Podniebny lot ( R.K. Lilley) - recenzja

Witajcie! Jak się dziś czujecie? Mam nadzieję, że humor dopisuje. Mnie niezbyt, mam już dość wakacji, chcę już wrócić do szkoły! Dziwne, nie? No cóż, tak też bywa.
Przychodzę do Was dziś z recenzją książki pt. " Podniebny lot" autorstwa R.K. Lilley.


Oryginalny tytuł: In Flight
Autor: R.K. Lilley
Tłumacz: Olga Kwiecień
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Helion SA
Wyd.PL: 7 lipca 2016
Liczba stron: 320

Bianca jest wysoką, atrakcyjną blondynką, o chłodnym usposobieniu. Pracuje jako stewardessa w pierwszej klasie amerykańskich linii lotniczych. Jest profesjonalistką, robi co do niej należy, nie pozwala nikomu na jakąkolwiek poufałość w stosunku do niej. Wyjątkiem jest Stephan, również steward, jej przyszywany brat, oraz...James Cavendish, tajemniczy miliarder z pierwszej klasy, jedyna osoba, która jest w stanie w jakiś sposób poruszyć zamknięte na uczucia serce Bianci. Dzięki niemu dziewczyna choć na chwilę może odpocząć od codziennych zmartwień, których wbrew pozorom ma wiele.

Powiem szczerze, że nie oczekiwałam od tej powieści zbyt wiele. Miało to związek z tym, że gdzie bym nie spojrzała, której recenzji bym nie przeczytała, dowiadywałam się, że " Podniebny lot" ma wiele wspólnego z " Pięćdziesięcioma twarzami Grey'a", czyli z powieścią, której po prostu nie znoszę. Dlatego właśnie podeszłam do niego z rezerwą. Jednakże, ku własnemu zdziwieniu, zostałam pozytywnie zaskoczona.

Książka rozwija się dość szybko, jest wciągająca, z łatwością przechodzi się z rozdziału w rozdział. Jedyną belką, która momentami przeszkadza, są bohaterowie i sposób, w jaki zostali wykreowani. Ale o nich za chwilę. Fabuła, według mnie, była niczym połączenie " Girl Online" i niektórych fragmentów " 50 twarzy Grey'a". Sam wątek erotyczny nie był tym głównym, a " mocnych" scen było naprawdę niewiele i powiem szczerze, że myślałam, że będą mi przeszkadzały, ale okazało się, że w zasadzie były mi obojętne.

,,Przez chwilę siedziałam w pełnym zdumienia milczeniu, nie potrafiąc ani wyrazić zgody, ani zaprotestować. Naprawdę tego pragnęłam, mimo że wcześniej nigdy czegoś takiego nie rozważałam. Wiedziałam, że nic takiego nigdy by się nie zdarzyło, gdyby nie to, że pewien miliarder nagle zaczął się obsesyjnie interesować każdym aspektem mojego życia." 

Przechodząc już do postaci, głównych i drugoplanowych, na ich temat mam dużo do powiedzenia. Zacznijmy może od Bianci- głównej bohaterki. Była oddaną przyjaciółką, odważną i w miarę racjonalnie myślącą kobietą, choć czasem irytowała mnie swoim niezdecydowaniem i naiwnością. Na szczęście, zawsze mogła liczyć na pomoc Stephana. Ten chłopak był najciekawszą postacią ze wszystkich i właściwie brakowało mi jego częstszej obecności na kartach " Podniebnego lotu". Był typem takiego starszego brata - geja ( a jakże by inaczej), który niezależnie od sytuacji, będzie robił wszystko, by uszczęśliwić, sprawić przyjemność przyszywanej siostrze/przyjaciółce . W razie przykrej awarii, byłby w stanie spuścić łomot temu, kto sprawiłby przykrość Biance ( tak, SPOJLER ALERT, mówię o Jamesie).  Mam nadzieję, że w drugiej części serii autorka rozwinie jego wątek.
O Panu Cavendishu mogę powiedzieć tylko tyle, że kompletnie go nie rozumiałam i nie rozumiem. Ani jeśli chodzi o charakter, ani o podejmowane działania. Myślę jednak, że to wina niezbyt dobrego wykreowania postaci; przez całą powieść czytelnik niewiele się o nim dowiaduje.
Jedyną osobą, która mnie niesamowicie irytowała była Melissa. Jej zachowanie było godne pożałowania, a o charakterze lepiej nie mówić. Była wredna, podstępna i zadufana w sobie. Uwierzcie, dawno nie natknęłam się w żadnej książce na tak denerwującą postać.

To właściwie tyle na dzisiaj! Podsumowując, powieść jak najbardziej polecam, choć może nie tym, którzy poszukują poważniejszej lektury. "Podniebny lot" nie należy do literatury wysokich lotów  ( ciekawa gra słów ) , ale jest idealny na gorące, letnie dni jako coś, przy czym można odpocząć.

OCENA: 8/10




Za możliwość jej przeczytania dziękuję Wydawnictwu Editio.

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa recenzja. Gdy ta książka wpadnie mi w ręce z ochotą po nią sięgnę.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger