Ten jeden dzień ( Gayle Forman)- recenzja.

Witajcie! Dzisiaj bez zbędnych wstępów, przejdę od razu do recenzji :)

Oryginalny tytuł: Just one day
Autor: Gayle Forman
Tłumacz: Hanna Pasierska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wyd. PL: 2015
Liczba stron: 384

Życie Allyson zawsze było poukładane, zaplanowane co do sekundy. To się zmienia, gdy podczas wycieczki po Europie poznaje pewnego młodego artystę. Chłopak przedstawia się jako Willem i proponuje dziewczynie jednodniowy wypad do Francji, oczywiście z nim. Ally dość szybko podejmuje decyzję- zgadza się na ten wyjazd. Czy jeden dzień w Paryżu zmieni coś w jej życiu? Przyniesie miłość czy może coś odwrotnego?

Większość książek dla nastolatek to kompletnie bezsensowne, naiwne i odrealnione romansidła. W każdej takiej historii główna bohaterka spotyka pewnego dnia swojego wymarzonego chłopaka, który naturalnie od razu się w niej zakochuje. Nazywa się to miłością od pierwszego wejrzenia. A wiecie jakie jest moje zdanie? Nie ma czegoś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia i ,, Ten jeden dzień" tylko potwierdza moją tezę. W powieści tej dziewczyna poznaje niezwykle przystojnego młodego mężczyznę, który po kilku godzinach znajomości proponuje jej wyjazd do Paryża. Oczywiście, Allyson się zgadza, bo czemu nie. Niestety, okazuje się, że Pan Idealny wcale nie jest taki idealny jak jej się zdawało, ale o tym nie będę pisała, bo jeszcze wam coś zaspojleruję. Z jednej strony chcielibyśmy ( zazwyczaj chciałybyśmy), żeby coś takiego przytrafiło się również nam, ale z drugiej strony, kiedy się dłużej nad tym zastanowić, wyjazd z dzień wcześniej poznanym facetem do obcego kraju bez zawiadomienia kogokolwiek o miejscu swojego pobytu, to czysty idiotyzm i nierozwaga. W książkach taki "men" jest miły, uprzejmy, prawdomówny i etc. , ale w prawdziwym życiu może się on okazać gwałcicielem, mordercą, a nawet porywaczem i członkiem jakiejś bandy zmuszającej kobiety do prostytucji. Nie jestem pesymistką. Taka jest rzeczywistość.
Wracając, prócz tego jednego dnia we Francji, ,,Ten jeden dzień" jest nudny jak flaki z olejem. Przez większość czasu autorka skupia się na dylematach Ally, które są tak niesamowicie głupie i bezsensowne, że to aż boli. Autentycznie, jestem w stanie przysiąc, że podczas czytania coś mnie bolało. Nie wiem, może to była tylko migrena, ale jednak.
   Tak jak pierwsze 200 stron przeczytałam od deski do deski, tak ostatnie kilkanaście stron pobieżnie przeleciałam, by móc wreszcie dotrzeć do zakończenia. Niestety, ono również okazało się jakieś takie nijakie. Było jak tiramisu ze zbyt dużą posypką prawdziwego kakao lub kawy- ni to słodkie, ni to gorzkie, trudno określić prawdziwy smak.
   Tak naprawdę jedyną rzeczą, która przypadła mi do gustu było stworzenie przez autorkę lekcji o sztukach szekspirowskich, na które uczęszczała Allyson, prowadzonych w dość nietypowy sposób. Otóż na każdej lekcji nauczyciel wybierał parę uczniów, którzy mieli za zadanie odegrać daną scenę ze sztuki, którą akurat omawiano. Gdyby tak wyglądały lekcje polskiego, jestem pewna, że pokochałabym dramaty.

,, A jeśli Szekspir się mylił?
   Być albo nie być: oto jest pytanie. To z najsłynniejszego monologu Hamleta, a może i samego Szekspira. W drugiej klasie liceum musiałam wykuć go w całości na blachę i do tej pory pamiętam każde słowo. Wtedy nie zastanawiałam się nad nim głębiej. Chciałam tylko niczego nie pokręcić i zgarnąć piątkę. Co jednak jeśli Szekspir - i Hamlet - zadawali niewłaściwe pytanie? Co jeśli naprawdę brzmi ono nie c z y , ale j a k być? "

Główna bohaterka jest bardzo uległą, ustępliwą osobą. Przekłada to, czego oczekują od niej inni ponad to, czego sama pragnie. Nie irytowałoby mnie to tak bardzo, gdyby przez pół powieści nie wypominała sobie wszystkich momentów, kiedy ustąpiła i znów zrobiła coś, czego w głębi serca nie chciała. Chciałam ją poznać, ale... nie w taki sposób.

W książce występuje bohater o nazwisku D'Angelo, który jest gejem. Gdy pierwszy raz pojawił się na jej kartach, moja reakcja wyglądała mniej więcej tak: Serio Gayle?! Serio?!
Dlaczego zareagowałam tak emocjonalnie? No cóż, jak dobrze wiecie uwielbiam powieści Ricka Riordana i każde najmniejsze skojarzenie z nim i jego twórczością jest dla mnie jak wewnętrzny wybuch fajerwerku. Tym razem to samo nazwisko wywołało we mnie burzę. Jasne, wiem że D'Angelo ( czy rickowe Di Angelo) nie ma praw autorskich i chyba nie może ich mieć, ale mimo to będzie mi się ono już zawsze kojarzyło z synem Hadesa- Nico.
W każdym razie, Dee D'Angelo był postacią, dzięki której przetrwałam wszystkie humory Allyson i jej mentalność na miarę ameby. Był zabawny, miał trafne spostrzeżenia, był wspaniałym przyjacielem ( czego nie można powiedzieć o Ally). Mówiłam już, że miał na nazwisko D'Angelo?
Na temat reszty bohaterów wolę się nie wypowiadać. Byli mi całkowicie obojętni, co więcej uważam, że niektórych można by wyrzucić z tej historii, bo nie wnosili do niej prawie niczego i tylko zaśmiecali strony powieści.

 Co tu dużo mówić ( powiedziała po napisaniu tysiąca słów)- książka ta okropnie mnie nudziła, a mimo to cały czas miałam nadzieję na jakiś rozwój akcji, na coś co mnie zaskoczy w jakiś sposób. Odradzam wam przeczytanie ,, Tego jednego dnia", ponieważ jest on zwykłą, przeciętną, niczym nie wyróżniającą się młodzieżówką i stracicie tylko czas na zaznajamianiu się z nim.

OCENA: 6/10


4 komentarze :

  1. Jakoś nie mogę się przekonać do tego typu książek, ale może to z powodu totalnie odmiennego gustu. Ale. Jak świat by wyglądał, gdyby wszystkim podobało się to samo? Byłoby nudno! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta racja :) Ja staram się czytać wszystko, no może prócz ,,50 twarzy Gray'a", bo do tego się nigdy nie przekonam !

      Usuń
  2. Zastanawiałam się od jakiegoś czasu nad przeczytaniem tej książki i bardzo Ci dziękuję za Twoją recenzję - już wiem, że nie będę marnowała na nią czasu. Z tego co opisałaś, jedyną rzeczą/osobą, dla której mogłabym to przeczytać jest D'Angelo, naprawdę. Ale jaki jest sens czytania, skoro główna bohaterka będzie mnie irytować swoim zachowaniem? Już sam fakt, że podjęła tak okropnie spontaniczną i -nie oszukujmy się- nierozsądną decyzję drażni ;-; A jeśli ma jeszcze co chwila wypominać sobie ile razy zrobiła coś, czego robić nie chciała to ugh. Rozumiem, pani Forman chciała stworzyć postać o dobrym sercu, przedkładającą dobro innych nad swoje własne, jednak takie bohaterki bardzo często potrafią zmęczyć.
    Tak czy inaczej, jeszcze raz dziękuję za tę pomocną recenzje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za tak miły komentarz . Miło , że kierujesz się też moim zdaniem :)

      Usuń

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka