poniedziałek, 17 czerwca 2019

KĄCIK NAUKOWY: Cieszę się dla ciebie, czyli co z moim językiem polskim zrobił roczny pobyt w Anglii.

Hejka ludziki! Jeśli jeszcze się nie zorientowaliście po tytule, spróbuję wam dziś wytłumaczyć, co się dzieje w mojej głowie i jak to się stało, że język, którego używam od dziecka powoli staje się dla mnie czymś, co sprawia mi więcej trudności niż bym się spodziewała, a używanie go przyprawia mnie o ból głowy.


źródło: Pinterest
tak, nie jestem dwujęzyczna od dziecka ale dzieje się ze mną to samo, co na tym obrazku

Mieszkam w Anglii od lipca tamtego roku, od września do lutego uczęszczałam na angielski uniwersytet, a w mojej ostatniej pracy pracowałam głównie z Brytyjczykami. Języka polskiego używam tylko w domu, rozmawiając z tatą, współlokatorami, czy przez telefon z rodziną i przyjaciółmi. Poza tymi sytuacjami językiem, którego używam jest język angielski. Nawet myślę już po angielsku i to nie tylko, gdy porozumiewam się po angielsku. Zaczęłam bezwiednie mieszać języki i nie potrafię tego kontrolować. 

Wróćmy może na chwilę do czasów sprzed przerwania przeze mnie studiów. Pierwsze dwa miesiące były dla mnie koszmarem. Miałam problem ze zrozumieniem moich kolegów i koleżanek z roku. Nie miałam wystarczająco odwagi, żeby pewnie się porozumiewać, a każda moja wypowiedź zdawała się ciągnąć w nieskończoność i nie mieć żadnego sensu. Więcej o tym, jak to wyglądało, możecie przeczytać TUTAJ. Następne miesiące były odrobinę lepsze ale mało kto mógł znieść moje lanie wody, gdy coś mówiłam. Zaczęłam się też jąkać, choć nigdy przedtem mi się to nie zdarzało. W końcu, po męczącym wrześniu i październiku, skomplikowanym listopadzie i dziwacznym grudniu, poczułam się na tyle pewnie w języku, by nie tylko normalnie porozumiewać się z osobami wokół. Zaczęłam również przyswajać slang, jakim porozumiewali się moi rówieśnicy. I wtedy zaczęły się problemy.



Choć jeszcze nie zapominałam słów w języku polskim, wkroczyłam na drogę dosłownego tłumaczenia slangu, czy po prostu zdań z języka angielskiego na polski i używania ich w codziennych rozmowach. To właśnie wtedy powstało zawarte w tytule posta " Cieszę się dla ciebie", czyli w oryginale " I'm happy for you", reakcja " Me" zmieniła się w " ja" , a  tak popularne " mood" stało się " tym uczuciem". Oczywiście, powodowało to różne nieporozumienia lub też zwyczajnie ludzi irytowało (pozdrawiam moją mamę). Musiałam się niezwykle mocno kontrolować, by nie palnąć czegoś takiego w rozmowach z np. moją babcią.

Wiecie, co? Zawsze śmiałam się z ludzi, którzy po krótkim pobycie za granicą zaczynali zapominać pierwszego języka, miksować go z angielskim, czy używać angielskiego akcentu. Śmiałam się, tak jak wszyscy, z Joanny Krupy, bo JAK TO MOŻNA JĘZYKA ZAPOMNIEĆ?! Teraz rozumiem, że jest to łatwiejsze niż nam się wszystkim zdaje. Kiedy przebywacie tylko i wyłącznie wokół ludzi mówiących po angielsku, sami też używając tylko tego języka, wasz mózg sam z siebie przerzuca się na ten język wiedząc, że właśnie tego wam trzeba, że jest to przydatne w danej sytuacji czy sytuacjach. Dlatego właśnie, wbrew temu, co możecie myśleć, nie zaczęłam używać angielskiego slangu, czy przeplatać w wypowiedziach polskie i angielskie słówka, żeby czuć się bardziej " angielsko" . Nie zaczęłam robić tego by brzmieć " cool", czy żeby pokazać jaka ja jestem światowa. To stało się automatycznie.

W lutym przerwałam mój kierunek studiów. Historię wokół tego wydarzenia opowiem wam innym razem. W każdym razie, opuściłam Ealing Broadway i przeprowadziłam się do mojego taty. Znalazłam pracę w polskiej restauracji i przez miesiąc mówiłam praktycznie tylko po polsku, co spowodowało pogorszenie się mojego angielskiego. No, może przesadzam ale czułam, że cofam się w nauce. Potem na szczęście zmieniłam pracę i choć teraz zmieniłam ją znowu, to angielski stał się tak naprawdę moim pierwszym językiem. 

I tak oto jestem w sytuacji, gdzie do języka polskiego wpada mi angielska gramatyka ( wrzucam słowa jak "wczoraj, jeszcze, jutro" na koniec zdania), zapominam polskich słówek częściej niż angielskich i jest mi zdecydowanie wygodniej mówić po angielsku niż po polsku. Jest to o tyle uciążliwe, że zaczynam się załamywać. Piszę po polsku coraz gorzej; przeczytałam swoje posty z 2015 czy 2016 roku i mój warsztat aktualnie kuleje i nie wiem, czy się nie przewróci. Czuję się dziwnie, gdy o tym piszę, bo nawet teraz w mojej głowie przebija się delikatnie język angielski i aż mnie błaga, żebym nagle walnęła coś w stylu I hope everything's gonna be fine but it's just fucked up. 

Żeby się ratować przerzuciłam się znów na czytanie książek po polsku, oczywiście nie porzucając tych po angielsku. Będę również zmuszać się, by jak najczęściej pisać na blogu, na Wattpadzie, czy po prostu dla siebie. Nie wiem jak to będzie ale czuję się jak głupek, no bo w końcu nie zapominam języka, którego się kilka lat uczyłam, tylko tego, którym posługuję się od dziecka. Mojego pierwszego języka.

Zdarza wam się lub zdarzyło coś takiego? Jak sobie poradziliście?

13 komentarzy:

  1. hm,
    mnie to się raczej kojarzy z gwarą białostocką, gdzie zauważa się zanik celownika, zamiast którego używa się konstrukcji z przyimkiem "dla" (np. kup dla mnie, daj dla babci, powiedz o tym dla Marka); używanie w roli czasownika posiłkowego słówka "weź" (np. weź otwórz okno)
    Ludzie dobrze wykształceni i dbający o swoje myśli, mówią poprawnie :) A może -- mówili. Świetnym przykładem był Zbigniew Brzeziński - doradzał Amerykanom świetnym angielskim i opowiadał Polakom doskonałym polskim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że podniosła mnie Pani na duchu tym komentarzem. Nie wiedziałam, że w gwarze białostockiej mówi się w taki sposób ale to tylko przykład na to, że człowiek uczy się całe życie. Mam nadzieję i zrobię wszystko, by moja polszczyzna wróciła do miejsca, w którym była przed wyjazdem. :)

      Usuń
  2. Proszę, nie czuj się jak głupek, bo tak fajnie napisałaś ten wpis, że naprawdę nie jesteś głupkiem :))
    Mnie taka sytuacja jest kompletnie nieznana, bo nigdy nie znałam tak dobrze żadnego języka obcego ani nie używałam go tak intensywnie. Ale z wielką przyjemnością przeczytałam Twój wpis, bardzo mnie zaciekawił i rozbawił. Myślę, że wybrniesz z tych problemów. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju dziękuję strasznie <3 Jesteś przemiła :)

      Usuń
    2. A w ogóle to masz świetny blog, o czym Ci napisałam zresztą po d wpisem o "Herkulesie".

      Usuń
  3. Sama miałam problem z językiem polskim po dwóch tygodniach we Włoszech, gdzie rzadko używałam ojczystego języka, a co dopiero tyle czasu w Anglii...!
    Bardzo przyjemny post ♥
    helloimbooklover.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 No widzisz, już po dwóch tygodniach mogą pojawiać się problemy! Ludzki mózg to jednak dziwne urządzenie :D

      Usuń
  4. Przyznam, że jestem zaskoczona. Rok to kawał czasu, ale czy aż tak długi? Wiem, że na każdego czas działa różnie, ale ja po sześciu latach jakoś nie mam z tym problemu, ale to ja... Czytam w komentarzach, że po dwóch tygodniach za granicą można zapomnieć ojczystego języka.... No cóż... Może i można, nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie próbuję zrozumieć dlaczego u mnie się to dzieje 😭

      Usuń
  5. Zdarza mi się czasem pomieszać języki (angielski i polski), ale to tak raz na „ruski rok”, bo otaczam się ciągle angielskim (tak dużo, jak tylko się da). Trzymam jednak za Ciebie kciuki, żebyś jednak trzymała ten swój ojczysty polski ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogólnie po własnych (krótkich) doświadczeniach wiem, że jak się nawet przez krótki czas używa więcej niż jednego języka, nie mając w tym wprawy, albo po prostu robiąc to pod presją można się pogubić. Mnie mieszały się aż 4 języki (z czego tylko 3 kojarzę). Mówiąc do znajomych nagle z polskiego przeskakiwałam na rosyjski-angielski, a po chwili w sklepi był Polsko-włoski i taki misz masz. Różnie bywa, ale dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć!
    Zajrzałam, bo temat już od jakiegoś czasu mnie przejmuje i boli. Ja mówię w 4 językach - po polsku, angielsku, hiszpańsku i portugalsku. W tej chwili mieszkam w Brazylii i uczę tu angielskiego, więc przynajmniej z portugalskim i angielskim mam kontakt na co dzień, trochę z konieczności. Niedawno założyłam też bloga podróżniczego i na prośbę rodziny zaczęłam pisać przede wszystkim po polsku (strona jest dwujęzyczna). Mój hiszpański płacze z powodu zaniedbania, ale staram się trochę czytać i odzywać do znajomych z Hiszpanii w miarę możliwości, więc jakiś tam kontakt pozostaje.
    Rzeczywiście kiedyś wydawało mi się niedorzecznym, żeby zapomnieć ojczystego języka, ale teraz widzę, że nie jest to aż tak absurdalne jakim się zdaje. KAŻDY język trzeba pielęgnować. KAŻDĄ UMIEJĘTNOŚĆ trzeba ćwiczyć. Nawet najlepszy sportowiec na świecie miałby problem z powrotem do formy, gdyby przestał trenować na rok i zamiast tego obżerał się fast foodem. Mózg potrzebuje praktyki i zaangażowania. Jak się coś zaniedba, to zawsze jest ciężej wrócić. Dlatego ja staram się bardzo utrzymać kontakt z każdym z języków. Jest to trudne. Zwłaszcza przeskakiwanie z jednego języka na drugi jest trudne, a w środowisku, w którym trzeba używać wszystkich na raz jeszcze bardziej to widać. Bardzo ciężko jest być na najwyższym poziomie w każdym z nich.
    To, co ja robię, to - radio (polecam radio.garden, można tam słuchać radia z całego świata, gdziekolwiek jesteś i w tej sposób pozostać w kontakcie z danym językiem); książki (absolutnie koniecznym, moim zdaniem, jest czytanie książek w języku, w którym chce się cokolwiek pisać, ponieważ struktury gramatyczne jak i interpunkcja są najczęściej zupełnie różne! Czytanie jest świetną metodą wchłaniania tych struktur i stosownych znaków przystankowych w odpowiednich miejscach); rozmowa.
    A teraz jeśli chodzi o Twój wpis: Niestety Twój post czyta się dość ciężko. Zdania nie są najlepiej ułożone, niektóre brzmią trochę nienaturalnie czy niezręcznie i myślę, że dało by się zmniejszyć liczbę powtórzeń tu i tam. (Wiem, że to jest właśnie Twoja refleksja nad tym problemem, więc nie staram się tu odkryć Ameryki w żaden sposób). Myślę, że jak poczytasz właśnie trochę literatury na odpowiednim poziomie, to automatycznie poprawi Ci się wizja i będziesz mogła spojrzeć na ten post na nowo i być może go ulepszyć ;)

    Trochę się rozgadałam.. sorka! No i trzymam kciuki za szeroko pojęty rozwój!

    https://settlingforunsettled.com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...