Magnus Chase i Bogowie Asgardu: Miecz lata (Rick Riordan)- recenzja

Witajcie! Jaka pogoda za oknem? U mnie jesień, mimo że jest kwiecień. No nic, matka natura ma prawo się wyszaleć zanim zaszczyci nas swoją obecnością jej dziwny, kompletnie niesprzyjający alergikom kuzyn Lato. Macie jakieś plany na weekend majowy? Ja w sobotę jadę do Krakowa na trzy dni, także może potem uda mi się wstawić trochę zdjęć. Oczywiście, posty zaplanowane na pewno się pojawią na blogu.
No dobrze, ale z czym do ludzi? A no z jednym z moich ulubionych autorów- Rickiem Riordanem i kolejną książką spod jego pióra.

Oryginalny tytuł: Magnus Chase and the Gods of Asgard. The Sword of Summer.
Autor: Rick Riordan
Tłumacz: Agnieszka Fulińska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data Wydania: 2015
Liczba stron: 520

Magnus Chase od zawsze był problematycznym dzieckiem. Od czasu śmierci matki żyje na ulicach Bostonu, wciąż starając się uciec przed policją i kuratorami. Pewnego dnia jednak przez własną nieuwagę wpada w ręce wuja Randolpha, przed którym ostrzegała go mama. Ten ujawnia chłopcu sekrety jego pochodzenia, w które Magnus z początku nie wierzy... aż do momentu, gdy w walce z gigantem ginie i trafia do Valhalli, swego rodzaju raju dla wojowników. Ale to nie koniec jego problemów. Jak odnajdzie się w tej sytuacji? I o co chodzi z Mieczem Lata, o którym wszyscy mówią? 

Tak jak się spodziewałam, " Miecz Lata" był równie mistrzowsko napisaną, niezwykle ciekawą, wciągającą i wypełnioną po brzegi ironicznym humorem książką, jak te z serii o Olimpijskich Herosach. Jeśli chodzi o fabułę, nie jestem w stanie nic Rickowi zarzucić, bo jego wyobraźnia mnie po prostu powala na łopatki. To, jak niesamowicie potrafi on wykreować na nowo rzeczywistość jest... niesamowite! Każda jego powieść ma swój odmienny charakter i klimat, ale czytelnik jest w stanie od razu zorientować się kto jest autorem, po stylu pisania.

,,Pewna podpowiedź w kwestii przeznaczenia, Magnusie: nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zmienić ogólnego obrazu, nasze wybory mogą zmienić szczegóły. W ten sposób buntujemy się przeciwko losowi, w ten sposób zostawiamy ślad. "

Powieść ta nie zainteresowała mnie tak bardzo jak wcześniejsze serie o Percym Jacksonie i jego przyjaciołach, czy też o rodzeństwie Kane, ale jest to wina tego, że jakoś nigdy nie interesowałam się nordycką mitologią. To też spowodowało, że nie odebrałam tej książki jak powinnam. Choć uważam, że to dobra lektura, to podczas jej czytania nie towarzyszyły mi żadne głębsze emocje. Przez większość czasu to, co działo się z bohaterami było mi zwyczajnie obojętne. Ale to nie tak, że nie obchodzili mnie, bo ich nie lubiłam! Co to, to nie! Polubiłam wszystkich, ale niestety nie potrafiłam wczuć się w ich sytuację. Poza tym żadnego z bohaterów nie pokochałam tak całym sercem, żaden nie zrobił na mnie wrażenia.

Powiem szczerze, że najbardziej bawiło mnie moje nieumiejętne i nieudane zazwyczaj czytanie nazw używanych w tej książkce, jak na przykład Yggdrasil. Okropnie przeszkadzało mi to w czytaniu, bo co chwila musiałam się zatrzymywać, by sprawdzić, czy litery, które odczytałam, to na pewno te, które widzę. Strasznie mnie to denerwowało! Co więcej, w końcu zaczęłam pomijać fragmenty z tymi wyrazami. Pomijałam nawet całe dialogi, w których bohaterowie używali trudnych słów, na których łamałam sobie język.
I wiecie, właściwie niby nic się nie stało, ale mam pewne głupie przyzwyczajenie. Zawsze, gdy w książce pojawia się słowo obcego pochodzenia, którego nie znam, to staram się je przeczytać na głos kilkanaście razy, by je zapamiętać. A potem szpanować jego znajomością.

,, Junior prychnął.
- Chodzi o to, że ten sznur jest jeszcze lepszy! Nazwałem go Andskoti, Przeciwnik. Został utkany z najpotężniejszych paradoksów w dziewięciu światach: z wi-fi bez lagów, szczerości polityka, drukarki, która drukuje, zdrowej żywności przygotowanej na głębokim tłuszczu oraz interesującej książki do gramatyki ! "


Wracając do Magnusa Chase'a, był on dość fajną postacią, dobrze wykreowaną, choć porównując go do innych głównych bohaterów z książek Ricka, to nie dorastał im do pięt. Z jego osobą łączy się sprawa, która nurtuje mnie od dłuższego czasu. Czy kuzynką Magnusa- Annabeth, jest ta sama Annabeth ze świata bogów greckich? Na samym końcu powieści toczy się rozmowa między chłopcem, a nią. Zdanie, które najbardziej zapadło mi w pamięć, a które wypowiedziała dziewczyna, mówiło o tym,  że jej życie jest dziwniejsze od jego. Jeśli Annabeth to TA Annabeth, to znaczy że Rick jest mistrzem łączenia różnych universum, a także że kolejne części tej serii mogą w jakimś stopniu nawiązywać do " Bogów Olimpijskich", albo " Olimpijskich Herosów". To byłoby super ciekawe! Pomijając fakt, że wszystko stałoby się jeszcze bardziej pokomplikowane i pokręcone.

No dobrze, to już koniec na dziś. Przepraszam was za moją recenzję, z której tak naprawdę nie da się wywnioskować, czy książka mi się podobała, czy też nie. Sama tego do końca nie wiem. Wiem jednak, że z chęcią sięgnę po inne części serii o Bogach Asgardu, chociażby tylko po to, by się przekonać, jak to wszystko się zakończy i jak bardzo Rick zaszaleje, gdy przyjdzie mu opisywać Ragnarok- koniec świata w nordyckich wierzeniach.
Teraz żegnam się z wami i życzę wam miłej nocy, albo dobrego dnia :)

OCENA: 7/10


2 komentarze:

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger