Ktoś taki jak ty ( Sarah Dessen)- recenzja.

Witajcie ludziki! Oto ja, lekko śpiąca, ale jeszcze w miarę żywa. Jeśli macie ochotę posłuchać, co myślę na temat jednej z najgorszych książek, jakie przeczytałam w życiu, zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią mojej recenzji.

Oryginalny tytuł: Someone like you
Autor: Sarah Dessen
Tłumacz: Magdalena Słysz
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Data wydania: 2016
Liczba stron: 255

Streszczenie na okładce to jedno, wielkie, obrzydliwe kłamstwo. Dlatego też ja, jako oszukany czytelnik, powiem wam, o czym tak naprawdę jest ta powieść. 
Chłopak Scarlett ginie w wypadku, a dziewczyna zachodzi w ciążę. No cóż, takie jest życie. Na szczęście, nastolatka ma najlepszą przyjaciółkę, która jest uosobieniem spokoju i odpowiedzialności, i na mur beton pomoże swojej koleżance przejść przez ten trudny dla niej okres. Tak byśmy powiedzieli. I tak mówi streszczenie. Czy tak jest?
Halley postanawia się zbuntować. Przeciw wszystkiemu, od tak. Znajduje sobie chłopaka, którego praktycznie nie zna, rzuca się w wir zabawy i wszystkiego, co przeczy jej wcześniejszemu wizerunkowi. Zaczyna zachowywać się całkiem irracjonalnie, stając się zagrożeniem dla wszystkich wokół jak i samej siebie. Teraz to Scarlett będzie musiała wykazać się nie lada cierpliwością i rozwagą przy ściąganiu przyjaciółki na dobrą drogę. Czy poradzi sobie ze wszystkim, co los zrzucił jej na głowę? I czy postanowi zatrzymać, czy jednak odda maleństwo, które w sobie nosi?

Jak już wiecie, opis sugeruje, że główną bohaterką tej książki będzie Scarlett, co jest nieprawdą. Historia Scarlet jest tylko tłem dla epizodu z życia jej przyjaciółki Halley. Na nieszczęście, bo to właśnie denerwowało mnie najbardziej. Ale zostawmy to, idźmy dalej. Powieść jest interesująca, choć ma w sobie kompletnie bezużyteczne i nudne momenty. Niektóre z nich wywołują obrzydzenie, niektóre frustrację i bezradność, a już zdecydowanie najmniej jest tych wywołujący jakiekolwiek pozytywne emocje.
Omówmy najpierw wątek Scarlett: o samym Michaelu, ojcu dziecka, nie dowiadujemy się zbyt dużo, co najwyżej ile dziewczyn zdążył w sobie rozkochać i podobno jak bardzo kochał Scar. Z informacji podanych czytelnikowi można wywnioskować, że ciąża była wpadką, choć ta sprawa też nie została... zamknięta? Nawet nie wiem, jak to określić. Dostajemy kilka teoretycznych retrospekcji, które mają nam przybliżyć relacje między bohaterami sprzed tego, co dzieje się w książce. Uważam, że jest tego zdecydowanie za mało i pozostawia to pewien niedosyt wiedzy.
Scarlett jest bardzo ciekawą i pozytywną postacią i żałuję, że jej wątek- jej relacji z matką, ciąży i Michaela, został potraktowany tak po macoszemu. Myślę, że gdyby tej postaci było więcej, znacznie więcej, gdyby faktycznie była główną bohaterką, książka zyskałaby, a ja na pewno odebrałabym ją dużo pozytywniej.

,,Są na tym świecie pewne rzeczy, na których się polega. A kiedy znikają ze swojego stałego miejsca, traci się wiarę, grunt pod nogami. "

Halley. Droga, denerwująca Halley. Gwoździu do trumny tej książki. Nie dość, że sama byłaś okropnie irytującą osobą, to jeszcze podejmowane przez ciebie decyzje były nie do zniesienia. Ja jestem w stanie zrozumieć, że chciałaś się wyszaleć, zbuntować przeciwko rodzicom, ale nawet ja wiem, że ryzykowanie utraty przyjaciół na rzecz chłopaka, którego największą aspiracją jest przelecenie każdej możliwej panienki i balowanie, to totalny idiotyzm. Drodzy czytelnicy, jako rówieśniczka Halley mam pełne prawo do wypowiadania się na ten temat.
Wracając jeszcze do " romansu" bohaterki z kolesiem, którego imienia nie zapamiętałam, ba! nawet nie miałam zamiaru zapamiętywać. Powiem szczerze, że był on jedną, wielką ściemą. Halley wpadła jak śliwka w kompot zadurzając się w kimś, kto wiecznie ją okłamywał, wstydził się ją przedstawiać tym " fajnym" znajomym, co więcej prawie kompletnie nie szanował jej uczuć, ani ich związku. Nie rozumiem, jak ona mogła z nim być. W sumie jednak rozumiem. Ta dziewczyna była okropnie naiwna, za wszelką cenę chciała pokazać jaka to ona już nie jest dorosła i niezależna. No cóż, wbrew opisowi na okładce, to Scarlett była tą myślącą, dojrzalszą i grzeczniejszą. Przy niej Halley wypada jako przeciętna gówniara z problemami egzystencjonalnymi i zdecydowanie zbyt dużą ilością wolnego czasu.

Relacją Halley z rodzicami nie będę się już zajmowała, powiem tylko, że jej również kompletnie nie rozumiem. Prawda jest taka, że gdyby nie ciekawość, czy Scarlett poradzi sobie z dzieckiem, za nic w świecie nie skończyłabym tej książki. Ja już nigdy do tego czegoś nie wrócę, a i wam radzę trzymać się od " Kogoś takiego jak ty" z daleka. Jak na razie podziękuję też innym tworom tej autorki. Nie zaryzykuję powtórki z rozrywki i nerwów, które mi towarzyszyły. Koniec, kropka.

OCENA: 5/10


2 komentarze :

  1. Hm. Czytałam trzy pierwsze, wydane lata temu, książki Dessen i byłam nimi zachwycona (a najbardziej chyba "Posłuchaj mnie...". Te, które ukazują się nakładem HarperCollins wciąż są przede mną, ale w życiu bym się nie spodziewała, że komuś aż tak nie spodoba się powieść Dessen :o

    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, czyli jestem wyjątkowa :D Dobrze, że tobie podobały się książki tej autorki. To,że mnie nie ta powieść nie przypadła do gustu nie znaczy, że sama autorka jest beznadziejnym pisarzem. W końcu w recenzji marudzę głównie na fabułę:)
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :)

      Usuń

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka