Mroczne Umysły ( Alexandra Bracken)- recenzja

Hejka ludziki! Tak, jak mówiłam- dziś recenzja pierwszej części " Mrocznych Umysłów" Alexandry Bracken! Jestem w szoku, że wstawiam tę recenzję dopiero teraz, bo książkę skończyłam czytać dwa lata temu, a dokładnie 20 października 2015 roku. Wiem, to dawno. No dobrze, najważniejsze że w ogóle znalazłam moje notatki na jej temat i dzięki temu mogę się z wami podzielić moją opinią.

Oryginalny tytuł: The Darkest Minds
Autor: Alexandra Bracken
Tłumacz: Maria Borzobohata-Sawicka
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2014
Liczba stron: 456

 ,, Mam na imię Ruby.
Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. Jako dziecko zostałam wysłana do obozu ,, rehabilitacyjnego" dla takich jak ja. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. Ukrywam to, żeby przetrwać. "

Już dawno nie trafiłam na książkę taką jak ta- książkę, która wywoła we mnie taką burzę uczuć, roznieci ogień głęboko skryty i wyzwoli we mnie pierwotne, mordercze instynkty ( pierwszy raz miałam ochotę wbić kogoś na pal, przewiesić nad ogniskiem i patrząc jak powoli staje się pieczonym kurczakiem, tańczyć i śpiewać).  Powieść ma niesamowitą fabułę, rozwija się w zastraszającym tempie i ma takie zwroty akcji, że głowa mała! Przeraża swoją brutalnością i tragedią, jaka spotkała ludzkość, którą oczywiście ograniczono do Ameryki. Jasne, przypomina ona odrobinę " Igrzyska Śmierci", ale nie jest ich kopią.

Mocno wczułam się w sytuację bohaterów- kiedy się śmiali, śmiałam się razem z nimi, kiedy się bali, zgrzytałam zębami ze strachu o ich życie, a kiedy walczyli, pragnęłam stanąć z nimi ramię w ramię i zawalczyć o lepsze jutro dla takich jak oni. Chyba nie było postaci ( prócz tej, której imienia nie wymówię, bo się wścieknę), którą chciałabym zamordować. Nie czułam nienawiści do Ligii Dzieci, strażników Psi, czy nawet do samego prezydenta odpowiedzialnego za wsadzanie uzdolnionych dzieci do obozów, w których traktowano je jak robaki, wykorzystywano i na wszelaki sposób gnębiono, pozbawiano możliwości nauki, normalnego rozwoju, dzieciństwa.

,, Wdziałam, jak chłopak odwraca się i coś do niej mówi. [...] Strażniczka puściła ramię nastolatka, wyjęła pistolet z kabury, po czym bez słowa- nie mrugnąwszy nawet okiem- wsadziła sobie lufę do ust i pociągnęła za cyngiel.
Nie wiem, czy to ja krzyknęłam, czy zduszony szloch wydarł się z ust kobiety, która zbyt późno zdała sobie sprawę z tego, co robi. Obraz jej twarzy- opadnięta żuchwa, wybałuszone oczy, zmarszczki na nagle obwisłej skórze- wyrył się w powietrzu jak negatyw i pozostawał tam dłużej niż rozbryzg różowego obłoku krwi i kępki włosów na karoserii autobusu. "

W sumie to momentami odrobinkę irytowała mnie główna bohaterka- Ruby, ale to przez to, że nie mogłam zrozumieć jej postępowania. Dziwiłam się, że robi tak, a nie inaczej i to właśnie mnie denerwowało. Ta dziewczyna była nieprzewidywalna! Wyprowadzała mnie z równowagi, a ja nie mogąc się powstrzymać, wrzeszczałam:
  • Gdzie ty biegniesz?! Nie w tę stronę!
  • Nie tykaj tego guzika! Słyszałaś?! Nie. Tykaj. Guzika! A już na pewno nie wciskaj tego cholernego guzika! 
  • Użyj mocy! Po to masz moc, żeby jej używać, a nie bawić się w ninja! 
Co do pozostałych osób- Liama i Zu uwielbiam, ale to Charlesa kocham nad życie. Był on introwertykiem, uwielbiał czytać książki, rozmawiać o nauce i miał 17 lat. Czyż to nie ideał (dla mnie)? Zanim zdążycie mi to zarzucić, sama o tym powiem. Tak, mam tendencję do zakochiwania się w tych grzecznych postaciach męskich, w typowych geekach i nerdach. Tak już jest, tak już będzie, bułka masłem posmarowana. Finito. 

Dobrze, przyszedł czas na Clancy'ego- bohatera, któremu chciałam zrobić te wszystkie okropności, największego dupka, hipokrytę ukrytego dyktatora wszech-książkowych czasów! Już w pierwszej chwili gdy go poznałam wiedziałam, że coś jest z nim nie tak. Nie wiem, może ja mam wbudowany jakiś radar złych postaci, czy co? W każdym razie, kiedy zrobił to, co zrobił, miałam ochotę gryźć, kopać, wrzeszczeć i pluć jadem. Obudziły się we mnie mordercze instynkty wobec tej szui! Aż korciło mnie, żeby rzucić książką ( czego oczywiście nie zrobiłam).

Podsumowując, jedyny hejt ode mnie leci na zakończenie " Mrocznych Umysłów". Rozerwało mi ono serce na kawałki! Nie wiem, jak autorka mogła tak postąpić! Hejt na autorkę za ten czyn!
Jeśli nie czytaliście tej książki, to dowiecie się o co mi chodzi, jak zapoznacie się z tą pozycją. Jeśli czytaliście... łączę się z wami w bólu.

OCENA: 9/10





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka