Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2020

Blogowo- Książkowe Podsumowanie Października!!!

Witajcie ludziki! Nie zostało wiele czasu do końca listopada, a ja wciąż nie zrobiłam podsumowania października. Wstyd i hańba! Już zabieram się do nadrabiania, a was zapraszam do zapoznania się z książkami, które przeczytałam oraz krótkim podsumowaniem blogowego miesiąca.


Zacznijmy od książek, które udało mi się przeczytać. 
Nie było ich wiele, bo musiałam skupić się na nauce, ale to i tak lepszy wynik niż ten, który będę miała w listopadzie.  Przeczytałam w sumie 1135 stron, co daje 37 stron dziennie. Bez rewelacji, ale ważne, że coś przeczytałam. Średnia ocen wynosi 2,6. 

"Ogród utrapień Transcendentnych" 
Autor: Dominika A.Thomson 
Wydawnictwo: E-bookowo
Gatunek: fantasy/sci-fi
Moja Ocena: 6/10
Przeczytane: 16.10.2020

zdjęcie z lubimyczytać.pl

Mówiąc szczerze, nie rozumiem zachwytu nad tą książką. Może to wina mojego braku zrozumienia tej powieści, a może kompletna jej bezsensowność, ale "Ogród utrapień transcendentnych" w ogóle mi się nie podobał i nie zamierzam pisać jego recenzji.

"Ziemiożerczyni"
Autor: Dolores Reyes
Wydawnictwo: Mova
Gatunek: literatura piękna
Moja Ocena: 7/10
Przeczytane: 18.10.2020
 

Choć brakowało mi czegoś w tej książce, to mimo to bardzo mi się podobała. Według mnie fabuła była wciągająca, a sam pomysł z dziewczyną, która je ziemię, by mieć wizje. Nie jest to płytka powieść, a powiedziałabym wręcz, że skrywa ona w sobie bardzo wiele pięknych i głębokich przemyśleń na temat życia. Recenzja pojawi się wkrótce na blogu. 

"A ja żem jej powiedziała.."
Autor: Katarzyna Nosowska
Wydawnictwo: Wielka Litera
Gatunek: literatura piękna
Moja Ocena: 4/10
Przeczytane: 28.10.2020
Recenzja: TUTAJ


Ze względu na to, że tę książkę już zrecenzowałam na blogu, powiem jedynie, że nie miałam wielkich nadziei i oczekiwań względem tego zbiorku ale i tak czuję się zawiedziona. 


"Szczury Wrocławia. Kraty"
Autor: Robert J.Szmidt
Wydawnictwo: Insignis
Gatunek: fantastyka
Moja Ocena: 9/10
Przeczytane: 28.10.2020
Recenzja: TUTAJ


Pozwólcie mi zacytować samą siebie: "Chapeau bas, panie Robercie! Chapeau bas!"

Przyszedł czas na... Podsumowanie Bloga
Liczba wyświetleń: 562
Liczba postów: 4
Liczba recenzji: 2
Liczba komentarzy: 6

To już wszystko na dzisiaj! Życzę wszystkim miłego wieczoru:)

wtorek, 10 listopada 2020

#111: A ja żem jej powiedziała... ( Katarzyna Nosowska) - recenzja

Hej ludziki! Piszę tę recenzję na fali mojego dobrego humoru z szóstego listopada, bo nie wiem, czy przez kolejne kilka dni będę w stanie cokolwiek zrobić. Dziś bardzo krótko, ale mam nadzieję, że wciąż chętnie przeczytacie to, co mam do powiedzenia. 

Tytuł oryginalny: A ja żem jej powiedziała...
Autor: Kaśka Nosowska
Tłumacz: -
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 208

Jestem zawiedziona tą książką. Nie jestem wielką fanką Katarzyny Nosowskiej, ale wiedząc, że pisze ona dobre teksty, myślałam że i jej felietony będzie się dobrze czytało, a właściwie słuchało. Niestety, zawiodłam się. Większości felietonów, o ile można je tak nazwać, nie pamiętam. Były albo tak przeciętne, albo do tego stopnia niezjadliwe, że je pomijałam albo o nich już zapomniałam. Niektóre były całkiem okej i się z nimi zgadzałam, choć biorąc pod uwagę, że praktycznie żaden mnie nie zachwycił, nie wiem czy zmienia to cokolwiek w ogólnym rozrachunku. Szczerze mówiąc, ja nawet nie wiem, co mam o tej książce powiedzieć, bo według mnie była zwyczajnie zbędna. Jako osoba, która nie wie nic o życiu Nosowskiej, wiele razy zadawałam sobie pytanie: "Czemu tak bardzo nienawidzi pani innych kobiet?" albo "Dlaczego tak pani przeszkadza to, że...". No właśnie, mam wrażenie, że tym jest ta książka. Zbiorem wyrzutów na temat wszystkiego, co Kaśce przeszkadza, co irytuje i do czego tak bardzo próbuje siebie i czytelników przekonać- "Ja nie jestem zwyczajną mamą, ja jestem cool mamą ale nie mogę tak powiedzieć, bo nie będę cool bo dzieciaki tak nie mówią". To nie jest dokładny cytat, ale sens jest ten sam. 

"Ciało się zmienia. Obserwujesz tę przemianę każdego dnia w lustrze. Ciało jest pojazdem, w którym przemieszczamy się po osi czasu. Pewnego dnia stanie. Chodzi o to, by wysiąść z niego bez żalu. Podziękować za wygodną przejażdżkę i pójść dalej o własnych siłach. "

Wiecie co, jestem osobą, która stara się znaleźć pozytywy w każdej sytuacji i, jak w tym przypadku, każdej książce. Myślę, że jeśli jesteście fanami Katarzyny Nosowskiej, może ten zbiór bardziej wam się spodoba. Ja jednak pozostanę przy mojej opinii, że jest on zwyczajnie nie potrzebny i nie wnosi niczego nowego, czy odkrywczego. Widziałam na lubimy czytać opinię napisaną przez użytkowniczkę Katarzynę, która świetnie podsumowuje to wszystko, co próbuję wam przekazać: "Takie wpisy z facebooka wrzucone w książkę ".

OCENA: 4/10



sobota, 15 sierpnia 2020

Blogowo- Książkowe Podsumowanie Lipca!!! BOOK HAUL + WRAP UP + Sierpniowy TBR!!

 Hej ludziki! Co u was słychać? Jak wam mija sierpień? Ja spędziłam wspaniałe wakacje w domu, z mamą i siostrą. Powoli szykuję się do powrotu do Anglii i choć nie mogę się doczekać, to szczerze mówiąc nie chcę wyjeżdżać z domu. Wiecie, jak to jest. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Może nie zawsze ale i tak mi przykro, że znów wyjeżdżam. No ale cóż, takie życie. 

Dziś przychodzę do was z podsumowaniem blogowo- książkowym. Dawno takich nie robiłam, a w sumie zawsze lubiłam je pisać. To co? Zaczynamy?

zdjęcie: Pinterest

Przeczytane w lipcu: 

  • "Niewidzialny człowiek" - Herbert George Wells (przeczytane: 26.07.2020)
Powiem szczerze, że nie była to jakaś rewelacyjna książka, ale nie była też zła. Odrobinę nudnawa momentami. Świetnie mi się jej słuchało jako dodatek do układania puzzli. Wątpię, że byłabym w stanie ją skończyć, gdyby nie forma, w jakiej się z nią zapoznawałam. Podsumowując, książka przeciętna, którą oceniłam na 6/10. Nie będę jej recenzowała.


  • "Klub miłośniczek czekolady" - Carole Matthews ( przeczytane: 15.07.2020)
Jestem zawiedziona tą książką, bo podchodziłam do niej oczekując fajnej, lekkiej ale nie głupiej i przewidywalnej powieści o miłości i przyjaźni. I oczywiście o czekoladzie, w końcu do "Klub miłośniczek czekolady". Niestety, koniec końców ledwo dobrnęłam do 110 strony. Książka nie jest ani zabawna, ani interesująca. No, może z kilkoma wyjątkami. Mimo wszystko, jak na powieść liczącą sobie 350 stron, 110 powinno wystarczyć, by zachęcić czytelnika. Tak się nie stało, a ja byłam zmuszona ocenić ją na 4/10. 


  • "A u nas powstanie!" - Magda Podbylska ( przeczytane: 26.07.2020)
Choć jest to bardzo krótka książka, bo ma tylko 144 strony, to jest to najlepsza książka tego miesiąca. Nie będę się rozpisywać na jej temat, bo jej recenzja już niedługo pojawi się na blogu. Ocena: 8/10



PRZECZYTAŁAM W SUMIE 408 STRON, 
co daje 13 stron dziennie. Wstyd, oj wstyd. 


Book Haul:



Nie planowałam kupować żadnych nowych książek, bo wiem, że to nie ma sensu. Wolę przeczytać ebooka i jeśli mi się spodoba do tego stopnia, że chcę posiadać jego papierową wersję, wtedy dopiero kupuję daną książkę. 
A jednak, dołączyły do mojej biblioteczki nowe śliczności piękności. I to totalnie za free. Dowiedziałam się, że niedaleko mojego miasta został otworzony Dom Spokojnej Książki ( o którym z resztą napiszę w innym poście), do którego można przywieźć książki, których się już nie chce. Zamiast wylądować na śmietniku, książki mogą znaleźć nowego właściciela. Właśnie w ten sposób zdobyłam serię " Dotyk Ciemności":
1. "Cienie"
2. "Polowanie"
3. "Gorączka"
4. "Zdradzona"

Jestem własnie w połowie pierwszego tomu, ale nie będę się wypowiadała na razie na jego temat.

 
Sierpniowy TBR:
  • "Blackout" - Marc Elsberg (książka na noc)
Na dzień dzisiejszy jestem na 12% książki, czyli tak mniej więcej na 94 stronie. Pierwsze podejście miałam z ebookiem ale się nie wciągnęłam i dopiero audiobook umożliwił mi zapoznawanie się z tą książką w przyjemny sposób. 
  • " Cienie" - Amy Meredith ( książka na średni humor)
Tak jak już wspominałam jestem w połowie tej książki, dokładnie na 112 stronie. Plan jest taki, żeby jeszcze dzisiaj ją skończyć. 
  • "Szczury Wrocławia. Kraty"- Robert J.Szmidt (książka na wieczory)
Jestem na 9%, czyli na 56 stronie i jak na razie bardzo mi się ta powieść podoba. Uwielbiam takie historie o zombie, w których krew się leje, a fabuła na tym nie traci. 
  • "Kryształowa czaszka" - Manda Scott ( książka na słoneczne dni)
Utknęłam na 66 stronie i jakoś nie mogę się zmusić do dalszego czytania. Mam nadzieję, że mi się uda i skończę ją czytać w ciągu najbliższego tygodnia. 
  • "Teściowe muszą zniknąć" - Alek Rogoziński ( książka na poranki)
Z tą książką mam taki problem, że w sumie całkiem mi się podoba i jest wciągająca, ale mimo wszystko utknęłam na 70 stronie i za kija nie mogę się ruszyć. Zobaczymy, czy do niej wrócę, czy nie. Jeszcze nie wiem. 


Podsumowanie Blogowe

No, to teraz już króciutko o postępach bloga.
Liczba postów: 1
Liczba komentarzy: 3
Liczba wyświetleń: 665

To już wszystko na dziś! Mam nadzieję, że nie zanudziłam was na śmierć. Życzę wam miłego dnia:)

środa, 5 lipca 2017

#72: Łza ( Lauren Kate)- recenzja

Hello ludziki z każdej galaktyki! Mam nadzieję, że wszystko u was w jak najlepszym porządku, bo u mnie wszystko super! Nie mogę uwierzyć, że jeszcze tylko cztery dni do mojego wyjazdu nad morze. Tak strasznie się cieszę!
Czy taką samą radość przyniosło mi czytanie książki, którą dziś zrecenzuję? Tego za chwilę się dowiecie.

Oryginalny tytuł: Teardrop
Autor: Lauren Kate
Tłumacz: Anna Studniarek- Więch
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2013
Liczba stron: 472

Eureka była całkiem zwykłą dziewczyną, aż do tragicznego wypadku, w którym zginęła jej matka. Po rodzicielce w spadku przypada jej tylko kilka rzeczy: list, medalion, tajemniczy kamień i jeszcze bardziej niezrozumiała księga. Dziewczyna zmienia się, nie jest już tą samą osobą, co wcześniej. Choć wszyscy wokół wciąż powtarzają, że płacz może uwolnić ją od wyrzutów sumienia, Eureka wie, że musi dotrzymać obietnicy, którą złożyła mamie. Kobieta od zawsze powtarzała jej, by ta nigdy, przenigdy nie płakała i nastolatka nie ma zamiaru puścić w zapomnienie słów matki. 
Od tego pamiętnego dnia na drodze Eureki wciąż pojawia się enigmatyczny Ander, który zdaje się wiedzieć o niej więcej, niż ona sama. Co ukrywa chłopak? I jaki związek ma to, przed czym ją ostrzega z pamiątkami po utraconej matce? 

Zawiodłam się. Zwyczajnie, po ludzku się zawiodłam. Oczekiwałam sama nie wiem czego, a dostałam kolejnego przeciętniaka. Książka była "fajna", ale bez rewelacji. Nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, momentami była nudna jak flaki z olejem. Zdecydowanie za dużo było w niej wszelakich retrospekcji, dziwacznych wspomnień i ogólnej paplaniny, a za mało konkretnych faktów posuwających akcję do przodu. W ogóle mam wrażenie, że powieść była pisana na szybko, bo według mnie jest niedopracowana. Zamysł autorki był na serio świetny- paranormalny romans, nawiązania do mitologii, tajemnica, która może uratować lub zniszczyć świat. Niestety, wyszło jak wyszło. Dałam się zwieść ładnej, choć kiczowatej okładce i opisowi, który mnie zaciekawił. Liczyłam na coś tak epickiego, że aż wbije mnie w fotel. Że fabuła mnie całkowicie pochłonie, wciągnie, a ja z zapartym tchem będę śledziła poczynania bohaterów i powoli rozwiązywała wraz z nimi zagadkę. W końcu książka porusza tematykę Atlantydy! Przy takim fascynującym temacie miałam nadzieję na coś lepszego. Dostałam w końcu... kompletnie nic nie dostałam. Kiedy czytałam, nie potrafiłam powstrzymać ziewania. Jasne, zdarzały się dobre momenty, ale było ich tak malutko, że znikały, były prawie niedostrzegalne pod stertą słownych śmieci.
Co do postaci, również były nijakie- płaskie, banalne, zwyczajnie okropne. Chyba tylko Eureka nie działała mi na nerwy, bo przez większą część książki wiedziała z tego, co się dzieje tyle samo, co ja, czyli zadziwiająco mało.

,,Ostatnią rzeczą, jakiej spodziewamy się po innych, jest ostatnia rzecz, którą robią, zanim nauczymy się im nie ufać. "

Co do samej tajemnicy, według mnie rozwiązywanie zagadki polega na wywnioskowywaniu jednego faktu z drugiego, łączenie ich w całość i w końcu dochodzenie do prawdy. Wiecie, po nitce do kłębka. No i tu mamy problem. We "Łzie" fakty nie były ze sobą w żaden sposób powiązane. Kolejne z nich autorka wywlekała znikąd, robiła to tak, jak magik wyciąga królika z kapelusza. Nie mam zielonego pojęcia, po co wątek tej cholernej księgi od matki został wprowadzony, skoro nie wnosił on do historii prawie niczego. Myślę, że był on tylko pretekstem do stworzenia wątku miłosnego, który i tak był mdły do bólu.
Naprawdę, nie mam już siły na dalsze krytykowanie tej książki. Był potencjał, ogromny potencjał ale został on zmieniony w kupkę popiołu jeszcze na początku po to, by pod koniec dmuchnąć jego resztkami czytelnikowi prosto w twarz. Wiem, że ta seria ma jeszcze drugą część, ale za żadne skarby po nią nie sięgnę.

OCENA:  4/10



czwartek, 4 czerwca 2015

#23: Wieczni Wygnańcy- recenzja.

Hej! Tak dawno nie wstawiałam na bloga żadnych recenzji! Co się ze mną stało?!  Dzisiaj powracam z książką, która zrobiła na mnie niesamowicie złe wrażenie. Mówię o ,, Wiecznych wygnańcach" amerykańskiej autorki Cynthii Leitich Smith. Powieść ta została wydana w Polsce przez wydawnictwo Amber.

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz sięgnęłam po tą książkę, a było to dobre kilka lat temu, niesamowicie mi się spodobała. Jakieś dwa tygodnie temu, gdy decydowałam o tym, które powieści przeniosą się na jakiś czas   z biblioteki do mojego domu , w ręce znów wpadli mi ,, Wieczni wygnańcy". Wahałam się z podjęciem decyzji, ale w końcu pomyślałam ,, ciekawe, czy czas jakoś wpłynął na moją opinię o tej książce" i postanowiłam zaryzykować. Jak się okazało, czas odwrócił moje odczucia o sto osiemdziesiąt stopni. Ale  o tym później.
 
,, Wieczni wygnańcy" to opowieść o zwykłej dziewczynie Mirandzie i jej aniele stóżu, szaleńczo w niej zakochanym Zachariaszu.  Pewnego wieczoru bohaterka wybiera się ze swoją przyjaciółką na cmentarz, by towarzyszyć jej w spotkaniu z chłopakiem. Niestety, w pewnej chwili potyka się i prawie wpada do otwartego grobu. Spiesząc jej na ratunek, anioł pokazuje się w pełnej chwale, za co zostaje zdegradowany. Chwilowo oślepiona nastolatka wpada w ręce wampira, który postanawia ją przemienić i uczynić wampirzą księżniczką. Zachariasz już jako człowiek dostaje szansę powrotu na dawne stanowisko- musi pokonać władcę ciemności. Postanawia również uratować duszę Mirandy, by móc połączyć się z nią w niebie. Nie spodziewa się jednak, że dziewczyna może nie chcieć być ratowana.

Jeśli według was ta historia nie brzmi głupio , to nie wiem, co czytacie.  Może zacznę od plusów, będzie krócej. Sam pomysł na fabułę nie jest taki zły ( prawie), z dobrym wykonaniem mogłoby wyjść nawet niezłe YA. Początek jest okropny, jednakże im dalej w książkę tym lepiej. Może nie genialnie, ale na pewno lepiej. Po jakiejś dwusetnej stronie fabuła zaczyna nabierać sensu. Nie ważne, że sama powieść ma 294 strony :D Od połowy coś się dzieje, książka zaczyna wciągać. Powieść ta ma coś w sobie takiego, co przyciąga czytelnika. Książka ma kilka w miarę dobrych zwrotów akcji, co tak na dobrą sprawę nie znaczy nic przy ogromnej liczbie minusów, które zaraz wam przedstawię.

Było miło-się skończyło. Pierwsze sto stron to zbitek nie wyciętych przez pierwsze wydawnictwo fragmentów,  przez co fabuła przeskakuje, rozwija się zbyt szybko i niekiedy traci jakikolwiek sens. Autorka chciała( tak myślę) żeby ciągle się coś działo, zapomina jednak o rozwinięciu wątków, charakterystyce postaci zarówno głównych jak i drugoplanowych, a także pełnym opisie wykreowanego świata. Kolejnym minusem jest sama Miranda. Dlaczego na brodę Merlina ta dziewczyna podejmuje tak głupie decyzje?! Jeśli to, co mówi nam o świecie, do którego została przymusowo wciągnięta, jest wszystkim co wie, to jak uległa i bezmózga musi być?! Aż mi serce szybciej z nerwów bije.

Przybliżę wam sytuację, abyście wiedzieli o czym mówię. Spokojnie, ten spojler wcale nim nie jest.
Nastoletnia Miranda zostaje porwana przez tajemniczego mężczyznę i zmieniona w wampira. Ów mężczyzna wyglądający na pięćdziesiąt lat każe jej tytułować się ,, Ojcem", nie wyjaśniając kompletnie nic ( tak wynika z książki). Dziewczyna w mig zapomina o rodzinie i najlepszej przyjaciółce, wierzy we wszystko, co jej powiedziano, czyli praktycznie nic oraz postanawia zostać przykładną wampirzycą. Robi wszystko, co nakazuje jej mężczyzna, tłumacząc się tym oto zdaniem : ,, on jest teraz moim światem". W tym momencie się zatrzymam. Większej dawki głupoty nie zniosę. Czy normalny człowiek w takiej sytuacji zachowałby się tak jak ona? Nie sądzę. 

Zachariasz. Kolejna beznadziejna postać. Powiedzcie mi, który anioł, nawet ten zdegradowany pierwsze co robi będąc człowiekiem to spija się do przytomności, robi sobie tatuaż, itd.? A z resztą, dlaczego anioł stróż myśli przede wszystkim o tym, jak powiedzieć Mirandzie o tym, że ją kocha? Kocha! Nie wiem czemu, ale ta postać kojarzy mi się z Edwardem ze ,, Zmierzchu". Obaj śledzili swoje dziewczyny, obserwowali je jak spały, a gdy zniknęły z ich żyć, zaczęli się zachowywać irracjonalnie. Autorka wypowiedziała się na temat tajemnicy jaka kryje się w tej książce. Ja powiem tyle- żadnej tajemnicy nie było, no chyba, że ta powieść ma ukryte dno. Wątpię. Romans na początku był tylko jednostronnym zainteresowaniem, potem opierał się głównie na pociąganiu seksualnym. Irytują mnie takie romanse- puste i nijakie. Pierwsza połowa książki tak mnie zmęczyła, że do drugiej podeszłam obojętnie. Mało mnie obchodziły perypetie bohaterów. Marzyłam tylko o tym, by szybko skończyć TO, za co się wzięłam.
 
Okładka jest naprawdę ładna, przynajmniej według mnie. Nie ma żadnych ozdobników, a gama barw ogranicza się do czerni, bieli, szarości i czerwieni, ale punktuje u mnie przedstawionym na niej wielkim anielskim skrzydłem.
 
Bezapelacyjnie nie polecam i radzę trzymać się od tego ,, dzieła" z daleka. Wiem na pewno, że już nigdy nie sięgnę po ,, Wiecznych wygnańców" i tym razem radzę mnie posłuchać :)

Ocena: 4/10 ( mam bardzo dobry humor)


 

wtorek, 27 stycznia 2015

#9: Tożsamość Anioła( L.H. Zelman)- recenzja.


Witam,
   Dzisiejsza recenzja będzie nieco krótsza ze względu na to, jak mało mogę o książce ,, Tożsamość anioła" autorstwa Lidii Heleny Zelman powiedzieć.
   Wzięłam się za nią z tych względów, że kiedy ostatnio ją wypożyczyłam, musiałam w krótkim czasie oddać i nie zdążyłam jej przeczytać. Potem pojawiło się kilka niepochlebnych opinii na jej temat, co spowodowało u mnie chwilowe porzucenie marzeń o jej przeczytaniu. Stwierdziłam jednak,  że nie mogę się poddać, więc w  końcu znów do mnie trafiła.
   Andrea jest zwykłą dziewczyną, najlepszą uczennicą na uniwersytecie. Rutyna życia wcale jej nie przeszkadza. Żyłaby nadal swoim życiem gdyby nie dziwne przeczucie, które towarzyszy jej przez cały czas. Dziewczyna musi rozwiązać zagadkę własnej duszy, przezwyciężając strach przed śledzącą ją tajemniczą postacią.  
   Podziwiam bohaterkę za to, jak bardzo oddana jest pomaganiu innym ludziom. Angażuje się w akcje charytatywne, aktywnie działa w schronisku dla zwierząt, pomaga w domu starców. W szkole jest szarą myszką, nie chce się wychylać, jednak w towarzystwie przyjaciół jej zachowanie zmienia się o 180 stopni. Jest ciekawska , wesoła, a także pewna siebie. W książce możemy znaleźć wielu bohaterów epizodycznych, pozytywnych , charakteryzujących się dobrocią i delikatnością , takich jak zabawna współlokatorka głównej bohaterki lub anioł stróż Rafael.
   Niestety, na tym kończą się plusy. Andrea irytuje przekonaniem o własnej nieomylności. Kiedy najprzystojniejszy chłopak w szkole zaczyna się nią interesować , dziewczyna nie może pogodzić się z tym,  że ktoś mógłby uważać ją za atrakcyjną. Nie pozwala na to jej niska samoocena. W głównej bohaterce walczą dwie natury, przez co jej zachowania są różne i czasem zaprzeczają sobie nawzajem. Główny wątek w najważniejszych momentach jest przerywany epizodami z życia osób trzecich, które nie mają żadnego związku z fabułą. Miłosny trójkąt jest ckliwy, naciągany, bezsensowny i niepotrzebny, aczkolwiek fabuła kręci się właśnie wokół niego. Zakończenie książki jest dość niezrozumiałe. Może autorka wyjaśniłaby je w kolejnych częściach, ale nie mam zamiaru ich czytać. Pierwsza część nie zainteresowała mnie tak jakbym tego chciała, nie mówiąc już o tym, że zawiodła moje oczekiwania. 
   Okładka nie jest rewelacyjna, ale taka kolorystyka zawsze zachęca  mnie do przeczytania danej książki. 
Mimo tych wielu, wielu minusów książkę polecam. Pomysł na fabułę był ciekawy, po prostu, porównując go do kwiatu, nie rozwinął się z pąka :(  Mnie książka nie przypadła do gustu, ale komuś z was, drodzy czytelnicy, może się się spodobać.

OCENA:  4/10

  

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...