W śnieżną noc- recenzja

   Witajcie. Nim powiem, co myślę o książce ,, W śnieżną noc", chcę was ostrzec, że mój styl może być dziś gorszy niż zazwyczaj!
   Wracając, powieść ta została napisana przez trzech autorów- Johna Greena, Maureen Johnson i Lauren Myracle ,a wydana przez Bukowy Las. Jest dość krótka, liczba stron nie przekracza 350. Przeczytałam ją, a raczej prawie przeczytałam ze względu na Johna Greena, którego pokochałam po przeczytaniu Gwiazd Naszych Wina.

  Książka składa się z trzech świątecznych opowiadań, których fabuła momentami przeplata się ze sobą. Miejscem akcji jest Gracetown, małe miasteczko, które w Wigilię zostaje całkowicie zasypane śniegiem. Jeśli myślicie, że w taką pogodę nikt nie będzie przedzierał się przez śnieg z reklamówką na głowie, albo nie będzie ścigał się o nagrodę w wysokości 14 cheerleaderek, to się grubo mylicie.

Pierwsze opowiadanie niekiedy bawi, ale tak naprawdę przez pierwsze kilka stron  nie wywołuje w czytelniku żadnych uczuć. Główna bohaterka odrobinkę mnie irytowała, ale jej niesamowicie trafne uwagi równoważyły głupie zachowanie. Może się czepiam, ale według mnie lekko przydługawy opis pochodzenia imienia Jubilatka troszkę denerwował. No dobrze, może było to powiązane z późniejszym rozwojem wypadków, ale nie było aż tak ważne, by rozciągać to na dwie strony.  W Jubilatce potrafię dostrzec pewne aspekty mojej osobowości. Myślę, że to właśnie doprowadzało mnie do szału- świadomość własnych niezbyt dobrych cech. Czytając pierwszą historię, naprawdę czułam ten bożonarodzeniowy nastrój i myślę, że właśnie to było jednym z kilku celów autorki. 
Opowiadanie pierwsze rozkręca się dużo szybciej niż drugie, które nawiasem mówiąc jest również od poprzedniego nudniejsze. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, gdy zauważyłam, że John użył w swoim opowiadaniu cytatu, którego treść mogliśmy poznać już w GNW.  Grupka przyjaciół w drugiej historii, jej dialogi i zachowanie, niesamowicie mnie bawiły. Mimo, że drugie opowiadanie jest słabsze, łatwiej mi było wczuć się w jego historię miłosną, ponieważ była bardziej prawdopodobna i realistyczna.   
Trzecie opowiadanie mimo strasznie irytującej bohaterki( tak, jest to kolejna postać, która mnie irytuje) jest przesłodkie, oczywiście w dobrym sensie, ale również pokręcone i przewidywalne do bólu. Czytając, miałam wrażenie, że autorka postanowiła połączyć wszystkie poprzednie historie i podsumować je w swojej. Nieraz miałam ochotę powiedzieć: JAKI TEN ŚWIAT MAŁY!
Opowiadanie to było ciekawe, ale i tak uważam, że pierwsze było o wiele lepsze.
Ta książka to kopalnia świetnych cytatów. Jeden z nich zapamiętałam, tak bardzo odnosi się do mojego życia, a resztę pozaznaczałam pomponikami. 
   

  Okładka jest przepiękna! Jej autor odwalił kawał dobrej roboty po to, by takie okładkowe maniaki jak ja mogły nacieszyć oczy.
   Książkę polecam mimo tych kilku minusików, których nie zauważyłabym, gdybym nie była tak czepliwa. Jest pełna humoru, bohaterów, w których można się zakochać od pierwszego wejrzenia i świetnie zarysowanej fabuły. Tej powieści, tych trzech genialnych opowiadań, które wprowadzają zimowy nastrój nawet wiosną,  nie możecie sobie odpuścić! 
OCENA: 7/10


 

4 komentarze:

  1. Świetna recenzja, czekam na drugą część ♥ Kocham tę książkę.
    Zapraszam do mnie :)
    http://helloimbooklover.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Oceniam ją nieco niżej, ponieważ na mnie bohaterzy nie zrobili wielkiego wrażenia, a sama książka nie wprowadziła ani w zimowy, ani świąteczny nastrój :( Mimo, to miło i szybko się ją czytało, więc opowiadania nie były też złe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy czytelnik ma swoje upodobania książkowe ;)

      Usuń

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger