Wieczni Wygnańcy- recenzja.

Hej! Tak dawno nie wstawiałam na bloga żadnych recenzji! Co się ze mną stało?!  Dzisiaj powracam z książką, która zrobiła na mnie niesamowicie złe wrażenie. Mówię o ,, Wiecznych wygnańcach" amerykańskiej autorki Cynthii Leitich Smith. Powieść ta została wydana w Polsce przez wydawnictwo Amber.

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz sięgnęłam po tą książkę, a było to dobre kilka lat temu, niesamowicie mi się spodobała. Jakieś dwa tygodnie temu, gdy decydowałam o tym, które powieści przeniosą się na jakiś czas   z biblioteki do mojego domu , w ręce znów wpadli mi ,, Wieczni wygnańcy". Wahałam się z podjęciem decyzji, ale w końcu pomyślałam ,, ciekawe, czy czas jakoś wpłynął na moją opinię o tej książce" i postanowiłam zaryzykować. Jak się okazało, czas odwrócił moje odczucia o sto osiemdziesiąt stopni. Ale  o tym później.
 
,, Wieczni wygnańcy" to opowieść o zwykłej dziewczynie Mirandzie i jej aniele stóżu, szaleńczo w niej zakochanym Zachariaszu.  Pewnego wieczoru bohaterka wybiera się ze swoją przyjaciółką na cmentarz, by towarzyszyć jej w spotkaniu z chłopakiem. Niestety, w pewnej chwili potyka się i prawie wpada do otwartego grobu. Spiesząc jej na ratunek, anioł pokazuje się w pełnej chwale, za co zostaje zdegradowany. Chwilowo oślepiona nastolatka wpada w ręce wampira, który postanawia ją przemienić i uczynić wampirzą księżniczką. Zachariasz już jako człowiek dostaje szansę powrotu na dawne stanowisko- musi pokonać władcę ciemności. Postanawia również uratować duszę Mirandy, by móc połączyć się z nią w niebie. Nie spodziewa się jednak, że dziewczyna może nie chcieć być ratowana.

Jeśli według was ta historia nie brzmi głupio , to nie wiem, co czytacie.  Może zacznę od plusów, będzie krócej. Sam pomysł na fabułę nie jest taki zły ( prawie), z dobrym wykonaniem mogłoby wyjść nawet niezłe YA. Początek jest okropny, jednakże im dalej w książkę tym lepiej. Może nie genialnie, ale na pewno lepiej. Po jakiejś dwusetnej stronie fabuła zaczyna nabierać sensu. Nie ważne, że sama powieść ma 294 strony :D Od połowy coś się dzieje, książka zaczyna wciągać. Powieść ta ma coś w sobie takiego, co przyciąga czytelnika. Książka ma kilka w miarę dobrych zwrotów akcji, co tak na dobrą sprawę nie znaczy nic przy ogromnej liczbie minusów, które zaraz wam przedstawię.

Było miło-się skończyło. Pierwsze sto stron to zbitek nie wyciętych przez pierwsze wydawnictwo fragmentów,  przez co fabuła przeskakuje, rozwija się zbyt szybko i niekiedy traci jakikolwiek sens. Autorka chciała( tak myślę) żeby ciągle się coś działo, zapomina jednak o rozwinięciu wątków, charakterystyce postaci zarówno głównych jak i drugoplanowych, a także pełnym opisie wykreowanego świata. Kolejnym minusem jest sama Miranda. Dlaczego na brodę Merlina ta dziewczyna podejmuje tak głupie decyzje?! Jeśli to, co mówi nam o świecie, do którego została przymusowo wciągnięta, jest wszystkim co wie, to jak uległa i bezmózga musi być?! Aż mi serce szybciej z nerwów bije.

Przybliżę wam sytuację, abyście wiedzieli o czym mówię. Spokojnie, ten spojler wcale nim nie jest.
Nastoletnia Miranda zostaje porwana przez tajemniczego mężczyznę i zmieniona w wampira. Ów mężczyzna wyglądający na pięćdziesiąt lat każe jej tytułować się ,, Ojcem", nie wyjaśniając kompletnie nic ( tak wynika z książki). Dziewczyna w mig zapomina o rodzinie i najlepszej przyjaciółce, wierzy we wszystko, co jej powiedziano, czyli praktycznie nic oraz postanawia zostać przykładną wampirzycą. Robi wszystko, co nakazuje jej mężczyzna, tłumacząc się tym oto zdaniem : ,, on jest teraz moim światem". W tym momencie się zatrzymam. Większej dawki głupoty nie zniosę. Czy normalny człowiek w takiej sytuacji zachowałby się tak jak ona? Nie sądzę. 

Zachariasz. Kolejna beznadziejna postać. Powiedzcie mi, który anioł, nawet ten zdegradowany pierwsze co robi będąc człowiekiem to spija się do przytomności, robi sobie tatuaż, itd.? A z resztą, dlaczego anioł stróż myśli przede wszystkim o tym, jak powiedzieć Mirandzie o tym, że ją kocha? Kocha! Nie wiem czemu, ale ta postać kojarzy mi się z Edwardem ze ,, Zmierzchu". Obaj śledzili swoje dziewczyny, obserwowali je jak spały, a gdy zniknęły z ich żyć, zaczęli się zachowywać irracjonalnie. Autorka wypowiedziała się na temat tajemnicy jaka kryje się w tej książce. Ja powiem tyle- żadnej tajemnicy nie było, no chyba, że ta powieść ma ukryte dno. Wątpię. Romans na początku był tylko jednostronnym zainteresowaniem, potem opierał się głównie na pociąganiu seksualnym. Irytują mnie takie romanse- puste i nijakie. Pierwsza połowa książki tak mnie zmęczyła, że do drugiej podeszłam obojętnie. Mało mnie obchodziły perypetie bohaterów. Marzyłam tylko o tym, by szybko skończyć TO, za co się wzięłam.
 
Okładka jest naprawdę ładna, przynajmniej według mnie. Nie ma żadnych ozdobników, a gama barw ogranicza się do czerni, bieli, szarości i czerwieni, ale punktuje u mnie przedstawionym na niej wielkim anielskim skrzydłem.
 
Bezapelacyjnie nie polecam i radzę trzymać się od tego ,, dzieła" z daleka. Wiem na pewno, że już nigdy nie sięgnę po ,, Wiecznych wygnańców" i tym razem radzę mnie posłuchać :)

Ocena: 4/10 ( mam bardzo dobry humor)


 

2 komentarze:

  1. Już sam opis książki wydaje się być beznadziejny. Zniechęciłam się do wampirów i innych takich, po kilku pozycjach pokroju powyższej, dlatego nie sięgnę po 'Wiecznych wygnańców'. c:

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja , nie rób tego. Straciłabyś tylko czas.

      Usuń

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger