Ciepłe ciała( Isaac Marion) - moja historia.

  Jest bardzo cicho. Nie wiem, czy ogłuchłam, czy to tylko takie wrażenie spowodowane zbyt długim siedzeniem w piwnicy. Powoli również tracę wzrok, co wprawia mnie w złość.
Gorzej już być nie może myślę. 
Nagle coś czuję, na początku lekkie ukłucie, potem coraz mocniejsze jakby mi ktoś wbijał setki szpileczek w ciało. Krzywię się i wiercę, przez co niechcący nabijam się na gwóźdź wystający z podłogi. Tak mi się przynajmniej wydaje, no bo co mogłoby być jednocześnie ostre i leżeć na podłodze. Niestety nie jestem w stanie tego sprawdzić, ponieważ kompletnie nic nie widzę. Unoszę rękę i przesuwam nią po nogach, brzuchu , piersiach i w końcu twarzy. Kiedy dotykam ust , czuję na palcach coś lepkiego. Dotykam tego językiem i ze zdziwieniem stwierdzam, że jest to krew. 
  Moje powieki stają się coraz cięższe, a oczy chętnie by się zamknęły gdyby nie to, że mam świadomość tego, że jeśli się teraz zamkną , to na zawsze. Otwieram je wkładając w to wiele siły. 
O nie, nie ma mowy, nie umrę kolejny raz! krzyczę w myślach.
  Chociaż nieudolnie, kurczowo trzymam się ostatniej deski ratunku jaką jest ból.
-Ból?! - mówię podniesionym głosem.- I krew?! O cholera.
  A to coś nowego. Zombie przecież nie czują bólu. Wiem , bo sama jestem jedną z nich. Nieraz dostawałam kulkę w brzuch, czy w inne części ciała. Kilka razy wbito mi nóż w plecy, dosłownie, i nigdy nie zdarzyło się, żebym krwawiła. Ba! Nawet na to nie reagowałam. A teraz?
  Docierają do mnie wibracje,  jakby kilka osób uderzało w ścianę lub drzwi pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Chwilę potem na kilka sekund odzyskuję słuch.
- Nie... umrzesz. - słyszę. - Nie.. pozwolę ... na to. Gabi?Gabi! Kur...
  Mimo moim sprzeciwom i próbom ocalenia , pochłania mnie ciemność.

3 dni temu...

  Był szary, deszczowy dzień. Na chodnikach było pełno kałuż, a z rynien opuszczonych domów skapywała woda. Oprócz deszczu, słychać było ciche pojękiwania zombie wyruszających na polowanie. Było ich mało, ale głód dodawał im sił. Poruszali się wolno, równym krokiem, lekko kołysząc się na boki. Byli jak chmara szarańczy, zjadali , co tylko stanęło im na drodze, byle było żywe. 
  Szłam ulicą, co jakiś czas spoglądając na mijających mnie Martwych. Tylko dzięki nim jeszcze żyłam. Brzydziłam się zabijać, co zupełnie nie pasowało do tego, kim byłam.  Zazwyczaj czekałam aż przyniosą z polowania resztki ofiar, dopiero wtedy jadłam.  Nie byłabym w stanie patrzeć w te udręczone twarze ludzi świadomych tego, że niedługo umrą. 
  Na moje spojrzenie odpowiedział tylko jeden mężczyzna. Na oko, nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat, ale z facetami nigdy nic nie wiadomo. Był bardzo wysoki , jak nic 190 centymetrów wzrostu, widziałam jednak , że chodzi zgarbiony, jakby przytłaczała go okrutna rzeczywistość i starał się przed nią skryć.  Miał czarne włosy przeplatane niebieskimi pasemkami, a na umięśnionym ciele markową, choć podartą i poplamioną krwią koszulę oraz lekko przetarte jeansy. 
Za życia nie brakowało mu kasy. pomyślałam. 
W tym momencie chłopak uniósł dłoń i pomachał mi, próbując wymusić uśmiech na swojej gnijącej , choć wciąż pięknej i tajemniczej twarzy. 
- Cze.. cześć!- rzuciłam.
  Zrobił wielkie oczy, pokręcił głową, odwrócił się i wrócił do grupy myśliwych. Nie wiedziałam jak zareagować. Byłam pewna, że w oczach mężczyzny dostrzegłam współczucie, litość i coś, co wprawiło mnie w osłupienie. Strach.
  Przeszłam kilka przecznic, skręciłam i weszłam do małego jednorodzinnego domku, który służył mi za schronienie. Wszystkie szyby zostały wybite już dawno temu, a okna zabite deskami. Mahoniowe drzwi wyrwane z zawiasów i połamane, leżały pod drzewem stojącym nieopodal. Białe ściany nosiły ślady krwi właścicieli domostwa.
  Usiadłam na zniszczonej kanapie i wzięłam do ręki starą gazetę. W przeciwieństwie do reszty zombie potrafiłam przeczytać całe zdania. Były to głównie ogłoszenia, w których naukowcy prosili rodziny ,, zzombizowanych" jak to określił autor , o zgłaszanie ich do programów badawczych, dzięki którym mieli nadzieję wynaleźć antidotum na chorobę , która dotknęła ich synów i córki.
Nadzieja umiera ostatnia pomyślałam. Na to nie ma lekarstwa, antidotum, czy innego chemikalia , którego szukali. 
Nagle usłyszałam ciche pukanie. Obejrzałam się i zobaczyłam tamtego mężczyznę, którego mijałam. Uśmiechnął się lekko i rzucił coś w moją stronę. Kiedy to upadło mi pod nogi, zauważyłam, że była to ręka jakiejś młodej dziewczyny.
Jakie to romantyczne.
W dzisiejszym świecie taki gest jak przyniesienie czyjejś ręki był na prawdę słodki.
- Dziękuję.- powiedziałam bez zająknięcia.
- Pro... szę.- odpowiedział.
Chłopak miał ciepły, niski głos.
- Dla...czego..tu... siedzisz?- zapytał
- Jestem... inna.- nie widziałam powodu, dla którego miałabym to trzymać w sekrecie.
Zdziwiony przekrzywił głowę na bok. Wskazałam gazetę i powiedziałam:
-Czytam.. pamiętam... imię i życie.
W pewnym stopniu to była prawda. Pamiętałam ostatnie sekundy życia, a w nich krzyki i strzały.
-Ga..bi. Jestem... Gabi.
Chłopak położył dłoń na kieszeni w koszuli. Podeszłam bliżej, przyjrzałam się i wytężając wzrok zauważyłam inicjały.
- P.. P. - przeczytałam.
W tym momencie oboje wydaliśmy z siebie dźwięk odrobinę przypominający śmiech. ,,Pepe" brzmiało komicznie i wiedziałam to ja i on.
  Wyszliśmy z mojego magicznego zakątka i podążyliśmy drogą do miejsca, w którym dniami i nocami przesiadywał Pepe, jak i reszta zombie.
  Był to opuszczony hotel , więc szybko znaleźliśmy pusty pokój. Usiedliśmy na podłodze i choć głównie gestykulując, czy wskazując różne przedmioty, rozmawialiśmy przez wiele godzin. Tak przynajmniej sądziłam , obserwując przez szyby zachodzące słońce. Po kolejnych kilku dziesięciu spędzonych razem minutach, chłopak powiedział:
- Lubię cię.
  Zdziwiło mnie to. Było to pierwsze zdanie wypowiedziane przez tego mężczyznę bez przerywania.
- Ja... ciebie... też. Nawet.. bardzo.
Nie wiedziałam jeszcze , co to było za uczucie. Czułam motylki w brzuchu i jakąś dziwną radość, która towarzyszyła mi za każdym razem kiedy dotykałam Pepe ręką.
  Spędziliśmy razem noc. Nie miało to nic wspólnego z całowaniem się , czy seksem.  Nawet gdybyśmy chcieli, nie wiedzielibyśmy jak. Martwi nie potrafią w ten sposób okazywać uczuć. Tak na prawdę w ogóle tego nie robią . Są zimni, niezwracający uwagi na innych, zamrożeni w czasie. Ale nie my. Wiedzieliśmy to od razu. Od momentu kiedy się spotkaliśmy.
  My wpatrywaliśmy się w siebie wiele godzin podziwiając rysy twarzy, głębię i kolor oczu, pełnię ust.  Przekazywaliśmy w ten sposób więcej, niż gdybyśmy mieli to zrobić za pomocą słów. Byliśmy zamknięci w swoim świecie bez strachu, chorób, bez całego zła świata. Myśleliśmy, że ta chwila będzie trwała wiecznie. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy , jak bardzo się myliliśmy.
  Następnego dnia do naszej kryjówki zakradła się grupa uzbrojonych po zęby mężczyzn i kobiet. Wyważyli drzwi i stanęli nad nami z pistoletami w rękach.
- To człowiek.- szepnął któryś.
- Jak to?- odpowiedziała umięśniona kobieta stojąca najdalej.
- Ta dziewczyna. Słyszysz? To jej serce.
Nie wiedziałam ,o co im chodziło. Moje serce było martwe, jak ja.
- A chłopak? - usłyszałam pytanie.
- Mózgojad.- wysyczał któryś z ludzi.
- Pewnie ją zabrał jako deser. Zabierzmy ją.
Ktoś wystrzelił z pistoletu i trafił Pepe w bok czaszki.
Przeżyje. pomyślałam.
Wzięli mnie za nogi i ręce i mimo moich pojękiwań, wynieśli z mieszkania. Po kilku sekundach uderzyłam o coś głową i wysłuchując steku przekleństw, straciłam przytomność.
  Obudziłam się w jakimś zamkniętym pomieszczeniu bez okien. Nade mną klęczał jakiś mężczyzna z lampką w dłoni. Siłą otworzył mi oko i z przerażeniem wymalowanym na twarzy spojrzał na stoją za nim kobietę.
- To zombiak. - wyszeptał.
- Idioci!- krzyknęła kobieta. - Debile! Kretyni!
Jak na zawołanie w drzwiach stanęło kilku mężczyzn.
- Przynieśliście Martwą do bazy! - wrzasnęła.- Zabrać mi ją stąd i to już! Zamknąć w jakimś bunkrze, czy gdzie tam chcecie, bylebym jej więcej na oczy nie widziała!
Podeszła do mnie, zwinęła dłoń w pięść i uderzyła mnie w twarz. Poczułam, że znów tracę przytomność lecz zanim tak się stało pomyślałam, że ci ludzie muszą być kompletnymi idiotami. Nawet ich nie zdziwiło, że dziewczyna zombie tak łatwo mdleje.
Obudziłam się kilka minut później w jakimś ciemnym, mokrym miejscu.  Przypominał trochę piwnicę, choć mocne ściany wskazywały na bunkier.  Nade mną stało dwóch mężczyzn wpatrujących się we mnie z odrazą. Kiedy tylko otworzyłam oczy, pierwszy kopnął mnie w brzuch.
- Mała dziwka. – usłyszałam.
Postanowiłam nie dawać im satysfakcji . Uniosłam się lekko na łokciach i splunęłam im pod nogi.
Drugi wpadł we wściekłość. Zaczął do mnie strzelać. Kule waliły w brzuch, nogi, ręce, ale nie trafiały w głowę. Podejrzewałam , że człowiek robił to celowo.
- No i co?- strzelił jeszcze raz.- Teraz też będziesz taka odważna?!  A właśnie! Miałem ci powiedzieć, mamy twojego koleżkę. Też walczy, ale wierz mi długo nie pociągnie.
Zaśmiał się opluwając śliną wszystko wokół. 
- On… będzie … walczył. Do… końca.  – powiedziałam z wyższością.
- Jasne maleńka. – zachichotał niskim głosem ten, który nazwał mnie dziwką.- Wiesz, gdybyś nie była martwa, zabawił bym się z tobą.  Jesteś nawet ładna.
Skrzywiłam się z obrzydzenia. W tym momencie do pomieszczenia wparował jeden z młodych żołnierzy. Był zdyszany, a z jego ręki został oderwany spory kawał skóry.
- Chłopak! – krzyknął. – Chłopak uciekł!
- Jak? – zdziwił się drugi.
- Bełkotał coś o tym, że się zemści za zabicie dziewczyny.
Dziewczyny! Powiedział, że jestem jego dziewczyną! Pomyślałam ciesząc się jak małe dziecko.
Nagle ten pierwszy zrozumiał.
- Człowieku, błagam powiedz, że nie wygadałeś temu cholrnemi zombie, gdzie ją zamknęliśmy .
Młodziak przełknął ślinę.
- Bo… on groził, że mnie zabije.- zaczął się jąkać.
Nim zdążyłam mrugnąć, chłopak leżał martwy , a ten drugi chował pistolet. Wstrząsnęło to mną. Wiedziałam, że nie szanowali nas, ale żeby siebie nawzajem. To przechodziło wszelkie pojęcie.
  Mężczyźni odwrócili się w moją stronę i tym razem obaj skierowali na mnie broń.
- Zanim przyjdzie tu twój koleś..- zaczął pierwszy .
- Ty już będziesz martwa. Znowu.- dokończył drugi. Na przemian strzelali, kopali mnie i uderzali w twarz. A potem wyszli, a ja zostałam sama.


- ***-
Co było potem już wiecie.  Pewnie ciekawi was, czy przeżyłam. No jasne, że tak! Jak inaczej bym mogła wam to opowiedzieć.
  Razem z Pepe wróciliśmy do miejsca, skąd nas porwano. Okazało się, że tylko my przeżyliśmy. Resztę zombie rozstrzelano na miejscu. Czemu nas oszczędzono? Do tej pory nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.
  W każdym razie, zostaliśmy sami. Tylko ja i Pepe. Nasze życie po życiu trwa dalej. Ja próbuję nauczyć go czytać, a on namówić mnie do jedzenia ludzkiego mięsa.

  Nie wiem , co będzie dalej. Nie wiem, czy tamci nie wrócą. Cieszę się każdym dniem, bo w każdej chwili to ja mogę stać się ofiarą.



  

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka