Nie poddawaj się ( Rainbow Rowell) - recenzja

Hej! Od razu przejdę do recenzji , bo emocje mnie zaraz rozsadzą jeśli nie napiszę mojej opinii na temat tej książki.

Oryginalny tytuł: Carry On
Autor: Rainbow Rowell
Tłumacz: Małgorzata Hesko- Kołodzińska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Wyd.PL: 2016
Liczba stron: 512

" Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.
Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami." 

opis z lubimyczytac.pl

Zacznijmy może od plusów, gdyż jest ich zdecydowanie mniej. Wątek romansu Baza z Simonem był dość słodki i naprawdę przyjemnie się czytało każdy rozdział z nim związany. Mimo to było tego wątku zdecydowanie za mało!  Niestety, muszę też przyznać, że był on trochę niewiarygodny. Według książki, chłopaki nienawidzili się i walczyli ze sobą już od pierwszej klasy , niekiedy próbując się pozabijać. I nagle , nie wiadomo skąd okazuje się, że obaj byli w sobie zakochani , a uprzykrzając sobie życie, okazywali sobie uczucia. Jak dla mnie, nie brzmi to zbyt wiarygodnie . Oczywiście, rozumiem stwierdzenie "kto się czubi ten się lubi ", ale nie w tym przypadku i nie do tego stopnia! 

 Już od samego początku pokochałam postać Simona, który w wprawdzie był dość niezrozumiałą postacią z drobnymi irytującymi cechami charakteru , ale był też odważny, miły, niewinny jak na kogoś z tendencją do wysadzania wszystkiego za pomocą niekontrolowanej mocy. Baz również był ciekawą osobą. Był wampirem i choć ewidentnie nienawidził swojej egzystencji , nie był tak patetyczny jak większość wampirów w książkach. To był tylko zwykły chłopak, którego można było od razu pokochać ( he he Snowbaz) .

,, - Jesteś cholerną klęską żywiołową, Snow. Nie mógłbyś być gorszym popaprańcem.
Próbuje mnie pocałować, ale tym razem się cofam.
- I tobie się to podoba? 
- Ogromnie- odpowiada.
- Dlaczego?
- Bo do siebie pasujemy. "

Jak widzicie, nawet pisząc o plusach nie udało mi się uniknąć wspominania o minusach . Starałam się napisać o pozytywach, teraz przyszedł czas na dym !
Nigdy w życiu nie zawiodłam się na żadnej książce tak, jak na tej. Jak dobrze wiecie , przeczytałam już dwie inne powieści tej autorki - "Eleonorą i Parkiem " byłam zachwycona , natomiast " Fangirl nie zrobiła na mnie takiego wrażenia , ale wciąż byłam do niej pozytywnie nastawiona, gdyż spędziłam z nią wiele miłych chwil. "Nie poddawaj się" jest prawdopodobnie tą samą historią, którą pisała Cath , główna bohaterka" Fangirl". Tak bardzo chciałam przeczytać jej fanfik, ale w tym momencie....żałuje zmarnowanego czasu. Książka jest tak okropnie nudna i bezsensowna, że to aż boli ! Bohaterowie są płascy, papierowi, denerwujący i jest ich zdecydowanie zbyt wielu. Żaden nie został stworzony dobrze , z żadnym nie da się zaprzyjaźnić, poczuć więzi, większość z nich była mi kompletnie obojętna. Co więcej, miałam nadzieję, że któryś z nich zginie, a już najbardziej chciałam się pozbyć dziewczyny Simona, Agathy. Boże, ta dziewucha była po prostu nie do zniesienia ! Pusta, naiwna, arogancka , a  w dodatku okropna przyjaciółka. To wszystko, co można o niej powiedzieć.

Snowbaz rządzi!!!

,, Dzielenie pokoju z człowiekiem, którego się pragnie, jest jak dzielenie pokoju z szalejącym ogniem. Nieustannie cię przyciąga i nieustannie podchodzisz za blisko. Wiadomo, że nic dobrego z tego nie wyniknie, ale i tak to robisz. A potem... Potem musisz się oparzyć. "

Jeśli chodzi o fabułę, pomysł był dobry tylko wykonanie masakryczne. Autorka chciała w jednej książce poruszyć wiele wątków, próbowała jak najlepiej rozwinąć każdy, a w konsekwencji poplątała je do tego stopnia, że czytając, nie miałam pojęcia, o czym tak naprawdę jest " Nie poddawaj się". Nie miałam pojęcia i nadal nie mam, czy głównym motywem miało być pochodzenie Simona, jego związek z Bazem, wojna między Magiem, a Rodzinami, czy jakieś inne epizodyczne wątki. 
Książka ma ponad pięćset stron. Pięćset stron zmarnowanego papieru. Ponad połowę tego tomiszcza można by było spokojnie usunąć i nic by się nie stało. Można by wyrzucić rozdziały, które zawierają jedynie kontemplacje na tematy kompletnie nie związane z teoretycznie głównym wątkiem i wtedy może książka byłaby chociaż trochę lepsza.

Snowbaz to życie!!!

Podsumowując, nie chcę się denerwować, dlatego nie powiem nic więcej o tej powieści. Jak już mówiłam, straciłam tydzień na czytaniu jej. Jak dla mnie, książka mogłaby zostać wydana jako krótkie opowiadania o Bazie i Simonie. To by wystarczyło. 

Ocena : 6/10 za Snowbaza ( nazwa shipu) i styl pisania Pani Rowell, który mimo wszystko bardzo lubię :]

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka