Czarodzieje (Lev Grossman)- recenzja.

Hej! Co tam u moich drogich czytelników? Też macie śnieg za oknem, czy tylko u mnie takie anomalie pogodowe jak śnieg w październiku?
Postanowiłam dziś rano, że wstawię wreszcie tę nieszczęsną recenzję ,, Czarodziei " Lev'a Grossmana. Dlaczego nieszczęsną? Zaraz się dowiecie.

Zanim zacznę opisywać fabułę, chciałabym wspomnieć jak wiele oczekiwałam od tej książki. Nie tylko ze względu na fabułę, ale również na bohaterów, czy też... miałam nadzieję po prostu, że ocena 5/10 na Lubimy Czytać jest bezpodstawna. No niestety, jak się okazało- oczekiwania, a rzeczywistość to dwie różne sprawy.

,, Zabawne, jakie łatwe wszystko się staje, kiedy nic nie ma znaczenia"

Nastoletni Quentin nie jest szczęśliwy z tego jak wygląda jego życie, ale uważa, że wygrywanie wszelkich naukowych konkursów i świadomość niesamowicie wysokiej inteligencji to wszystko, co przygotował dla niego los. Pewnego dnia jednak trafia do dziwnej szkoły - Szkoły Magii jak się później dowiaduje. Rozpoczyna naukę na niezwykle prestiżowej uczelni, po skończeniu której ma nadzieję zostać Czarodziejem.
Znajoma fabuła?

,, Jednym słowem była dokładnie tak irytująca, jak tylko irytujący może być przyjaciel i nadal pozostać przyjacielem, ale Quentin nigdy się z nią nie nudził. Okazała się niezwykle lojalna, a jeśli bywała wstrętna, to tylko dlatego, że miała takie czułe serce- łamało jej się łatwo, kiedy zaś czuła się zraniona, odpowiadała atakiem. Dręczyła wszystkich wokoło, lecz tylko dlatego, że sama była udręczona najbardziej. "

Zaprawdę powiadam Wam, to naprawdę okropna książka. Początek zapowiadał się świetnie, ale potem było już tylko gorzej. Powieść ta jest niczym innym, jak niezwykle głupim i nieudanym połączeniem Harry'ego Pottera i Opowieści z Narnii, równo po połowie. Sama Szkoła Magii nie wyróżnia się kompletnie niczym spośród innych, totalnie zwyczajnych collage'y. No, może tylko tym, że uczą tam używania magii w najbardziej zwykłych czynnościach takich jak wbijanie gwoździ.
Bohaterowie są irytujący, nijacy i mdli mnie na samo ich wspomnienie. Ich myśli zaprzątają takie pytania jak:
Ile alkoholu dam radę wypić? Co zrobić, żeby przelecieć jedną osobę tak, żeby ta druga się o tym nie dowiedziała? Czytelnik ma szansę dowiedzieć się z tej powieści, że bycie czarodziejem jest równoznaczne z nudnym życiem, uzależnieniami i nieudanym przyszłym małżeństwem. I szaleństwem, tak na dokładkę.
Realia przedstawione w książce to nie świat czarów, przyjaźni i walki dobra ze złem jak we wspomnianym wcześniej Harrym Potterze. To czarno- biały świat kompletnie bezsensownych  sytuacji, zachowań, ignorancji, alkoholu i seksu. Dodatkowo, okropny i utrudniający czytanie styl pisania autora.

Podsumowując...
Aż brak mi słów. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo żałuję, że się w ogóle za to COŚ zabrałam. A wiecie co jest najgorsze?

1) Przeczytałam prawie całych ,, Czarodziejów", zostało mi ledwo 80 stron do końca. Biedna ja, cały czas miała nadzieję , że ,, będzie lepiej" .

2) Posiadam drugą część, którą w końcu będę musiała zrecenzować.


WHY?!?!?!?!?!?!?!



Ocena: 5/10 za okładkę



2 komentarze :

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka