wtorek, 24 listopada 2020
Blogowo- Książkowe Podsumowanie Października!!!
wtorek, 10 listopada 2020
#111: A ja żem jej powiedziała... ( Katarzyna Nosowska) - recenzja
Hej ludziki! Piszę tę recenzję na fali mojego dobrego humoru z szóstego listopada, bo nie wiem, czy przez kolejne kilka dni będę w stanie cokolwiek zrobić. Dziś bardzo krótko, ale mam nadzieję, że wciąż chętnie przeczytacie to, co mam do powiedzenia.
Jestem zawiedziona tą książką. Nie jestem wielką fanką Katarzyny Nosowskiej, ale wiedząc, że pisze ona dobre teksty, myślałam że i jej felietony będzie się dobrze czytało, a właściwie słuchało. Niestety, zawiodłam się. Większości felietonów, o ile można je tak nazwać, nie pamiętam. Były albo tak przeciętne, albo do tego stopnia niezjadliwe, że je pomijałam albo o nich już zapomniałam. Niektóre były całkiem okej i się z nimi zgadzałam, choć biorąc pod uwagę, że praktycznie żaden mnie nie zachwycił, nie wiem czy zmienia to cokolwiek w ogólnym rozrachunku. Szczerze mówiąc, ja nawet nie wiem, co mam o tej książce powiedzieć, bo według mnie była zwyczajnie zbędna. Jako osoba, która nie wie nic o życiu Nosowskiej, wiele razy zadawałam sobie pytanie: "Czemu tak bardzo nienawidzi pani innych kobiet?" albo "Dlaczego tak pani przeszkadza to, że...". No właśnie, mam wrażenie, że tym jest ta książka. Zbiorem wyrzutów na temat wszystkiego, co Kaśce przeszkadza, co irytuje i do czego tak bardzo próbuje siebie i czytelników przekonać- "Ja nie jestem zwyczajną mamą, ja jestem cool mamą ale nie mogę tak powiedzieć, bo nie będę cool bo dzieciaki tak nie mówią". To nie jest dokładny cytat, ale sens jest ten sam.
"Ciało się zmienia. Obserwujesz tę przemianę każdego dnia w lustrze. Ciało jest pojazdem, w którym przemieszczamy się po osi czasu. Pewnego dnia stanie. Chodzi o to, by wysiąść z niego bez żalu. Podziękować za wygodną przejażdżkę i pójść dalej o własnych siłach. "
Wiecie co, jestem osobą, która stara się znaleźć pozytywy w każdej sytuacji i, jak w tym przypadku, każdej książce. Myślę, że jeśli jesteście fanami Katarzyny Nosowskiej, może ten zbiór bardziej wam się spodoba. Ja jednak pozostanę przy mojej opinii, że jest on zwyczajnie nie potrzebny i nie wnosi niczego nowego, czy odkrywczego. Widziałam na lubimy czytać opinię napisaną przez użytkowniczkę Katarzynę, która świetnie podsumowuje to wszystko, co próbuję wam przekazać: "Takie wpisy z facebooka wrzucone w książkę ".
OCENA: 4/10
sobota, 15 sierpnia 2020
Blogowo- Książkowe Podsumowanie Lipca!!! BOOK HAUL + WRAP UP + Sierpniowy TBR!!
Hej ludziki! Co u was słychać? Jak wam mija sierpień? Ja spędziłam wspaniałe wakacje w domu, z mamą i siostrą. Powoli szykuję się do powrotu do Anglii i choć nie mogę się doczekać, to szczerze mówiąc nie chcę wyjeżdżać z domu. Wiecie, jak to jest. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Może nie zawsze ale i tak mi przykro, że znów wyjeżdżam. No ale cóż, takie życie.
Dziś przychodzę do was z podsumowaniem blogowo- książkowym. Dawno takich nie robiłam, a w sumie zawsze lubiłam je pisać. To co? Zaczynamy?
zdjęcie: Pinterest
Przeczytane w lipcu:
- "Niewidzialny człowiek" - Herbert George Wells (przeczytane: 26.07.2020)
- "Klub miłośniczek czekolady" - Carole Matthews ( przeczytane: 15.07.2020)
- "A u nas powstanie!" - Magda Podbylska ( przeczytane: 26.07.2020)
- "Blackout" - Marc Elsberg (książka na noc)
- " Cienie" - Amy Meredith ( książka na średni humor)
- "Szczury Wrocławia. Kraty"- Robert J.Szmidt (książka na wieczory)
- "Kryształowa czaszka" - Manda Scott ( książka na słoneczne dni)
- "Teściowe muszą zniknąć" - Alek Rogoziński ( książka na poranki)
środa, 5 lipca 2017
#72: Łza ( Lauren Kate)- recenzja
Czy taką samą radość przyniosło mi czytanie książki, którą dziś zrecenzuję? Tego za chwilę się dowiecie.
Eureka była całkiem zwykłą dziewczyną, aż do tragicznego wypadku, w którym zginęła jej matka. Po rodzicielce w spadku przypada jej tylko kilka rzeczy: list, medalion, tajemniczy kamień i jeszcze bardziej niezrozumiała księga. Dziewczyna zmienia się, nie jest już tą samą osobą, co wcześniej. Choć wszyscy wokół wciąż powtarzają, że płacz może uwolnić ją od wyrzutów sumienia, Eureka wie, że musi dotrzymać obietnicy, którą złożyła mamie. Kobieta od zawsze powtarzała jej, by ta nigdy, przenigdy nie płakała i nastolatka nie ma zamiaru puścić w zapomnienie słów matki.
Od tego pamiętnego dnia na drodze Eureki wciąż pojawia się enigmatyczny Ander, który zdaje się wiedzieć o niej więcej, niż ona sama. Co ukrywa chłopak? I jaki związek ma to, przed czym ją ostrzega z pamiątkami po utraconej matce?
Zawiodłam się. Zwyczajnie, po ludzku się zawiodłam. Oczekiwałam sama nie wiem czego, a dostałam kolejnego przeciętniaka. Książka była "fajna", ale bez rewelacji. Nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, momentami była nudna jak flaki z olejem. Zdecydowanie za dużo było w niej wszelakich retrospekcji, dziwacznych wspomnień i ogólnej paplaniny, a za mało konkretnych faktów posuwających akcję do przodu. W ogóle mam wrażenie, że powieść była pisana na szybko, bo według mnie jest niedopracowana. Zamysł autorki był na serio świetny- paranormalny romans, nawiązania do mitologii, tajemnica, która może uratować lub zniszczyć świat. Niestety, wyszło jak wyszło. Dałam się zwieść ładnej, choć kiczowatej okładce i opisowi, który mnie zaciekawił. Liczyłam na coś tak epickiego, że aż wbije mnie w fotel. Że fabuła mnie całkowicie pochłonie, wciągnie, a ja z zapartym tchem będę śledziła poczynania bohaterów i powoli rozwiązywała wraz z nimi zagadkę. W końcu książka porusza tematykę Atlantydy! Przy takim fascynującym temacie miałam nadzieję na coś lepszego. Dostałam w końcu... kompletnie nic nie dostałam. Kiedy czytałam, nie potrafiłam powstrzymać ziewania. Jasne, zdarzały się dobre momenty, ale było ich tak malutko, że znikały, były prawie niedostrzegalne pod stertą słownych śmieci.
Co do postaci, również były nijakie- płaskie, banalne, zwyczajnie okropne. Chyba tylko Eureka nie działała mi na nerwy, bo przez większą część książki wiedziała z tego, co się dzieje tyle samo, co ja, czyli zadziwiająco mało.
,,Ostatnią rzeczą, jakiej spodziewamy się po innych, jest ostatnia rzecz, którą robią, zanim nauczymy się im nie ufać. "
Co do samej tajemnicy, według mnie rozwiązywanie zagadki polega na wywnioskowywaniu jednego faktu z drugiego, łączenie ich w całość i w końcu dochodzenie do prawdy. Wiecie, po nitce do kłębka. No i tu mamy problem. We "Łzie" fakty nie były ze sobą w żaden sposób powiązane. Kolejne z nich autorka wywlekała znikąd, robiła to tak, jak magik wyciąga królika z kapelusza. Nie mam zielonego pojęcia, po co wątek tej cholernej księgi od matki został wprowadzony, skoro nie wnosił on do historii prawie niczego. Myślę, że był on tylko pretekstem do stworzenia wątku miłosnego, który i tak był mdły do bólu.
Naprawdę, nie mam już siły na dalsze krytykowanie tej książki. Był potencjał, ogromny potencjał ale został on zmieniony w kupkę popiołu jeszcze na początku po to, by pod koniec dmuchnąć jego resztkami czytelnikowi prosto w twarz. Wiem, że ta seria ma jeszcze drugą część, ale za żadne skarby po nią nie sięgnę.
czwartek, 4 czerwca 2015
#23: Wieczni Wygnańcy- recenzja.
Pamiętam, że kiedy pierwszy raz sięgnęłam po tą książkę, a było to dobre kilka lat temu, niesamowicie mi się spodobała. Jakieś dwa tygodnie temu, gdy decydowałam o tym, które powieści przeniosą się na jakiś czas z biblioteki do mojego domu , w ręce znów wpadli mi ,, Wieczni wygnańcy". Wahałam się z podjęciem decyzji, ale w końcu pomyślałam ,, ciekawe, czy czas jakoś wpłynął na moją opinię o tej książce" i postanowiłam zaryzykować. Jak się okazało, czas odwrócił moje odczucia o sto osiemdziesiąt stopni. Ale o tym później.
,, Wieczni wygnańcy" to opowieść o zwykłej dziewczynie Mirandzie i jej aniele stóżu, szaleńczo w niej zakochanym Zachariaszu. Pewnego wieczoru bohaterka wybiera się ze swoją przyjaciółką na cmentarz, by towarzyszyć jej w spotkaniu z chłopakiem. Niestety, w pewnej chwili potyka się i prawie wpada do otwartego grobu. Spiesząc jej na ratunek, anioł pokazuje się w pełnej chwale, za co zostaje zdegradowany. Chwilowo oślepiona nastolatka wpada w ręce wampira, który postanawia ją przemienić i uczynić wampirzą księżniczką. Zachariasz już jako człowiek dostaje szansę powrotu na dawne stanowisko- musi pokonać władcę ciemności. Postanawia również uratować duszę Mirandy, by móc połączyć się z nią w niebie. Nie spodziewa się jednak, że dziewczyna może nie chcieć być ratowana.
Jeśli według was ta historia nie brzmi głupio , to nie wiem, co czytacie. Może zacznę od plusów, będzie krócej. Sam pomysł na fabułę nie jest taki zły ( prawie), z dobrym wykonaniem mogłoby wyjść nawet niezłe YA. Początek jest okropny, jednakże im dalej w książkę tym lepiej. Może nie genialnie, ale na pewno lepiej. Po jakiejś dwusetnej stronie fabuła zaczyna nabierać sensu. Nie ważne, że sama powieść ma 294 strony :D Od połowy coś się dzieje, książka zaczyna wciągać. Powieść ta ma coś w sobie takiego, co przyciąga czytelnika. Książka ma kilka w miarę dobrych zwrotów akcji, co tak na dobrą sprawę nie znaczy nic przy ogromnej liczbie minusów, które zaraz
wam przedstawię.Było miło-się skończyło. Pierwsze sto stron to zbitek nie wyciętych przez pierwsze wydawnictwo fragmentów, przez co fabuła przeskakuje, rozwija się zbyt szybko i niekiedy traci jakikolwiek sens. Autorka chciała( tak myślę) żeby ciągle się coś działo, zapomina jednak o rozwinięciu wątków, charakterystyce postaci zarówno głównych jak i drugoplanowych, a także pełnym opisie wykreowanego świata. Kolejnym minusem jest sama Miranda. Dlaczego na brodę Merlina ta dziewczyna podejmuje tak głupie decyzje?! Jeśli to, co mówi nam o świecie, do którego została przymusowo wciągnięta, jest wszystkim co wie, to jak uległa i bezmózga musi być?! Aż mi serce szybciej z nerwów bije.
Przybliżę wam sytuację, abyście wiedzieli o czym mówię. Spokojnie, ten spojler wcale nim nie jest.
Okładka jest naprawdę ładna, przynajmniej według mnie. Nie ma żadnych ozdobników, a gama barw ogranicza się do czerni, bieli, szarości i czerwieni, ale punktuje u mnie przedstawionym na niej wielkim anielskim skrzydłem.
Bezapelacyjnie nie polecam i radzę trzymać się od tego ,, dzieła" z daleka. Wiem na pewno, że już nigdy nie sięgnę po ,, Wiecznych wygnańców" i tym razem radzę mnie posłuchać :)
Ocena: 4/10 ( mam bardzo dobry humor)













