Blogerskie Frustracje, czyli wszystko to, co gdzieś tam we mnie siedziało, a teraz wybuchło z wielkim hukiem!!!

Witajcie! Miałam wstawić dzisiaj kolejne TOP 10, ale postanowiłam porzucić to na rzecz tytułowych blogerskich frustracji, z którymi zmagam się odkąd wróciłam do pisania bloga w 2015 roku. W tym poście wyrzucę z siebie wszystko, co we mnie siedzi, dlatego od razu pragnę uprzedzić i przeprosić za nadmierną ilość słowa " cholerny".
Zacznę może od tego, czym są owe frustracje. Chodzi mi o sprawy, które powodują u mnie nerwicę, głównie dlatego, że ich nie rozumiem.

Pierwszą z nich są komentarze. Serio, czy tylko mnie cholernie irytuje to, że mimo dużej, według mnie, liczby wyświetleń, nie mam pojęcia jak wielu z Was tak naprawdę czyta to, co piszę ? Ja rozumiem, że czasem się nie chce, ja też czytam posty innych osób. Ja rozumiem, że czasem można nie wiedzieć, co napisać. Ja rozumiem, że czasem jeśli post nie wywarł na nas dobrego wrażenia, wolimy go nie skomentować, niż zjechać na oczach wszystkich czytających. JA NAPRAWDĘ TO WSZYSTKO ROZUMIEM!!! Ale wiecie co? Kiedy piszę, mam nadzieję na jakąś, jakąkolwiek reakcję z Waszej strony. I już nie chodzi mi o jakieś skomplikowane komentarze, takie jak " Ten post był głęboki jak patelnia, w której smażę frytki, gdy przychodzą moi kumple" , ale o coś tak prostego jak " Ciekawie/ Nieciekawie piszesz, powinnaś/ absolutnie nie powinnaś dalej pisać ". Powiedzcie mi, czy to naprawdę aż tak trudne? Dla was może to nie ma znaczenia, ale uwierzcie, że dla blogera, który się stara, który wychodzi ze skóry żeby znaleźć czas na pisanie, choć jeden miły, czy też niemiły, ale prawdziwy komentarz jest wart więcej niż ilość wyświetleń.  Bo bez Waszych reakcji wyświetlenia to tylko puste liczby, które równie dobrze sama mogę sobie nabić . No, chyba że tylko ja mam taki system wartości.

Druga sprawa to fenomen booktube'a. Nie wiem, może się mylę, ale z tego co zauważyłam, ludzie o wiele bardziej wolą oglądać niż czytać czyjeś wrażenia po książce, czy filmie. Nigdy tego nie zrozumiem. Przecież zasada jest ta sama- i z tego i z tego człowiek dowiaduje się, czy warto, czy też nie warto coś przeczytać, czy obejrzeć. Vlogi zawsze będą wygrywały z Blogami. Powiem szczerze, że za każdym razem, gdy wchodzę na jakiegoś bloga z miliardem wyświetleń, komentarzy i obserwatorów zastanawiam się czy jeśli by autor owej strony zaczął robić, to co robi, tylko w formie filmowej, jego osiągnięcia wzrosłyby w jakimś stopniu. Wiecie, to nie jest tak, że zazdroszczę takim blogom. Ja podziwiam ich autorów za pracę i czas, który poświęcają na to, by pisać. Dążę do tego, by osiągnąć to, co oni. Zasługują na szacunek, który... nie zawsze dostają. Powiedzcie szczerze, czy zapamiętalibyście pseudonimy, czy nazwiska vlogerów, gdyby nie założyli swoich kont na You Tube? Może niektórych. A co z resztą? Z resztą, która robi dokładnie tyle, co ci bardziej znani. Oni się nie liczą?

Wiecie co, mam to gdzieś. Miałam napisać jeszcze o czymś, ale mam już tego dość. Nie będę się dodatkowo denerwowała. Zanim wyjdę stąd, by wypić czwarty już dziś kubek kawy, chcę was zapewnić, że nie pisałam o tym z chęci zdobycia jakichś cholernych wyświetleń, czy komentarzy. Napisałam to, żeby zobaczyć, czy ktoś myśli tak samo jak ja, czy jestem osamotniona. Napisałam, by wreszcie to wszystko z siebie wyrzucić. Krótka piłka. 
Wybaczcie, jeśli popełniłam jakiś błąd ( ortograficzny również). Wybaczcie również, jeśli kogoś z Was uraziłam. To wszystko przez ...




A teraz przepraszam, ale ...


12 komentarzy:

  1. nieźle napisane. ;) w sumie zgadzam się z Tobą, bo też uważam, że większość komentarzy ma znaczenie (piszę większość, bo jednak te typu "fajny blog, zaobserwuj mnie" jakoś niekoniecznie mają dla mnie dużą wartość) i lubię jak ktoś komentuje moje posty pisząc szczerze co o nich myśli. ;) na szczęście, mam już kilku takich stałych komentatorów, których komentarze czytam z prawdziwą przyjemnością i stosuję się zwykle do ich rad, bo poniekąd też tworzą mojego bloga. ;)
    co do vlogów, to ja osobiście zdecydowanie bardziej wolę czytać niż oglądać, dlatego też nie znam się kompletnie na nich i sama nie zamierzam iść w tym kierunku. czytanie jest dla mnie większą frajdą, nie mam wrażenia, że ktoś mi coś narzuca, jak podczas oglądania. ;)
    trochę się rozpisałam, trochę chaotycznie, ale może będzie to zrozumiałe. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadam się w 100%. Czasem totalnie nie mam ani weny, ani tym bardziej ochoty na pisanie czegokolwiek i nagle, niespodziewanie na blogu pojawia się komentarz (!)... a potem okazje się, że to reklama w spamowniku. Jej. Nic tylko pisać! Zważywszy na to, że magiczne cyferki oznaczające wyświetlenie skoczyły w górę. Tia. Pocieszenie.
    Pozdrawiam cieplutko, albo chłodniutko, patrząc na pogodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, nie ma to jak dawka ironii z rana :D

      Usuń
  3. Nareszcie ktoś napisał dokładnie to co myślę. Nie chcę być hipokrytką, bo ja też nie zawsze pisze komentarze, ale jak najczęściej staram się zostawić po sobie jakiś ślad. Doskonale rozumiem co czuję bloger, gdy post ma np. 200 wyświetleń, a komentarze są dwa. "Ktoś to wogóle czyta? Czy po prostu zdjęcie z recenzji mu się spodobało?" Dodatkowo zauważyła, że książki popularne w danym czasie mają dużo większą liczbę wyświetleń, niż mniej znane pozycje. Z jednej strony to oczywiste, ale z drugiej... Piszę bloga, żeby przekazywać opinię o książkach, polecać te, które szczególnie mi się spodobały, a jaki to ma sens, gdy książka, której dałam 10/10 ma mniej komentarzy, niż ta z piątką? Trudno mi to opisać, ale chcę żeby moja opinia się dla kogoś liczyła, żeby wszedł na mojego bloga dla m n i e, a nie dlatego, że wstawiłam recenzję książki, na którą aktualnie jest szał. Co do BookTube'a nie mam nic do dodania - zgadzam się w całości.

    P.S. Jeśli zaczęłam pisać od rzeczy, weź pod uwagę fakt, że jest pierwsza w nocy, a ja jestem padnięta, ale musiałam to teraz skomentować.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, nie piszesz od rzeczy, jest super :D Miło mi, że się ze mną zgadzasz. Jeśli chodzi o różnicę między nowymi, a starymi książkami - masz całkowitą rację!

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą w 100%!
    Całym sercem doceniam grono tych, którzy regularnie komentują moje posty, bo wiem, że bez ich słów nie odczuwałabym takiej radości z kolejnego posta. A co do Booktuba, to nie potrafię się do niego przełamać, wolę czytać opinie innych ;)
    Pozdrawiam! :)
    myslamipisane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem doskonale o co chodzi z tymi komentarzami, bo mnie samą to denerwuje, ale nie umiem być zła z tego powodu. Lepiej chyba dostać jakiś wartościowy merytorycznie komentarz niż "raczej nie sięgnę" albo "zapraszam do mnie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też fakt, zapomniałam o tym wspomnieć :D Wiesz, ja nie jestem spokojną osobą i bardzo łatwo się denerwuję, dlatego pisząc to tak się nakręciłam, no ale co zrobić. Taki charakter.

      Usuń
  6. Cześć. A ja się z Tobą nie zgodzę. Chociaż sama cierpię (a raczej mój blog) na niedobór zarówno komentarzy jak i wyświetleń... to nie przyszłoby mi do głowy pisać o tym na blogu i to w dodatku w taki sposób. Który jest stanowczo zbyt bezpośredni. Dość niedawno autorka bloga Leon Zabookowiec pisała o jakości recenzji, a raczej ich braku i napisała o tym w sposób kulturalny i uzasadniony. Ty jak dla mnie podeszłaś do tego zdecydowanie zbyt emocjonalnie... Poza tym, jak mnie ubywa obserwatorów, wyświetleń i komentarzy to pierwsze o czym pomyślę jestem JA sama. Zastanawiam się co robię źle, co robię inaczej i myślę nad tym, jak przyciągnąć swoich czytelników. Jak dla mnie taki post może i miałby sens, gdybyś nie zachowywała się jakby wszystko Ci się należało i teraz masz pretensje do całego świata, że masz takich czytelników, a nie innych. Sama na to narzekam, ale taka forma "frustracji" raczej oddali od Ciebie czytelników, a nie ich do Ciebie i Twojego bloga zbliży. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za twój komentarz. Cieszę się, że się ze mną nie zgadzasz, jednak sugerując, że zachowuję się jakby wszystko mi się należało i mam pretensje do całego świata, a także że nie analizuję co robię źle i tylko marudzę, odrobinę przesadzasz. Rozumiem, że mogłaś tak odebrać mój wywód, ale już na początku podkreśliłam, że "W tym poście wyrzucę z siebie wszystko, co we mnie siedzi" .
      Piszę w taki bezpośredni sposób, ponieważ nie jestem z natury spokojną osobą. Wolałam napisać o wszystkim, co mnie denerwuje jeden post, a potem o tym zapomnieć. To wszystko :)

      Usuń
  7. Hej ;) A mi się post podoba, chociaż zgadzam się z nim połowicznie. Podoba mi się, bo jesteś w nim szczera, a to jest coś, co cenię. Nie trawię ludzi, którzy piszą pod publikę. Masz racje, komentarze motywują i nie jest jakimś nadludzkim wysiłkiem skrobnąć kilka słów pod postem, najlepiej innych niż "fajna recka, cho do mnie, też mam fajne recki", albo "obserwacja za obserwacje", bo takie to mnie osobiście tylko irytują. Ja staram się pod każdym postem zostawić kilka linijek od siebie, bo wiem jak mnie cieszy, gdy pod moim postem pojawia się podobny komentarz. Jednak z drugiej strony to, czy masz komentarze zależy od samego postu. On może być najcudowniejszy, genialnie napisany i ogólnie miód, malina i orzeszki, ale jeśli nie nawiążesz w nim więzi z odbiorcą, no to będzie lipa. Żeby były komentarze, to ten kto czyta musi poczuć, że chcesz poznać jego zdanie, a więc wszelkie pytania, zwroty bezpośrednie... to pobudza i wtedy komentarze są, i to wartościowe :P A przynajmniej tak mi się wydaje :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    https://doinnego.blogspot.com/

    PS. Może zamiast kawy meliskę? :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger