Charlie ( Stephen Chbosky) - recenzja

Hejka! Zrecenzuję dziś książkę, którą przeczytałam dwa lata temu i której fabuły już kompletnie nie pamiętam. Nie zmienia to jednak faktu, że notatki zrobiłam i zamierzam je wykorzystać. Przepraszam za jej chaotyczność, ale tak właśnie wyglądały moje stare recenzje- kompletnie bez ładu i składu.

Oryginalny tytuł: The Perks of Being a Wallflower
Autor: Stephen Chbosky
Tłumacz: Joanna Schoen
Wydawnictwo: Remi
Data wydania: 2012
Liczba stron:  224

Nie powiem wiele o tej książce, bo prawda jest taka, że nie do końca ją rozumiem. Nie mam zielonego pojęcia gdzie i czy w ogóle ma ona punkt kulminacyjny. Nie ogarniam głównego bohatera, ani pobudek, które nim kierują... Jest wiele, wiele rzeczy, których nie rozumiem. Serio. Mimo to przyjemnie wspominam tę powieść, która niesamowicie przypominała mi " Szukając Alaski". Była pełna różnych, głębokich przemyśleń. To wbrew pozorom skomplikowana książka poruszająca tam wiele tematów, jak to tylko możliwe. Z jednej strony jest to powieść o poznawaniu siebie, dostrzeganiu szczęśliwych chwil i radości życia. Z drugiej to dramat o samotności, niezrozumieniu, potrzebie przynależności do jakiejś społeczności i trudnych wyborach i ich konsekwencjach. " Charlie" pokazuje, że życie łączy to co dobre z tym, co złe, splata ze sobą tragedie i radości, bo z każdej z nich człowiek ma szansę wynieść coś, dzięki czemu stanie się lepszy. Życie każdego człowieka składa się z paraboli nieszczęść i szczęścia, wymijających się w niezrozumiały dla nas sposób, w jednej chwili przechodząc z jednego w drugie, czyniąc nasze życie bardziej intrygującym i pozbawionym monotonii. Książka mówi też o tym,  że w życiu trzeba działać. Jeśli wyciąga ono do nas rękę, daje nam szansę, to trzeba po nią sięgnąć. Bo jeśli czegoś pragniesz, to musisz o to walczyć nie zniechęcając się i nie poddając.
   Bohaterowie mieli dość mocno zarysowane charaktery, a przynajmniej ci najbardziej istotni w całej historii. Bardzo polubiłam Sama i Patricka, to były naprawdę świetne postacie. Charlie z kolei był i jest dla mnie człowiekiem zagadką, kimś enigmatycznym o ponadprzeciętnej inteligencji, a jakże prostym i dziecinnym rozumowaniem. Myślę, że to ta tajemniczość sprawia, że jest tak ciekawą i trudną postacią.

,, [...] włożyłem marynarkę, mimo że nie byłem pewny, czy na to zasługuję [...], ale to był taki miły prezent, że wszyscy zaczęli bić brawo. [...] Myślę, że pierwszy raz w życiu wydawało mi się, że wyglądam ,,dobrze". Wiesz, co mam na myśli? Chodzi o takie miłe uczucie, kiedy patrzysz w lustro i twoje włosy po raz pierwszy w życiu są w porządku. Nie uważam, że powinno się przywiązywać zbyt dużą wagę do swojej tuszy, stanu mięśni i fryzury, ale kiedy czasami wygląda się dobrze, to jest naprawdę miłe. Naprawdę. "

OCENA: 7/10

 

1 komentarz:

  1. "Szukając Alaski" mi się nie podobało, a skoro porównujesz te dwie książki, to ta pewnie też mi się nie spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger