Saga Ognia i Wody: Wielki Błękit (Jennifer Donnelly)- recenzja

Siemka ludziki! Ale ten czas leci! Już dziesiąty kwietnia! Dni są coraz dłuższe i co ważniejsze, pełne słońca! Dzisiejszy dzień jest dla mnie dniem bycia niezwykle wesołym ziemniaczkiem! Wygrałam trzecie miejsce w konkursie piosenki niemieckiej i teoretycznie przestałam być singlem. Jeju, czego chcieć więcej. A na dworze taka piękna pogoda...
Dobrze, już skończyłam się rozpływać jak pianka w ognisku. Jedziemy z tą recenzją!

Oryginalny tytuł: Waterfire Saga. Deep Blue.
Autor: Jennifer Donnelly
Tłumacz: Patryk Dobrowolski 
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 2015
Liczba stron: 352

Serafina, córka Isabelli, Królowej Miromary była wychowywana z jednym zamysłem. Pewnego dnia ma stanąć na czele najstarszej cywilizacji świata syren, czego świadomość jest dla niej ciężarem.
W przeddzień ceremonii Dokimi, mającej na celu ustalenie, czy syrena jest godna korony, Serafinę męczy w nocy dziwny sen ostrzegający ją przed powrotem źródła pradawnego zła. Następnego dnia zapomina o koszmarze, ćwiczy śpiew i z entuzjazmem wita swą najlepszą przyjaciółkę Neelę.
Ceremonię Dokimi, stanowiącą olśniewający pokaz potęgi i wielkości królestwa, przerywa dramatyczne wydarzenie: strzała zabójcy przeszywa Isabellę. Królestwo pogrąża się w chaosie i sprawdzają się najmroczniejsze obawy Serafiny. Teraz Serafina i Neela muszą wyruszyć na misję odnalezienia zleceniodawcy morderstwa i muszą zrobić wszystko, by nie dopuścić do wybuchu wojny między krainami. Podróżując, napotkają inne bohaterskie syreny pochodzące z sześciu mórz. Postanawiają połączyć siły nierozerwalną więzią i jako siostry próbują rozwikłać intrygę, która zagraża istnieniu całego podwodnego świata.
opis z Lubimyczytać.pl

Pierwsze, co jestem w stanie powiedzieć o tej książce to to, że oczekiwałam od niej czegoś więcej. Może nie czegoś ogromnego, na pewno nie czegoś wysokich lotów, ale fakt faktem się zawiodłam. Ani sama historia nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia i nie wywołała żadnych głębszych emocji, ani również sami bohaterowie nie różnili się od siebie tak bardzo i nie zapadali w pamięć, włączając w to główną bohaterkę. Większość z nich była mi całkiem obojętna. Może z początku, gdy Serafina przygotowywała się do koronacji, bardziej się z nią uosabiałam. Niestety im dalej w książkę, stwała się ona dla mnie kolejną papierową postacią grającą mi na nerwach.
Wyjątek stanowi dziewczyna z imieniem rozpoczynającym się na literę A. Choć go nie zapamiętałam, pamiętam że była ona niesamowicie podłą i irytująco ironiczną postacią. Odkąd tylko się pojawiła miałam wobec niej podejrzenia, że w jakimś tam stopniu będzie też czarnym charakterem. W prawdzie nie wyszło nic na jaw aż do samego końca, ale ja wiem swoje.

,,Jeśli nie wpuścisz nikogo do swojego serca, owszem, nie zaznasz bólu, ale również miłości. "

Wracając do fabuły, myślę że była ona w jakimś sensie oryginalna. Autorka od samych podstaw buduje świat przedstawiony, opowiadając nie tylko jego teraźniejszą, ale i przeszłą historię. Za to należy jej się wielki plus.
Mimo, że tak jak mówiłam, ta opowieść nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, książkę przyjemnie mi się czytało. Była ciekawa i intrygująca, i na pewno zachwycałabym się nią gdyby nie fakt, że została napisana językiem niezwykle prostym, wręcz banalnym. Przez to " Wielki Błękit" został automatycznie skierowany do młodszych czytelników. To troszkę smutne, bo miałam ogromną nadzieję, że będzie to powieść, która zawładnie moim sercem i którą będę mogła z dumą postawić na półce. Tymczasem kupiłam ją przed jej przeczytaniem i chcę ją sprzedać, bo wiem że już nigdy do niej nie wrócę.

OCENA: 6/10




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Podróże międzyksiążkowe © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka