Hobbit- recenzja 150 kartek.

   Hej! Tak jak już wspomniałam w tytule postu, zrecenzuję dziś książkę ,,Hobbit" autorstwa Johna Ronalda Reuela Tolkiena, a raczej jej 150 pierwszych stron. Dlaczego tylko tyle? Ponieważ nie potrafię dalej męczyć tej powieści. Czytam ją już dwa tygodnie,a mnie nigdy nie zdarza się przeznaczać na jedną i to w dodatku tak krótką książkę tyle czasu. Dałam sobie spokój z tego względu również, że nachodził mi w myślach film na książkę, a to powodowało w mojej głowie niemały bałagan.

źródło: grafika google
   
  Książka opowiada o przygodach, które Kompania Thorina i Gandalf przeżyli podczas wyprawy, której celem było zabicie Smauga, odebranie mu złota oraz dawnej siedziby krasnoludów.
   
                            

   Mimo wielu opisów, książka nie jest nudna, a zyskuje pomagając czytelnikowi w wyobrażeniu sobie magicznych krain opisanych przez autora. Podoba mi się uznanie Wargów i Orłów jako osobnych ludów, że tak to ujmę, a nie tak jak zostało to przedstawione w filmie, czyli jak najzwyklejszych zwierząt. Mimo, że te 150 stron przyjemnie się czytało, cały czas brakowało mi takiego połączenia z bohaterami. Myślę, że gdyby pewne momenty akcji nie kończyły się tak szybko, mogłabym się bardziej wczuć w całą historię, mając do dyspozycji więcej czasu na rozmyślanie i zapamiętywanie. Sam główny bohater, hobbit Bilbo, czasem mnie irytował, ale im dalej w książkę tym bardziej zaczynałam go lubić. Nie mogę prawidłowo i rozlegle opisać tego, co czułam czytając, ponieważ tak jak już mówiłam, nie byłam w stanie dobrze się wczuć w książkę, a co za tym idzie, nie porwała mnie i nie byłam w stanie dostatecznie się skupić przy czytaniu, co z kolei powodowało ciągłe zapominanie pewnych fragmentów i mus powrotów do poprzednich akapitów, czy nawet stron. Najzabawniejszą sceną, przynajmniej dla mnie, było wpraszanie się krasnoludów na gościnę do Beorna. Chodzi mi oczywiście o moment, w którym to Bombur biegnie krzycząc ,, Jeszcze ja! Jeszcze ja!".  Przypominał mnie za każdym razem, kiedy za późno wychodzę z biblioteki na przerwie i muszę się dostać do klasy po drugiej stronie szkoły :)

   Podsumowując, jest wiele rzeczy, którymi można by się zachwycać, np. fabuła, zastosowanie motywu podróży, zabawni bohaterowie, banan nie schodzący z twarzy podczas czytania... itd. itp. Mimo tego, co napisałam wcześniej, nadal uważam, że jest to wspaniała książka, przez którą nie mogłam przebrnąć tylko i wyłącznie przez własną głupotę. Na pewno kiedyś do niej wrócę, a wtedy oczywiście uzupełnię moją recenzję o kolejne 150 kartek :)
OCENA 1/2 KSIĄŻKI: 6/10 za okładkę, na którą mogę patrzeć godzinami!




4 komentarze:

  1. Musze przyznać Hobbit jest "miłą" książka, ale nie dla mnie. Jakoś nie rozumiem tego szału na Hobbita i Władcę pierścienia. Chociaż filmy uwielbiam, jako książkę toleruję.

    Pozdrawiam :*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Władcy Pierścieni jeszcze nie czytałam ,za to film uwielbiam.
      :)

      Usuń
  2. Niestety nie mój gatunek, ale może kiedyś sięgnę :)
    Zapraszam do mnie na post, tym razem o książkach J.Greena
    http://helloimbooklover.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger