Miasto niebiańskiego ognia( Cassandra Clare)- recenzja.

Miasto niebiańskiego ognia( Cassandra Clare)- recenzja.

Hej! Dawno nie pisałam żadnych recenzji , więc postanowiłam to zmienić. Dzisiejszy post poświęcę książce , na którą długo czekałam, ostatniej części serii Dary Anioła, a mianowicie  Mieście Niebiańskiego Ognia. Jego autorką jest Cassandra Clare, wielka fanka pisania w kafejkach internetowych i restauracjach. Spod jej pióra wyszły również serie  Diabelskie Maszyny oraz Kroniki Bane'a , po które na pewno w przyszłości sięgnę.
Seria DA jest jedną z moich ulubionych, nikogo więc nie powinno dziwić, że po przeczytaniu pięciu części zapragnęłam sięgnąć po następną, szóstą, której to zadaniem było zamknięcie ostatniego rozdziału tej historii. Niestety, jak się okazało, czekając z kupnem, przeczekałam pierwszy nakład. Po kolejnych kilku dniach książka nareszcie trafiła w moje ręce. Jej!!!
Skoro napisałam już, dlaczego postanowiłam tą książkę przeczytać, powinnam choć trochę przybliżyć wam jej fabułę. A więc... Nocni Łowcy na całym świecie są atakowani, zmieniani w Mrocznych, czyli demonicznych i złych Nefilim. Za to wszystko odpowiada Sebastian, brat Clary, głównej bohaterki, który w przeciwieństwie do swojego ojca Valentina, postanowił zniszczyć wszystkich Nocnych Łowców i zawładnąć światem. Rozpoczyna się walka o przetrwanie. Nefilim są ewakuowani do Idrisu, gdzie starają się znaleźć sposób na pokonanie wroga.
Książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia, jakiego się spodziewałam. Po pięciu tomach tej serii spodziewałam się jakiejś kumulacji, wielkiego BUM, rozlewu krwi i wartkiej akcji. Naturalnie, możemy znaleźć tu więcej walk, dużo się dzieje, ale mimo to akcja nie jest ani trochę bardziej dynamiczna od tej w poprzednich częściach. Główni bohaterowie irytują i to w stopniu maksymalnym, do którego jestem w stanie dojść tylko na lekcjach chemii. Clary w pewnych momentach swoim niepotrzebnym uporem doprowadza do szału nie tylko drugo i trzecioplanowych bohaterów, ale także czytelnika. Jace natomiast jest skrajny w swoich emocjach, zachowaniu. Raz jest sobą z pierwszej części- dumnym, aczkolwiek lekko zarozumiałym Nocnym Łowcą, a raz zachowuje się jak małe dziecko- jest niezdarny, nieostrożny, wciąż trzeba nad nim stać pilnując by nie zrobił sobie krzywdy. Ma też myśli samobójcze, co według mnie w ogóle nie trzyma się kupy.  Muszę przyznać, że po za tymi kilkoma minusikami, nie mam do czego się przyczepić. Bohaterowie zmieniają się, dorastają na oczach czytelnika. Idealnym przykładem jest Simon- z nieśmiałego, choć lekko szalonego chłopaka, jakim był we wcześniejszych tomach, zmienia się w odważnego, gotowego do poświęceń wampira. Mimo to, zdarzają mu się wpadki. W książce możemy znaleźć ogromną ilość zabawnych sytuacji z jego udziałem. Mówiąc o bohaterach , nie mogę zapomnieć o Magnusie- Wielkim Czarowniku Brooklynu. W Mieście Niebiańskiego Ognia pokazuje prawdziwą twarz, widzimy go takim, jaki jest na prawdę. Już nie kryje się za maską człowieka bez uczuć, okazuje miłość, smutek, bezradność w obliczu zagrożenia życia nie tylko swojego, ale również swoich przyjaciół. Kolejną osobą w stosunku do której miałam mieszane uczucia jest Raphael. Taka sama sytuacja jak u Magnusa powoduje, że w starym wampirze uwalnia się piętnastoletni chłopiec, którym był w momencie przemiany. Jego postawa w szóstej części serii DA jest wzorowa, staje po stronie Nefilim, pomaga im i wspiera w podejmowaniu decyzji. Niestety, płaci za to najwyższą cenę.  Myślę, że największym pocieszeniem dla fanów będą pikantne sceny zarówno między Simonem i Izabelle, jak  Jace'm i Clary :)
Okładce nie mam nic do zarzucenia. Może nie jest idealna, ale czerwień i pomarańcz w połączeniu z czernią i szarością nie tylko podkreślają ten ,, Ogień" w tytule, ale przyciągają wzrok, a to chyba najważniejsze.
Książkę tę polecam każdemu wielbicielowi fantastyki. Oczywiście z domieszką komedii i romansu, którego w Mieście Niebiańskiego Ognia jest całkiem sporo. Wiem, że nie wszystkich ta seria zachwyci, ale u mnie ląduje na trzecim miejscu TOP 10 Serii Książkowych :D

OCENA: 8/10
 


PS Musicie wybaczyć mi błędy, które popełniłam w pisaniu tej recenzji, ale dzisiaj jestem bardzo senna i nie uważam na to, co piszę.
O, i to zdanie też wybaczcie.
Lewiatan- twój zły , pożerający anioły sąsiad.

Lewiatan- twój zły , pożerający anioły sąsiad.

Hey hi hello! Dzisiaj zrecenzuję drugą część serii Upadli-Lewiatana.
Po przeczytaniu pierwszej części (odsyłam do recenzji książki Nefilim) stwierdziłam, że gdzieś tam w tyle mojej głowy mieszka jakiś denerwujący bibliofil  , który wciąż powtarza: chce więcej,więcej. Ja głupia przystaję na jego prośby i pożyczam kolejne części. Tak było i w tym przypadku.
Książka opowiada o dalszych losach półanioła Aarona, anioła Kamaela i labradora o imieniu Gabriel. Tym razem muszą stawić czoło potworowi stworzonemu przez Boga 5 dnia powstawania świata . Pragnie on zemścić się za zesłanie go w głębiny oceanu. Oczywiście jak każdy czarny charakter , chce zawładnąć światem. Czy mu się to uda? To musicie doczytać sami.
Powieść dość nudnawa w porównaniu z poprzednią. Oczywiście, wciąż wciągająca i ciekawa, jednak niestety akcja nie jest tak wartka jak w Nefilimie. Więcej przemyśleń, powoli odkrywana tajemnica i  przerażające stwory, to to, czego możemy się spodziewać po Lewiatanie. Dodatkowo żegnamy się z wątkiem Werchiela, jest on poruszany w zaledwie trzech rozdziałach, przy czym dowiadujemy się z nich jaki los spotkał brata głównego bohatera. Autor kolejny raz używa schematu, który na prawdę mnie denerwuje.   Bohater przez ponad połowę książki powstrzymuje swoje anielskie moce i utrzymuje, że nie potrafi lub nie może ich użyć ze względu na niebezpieczeństwo jakie stwarzają . Żeby maksymalnie podkręcić akcję , kilkanaście stron przed końcem Aaron uaktywnia anielską stronę swojej natury i rusza do walki rozwalając wszystko na swej drodze, czerpiąc z tego niemałą przyjemność.
A nie łatwiej by było rozłożyć tą tzw.  akcję równomiernie na całą książkę?
Wisienką na torcie jest zakończenie, po którym nie będziecie się mogli nie uśmiechać przez kilka kolejnych godzin.
To chyba tyle na ten temat.... A nie, zapomniałam o okładce.
W porównaniu do okładki pierwszej części ta jest słaba, nieadekwatna do treści książki. Wciąż te same kolory i czcionka tytułu to chyba jedyny plus. Nie rozumiem, co ta dziewczyna robi na okładce, o ile to jest dziewczyna. Może odnosi się to do zakończenia, którego nie zdradzę :D

OCENA: 7/10



Nefilim- czyli jak walczyć z aniołem psychopatą.

Nefilim- czyli jak walczyć z aniołem psychopatą.

Hejka! Właśnie skończyłam czytać książkę( no bo co innego ) ,, Nefilim " Thomasa Sniegoskiego.
Wpadła mi w ręce dokładnie tak samo jak Radleyowie , pożyczyłam ją od koleżanki. Z racji tego, że dzisiejszy dzień był dla mnie dniem nic nie robienia, położyłam się w moim kochanym łóżeczku i postanowiłam, że coś przeczytam. Padło na powieść o aniołach. Była bardzo krótka( 318 stron), więc przeczytałam ją w ok.5h robiąc przerwy.
Opowiada o chłopaku, który w dniu swoich 18 urodzin zaczyna rozumieć wszelkie obce języki jak również toczyć dialogi ze swoim psem. Od pewnego menela, który okazuje się nie być menelem, tylko upadłym aniołem dowiaduje się , że jego ojcem jest anioł, przez co teraz on musi wypełnić wielką  przepowiednię ponieważ jest Nefilim i takie jest jego przeznaczenie. Oczywiście pojawia się również czarny charakter, anioł psychopata, który stwierdza, że skoro Bóg się do niego nie odzywa, to pewnie daje mu znak , by wymordować każdego pół anioła i każdego kto miał z nim jakikolwiek kontakt .
Ale czymże byłaby taka powieść bez romansu. Jest go jednak niewiele dzięki czemu nie odchodzi się od głównego wątku.
Książka lekka dzięki czemu dość szybko się ją czyta. Znów mam słabość do głównego bohatera o imieniu Aaron:D Prawda jest taka, że nie mam się do czego przyczepić . Pomijając oczywiście czarny charakter, na którego po prostu nie ma słów. Tych dobrych, ma się rozumieć.
Znów skusiła mnie okładka przedstawiająca półnagiego, umięśnionego mężczyznę z wielkimi , czarnymi skrzydłami na czarno-szaro - czerwonym tle.
Polecam książkę wszystkim dziewczynom i chłopakom oraz tym osobom, które starają się utożsamić z czarnymi charakterami z IQ ameby.

OCENA: 8/10




Radleyowie - poradnik wampirzego abstynenta .

Radleyowie - poradnik wampirzego abstynenta .

  Hej:) Postanowiłam, że wszystkie recenzje będę pisać na tym blogu zmieniając go w bloga książkowego.
  To tyle jeśli chodzi o moje nowe decyzje.
  Chciałabym teraz zrecenzować książkę ,, Radleyowie" Matta Haiga, brytyjskiego pisarza ur. 1975 roku.Jest to kolejna książka o wampirach, po którą sięgam. Myślę, że to ta tematyka tak mnie przyciąga. Na tą książkę trafiłam przypadkiem, podczas spotkania z koleżanką. Pożyczyłam ją i zabrałam na klasową wycieczkę , dzięki czemu skończyłam w zaledwie dwie i pół godziny.Opowiada ona o dwójce 17-latków , Clarze i Rowanie, którzy dowiadują się , że rodzice ukrywali przed nimi to, kim są wszyscy członkowie ich rodziny. Nie dość , że główni bohaterowie przeżywają własne rozterki , to jeszcze przyjeżdża w odwiedziny sadystyczny wampir morderca - wujek Will. Bardzo szybko ciąg wydarzeń doprowadza do pewnych nieprzyjemnych i zazwyczaj niebezpiecznych sytuacji.
   Książka zwykła, nie wyróżniająca się niczym od innych powieści o wampirach. Według mnie wstręt Rowana do picia krwi można porównać do tego Darrena Shana. No, prawie.  Darren buntuje się przeciwko ,, gryzieniu "przez cały pierwszy i drugi tom, natomiast Rowan...  Denerwujące są również ciągłe przemyślenia i monologi rodziców skupiające się głównie wokół tematów dotyczących domu, rodziny i ponętnych sąsiadów.  Bohaterowie mają  nieskomplikowane charaktery, co jest kolejnym minusem( przynajmniej według mnie). Tak w sumie jedynym plusem tej książki jest zakończenie( którego i tak nie zdradzę ).
Myślę, że przysłowie ,, Nie oceniaj książki po okładce " w tym przypadku jest bardzo adekwatne .       Okładka jest genialnie zrobiona. Przedstawia rudowłosą kobietę, która ma przewieszony przez ucho kolczyk z krwi . Choć według mojej przyjaciółki wygląda on jak żelek, z czym się w ogóle nie zgadzam, to i tak jest to jedna z ładniejszych okładek biorąc pod uwagę tylko książki o wampirach:)
   Nie polecam osobom, które oczekują walk wampirów, mrocznej tajemnicy i... krwi. Tego na pewno nie znajdziecie w tej książce.
   Ocena 6/10 za głównego bohatera i zakończenie.



Ciepłe ciała( Isaac Marion) - moja historia.

Ciepłe ciała( Isaac Marion) - moja historia.

  Jest bardzo cicho. Nie wiem, czy ogłuchłam, czy to tylko takie wrażenie spowodowane zbyt długim siedzeniem w piwnicy. Powoli również tracę wzrok, co wprawia mnie w złość.
Gorzej już być nie może myślę. 
Nagle coś czuję, na początku lekkie ukłucie, potem coraz mocniejsze jakby mi ktoś wbijał setki szpileczek w ciało. Krzywię się i wiercę, przez co niechcący nabijam się na gwóźdź wystający z podłogi. Tak mi się przynajmniej wydaje, no bo co mogłoby być jednocześnie ostre i leżeć na podłodze. Niestety nie jestem w stanie tego sprawdzić, ponieważ kompletnie nic nie widzę. Unoszę rękę i przesuwam nią po nogach, brzuchu , piersiach i w końcu twarzy. Kiedy dotykam ust , czuję na palcach coś lepkiego. Dotykam tego językiem i ze zdziwieniem stwierdzam, że jest to krew. 
  Moje powieki stają się coraz cięższe, a oczy chętnie by się zamknęły gdyby nie to, że mam świadomość tego, że jeśli się teraz zamkną , to na zawsze. Otwieram je wkładając w to wiele siły. 
O nie, nie ma mowy, nie umrę kolejny raz! krzyczę w myślach.
  Chociaż nieudolnie, kurczowo trzymam się ostatniej deski ratunku jaką jest ból.
-Ból?! - mówię podniesionym głosem.- I krew?! O cholera.
  A to coś nowego. Zombie przecież nie czują bólu. Wiem , bo sama jestem jedną z nich. Nieraz dostawałam kulkę w brzuch, czy w inne części ciała. Kilka razy wbito mi nóż w plecy, dosłownie, i nigdy nie zdarzyło się, żebym krwawiła. Ba! Nawet na to nie reagowałam. A teraz?
  Docierają do mnie wibracje,  jakby kilka osób uderzało w ścianę lub drzwi pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Chwilę potem na kilka sekund odzyskuję słuch.
- Nie... umrzesz. - słyszę. - Nie.. pozwolę ... na to. Gabi?Gabi! Kur...
  Mimo moim sprzeciwom i próbom ocalenia , pochłania mnie ciemność.

3 dni temu...

  Był szary, deszczowy dzień. Na chodnikach było pełno kałuż, a z rynien opuszczonych domów skapywała woda. Oprócz deszczu, słychać było ciche pojękiwania zombie wyruszających na polowanie. Było ich mało, ale głód dodawał im sił. Poruszali się wolno, równym krokiem, lekko kołysząc się na boki. Byli jak chmara szarańczy, zjadali , co tylko stanęło im na drodze, byle było żywe. 
  Szłam ulicą, co jakiś czas spoglądając na mijających mnie Martwych. Tylko dzięki nim jeszcze żyłam. Brzydziłam się zabijać, co zupełnie nie pasowało do tego, kim byłam.  Zazwyczaj czekałam aż przyniosą z polowania resztki ofiar, dopiero wtedy jadłam.  Nie byłabym w stanie patrzeć w te udręczone twarze ludzi świadomych tego, że niedługo umrą. 
  Na moje spojrzenie odpowiedział tylko jeden mężczyzna. Na oko, nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat, ale z facetami nigdy nic nie wiadomo. Był bardzo wysoki , jak nic 190 centymetrów wzrostu, widziałam jednak , że chodzi zgarbiony, jakby przytłaczała go okrutna rzeczywistość i starał się przed nią skryć.  Miał czarne włosy przeplatane niebieskimi pasemkami, a na umięśnionym ciele markową, choć podartą i poplamioną krwią koszulę oraz lekko przetarte jeansy. 
Za życia nie brakowało mu kasy. pomyślałam. 
W tym momencie chłopak uniósł dłoń i pomachał mi, próbując wymusić uśmiech na swojej gnijącej , choć wciąż pięknej i tajemniczej twarzy. 
- Cze.. cześć!- rzuciłam.
  Zrobił wielkie oczy, pokręcił głową, odwrócił się i wrócił do grupy myśliwych. Nie wiedziałam jak zareagować. Byłam pewna, że w oczach mężczyzny dostrzegłam współczucie, litość i coś, co wprawiło mnie w osłupienie. Strach.
  Przeszłam kilka przecznic, skręciłam i weszłam do małego jednorodzinnego domku, który służył mi za schronienie. Wszystkie szyby zostały wybite już dawno temu, a okna zabite deskami. Mahoniowe drzwi wyrwane z zawiasów i połamane, leżały pod drzewem stojącym nieopodal. Białe ściany nosiły ślady krwi właścicieli domostwa.
  Usiadłam na zniszczonej kanapie i wzięłam do ręki starą gazetę. W przeciwieństwie do reszty zombie potrafiłam przeczytać całe zdania. Były to głównie ogłoszenia, w których naukowcy prosili rodziny ,, zzombizowanych" jak to określił autor , o zgłaszanie ich do programów badawczych, dzięki którym mieli nadzieję wynaleźć antidotum na chorobę , która dotknęła ich synów i córki.
Nadzieja umiera ostatnia pomyślałam. Na to nie ma lekarstwa, antidotum, czy innego chemikalia , którego szukali. 
Nagle usłyszałam ciche pukanie. Obejrzałam się i zobaczyłam tamtego mężczyznę, którego mijałam. Uśmiechnął się lekko i rzucił coś w moją stronę. Kiedy to upadło mi pod nogi, zauważyłam, że była to ręka jakiejś młodej dziewczyny.
Jakie to romantyczne.
W dzisiejszym świecie taki gest jak przyniesienie czyjejś ręki był na prawdę słodki.
- Dziękuję.- powiedziałam bez zająknięcia.
- Pro... szę.- odpowiedział.
Chłopak miał ciepły, niski głos.
- Dla...czego..tu... siedzisz?- zapytał
- Jestem... inna.- nie widziałam powodu, dla którego miałabym to trzymać w sekrecie.
Zdziwiony przekrzywił głowę na bok. Wskazałam gazetę i powiedziałam:
-Czytam.. pamiętam... imię i życie.
W pewnym stopniu to była prawda. Pamiętałam ostatnie sekundy życia, a w nich krzyki i strzały.
-Ga..bi. Jestem... Gabi.
Chłopak położył dłoń na kieszeni w koszuli. Podeszłam bliżej, przyjrzałam się i wytężając wzrok zauważyłam inicjały.
- P.. P. - przeczytałam.
W tym momencie oboje wydaliśmy z siebie dźwięk odrobinę przypominający śmiech. ,,Pepe" brzmiało komicznie i wiedziałam to ja i on.
  Wyszliśmy z mojego magicznego zakątka i podążyliśmy drogą do miejsca, w którym dniami i nocami przesiadywał Pepe, jak i reszta zombie.
  Był to opuszczony hotel , więc szybko znaleźliśmy pusty pokój. Usiedliśmy na podłodze i choć głównie gestykulując, czy wskazując różne przedmioty, rozmawialiśmy przez wiele godzin. Tak przynajmniej sądziłam , obserwując przez szyby zachodzące słońce. Po kolejnych kilku dziesięciu spędzonych razem minutach, chłopak powiedział:
- Lubię cię.
  Zdziwiło mnie to. Było to pierwsze zdanie wypowiedziane przez tego mężczyznę bez przerywania.
- Ja... ciebie... też. Nawet.. bardzo.
Nie wiedziałam jeszcze , co to było za uczucie. Czułam motylki w brzuchu i jakąś dziwną radość, która towarzyszyła mi za każdym razem kiedy dotykałam Pepe ręką.
  Spędziliśmy razem noc. Nie miało to nic wspólnego z całowaniem się , czy seksem.  Nawet gdybyśmy chcieli, nie wiedzielibyśmy jak. Martwi nie potrafią w ten sposób okazywać uczuć. Tak na prawdę w ogóle tego nie robią . Są zimni, niezwracający uwagi na innych, zamrożeni w czasie. Ale nie my. Wiedzieliśmy to od razu. Od momentu kiedy się spotkaliśmy.
  My wpatrywaliśmy się w siebie wiele godzin podziwiając rysy twarzy, głębię i kolor oczu, pełnię ust.  Przekazywaliśmy w ten sposób więcej, niż gdybyśmy mieli to zrobić za pomocą słów. Byliśmy zamknięci w swoim świecie bez strachu, chorób, bez całego zła świata. Myśleliśmy, że ta chwila będzie trwała wiecznie. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy , jak bardzo się myliliśmy.
  Następnego dnia do naszej kryjówki zakradła się grupa uzbrojonych po zęby mężczyzn i kobiet. Wyważyli drzwi i stanęli nad nami z pistoletami w rękach.
- To człowiek.- szepnął któryś.
- Jak to?- odpowiedziała umięśniona kobieta stojąca najdalej.
- Ta dziewczyna. Słyszysz? To jej serce.
Nie wiedziałam ,o co im chodziło. Moje serce było martwe, jak ja.
- A chłopak? - usłyszałam pytanie.
- Mózgojad.- wysyczał któryś z ludzi.
- Pewnie ją zabrał jako deser. Zabierzmy ją.
Ktoś wystrzelił z pistoletu i trafił Pepe w bok czaszki.
Przeżyje. pomyślałam.
Wzięli mnie za nogi i ręce i mimo moich pojękiwań, wynieśli z mieszkania. Po kilku sekundach uderzyłam o coś głową i wysłuchując steku przekleństw, straciłam przytomność.
  Obudziłam się w jakimś zamkniętym pomieszczeniu bez okien. Nade mną klęczał jakiś mężczyzna z lampką w dłoni. Siłą otworzył mi oko i z przerażeniem wymalowanym na twarzy spojrzał na stoją za nim kobietę.
- To zombiak. - wyszeptał.
- Idioci!- krzyknęła kobieta. - Debile! Kretyni!
Jak na zawołanie w drzwiach stanęło kilku mężczyzn.
- Przynieśliście Martwą do bazy! - wrzasnęła.- Zabrać mi ją stąd i to już! Zamknąć w jakimś bunkrze, czy gdzie tam chcecie, bylebym jej więcej na oczy nie widziała!
Podeszła do mnie, zwinęła dłoń w pięść i uderzyła mnie w twarz. Poczułam, że znów tracę przytomność lecz zanim tak się stało pomyślałam, że ci ludzie muszą być kompletnymi idiotami. Nawet ich nie zdziwiło, że dziewczyna zombie tak łatwo mdleje.
Obudziłam się kilka minut później w jakimś ciemnym, mokrym miejscu.  Przypominał trochę piwnicę, choć mocne ściany wskazywały na bunkier.  Nade mną stało dwóch mężczyzn wpatrujących się we mnie z odrazą. Kiedy tylko otworzyłam oczy, pierwszy kopnął mnie w brzuch.
- Mała dziwka. – usłyszałam.
Postanowiłam nie dawać im satysfakcji . Uniosłam się lekko na łokciach i splunęłam im pod nogi.
Drugi wpadł we wściekłość. Zaczął do mnie strzelać. Kule waliły w brzuch, nogi, ręce, ale nie trafiały w głowę. Podejrzewałam , że człowiek robił to celowo.
- No i co?- strzelił jeszcze raz.- Teraz też będziesz taka odważna?!  A właśnie! Miałem ci powiedzieć, mamy twojego koleżkę. Też walczy, ale wierz mi długo nie pociągnie.
Zaśmiał się opluwając śliną wszystko wokół. 
- On… będzie … walczył. Do… końca.  – powiedziałam z wyższością.
- Jasne maleńka. – zachichotał niskim głosem ten, który nazwał mnie dziwką.- Wiesz, gdybyś nie była martwa, zabawił bym się z tobą.  Jesteś nawet ładna.
Skrzywiłam się z obrzydzenia. W tym momencie do pomieszczenia wparował jeden z młodych żołnierzy. Był zdyszany, a z jego ręki został oderwany spory kawał skóry.
- Chłopak! – krzyknął. – Chłopak uciekł!
- Jak? – zdziwił się drugi.
- Bełkotał coś o tym, że się zemści za zabicie dziewczyny.
Dziewczyny! Powiedział, że jestem jego dziewczyną! Pomyślałam ciesząc się jak małe dziecko.
Nagle ten pierwszy zrozumiał.
- Człowieku, błagam powiedz, że nie wygadałeś temu cholrnemi zombie, gdzie ją zamknęliśmy .
Młodziak przełknął ślinę.
- Bo… on groził, że mnie zabije.- zaczął się jąkać.
Nim zdążyłam mrugnąć, chłopak leżał martwy , a ten drugi chował pistolet. Wstrząsnęło to mną. Wiedziałam, że nie szanowali nas, ale żeby siebie nawzajem. To przechodziło wszelkie pojęcie.
  Mężczyźni odwrócili się w moją stronę i tym razem obaj skierowali na mnie broń.
- Zanim przyjdzie tu twój koleś..- zaczął pierwszy .
- Ty już będziesz martwa. Znowu.- dokończył drugi. Na przemian strzelali, kopali mnie i uderzali w twarz. A potem wyszli, a ja zostałam sama.


- ***-
Co było potem już wiecie.  Pewnie ciekawi was, czy przeżyłam. No jasne, że tak! Jak inaczej bym mogła wam to opowiedzieć.
  Razem z Pepe wróciliśmy do miejsca, skąd nas porwano. Okazało się, że tylko my przeżyliśmy. Resztę zombie rozstrzelano na miejscu. Czemu nas oszczędzono? Do tej pory nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.
  W każdym razie, zostaliśmy sami. Tylko ja i Pepe. Nasze życie po życiu trwa dalej. Ja próbuję nauczyć go czytać, a on namówić mnie do jedzenia ludzkiego mięsa.

  Nie wiem , co będzie dalej. Nie wiem, czy tamci nie wrócą. Cieszę się każdym dniem, bo w każdej chwili to ja mogę stać się ofiarą.



  
Książki są jak portale- w każdej chwili możesz się znaleźć w innym świecie.

Książki są jak portale- w każdej chwili możesz się znaleźć w innym świecie.

Cześć! Założyłam tego bloga, ponieważ postanowiłam , że do każdej książki , którą przeczytam napiszę opowiadanie.  Nie ważne, czy będzie to powieść o wampirach, zombie, czy też po prostu zwykły romans, ja będę tam główną bohaterką. Stworzę nową postać, którą wplotę w wydarzenia z książki. Od razu uprzedzam, że nie mam zamiaru kopiować stylu pisania autora danej powieści.
 Pierwsze opowiadanie postaram się wstawić jeszcze dzisiaj.  Moja ,, twórczość" będzie pojawiała się co dwa dni, no chyba, że gdzieś wyjadę i nie będę miała dostępu do komputera.
 Bardzo was , drodzy czytelnicy mojego bloga, proszę o szczere komentowanie, bo każdy komentarz utwierdza autora w przekonaniu, że dobrze pisze, a także, że warto robić to dalej.  Jeśli więc coś się wam podoba, coś nie lub coś byście zmienili- piszcie o tym! Czekam.
Wydaje mi się, że napisałam już o wszystkim, tak więc kończę ten post i biorę się za pierwsze opowiadanie.

Przy okazji zapraszam na mojego drugiego bloga, na którym oceniam filmy i książki , jak również piszę o moim codziennym życiu.
http://czytojaczyktosinny.blogspot.com/

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger