Geek Girl: Japońska Katastrofa ( Holly Smale)- recenzja

Witajcie ludziki! Jestem chora. I wygrałam pierwsze miejsce w konkursie wokalnym. Wiem, nie tak powinnam zaczynać nową recezję, ale chciałam się pochwalić. Tym drugim, nie tym pierwszym. No dobrze, do rzeczy.

Oryginalny tytuł: Geek Girl. Model Misfit.
Autor: Holly Smale
Tłumacz: Iwona Wasilewska
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2015
Liczba stron: 320

Geek Girl powraca! Tym razem musi zmierzyć się z czymś więcej niż tylko ze szkolnym wrogiem i swoją nieporadnością.
Myśli w głowie Harriet krążą niekontrolowanie, powodując u niej nerwicę. Jej chłopak Nick zniknął, jej rodzina przygotowuje się do przyjęcia kolejnego członka ( na co absolutnie dziewczyna nie jest gotowa), a słynna projektantka zleca jej sesję zdjęciową na drugim końcu świata, bo aż w Japonii. Jak Harriet poradzi sobie z tym wszystkim? I co uda jej się zniszczyć teraz?

Zasadnicza różnica między pierwszą, a drugą częścią to odczucia czytelnika. Wiem, brzmi to dość dziwnie , ale zaraz wam wszystko wyjaśnię. W "Geek Girl: Modelka z przypadku " pech głównej bohaterki i głupie sytuacje, w które się pakowała dostarczały mi mnóstwo radości. Czytając drugą część już się nie śmiałam. Raczej współczułam Harriet. Polubiłam ją i to, że coś jej nie wychodziło już wcale mnie nie bawiło. Jednakże, były też pewne rzeczy, które mnie okropnie denerwowały! Mimo wysokiej inteligencji i zapewne ogromnej wiedzy na wszelkie tematy, Geek Girl była też dobijająco naiwna, dziecinna, nieobliczalna i nieprofesjonalna!
W notatkach miałam zapisane dużo więcej informacji na temat tej książki. Opisywałam w nich całe sytuacje, niechcący spoilerując całą fabułę. Dlatego też nie mogę tej części moich notatek przepisać do recenzji, co mam nadzieję mi wybaczycie.

 ,, Ten, kto orzekł, że świat modelingu jest pełen splendoru, miał chyba nierówno pod sufitem.
   Wszędzie jest krew. Wszędzie! [...] W tej krwi taplają się ryby. Wielkie ryby i małe rybki. A poza tym krewetki, homary, langusty, przegrzebki, małże... Do wyboru, do koloru, pełen przekrój przez morską faunę. Tysiące, a może dziesiątki tysięcy stworzeń ułożone jedne na drugich w rzędach, część w całości, część pocięta na kawałki. Większość z nich pożegnała się już z tym światem, choć są takie, które desperacko próbują przetrwać w tej rybiej rzeźni.
   Jest 4:40 rano, a ja stoję na samym środku czegoś, co wygląda jak Gdzie jest Nemo? w wersji Quentina Tarantino. "

Podsumowując, powieść mimo wszystko była bardzo zabawna i zaskakująca. W szczególności podobało mi się zakończenie, które było po prostu przegenialne ! Oczywiście, było również szalenie przewidywalne, ale to właśnie przewidywalność jest cechą charakteryzującą książki z serii o Geek Girl. Wiecie, kiedy wstawiłam na instagrama zdjęcie " Japońskiej Katastrofy" ktoś stwierdził w komentarzu, że dla niego książka ta była kompletną beznadzieją. Poczułam, że powinnam wyjaśnić dlaczego właściwie tak lubię powieści z tej serii i co skłoniło mnie do postawienia tak wysokiej oceny. Zacytuję teraz to, co wtedy napisałam: " A mnie właśnie jej głupota i przewidywalność najbardziej przypadły do gustu. W momencie, w którym czytałam te książki, cały czas byłam zajęta czymś dość stresującym i potrzebowałam czegoś właśnie na wyluzowanie się, odstresowanie. Z pomocą przyszła mi Geek Girl, którą traktuję odrobinkę sentymentalnie, bo zawdzięczam jej możliwość wytchnienia od codzienności.".

OCENA: 8/10




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka