#90: " Wampiry z Morganville. Księga 1: Przeklęty Dom. Bal umarłych dziewczyn" ( Rachel Caine)- recenzja


Witajcie! Wiem, że dziś powinna była pojawić się recenzja " Magnusa Chase'a i bogów Asgardu" ale wyjechałam do rodziny na tydzień i zapomniałam zabrać ze sobą notatnika z recenzjami, więc skorzystałam z tego, co już było gotowe.




Pięć lat. Tyle czasu czekała na mnie ta książka, stojąc na półce wśród dziesiątek innych książek o wampirach. To przerażająca ilość czasu, choć wcale mnie nie dziwi. Będąc w gimnazjum miałam obsesję na punkcie kupowania książek. Oczywiście, wypożyczałam je też z biblioteki ale posiadanie książek na stałe za bardzo mnie kusiło. Wydawałam astronomiczne sumy na książki, a większość z nich stoi sobie wciąż na półkach u mnie w pokoju, czekając na swoją kolej, która nie mam pojęcia kiedy nastąpi. W końcu nie mogę ich wszystkich od razu przenieść do Anglii, bo nie miałabym ich nawet gdzie trzymać. W każdym razie, nie wiem, co zdecydowało, że wybrałam akurat „ Wampiry z Morganville” jako powieść na drogę powrotną z Polski do Anglii. Oczywiście, nie skończyłam jej ani w drodze, ani również przez cały styczeń. Troszkę się z nią męczyłam przez mojego kaca książkowego. Starałam się czytać 50 stron dziennie, ale to nic przy pięciuset stronach cegłówki, jaką są „ Wampiry z Morganville”. W końcu udało mi się ją skończyć. Jaka jest moja opinia na jej temat? O tym już za chwilkę.

Oryginalny tytuł: The Morganville Vampires #1: Glass Houses ; #2: The Dead Girls' Dance
Tytuł polski: Wampiry z Morganville. Księga 1: Przeklęty dom. Bal umarłych dziewczyn.
Autor: Rachel Caine
Tłumacz: Edyta Jaczewska
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 508


Claire, choć udaje jej się skończyć liceum w wieku szesnastu lat, według rodziców nie jest wystarczająco dorosła, żeby iść na studia z daleka od domu. Koniec końców trafia do Morganville, miasta równie odpychającego, co uczelnia się w nim znajdująca. Choć Claire jest bystrą dziewczyną, bardzo szybko zachodzi za skórę córce burmistrza, która nie cofa się przed niczym, by zniszczyć wroga raz na zawsze. Posiniaczona nastolatka wyrusza na poszukiwanie nowego mieszkania, z daleka od akademika, w którym króluje Monica i jej świta- dziewczyny, które próbowały ją zabić. Trafia do posiadłości Glassów i choć wydaje jej się, że wśród nowych znajomych i w nowym domu będzie teraz mogła w spokoju kontynuować studia, nie ma pojęcia jak bardzo się myli. Wir wydarzeń wrzuca szesnastolatkę w świat, w który aż ciężko uwierzyć i stawia przed nią problemy, których nikt o zdrowych zmysłach nie wiązałby z uniwersyteckim życiem.
Jak poradzi sobie w sytuacji, gdy cała jej wiedza oparta na nauce zostanie skonfrontowana z rzeczami, których nie da się naukowo wytłumaczyć?

Nie spodziewałam się, że „ Wampiry z Morganville” tak mnie zaskoczą. I to pozytywnie! Z początku nie byłam pewna, czego powinnam oczekiwać. Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów zastanawiałam się, czy książka nie będzie kolejnym paranormalnym romansem opierającym się na tych samych motywach i stereotypach, co setki, jak nie tysiące innych. Szesnastoletnia szara myszka, dwóch przystojnych mężczyzn gotowych skoczyć jej na ratunek i bogata dziewczyna, której marzeniem jest zniszczenie życia głównej bohaterce. Każdy jest w stanie wymienić przynajmniej dwie powieści bazujące na tym schemacie. Czym więc „ Wampiry z Morganville” różnią się od całej reszty?



No cóż, fabuła w pierwszych stu stronach nie powala. Nie jest może tak okropnie nudna, że nie da się tego czytać ale zdecydowanie trzeba troszeczkę poczekać na rozwój akcji. Pierwsze rozdziały skupiają się głównie na przedstawieniu postaci, relacji między nimi oraz samego Morganville i zasad w nim panujących. Zazwyczaj jeśli po stu stronach książka mnie nie wciągnie, to przerywam jej czytanie. Ze względu jednak na to, że „ Wampiry z Morganville” mają 508 stron, dałam sobie kolejne sto stron. Nie pożałowałam decyzji, bo im dalej, tym lepiej. Kolejne rozdziały przynoszą nam bowiem kolejne problemy czyhające na Clair. Miasto rządzone przez wampiry? Da się przeżyć. Nie do końca żywy współlokator? Jasne, czemu nie. Fakt, że w każdym kącie czeka niebezpieczeństwo i śmierć? Ta…. Rodzice odkrywający piwo w lodówce? Koniec świata.
Miliony kłód zwalają się Clair pod nogi, wciągając ją coraz bardziej w mroczny świat wampirzego miasta, tak jak mnie wciągnęło czytanie o zmaganiach głównej bohaterki i jej przyjaciół. Nie potrafiłam się oderwać od książki! A jak ją skończyłam, to od razu zamarzyłam, by chwycić kolejną księgę w moje łapki.

Jak miałam szesnaście lat przedstawianie postaci w moim wieku tak, jak została przedstawiona Clair, wywoływało we mnie poczucie niesprawiedliwości. Oczywiście, nie zdawałam sobie sprawy, że sama zachowywałam się bardzo podobnie. Clair, niezwykle mądra i inteligentna, choć spierałabym się w tej kwestii, potrafiła być również porywcza, rozchwiana emocjonalnie oraz zachwycona każdym przystojniejszym facetem. Boże, jakie to znajome…
Mimo wszystko mnie udało się ją polubić. Może zaważyła odwaga, której Clair nie brakowało, a może głupie oddanie się walce o sprawiedliwość. Czasami miałam ochotę rzucić w nią klapkiem albo krzyknąć, żeby nie zachowywała się tak dziecinnie ale zaraz przypominałam sobie, że tak naprawdę ona wciąż jest dzieckiem. Nie, żebym mówiła, że ja w wieku dwudziestu lat zachowuję się lepiej, bo to byłoby kłamstwo.

" - (...) jeśli chcesz poznać prawdziwą naturę różnych spraw, moja mała, to przychodź do kogoś, kto tę naturę poznał. 
- Ale to tylko punkt widzenia- stwierdziła Claire.- A nie fakty.
- Każdy fakt jest punktem widzenia. "

Michael i Sam to postacie, z którymi myślę ,że mogłabym znaleźć wspólny język. Michael był jednym z głównych bohaterów, więc udało mi się go całkiem dobrze poznać, niestety nie mogę tego samego powiedzieć o Samie. Pojawił się zaledwie na kilku stronach ale wydawał mi się tak ciepłą osobą, że nie potrafiłam go nie polubić. Obaj ci mężczyźni mieli wiele wspólnego ( w sumie nie dziwne, Sam był dziadkiem Michaela- taki mały spojler) i mam nadzieję, że w kolejnych częściach serii będę mogła zobaczyć ich dwóch w tych samych scenach.

Bardzo podobało mi się to, że aż do końca nie wiadomo do końca kto jest czarnym charakterem. U każdej z postaci mocno zarysowane są zarówno pozytywne jak i negatywne cechy, więc ciężko jest zdecydować czytelnikowi, tak samo jak i Claire, po czyjej stronie stanąć. Nie zgadzam się z wieloma wyborami bohaterów, uważam że ten wybór obróci się przeciwko nim ale żeby się tego dowiedzieć, muszę dorwać kolejną część!

Podsumowując, pierwsza księga „ Wampirów z Morganville” bardzo mi się podobała i gdyby nie te pierwsze sto stron dałabym jej ocenę dziesięć. Wróciłam dzięki niej pamięcią do czasów mojego uwielbienia książek o wampirach, które wydaje mi się, że właśnie powróciły. Polecam wam ją i zachęcam do przeczytania. Mam nadzieję, że tym, którzy jeszcze jej nie znają spodoba się tak samo jak mnie, a tych, którzy jej czytanie mają za sobą, zachęcam do wypowiedzenia się na jej temat w komentarzach pod tą recenzją, na moim blogowym Instagramie lub fanpage-u na Facebooku.

Miłego dnia!

OCENA: 9/10




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger