Dziedzic wojowników ( Cinda Williams Chima)- recenzja

Hej! To znów ja! Oto przynoszę wam recenzję, którą przygotowałam już dwa lata temu, ale ze względu na mój niezwykle opóźniony zapłon, wstawiam ją dziś.

Oryginalny tytuł: The Warrior Hair
Autor: Cinda Williams Chima
Tłumacz: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2012
Liczba stron: 448

Pewnego marcowego dnia Jack Swift, gimnazjalista z niewielkiego miasteczka, zapomina zażyć specyfik, który przyjmuje codziennie od najmłodszych lat. Szereg zdarzeń, który potem następuje, sprowadza na niego śmiertelne niebezpieczeństwo. Kiedy Jack ujawnia długo skrywaną tajemnicę, zaczynają go poszukiwać bezwzględni czarodzieje z rodów Białej i Czerwonej Róży. Jack jest potomkiem wojowników, jednym z ostatnich przedstawicieli ginącego gatunku. Różowcy chcą go wykorzystać do walki w turniejach rozstrzygających o rozdziale władzy między rodami czarodziejów. Dotąd chłopak nie zdawał sobie sprawy, że zawsze otaczali go przedstawiciele Magicznych Gildii: czarodzieje, zaklinacze, wróżbici i guślarze. Wszyscy oni są zdecydowani chronić go przed Różowcami. Z pomocą swojej ciotki, pięknej zaklinaczki, Jack zdobywa umiejętności, które mogą uratować mu życie. Wraz z przyjaciółmi Willem i Fitchem odkopuje na cmentarzu magiczny miecz i walczy z czarodziejami, którzy chcą mu go odebrać. Wreszcie młody wojownik zaczyna pobierać nauki u mrocznego i niebezpiecznego Leandera Hastingsa, czarodzieja o tajemniczej przeszłości.
Jednocześnie przeżywa rozterki miłosne – rozdarty między uczuciem do nowej uczennicy Ellen Stephenson a związkiem ze swoją byłą dziewczyną Leeshą Middleton, która chce go odzyskać.
opis z Lubimy Czytać

" Dziedzic wojowników" nie spełnił moich oczekiwań. Miałam nadzieję na coś dużo lepszego.
Książka była w miarę wciągająca, ale według mnie po prostu za długa. Na dwusetnej stronie byłam już nią zmęczona i chciałam jak najszybciej ją skończyć. Fabuła również była ciekawa, ale niestety w powieści można znaleźć tak wiele znanych motywów i sytuacji, że jest to aż nie do zniesienia! Naprawdę, były momenty, w których nasuwała mi się myśl, że już to gdzieś widziałam. Co więcej, nie chodziło o powtarzalność jedynie motywów. Jeśli chodzi o całe sytuacje, byłam przekonana, że czytałam o nich i to opisanych w dokładnie ten sam sposób! Nie wiem co o tym myśleć, ale jak dla mnie zerżnięcie czegoś z innej książki to zwykły plagiat.
Żeby całkowicie nie skrytykować tej książki już na samym poczatku, to powiem że były również oryginalne fragmenty, ale było ich zdecydowanie mniej. Najbardziej podobał mi się pomysł stworzenia  Gry - turnieju, w którym to uprzednio wybrani przez bogatych sponsorów wojownicy mieliby walczyć na śmierć i życie ku uciesze rządzącej frakcji. Brzmi znajomo?

,,Walczyli, ponieważ kochali ten taniec i ciężar miecza w dłoniach. Zgrzyt metalu, iskry i syk płomieni były niczym muzyka pisana specjalnie dla nich. Walczyli dla chwały, nie dla krwi. Byli Wajdlotami, dziedzicami kamienia wojowników. I zawsze spali najlepiej mając swój miecz przy łóżku."

Bohaterowie nie byli jakoś rewelacyjnie wykreowani. Z żadnym z nich nie poczułam więzi. Żaden mnie też nie irytował, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że wszyscy byli mi kompletnie obojętni. To samo tyczy się głównego bohatera, którego losy przestały mnie interesować zaledwie po pięćdziesięciu stronach.  Czytając tę książkę, czułam się jak bierny obserwator. Niezbyt mnie to wszystko obchodziło. W połowie powieści chciałam, by Jack`owi coś się stało, cokolwiek byle by akcją przesunąć się do ostatecznej rozgrywki. Bez względu na jej wynik, cieszyłabym się, że to już koniec, że nie muszę się dłużej męczyć.
To wszystko dobijało mnie jeszcze bardziej, gdyż cały czas liczyłam, że wydarzy się coś ciekawego. W końcu przyznałam sama przed sobą, że nic się już nie stanie, że autorka niczym mnie już nie zaskoczy, a już na pewno nie posunie się do zabicia głównego bohatera. Coś takiego zamknęło by drzwi do kontynuacji, która jak wiadomo już powstała.
Podsumowując, powieść ta nie była niczym oryginalnym, jeśli nie biorąc pod uwagę niektórych nazw, na których nie raz łamałam sobie język. Na przykład taki Nonwajdlota. Kto to wymówi ?!

Nie jestem w stanie napisać nic więcej. " Dziedzic wojowników" był książką zwyczajnie słabą. I tyle.

OCENA: 6/10



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger