało opisane w książce, ale nie zmienia to faktu, że dla rodzica każda zmiana zachodząca w dziecku, tym bardziej pod wpływem różnych środków takich jak alkohol, jest przerażająca, jest jak cios w serce.

Tak jak już mówiłam wcześniej, przed przeczytaniem książki niewiele wiedziałam o Amy, może prócz tego, że zmarła młodo i miała problemy z narkotykami i alkoholem. Po lekturze wnioskuję, że była jednocześnie szczęśliwym i nieszczęśliwym człowiekiem. Była pełna przeciwieństw i sprzeczności. Uwielbiała być w centrum uwagi, ale nienawidziła występować przed tłumami przez tremę, która ją zjadała, dosłownie( leczyła ją z czasem zwiększając ilość wypijanych przed występami drinków) i w przenośni. Była silna i słaba psychicznie, z jednymi sprawami radziła sobie bardzo dobrze, ale niektóre dawały jej w kość i odciskały na niej swoje piętno. Dużą rolę w jej życiu odegrała również jedna z przeważających cech jej charakteru. Amy była niezwykle upartą osobą i choć zazwyczaj pomagało jej to w dążeniu do celu, to niestety czasem działało to na jej niekorzyść.

,, Czyli jednak koniec. [...] Nasza córeczka odeszła..
Niedawno Richard pokazał mi jeden z podręczników Amy z 1995 roku [...]. To było niedługo po tym, jak wyprowadziłem się z domu... napisała, że tęskni za mną. 
Nie widziałem tego wcześniej.
Na ostatniej stronie w książce napisała: ,, Kocham by żyć... i żyję, by kochać".
Miała wówczas dwanaście lat.
Dobranoc, aniołku, śpij spokojnie.
Mamusia i tatuś bardzo cię kochają. ".

Amy to w pewnym sensie tragiczna postać.  Jasne, miała pieniądze, kochającą rodzinę, tłumy fanów i talent, ale również życiowego pecha i skłonności do uzależnień, z którymi jak wiemy przegrała. Może gdyby nigdy nie poznała Blake'a, jej życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Może osiągnęłaby jeszcze więcej, a może wykończyłaby ją trema i paparazzi. Możemy na ten temat tylko spekulować i zadawać sobie pytanie: Co by było gdyby?

Po tej biografii utwierdziłam się w przekonaniu, że wszystkie te "gwiazdy i sławy", tak uwielbiane przez fanów, nie różnią się kompletnie niczym od zwykłych ludzi. No, może ilością pieniędzy na koncie w banku. Każde z nich jest człowiekiem, jednostką borykającą się z różnymi problemami. Możemy udawać, że jest inaczej, robić z nich nie wiadomo kogo, wywyższać jak jakieś bóstwa, jednak prawda jest taka, że przeżywają takie same dramaty, co my. Oni dorastali, dążyli do upragnionego celu, aż w końcu go osiągnęli. Starają się żyć względnie normalnie ciesząc się tym, co wypracowali przez lata.
Oczywiście, pomijam osoby, które po prostu urodziły się z miliardem dolarów do zagospodarowania i nie muszą kompletnie nic robić, żeby żyć po królewsku.

Podsumowując, książka ta jest kolejnym przykładem na to, że cierpienie jest nieodłączną częścią ludzkiego życia, a także na to, że nie ważne jak bardzo różnimy się za życia, w obliczu śmierci jesteśmy równi. Nie istnieje podział na tych co umarli, bo byli mniej bogaci od tych, co żyją wieczność, bo mieli za co wykupić dodatkowy czas. Żaden człowiek nie wie, kiedy nadejdzie jego koniec. Możemy mieć tylko pewność, że śmierć przyjdzie do każdego i mieć nadzieję, że w przypadku nas i naszych bliskich nie nastąpi to szybko.



Wiem, że ten post był strasznie dołujący, ale co innego mogłam napisać po przeczytaniu dołującej książki?
Mimo tego, że nieraz uroniłam łzę podczas czytania, nie żałuję, że sięgnęłam po tę biografię, bo to naprawdę dobra książka. Uważam, że nawet jeśli nie jesteście wielbicielami muzyki (soul, jazz) jaką wykonywała Amy, powinniście przeczytać ,, Amy. Moja córka". Uwierzcie mi, nie będziecie żałować.

OCENA: 7/10









Czytaj dalej...

Eleonora i Park (Rainbow Rowell)- recenzja.

Hej! Przynoszę Wam dziś długo wyczekiwaną recenzję ,, Eleonory i Parka". Przepraszam, że robię to dopiero teraz, ale ja naprawdę mam coraz mniej czasu na pisanie bloga.
Wracając...
Książkę tą przeczytałam jeszcze w wakacje, czyli już jakiś czas temu. Jej recenzja miała się pojawić 12 października, ale jak wiecie u mnie wszystko jest przesuwane lub przekładane na później.

Oryginalny tytuł: Eleanor & Park
Autor: Rainbow Rowell
R.Wyd. ( PL) : 2015
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 358


Eleonora nie jest ,,z tych popularnych". Ma rude włosy, zazwyczaj dość oryginalny ubiór, poza tym jest niska i ma trochę więcej ciała niż reszta dziewczyn. 
Park jest jedynym Azjatą w szkole. Jest wysoki, chudy, ma miodowy odcień skóry i dobrze wygląda w czarnych ciuchach, które idealnie kontrastują z jego zielonymi oczami. 
Oboje pochodzą z dwóch różnych światów. Jeden rok szkolny udowodni im jednak, jak wiele ich łączy. Czy pozwolą sobie na uczucie, które powoli się między nimi tworzy? 

,, Przestał już przywoływać ją w pamięci. 
I tak pojawiała się wtedy, kiedy chciała: w snach, kłamstwach i nędznych deja vu.
[...] 
Eleonora...
Ta, która stała za nim, póki nie odwrócił głowy. Która leżała obok, póki się nie obudził. Która sprawiała, że wszyscy inni wydawali się wyblakli i płascy, nigdy nie dość dobrzy. 
Eleonora, która wszystko popsuła.
Eleonora, która odeszła.
Przestał już przywoływać w pamięci. "

Niesamowita powieść. Ja jej nie przeczytałam, ja ją wciągnęłam! Jak makaron ze spaghetti! Pochłonęła mnie całkowicie. Po skończeniu jej długi czas zastanawiałam się, dlaczego to już koniec, czemu moja przygoda z nią nie mogła trwać dłużej. Książka faktycznie odrobinę przypomina ,,Romea i Julię", ale nie jest aż tak.. irytująca i sztuczna jak oryginał, z czego się bardzo cieszę, bo nienawidzę tego dramatu. 
To kolejna młodzieżówka poruszająca temat dręczenia w szkole osób innych, w jakiś sposób wyróżniających się. Nie będę się bardzo rozwodzić na ten temat, zrobiłam to już w innym poście. Powiem tylko, że przeżyłam to, co Eleonora i miliardy innych dzieciaków. Nie wiem, czy dla niektórych doprowadzenie kogoś do płaczu, zniszczenie go psychicznie jest takie fajne, cool, ekstra, czy jakby to inaczej nazwać, ale jak dla mnie jest to po prostu objaw okrucieństwa wobec drugiego człowieka. Uważam również, że szkoły nie przykładają należytej wagi do takich sytuacji. Wielu nauczycieli udaje, że się nic nie dzieje i zaczynają działać dopiero, gdy ktoś spróbuje popełnić samobójstwo. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to jest po prostu CHORE!

Teraz coś o bohaterach.
Park w wielu aspektach przypominał mi Nico di Angelo, może dzięki temu tak bardzo go polubiłam. Przez większą część książki tak bardzo współczułam Eleonorze, jej matce i rodzeństwu. Żyli z psychopatą! Zastanawiałam się, dlaczego nie poszli na policję i nie przyznali się do swojej sytuacji. Albo inaczej. Dlaczego policja, mimo tego, że zgłaszano im niejednokrotnie, że dzieje się coś złego nie zareagowała, nie przyjrzała się sprawie bliżej? Nawiązując do tego, co przed chwilą napisałam, dodam coś jeszcze- nie rozumiem dlaczego tak rzadko wierzy się dzieciom. Przecież to właśnie one najczęściej mówią prawdę! Kłamstwo jest przypisane do dorosłości. 
Eleonora miała dokładnie ten sam dylemat, co Ania Shirley, obie zadawały sobie pytanie: dlaczego ich włosy są rude, a nie np. blond albo czarne. Wiecie co? Zawsze mnie to zastanawiało. Te kilka rudych osób, które znam, wszystkie bez wyjątku żałują, że mają ten kolor włosów. Ja za to zawsze chciałam być ruda! Moje największe marzenie- mieć kręcone, rude włosy. Przecież rude włosy są równoznaczne z byciem oryginalnym, tak mało jest naturalnie rudych osób!   
Mieliście kiedyś coś takiego, że nienawidziliście jakiegoś bohatera najbardziej na świecie i aż się w was gotowało, gdy pojawiał się na kartach książki? Pewnie mieliście, ale i tak pytam. No cóż, ja tak miałam z Richiem- ojczymem głównej bohaterki. Jak tylko natrafiałam na jego imię na którejś stronie, już szykowałam moje widły i pochodnię. Jestem przekonana, że gdyby ktoś w takim momencie krzyknął: Chodźcie ludzie! Idziemy spuścić łomot i spalić na stosie tamtego typa! poszłabym za nim. 
Przez pewien nieokreślony czas nienawidziłam również Tiny- głównego dręczyciela Eleonory. Pod koniec książki zrobiła jednak coś, przez co już nie wiedziałam, czy dalej ma być moim wrogiem numer jeden, czy może mam ją zacząć lubić. Miałam totalny mętlik w głowie. 

Myślę, że tym razem nie muszę pisać podsumowania. To, co chciałam Wam przekazać, napisałam już wcześniej. 
Zdecydowanie polecam tę książkę, choć wiem, że nie wszystkim się spodoba. Mam jednak nadzieję, że pokochacie ją w równym stopniu, co ja.

OCENA: 8/10 



                   
 


 
Czytaj dalej...

Październikowe Cytaty Miesiąca!!!

Witajcie! Co tam u Was? Jak wam mija listopad? Ale ten czas szybko leci, nie? Wydawać by się mogło, że minęło dopiero kilkadziesiąt dni września, a tu już miesiąc do świąt!
Przychodzę do Was dziś z pięcioma cytatami, które los uznał za najlepsze w tamtym miesiącu.
Oto one:

,, Życie to jedno wielkie gówno, a potem się umiera. Ta, chciałoby się."




,, Nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi, gdy wchodzi się do szafy."




,, W ciągu tych nielicznych dni dałeś mi prawdziwą wieczność i za to ci dziękuję."




,, Poza tym, nie jestem pijany, tylko w nastroju kontemplacyjnym. "



,, Nigdy tak naprawdę nie można nikogo mieć. Nieważne, jak bardzo się kocha, ten ktoś może się wyśliznąć między palcami jak woda i nic nie da się zrobić. "


Czytaj dalej...

VII Liebster Blog Award !!!

Hej! Nareszcie znalazłam odrobinę wolnego czasu na pisanie bloga, z czego się niezmiernie cieszę :)
Przychodzę dziś do Was z siódmym już Liebster Blog Award.

Za nominację dziękuję Julii 111 z bloga ksiazkowe-tajemnice.blogspot.com

1.Książkowa para, której nie lubisz?

Nie cierpię tej pary w sumie tylko przez Clary Fray, której... no cóż, nienawidzę. Uważam, że jest okropną bohaterką. Do Jace'a w zasadzie ( prawie) nic nie mam. Okay, trochę mnie denerwuje, ale to szczegół.
Wracając, gdybym miała jakikolwiek wpływ na fabułę książek z serii Dary Anioła, na tej parze postawiłabym krzyżyk już dawno temu.



2. O jakiej porze i w jakim miejscu najczęściej czytasz?

Czytam wszędzie. ,,W kinie, w Lublinie, w maju, w tramwaju". W nocy o północy. Od czytania nie powstrzyma mnie nic. No, może koniec świata.


3. Jak zaczęła się twoja przygoda z czytaniem?

Powiem szczerze, że nie pamiętam. Wiem kiedy zaczęła się moja przygoda z czytaniem, ale jak? Nie mam pojęcia.


4. Co, oprócz czytania, lubisz robić w wolnym czasie?

Zdecydowanie kocham śpiewać, udawać, że umiem tańczyć, ale również pisać opowiadania, oglądać seriale, jeść itd. itd.
Taa... zasadniczo robię wiele i nic jednocześnie.


5. Czy Twoi bliscy, tak samo jak Ty, dużo czytają?

Czytają to za mało powiedziane. Według mnie moi bliscy raczej pobijają rekordy. No, głównie babcia i dziadek, ale mama też daje radę.


6. Książka, która mimo pozytywnych opinii Ci się nie spodobała?

Nie. Lubię. Tej. Książki. Błagam, nie każcie mi uzasadniać mojej wypowiedzi.



7. Jaką powieść mogłabyś czytać do końca życia, a do jakiej nie chcesz już wracać?

Do końca życia mogłabym czytać Bogów Olimpijskich, a nie chcę wracać do... hmm.. Endymion Spring. Było, minęło, zamknęłam za sobą ten rozdział mojego życia.


8. Jaki autor/autorka, według Ciebie, pisze najlepsze książki dla młodzieży?

Nie potrafię wybrać jednego autora lub autorki, bo mam wielu ulubionych i każdy pisze na swój własny sposób świetnie.


9. Kim chciałabyś być w przyszłości i dlaczego?

Śpiew jest całym moim życiem i dlatego właśnie chciałabym być wokalistką musicalową.


10. Czy jesz/ pijesz podczas czytania?

Dość często jem lub piję podczas czytania, ponieważ czytam zazwyczaj na przerwach w szkole lub pod wieczór w domu. Dużą rolę odgrywa też fakt, iż ja po prostu lubię podjadać ;D


11. Jak zaznaczasz stronę, na której skończyłaś czytać?

Zwyczajnie- zakładką.


To już wszystko na dzisiaj. Nominuję Geek Girl, Hello i'm booklover i Recenzje Raven. Odpowiedzcie na te same pytania, co ja, pomijając 11, którego moja wersja brzmi tak:

Gdybyś mogła wejść do jakiejś książkowej rzeczywistości i w niej zamieszkać, to jaką byś wybrała?
Czytaj dalej...

Girl Online (Zoe Sugg)- recenzja

Witajcie! Muszę wreszcie zacząć nadrabiać pisanie, bo w moim tempie czytelniczym notatek do recenzji będzie mi starczyło na lata.  Tylko jak tu znaleźć na to czas?
Przychodzę do Was dziś z recenzją jednej z moich ulubionych książek- Girl Online autorstwa jednej z brytyjskich vlogerek, znanej jako Zoella.

Penny jest zwykłą dziewczyną, ze zwykłymi problemami i nie całkowicie zwykłym pechem. Żeby uciec przed szarą rzeczywistością, pisze bloga o sobie, swoich przemyśleniach, dramatach, rodzinie i innych typowo-nastolatkowych rzeczach.
Kiedy jednak sprawy w życiu Penny przybierają zadziwiająco zły obrót, rodzice postanawiają zabrać ją ze sobą do Nowego Jorku na święta, by mogła odsapnąć od codziennych zmartwień. Nikt nie spodziewa się, że dziewczyna całkiem przypadkiem pozna tam chłopaka, który wywróci jej życie do góry nogami.

,, Dziesięć najważniejszych powodów do stresu dla nastolatek
1. Przez cały czas masz wyglądać idealnie.
2. A twoje hormony własnie postanawiają zacząć świrować. 
3. Co odznacza, że nigdy w życiu nie miałaś więcej pryszczy ( przez co punkt 1 staje się niemożliwy do spełnienia!)
4. I to w momencie, kiedy po raz pierwszy w życiu możesz kupować sobie czekoladę, kiedy tylko chcesz ( co jeszcze bardziej pogarsza sytuację z punktu 3!)
5. Nagle wszyscy zaczynają zwracać uwagę na to, jak się ubierasz.
6. A ubierać też masz się idealnie. 
7. I oprócz tego umieć pozować jak supermodelka.
8. Żeby móc strzelić sobie selfie w stylizacji dnia.
9. Które wrzucisz później do internetu, żeby mogli je zobaczyć wszyscy twoi znajomi.
10. Oprócz tego masz być niesamowicie atrakcyjna dla płci przeciwnej (zmagając się równocześnie z punktami 1-9!)"


Tak wiem, że to długi cytat, ale niesamowicie się z nim zgadzam i chciałam, żebyście go poznali. Wracając już do recenzji...
,, Girl Online" to książka słodka, ale nie przesłodzona, lekka, przyjemna, idealna na poprawę humoru. Z początku martwiłam się, że Zoe zmieni ją w kolejny beznadziejny harlekin z trójkątem miłosnym w roli głównej, ale ku mojemu zaskoczeniu najlepszego przyjaciela Penny uczyniła gejem, dzięki czemu wykluczyła go z gry. Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszył mnie ten fakt! Mimo, że książka jest prosta i nie ma skomplikowanej fabuły, to przekazuje czytelnikom bardzo ważną wiadomość: Uważajcie, co udostępniacie na widok publiczny, bo wszystko, co raz do internetów zostało wrzucone, już zawsze po internetach krążyło będzie. Cała opowieść jest jednym wielkim marzeniem, mało realistycznym i wątpliwym w realizacji, a jednak takim, które chcielibyśmy (głównie chciałybyśmy) , żeby się spełniło. No powiedzcie, czy wersja: dziewczyna z największym pechem świata wyjeżdża na święta do miasta, które nigdy nie śpi i poznaje tam wspaniałego chłopaka, niewiele od niej starszego muzyka, nie jest lepsza niż: biedna dziewczyna siedziała w domu gnębiona przez wrednych ludzi na facebooku, płacząc nad swoją nieudolnością i pryszczatą cerą, podjadając kilogramy ciastek, mając na sobie dresy, bo w jeansy nie była w stanie się już wcisnąć? Jak dla mnie wersja druga jest strasznie pesymistyczna. Co jeszcze... Okładka sugeruje, że jest to powieść typowo wakacyjna, choć jej fabuła rozgrywa się w zimie. Dziwne, nie?

Dobra, przyszedł czas na bohaterów. Już od samego początku czytelnikowi zostaje wyjaśnione kto jest dobry, a kto powinien spłonąć na stosie. Postacie mają bardzo wyraźnie zarysowane charaktery. Niestety, wszyscy są strasznie, dobijająco szablonowi: mamy tu główną bohaterkę- szarą myszkę, jej fałszywą najlepszą przyjaciółkę- wrednego, złego do szpiku kości plastika, najlepszego przyjaciela- geja, którego ojciec nie może zaakceptować, chłopaka, w którym Penny się podkochuje- typowego lalusia, Chodzące Selfie ,a na dodatek jeszcze młodego artystę, w którym dziewczyna się w końcu zakochuje, który rozumie ją jak nikt, akceptuje ją całkowicie taką jaką jest. Poza tym jest miły, uroczy, jest dżentelmenem i romantykiem. No same superlatywy!
Wiecie, myślałam, że to ja mam pecha ( tego samego dnia zleciałam ze schodów, zdarłam oba kolana na kamieniach i rozwaliłam telefon), ale Penny bije mnie na głowę! Już nie będę podawała przykładów, bo chyba bym padła ze śmiechu.
Ze wszystkich postaci najbardziej polubiłam Elliota, który jest po prostu genialnym bohaterem! Jest pogodny, pomocny w każdej chwili, oryginalny, szczery i.. prawdziwy. Tak jak już pisałam w którymś tam poście ( już nie pamiętam, w którym), kiedy czytałam o Elliocie przed oczami cały czas pojawiał mi się obraz chłopaka poznanego na obozie wokalnym, który jest uderzająco do Elliota podobny zarówno wyglądem ( moje wyobrażenie, nie czepiać się), jak i charakterem oraz zachowaniem. Dostałam pozwolenie na ukazanie wam jego zdjęcia:



Podsumowując, jak widzicie książka ta nie ma ( prawie) żadnych minusów. Naprawdę polecam ją Wam jeśli chcecie przeczytać coś, co was odstresuje, przy czym nie trzeba za wiele myśleć. Przepraszam za nadużycie nawiasów, ale tak jakoś mi tutaj pasowały :D
Zanim skończę, chciałabym tylko dodać, że najbardziej rozpiernicza system jedna z ostatnich scen i bardzo chętnie bym Wam ją zaspojlerowała, ale z dobrego serca tego nie zrobię. Buhahahahahaha !!!

Ocena: 8/10




Czytaj dalej...

Wrześniowe Cytaty Miesiąca!!!

Hej! Znów zaniedbałam bloga, ale musicie mi to wybaczyć- liceum zobowiązuje.  Przychodzę do Was dziś z Wrześniowymi Cytatami Miesiąca!!!

I tak, dobrze wiem, że zrobiłam to bardzo późno :(


,, -Chodzi o to, że należy trzymać się blisko przyjaciół, a wrogów jeszcze bliżej?
- Sądziłem, że należy trzymać się blisko przyjaciół, żeby miał cię kto podwieźć, kiedy zakradasz się nocą do domu wroga i rzygasz do jego skrzynki na listy. "

,, L'amor che muore il sole e l'altre stelle.
Miłość, co wprawia w ruch Słońce i gwiazdy."


                                    
,, Prawda jest taka,że ludzie mają pewną wspaniałą cechę.
Zmieniają się."




,, Świata nie da się zmienić, ale zawsze można zmienić siebie."



,, Samotność jest czasem drogą, która pozwala osiągnąć wewnętrzny spokój."




To już wszystko!!! Na pożegnanie mam obrazek, który odzwierciedla moje myśli.


Czytaj dalej...

Sweets Book TAG !!!

Witajcie! Co tam u Was? Jak idzie czytanie? A może też nie macie czasu ( przynajmniej w teorii) ?Przychodzę do Was dziś z TAG-iem, od którego aż ślinka cieknie, uwierzcie mi :)

Za nominację dziękuję Inferno z bloga niesamowite-zycie.blogspot.com

Przejdę już do dopasowywania książek do kategorii :D


1. Donut- książka, w której czegoś ci brakowało.


Taką książką byli ,,Radleyowie" Matta Haiga. Była to książka o wampirach, a brakowało mi w niej... właśnie wampirów! Te stworzenia zajmują w tej powieści zaledwie kilkanaście na 300 stron bezsensownego paplanda. Jak dla mnie coś jest w tym ewidentnie nie tak.
PS W życiu nie jadłam Donuta :(




2. Pudding- książka z rozlazłym bohaterem.


Idealnym przykładem rozlazłego bohatera jest Taylor, główna postać ,, Lata drugiej szansy". Ta dziewczyna jest nijaka, nie ma żadnego celu w życiu, pływa między różnymi osobowościami kontemplując, która najbardziej do niej pasuje. Jest typem człowieka, który czegoś pragnie, ale jakoś nie chce mu się o to powalczyć. Stara się żyć chwilą, ale bądźmy szczerzy- jest to jedna z wielu rzeczy, które jej nie wychodzą.
PS Pudding to kolejna rzecz, której nigdy nie jadłam.




3. Lody- książka, która zmroziła ci krew w żyłach.


Myślę, że jako przykład książki, która zmroziła mi krew w żyłach mogę podać ,, Koralinę" autorstwa Neila Geimana. Ta powieść autentycznie mnie przeraziła, nie mogłam przez nią spać. Jasne, kiedy ją czytałam miałam z dwanaście lat, może mniej, ale nie zmienia to faktu, że do tej pory boję się po nią znów sięgnąć. Pamiętam, że najstraszniejszymi postaciami ( przynajmniej według mnie) były duchy dzieci. Już nie pamiętam dlaczego były duchami, ale pamiętam, że miałam przez nie koszmary.




4. Czekolada- książka, którą możesz czytać w kółko i nigdy Ci się nie znudzi.


Akurat w tym przypadku podam tytuł jednego z opowiadań z książki ,, Kroniki Bane'a"- ,, Kurs prawdziwej miłości ( i pierwszych randek)". To niesamowicie zabawna i rozwalająca system historia o pierwszej prawdziwej randce Magnusa i Aleca. 
Oto jeden z najśmieszniejszych fragmentów:
,, Z ulicy wpadał przez okna blask lamp ulicznych i księżyca, rzeźbił bicepsy i zagłębienia w obojczykach Aleca, oświetlał gładki, smukły tors, nagi aż do ciemnej linii dżinsów. [...] Nocny Łowca stał z lekko pochyloną głową [...] Wyglądał jak dzieło sztuki, piękne i po mistrzowsku wykonane chiaroscuro. 
Magnus wiele razy słyszał historię o tym, jak zostali stworzeni Nefilim. Najwyraźniej pomijano w niej fragment brzmiący: ,, Anioł zstąpił z wysoka i dał swoim wybrańcom fantastyczne mięśnie brzucha". "




5. Ciastko- książka, która złamała ci serce.


Zazwyczaj przy takiej kategorii wymieniam ,, Miasto Niebiańskiego Ognia", ale odejdę dziś od reguły. Książką, którą wybrałam są ,, Numery" autorstwa Rachel Ward. W powieści tej bohaterowie mają naprawdę przekichane, ciągle wpadają w jakieś tarapaty, a los ciągle rozdziela ukochanych. Kiedy więc pod koniec już była taka piękna scena, gdzie SPOJLER! SPOJLER! SPOJLER! SPOJLER! SPOJLER! , a Pająk i Jem prawie byli razem, a tu nagle takie KABOOM!!! Co się stało? Doczytajcie sobie, w każdym razie złamało mi to serce i rozwaliło mi całkiem niezły SHIP.




6. Cukierek- ulubiona książka, tudzież książka z dzieciństwa.


Nie pamiętam, żebym wtedy cokolwiek czytała, ale wnioskując po ilości bohomazów podejrzewam, że moją ulubioną książką był zbiór wierszyków Juliana Tuwima.




7. Tort- najcudowniejsza książka, która zawsze wprawia cię w dobry nastrój i której niczego nie brakuje.


Niebieskie jedzenie może oznaczać tylko jedno- Percy'ego Jacksona!
Wybrałam do tej kategorii ostatnią część Bogów Olimpijskich - ,, Ostatniego Olimpijczyka" , który był idealny pod każdym względem. Nie było momentu, w którym bym się męczyła, czy nudziła. Jak mnie na początku wciągnęło, tak już potem nie mogłam się wydostać, przepadłam. Tak totalnie. Na Amen. 






To już koniec! Do zrobienia tego TAG-u nominuję:





Czytaj dalej...

Czarodzieje (Lev Grossman)- recenzja.

Hej! Co tam u moich drogich czytelników? Też macie śnieg za oknem, czy tylko u mnie takie anomalie pogodowe jak śnieg w październiku?
Postanowiłam dziś rano, że wstawię wreszcie tę nieszczęsną recenzję ,, Czarodziei " Lev'a Grossmana. Dlaczego nieszczęsną? Zaraz się dowiecie.

Zanim zacznę opisywać fabułę, chciałabym wspomnieć jak wiele oczekiwałam od tej książki. Nie tylko ze względu na fabułę, ale również na bohaterów, czy też... miałam nadzieję po prostu, że ocena 5/10 na Lubimy Czytać jest bezpodstawna. No niestety, jak się okazało- oczekiwania, a rzeczywistość to dwie różne sprawy.

,, Zabawne, jakie łatwe wszystko się staje, kiedy nic nie ma znaczenia"

Nastoletni Quentin nie jest szczęśliwy z tego jak wygląda jego życie, ale uważa, że wygrywanie wszelkich naukowych konkursów i świadomość niesamowicie wysokiej inteligencji to wszystko, co przygotował dla niego los. Pewnego dnia jednak trafia do dziwnej szkoły - Szkoły Magii jak się później dowiaduje. Rozpoczyna naukę na niezwykle prestiżowej uczelni, po skończeniu której ma nadzieję zostać Czarodziejem.
Znajoma fabuła?

,, Jednym słowem była dokładnie tak irytująca, jak tylko irytujący może być przyjaciel i nadal pozostać przyjacielem, ale Quentin nigdy się z nią nie nudził. Okazała się niezwykle lojalna, a jeśli bywała wstrętna, to tylko dlatego, że miała takie czułe serce- łamało jej się łatwo, kiedy zaś czuła się zraniona, odpowiadała atakiem. Dręczyła wszystkich wokoło, lecz tylko dlatego, że sama była udręczona najbardziej. "

Zaprawdę powiadam Wam, to naprawdę okropna książka. Początek zapowiadał się świetnie, ale potem było już tylko gorzej. Powieść ta jest niczym innym, jak niezwykle głupim i nieudanym połączeniem Harry'ego Pottera i Opowieści z Narnii, równo po połowie. Sama Szkoła Magii nie wyróżnia się kompletnie niczym spośród innych, totalnie zwyczajnych collage'y. No, może tylko tym, że uczą tam używania magii w najbardziej zwykłych czynnościach takich jak wbijanie gwoździ.
Bohaterowie są irytujący, nijacy i mdli mnie na samo ich wspomnienie. Ich myśli zaprzątają takie pytania jak:
Ile alkoholu dam radę wypić? Co zrobić, żeby przelecieć jedną osobę tak, żeby ta druga się o tym nie dowiedziała? Czytelnik ma szansę dowiedzieć się z tej powieści, że bycie czarodziejem jest równoznaczne z nudnym życiem, uzależnieniami i nieudanym przyszłym małżeństwem. I szaleństwem, tak na dokładkę.
Realia przedstawione w książce to nie świat czarów, przyjaźni i walki dobra ze złem jak we wspomnianym wcześniej Harrym Potterze. To czarno- biały świat kompletnie bezsensownych  sytuacji, zachowań, ignorancji, alkoholu i seksu. Dodatkowo, okropny i utrudniający czytanie styl pisania autora.

Podsumowując...
Aż brak mi słów. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo żałuję, że się w ogóle za to COŚ zabrałam. A wiecie co jest najgorsze?

1) Przeczytałam prawie całych ,, Czarodziejów", zostało mi ledwo 80 stron do końca. Biedna ja, cały czas miała nadzieję , że ,, będzie lepiej" .

2) Posiadam drugą część, którą w końcu będę musiała zrecenzować.


WHY?!?!?!?!?!?!?!



Ocena: 5/10 za okładkę



Czytaj dalej...

VI Liebster Blog Award !!!

Witajcie! Po zorientowaniu się jak wiele zaległych nominacji do LBA posiadam, postanowiłam wstawiać odpowiedzi na nie po trzy w jednym poście, dzięki temu szybciej będę mogła zająć się recenzjami i tego typu sprawami. 
Za dzisiejsze nominacje odpowiadają: 





1. Jaką książkę planujesz przeczytać od dawna, ale jakoś nigdy nie było okazji?

Prawda jest taka, że nawet nie wiem o czym ta książka jest, ale jej okładka jest taka piękna! Środek na  pewno też jest równie genialny. Muszę ją dorwać w najbliższym czasie. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale na 100 % niedługo wyląduje u mnie na półce.





2. Gdybyś mogła zmienić zakończenie wybranej książki, jakie by ono było?


Wiecie co jest najgorsze w tym pytaniu? Nie mogę powiedzieć, co bym zmieniła, bo nie mogę opowiedzieć zakończenia tej książki. To byłby spojler najgorszy z możliwych, jeśli bym wam cokolwiek wyjawiła, spłonęłabym na stosie. A wierzcie mi , nie uśmiecha mi się przebywanie w ogniu, nie jestem ognioodporna!!!




3. Jaką książkę polecasz wszystkim za każdym razem, gdy pytają cię o opinię?









                                                                                                                                                                    4. Czy jest książka, której przeczytania żałujesz?


Kilka lat temu zatrzymałam się w środku tej książki i odłożyłam ją na półkę. Do tej pory po nią nie sięgnęłam. Nienawidzę tej książki!!! Jest wulgarna, prymitywna i nie mam pojęcia jak autor w ogóle śmiał ją nazwać Parodią Opowieści z Narnii.  Jeśli kiedykolwiek wpadnie wam to coś w ręce- spalcie bez skrupułów. Dobrze Wam radzę.


5. Gdybyś była bohaterką książki, jak w jednym zdaniu opisałby cię autor?


,, Gabi była kimś kogo znali wszyscy, a jednocześnie nie znał nikt. "

6. Na punkcie jakiej piosenki masz obecnie obsesję?



Niesamowicie kojarzy mi się ona z ,, Cyrkiem Nocy" Erin Morgenstern, poczynając od samego tytułu piosenki ,, Circus of your mind" . 

     




7. Jakie trzy rzeczy zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?


Zbiór moich ulubionych fragmentów książkowych, telefon z niewyczerpaną baterią i internetem oraz litrowy krem na komary.

8. Gdybyś była kolorem, byłabyś...


Tęczą :D

9. Jaką nadnaturalną zdolność chciałabyś posiadać?


Zdecydowanie za często się spóźniam. Myślę, że przydałaby mi się super szybkość. 





10. Masz jakieś dziwne nawyki czytelnicze?


Aż wstyd się przyznać, ale uwielbiam zaginać rogi w książkach. 
( Proszę, nie bijcie)

11. Masz absolutną władzę nad światem przez jeden dzień. Co zrobisz?

Zakładam najdziwniejszy strój jaki tylko posiadam, przemalowuję włosy na niebiesko lub ciemno różowo, latam między stolicami wszystkich państw świata, chodzę ich ulicami śpiewając, co mi tylko przyjdzie do głowy. A z samolotów zrzucany jest brokat we wszystkich kolorach tęczy. A na każdym samolocie jest namalowana tęcza. I wszyscy ludzie mają ubrać się w strój w kolorze dowolnym pomijając czerń, biel i szarość. A oficjalnym hymnem granym gdziekolwiek się pojawię jest ( tak dla beki) :



Nie, to wcale nie przypadek, że wybrałam filmik z Free! 
Kto się założy,  że jak minie ten jeden dzień ludzie wsadzą mnie do psychiatryka?




1. Twoja ulubiona piosenka.




2. Masz rodzeństwo?

Mam trzy lata młodszą siostrę.

3. Który, według ciebie, członek zespołu One Direction z pierwszego składu jest najprzystojniejszy?

Zayn ( tak wiem, że odszedł od 1D).

4. W twoim pokoju panuje porządek, czy raczej bałagan, chaos?

To zależy, która to część pokoju. Część od okien to totalny burdel, chaos, masakra. Z kolei ta od ściany to miejsce idealnego porządku, mój raj na Ziemi. Jeśli właśnie pomyśleliście, że to w tym miejscu stoi szafka z książkami, to macie rację. 

5. W jaki sposób spędzasz wolny czas?

Piszę bloga( hihihi), czytam książki, śpię, znów czytam, wgapiam się w Pinteresta i We<3It, uczę się, znowu czytam, śpię, próbuję się uczyć , śpię. A robię to wszystko słuchając mojej TOP Listy.

6. Twoje ulubione imię żeńskie i ulubione imię męskie?

Nie mam ulubionych imion.

7. Jaki preferujesz gatunek książek?

Wszystko prócz erotyki i jak to mówi moja babcia - ,, brazylijskich romansideł".

8. Cukierki, czy ciastka?

Jedno i drugie :D

9. Twoje wymarzone miejsce na wakacje?

Obojętnie jakie miejsce, byleby była tam tak plaża:



10. Kolekcjonujesz coś? Jak tak, to co?

Książki oczywiście! Jak na razie mam ich 340, ale mam chrapkę na więcej. 

Nie liczcie tej półki z encyklopediami.



11. O której godzinie budzisz się najczęściej w ciągu tygodnia?

Zazwyczaj budzę się o szóstej.



                                 Clevleen



1. Grasz w gry komputerowe? Jak tak, to w jakie?

Nie gram w żadne gry.

2. Możesz mówić tylko jedno słowo do końca życia. Jakie byłoby to słowo?

Wolałabym już nic nie mówić niż mówić jedno słowo.

3. Odwieczna bitwa. Niezgodna vs. Igrzyska Śmierci?

Kocham Niezgodną, ale moje serce należy do Igrzysk Śmierci.





4. Czytasz lektury szkolne? Co o nich sądzisz?

Powiem tak: jeśli lektura nie jest dramatem lub nie jest pisana starodawną formą języka polskiego, to na pewno ją przeczytam. Niestety, niewiele jest takich książek. 
Nie mogę się wypowiedzieć na temat lektur, skoro prawie ich nie czytam.

5. Jaki jest najśmieszniejszy cytat z książki, jaką przeczytałaś?

Przeczytałam tyle zabawnych cytatów, że nie jestem w stanie wymienić tego najlepszego.

6. Jakie masz hobby?

Śpiewam, gram na flecie poprzecznym i pianinie, interesuję się historią starożytną i II Wojną Światową, uwielbiam wyszukiwać ciekawostki na różne tematy. Dodatkowo, kocham rysować, ale tylko na własnych rękach. O ironio, najbardziej skomplikowane wzory wychodzą mi dobrze tylko na skórze. Kiedy staram się je później przenieść na papier, wychodzą bohomazy. 

7. Gdzie wyjeżdżasz na wakacje?

W tym roku dwa razy byłam w Bieszczadach :D

8. Książki masz ułożone według jakiegoś porządku, czy byle jak?

Jak na razie tylko na:
- Ulubione
-Przeczytane
-Nieprzeczytane

9. Najgorsza książka jaką w życiu przeczytałaś?

Patrz pytanie 4 od Geek Girl.

10. Uprawiasz jakiś sport? Jak tak to jaki?

Nie uprawiam żadnego sportu. No chyba, że poranny bieg na przystanek się liczy ;)




11. Współpracujesz z jakimś wydawnictwem?

Nie, nie współpracuję, ale zastanawiam się, czy nie napisać do jakiegoś z propozycją współpracy. 





To już wszystko na dziś. Mam nadzieję, że podobały się Wam moje odpowiedzi :)
Wiem, że powinnam nominować 11 osób i zadać im 11 pytań, ale jakoś nie mam do tego głowy ( przynajmniej teraz), dlatego zrobię to w VII odsłonie LBA.


Czytaj dalej...
Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka