Hopeless (Colleen Hoover) - recenzja

Witajcie! Jak wam mija koniec tygodnia? Przygotowani na poniedziałek? Ja jak najbardziej nie! Ale co z tego! Ważne, że przychodzę do was z nową recenzją, którą powinnam wstawić już tak strasznie dawno! Przepraszam, że tak długo zwlekałam, wstawiając inne posty, ale nie przewidziałam, że nie zdążę przepisać recenzji " Hopeless" do bloggera i musiałam korzystać z tego, co już miałam. No nic, było minęło. Zaczynamy!

Oryginalny tytuł: Hopeless
Autor: Colleen Hoover
Tłumacz: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2014
Liczba stron: 424

Sky nie ma zbyt dobrej reputacji w szkole, do której uczęszcza. Wszyscy mają ją za puszczalską, kogoś kto zmienia chłopaków jak rękawiczki i nie szanuje siebie samej. Nikt jednak nie przypuszcza, co kryje się za takim zachowaniem. Dziewczyna skrywa bowiem sekret o swojej przeszłości, ucieka od niej w taki, a nie inny sposób. I nie obchodzi jej to, co się o niej mówi. 
Pewnego dnia jednak w jej życie wkracza Holder- chłopak z jeszcze gorszą opinią. Z początku oboje nie chcą przyznać się do swoich uczuć. Każde z nich ma swoje demony.
Ale gdy na wierzch wychodzą sprawy sprzed wielu lat, nic już nie będzie takie samo. Życie Sky zostaje obrócone o sto osiemdziesiąt stopni. To, w co wierzyła, okazuje się nieprawdą. 
Kim tak naprawdę jest Sky? Co kryje się pod imieniem Hope? I co wspólnego ma z tym Holder?

Po przeczytaniu zaledwie pięćdziesięciu stron stwierdziłam, że uwielbiam tę książkę. Jest mi niesamowicie trudno pisać o niej w taki sposób, by niczego nie zdradzić.  Bo ta powieść jest przegenialna ! Porusza tematy, które zatrważają i wprawiają w przerażenie. To, co główna bohaterka przeżyła w ciągu swojego siedemnastoletniego życia, nie mieści się w głowie.  Nie potrafię patrzeć na " Hopeless" jak na zwyczajny romans dla młodzieży. Teraz jest ona dla mnie niewyczerpanym źródłem bólu i skutku, którego doświadczyłam wraz z kej bohaterami. Zaraz po jej przeczytaniu myślałam, że nie uśmiechnę się już nigdy więcej. Czułam, jakby coś wewnątrz mnie pękło. Ta książka całkowicie mną poruszyła.

Utożsamiłam się z główną bohaterką. Jej charakter i przemyślenia były podobne do moich. Bardzo mnie przypominała, oczywiście pomijając fakt, że ja nie udostępniam swojego ciała całkowicie randomowym chłopakom, którzy mnie nie obchodzą i do których nic nie czuję.
Z początku romans między Sky, a Holderem w ogóle mi się nie podobał; te spojrzenia rzucane ukradkiem, czy powtarzanie przez dziewczynę jak bardzo Holder jej się podoba, doprowadzały mnie do szału. Kiedy jednak coraz bardziej zagłębiałam się w książkę, ze strony na stronę robiło się coraz lepiej, a gdy dotarłam do tej z numerem 95.. no cóż, w życiu mój aparat na zęby nie był lepiej widoczny. Ta książka " zryła" mi mózg. Myślałam, że będzie ona jednym z wielu romansów, które prócz nadmiaru słodkości niewiele do mojego życia wnoszą. Nie mogłam się bardziej mylić. Fakt, głównym wątkiem jest romas, ale tło na jakim się rozgrywa jest przerażające. Przez większość książki miałam uśmiech na ustach, aż to momentu od którego chciało mi się płakać, a z ust wyrywało mi się " O mój Boże!" .

,, Jedną z rzeczy, z które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. [...] Niezależnie od tego, co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech. "

Co do pozostałych postaci - Six i Brackena pokochałam już od pierwszych kart, na których się pojawili. Tak naprawdę to dzięki nim książka nie była jedną wielką otchłanią rozpaczy. To zabawne sytuacje i dialogi z ich udziałem rozluźniają odrobinę atmosferę.
Jedyną postacią, która mnie momentami denerwowała, był Dean Holder. Jego zachowanie strasznie mnie bawiło, samo jego pojawianie się wywoływało u mnie niekontrolowane napady śmiechu. Dlaczego? Ponieważ kojarzył mi się ze znanym z sagi Zmierzch Edwardem Cullenem . Przykładowo, gdy tylko główna bohaterka poruszała jakiś temat związany z życiem chłopaka, ten stawał się bardzo tajemniczy, strzelał focha i odchodził, od tak kończąc rozmowę. Brzmi znajomo?

Wiele osób, których wypowiedzi możemy znaleźć na okładce tej powieści, twierdzili że mówi ona o tym, że nawet w najgorszych chwilach można znaleźć nadzieję. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale ja widzę to odrobinę inaczej. Według mnie chodzi o to, by przez te wszystkie życiowe tragedie nie przechodzić samotnie. Sky znalazła Holdera, który tylko przebywając z nią odsuwał od niej złe myśli, był jej pocieszeniem. I odwrotnie - Sky była dla Holdera tym rozgwieżdżonym niebiem, w które uwielbiał się wpatrywać, będącym jego osobistymi miejscem rozmyślań i ucieczką od trosk. Oto właśnie meritum moich rozmyślań na ten temat. Nie ważne jak wielki żal w sobie nosisz, jaka tragedia cię spotkała. Jeśli masz kogoś, kto będzie dla ciebie podporą,  komu ufasz, pokonasz wszelkie przeszkody. Wspólnie z tą osobą.

,, Niesamowite co może zrobić twojemu sercu brzmienie głosu, za którym tak się tęskniło. "

Oczywiście, muszę też wymienić to, co mi się nie podobało. Niestety, książka ta nie uniknęła wad. Pierwsza z nich to taki mały szczegół, na który ciężko nie zwrócić uwagi. Przepraszam za określenie, ale prezerwatywy pojawiały się w tej powieści znikąd. Wyrastały za Holderem jak kwiatki za jakąś wróżką- jeden krok, jeden kwiatek. Autentycznie było to strasznie irytujące! 
Druga rzecz to fakt, że główna bohaterka leczyła ból z dzieciństwa poprzez uprawianie seksu z Holderem. Nie mogę napisać nic więcej na ten temat, ale według mnie niszczy to odbiór książki. Żadna osoba, która przeszła to, co Sky, nie będzie tak chętna do pójścia z kimś do łóżka. To by się jeszcze bardziej odbiło na jej psychice! 

Podsumowując, jeśli jesteście w stanie przeboleć te wady, które wymieniłam, to jak najbardziej zachęcam Was do przeczytania tej książki. 

Ocena: 9/10


16 komentarzy:

  1. Mam swoją listę autorów, których książek kijem nie tknę i Coleen Hoover jest moim numerem jeden, zdecydowanie podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha rozumiem cię :) Każdy ma swój gust ;)

      Usuń
  2. Akurat ta książka ma wielu zwolenników, jak i przeciwników. I właśnie ja, jestem w tych drugich. Bardzo mi się ta historia nie podobała, a ponownie do Hoover przekonałam się po "Pułapce uczuć"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, chyba muszę sięgnąć po tę książkę, skoro jest lepsza od " Hopeless " :-)

      Usuń
  3. Jestem nieliczną, która tę książkę kocha, również przez sentyment. To była jedna z pierwszych pozycji NA, jakie miałam na swojej półce. Zdania są podzielone, nawiązując do wypowiedzi Victorii, np mnie Pułapka uczuć nie oczarowała i to jedna z najgorszych powieści Hoover. Trzeba samemu przeczytać, żeby się wypowiedzieć. Pozdrawiam
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku już myślałam , że będę jedyną, która kocha " Hopeless " :-)

      Usuń
  4. 50 stron wystarczyło, żeby już uwielbiać tę książkę? A ja się kiedyś nad nią tak zastanawiałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz sama zobaczyć , czy ci się ta książka będzie podobała :-)
      Jak już mówiłam , ja ją uwielbiam !

      Usuń
  5. Książka czeka na półce na swoją kolej, ale mam co do niej duże nadzieje, bo November 9 tej autorki niezwykle mi się podobało. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że " Hopeless " spodoba ci się tak bardzo jak mnie :-)

      Usuń
  6. Mi Hopeless naprawdę się podobała. To jedna z moich ulubionych książek Hoover. Niedawno autorka napisała, że swoją nową książką „Without Merit”, chce wrócić właśnie do klimatów Hopeless. Pisałam o tym: tutaj: NOWA KSIĄŻKA COLLEEN HOOVER I POLSKA PREMIERA “IT ENDS WITH US”.
    Daj znać, czy podoba Ci się ten pomysł Colleen?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku nie wiedziałam o tym! Dzięki bardzo za uświadomienie! Już lecę zobaczyć twój wpis na ten temat!
      Dziękuję za komentarz. Miło, że ktoś podziela moje zdanie na temat tej książki :)

      Usuń
  7. Zdecydowanie. :) Uwielbiam Hopeless i Ugly Love. To moje ulubione od Hoover. A i Slammed bardzo mi się podobało. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slammed jeszcze nie czytałam ale może uda mi się to zrobić w najblższym czasie. Jakimś cudem :D

      Usuń
  8. Rzeczywiście książka warta jest uwagi. Teraz, gdy przeczytałam inną powieść pani Hoover, doceniam "Hopeless" jeszcze bardziej, ponieważ jest naprawdę dobrym kawałkiem młodzieżowej literatury. Fajna recenzja. ;)

    Pozdrawiam ♥
    pokulturzony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, co napisałaś :)
      Dziękuję za miły komentarz :)

      Usuń

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger