Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecięca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2020

#104: Przeklęte drzewo (Allison Rushby) - recenzja

Witajcie ludziki! Tak, wiem że znowu mnie długo nie było ale miałam swoje powody. Teraz wracam i jeju jak ja się cieszę, że wróciła mi też wena do czytania! Kończę jedną książkę za drugą i ciężko jest mi przestać i zająć się innymi rzeczami. Tęskniłam za czytaniem. 
Kolejną powieścią, którą przeczytałam w czerwcu jest "Przeklęte drzewo" i to właśnie o niej wam dziś opowiem. 

Tytuł oryginalny: The Mullberry Tree 
Autor: Allison Rushby 
Tłumacz: Marta Mortka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 300

Prawie jedenastoletnia Immy przeprowadza się wraz z rodzicami do małej angielskiej miejscowości, by zacząć nowe życie. Zaproponowane im zostaje kilka propozycji do wynajęcia, ale rodzina decyduje się zamieszkać w Lawendowym Domu- choć pięknym, to tajemniczym domku z dużym ogrodem i wielkim, starym drzewem, którego, jak nasi bohaterowie się dowiedzą, boi się cała wieś. Ludzie powiadają, że drzewo to porwało już dwie dziewczynki, obie w noc przed ich jedenastymi urodzinami. Choć rodzina z początku w to nie wierzy, Imogen zaczyna słyszeć piosenkę dochodzącą znikąd, a to prowadzi ją do rozpoczęcia śledztwa w sprawie starej morwy i zaginionych dziewczynek. Jaką tajemnicę odkryje? Czy drzewo faktycznie jest magiczne? 

Ze względu na to, że książka jest krótka, a ja nie chcę zdradzać za wiele, ta recenzja będzie tylko kilkuzdaniowa. Książka napisana jest prostym językiem ale mimo to dzięki ciekawej i wciągającej historii bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Z początku nie wiedziałam czego oczekiwać ale byłam pozytywnie nastawiona do tej lektury. Będąc szczerą, nie spodziewałam się, że książka dla dzieci będzie na tyle mroczna i tak klimatyczna. Historia starej morwy zainteresowała mnie i z wielką ciekawością czytałam kolejne rozdziały, wraz z główną bohaterką rozwiązując wieloletnią zagadkę zniknięcia trzech dziewczynek. Uważam że jest to powieść zdecydowanie warta przeczytania ze względu na to, że nie jest nudna, ma ciekawych bohaterów i zaskakująco fabułę. Polecam. 

OCENA : 9/10



środa, 10 czerwca 2020

#103: Zatopiony świat (Tom Huddleston) - recenzja

Hej ludziki! Ostatnimi czasy czytam książki w szaleńczym tempie i nie wyrabiam się z pisaniem ich recenzji. Na szczęście, zmobilizowałam się wczoraj i dzięki temu mogę wam przedstawić recenzję powieści "Zatopiony świat". 

Tytuł oryginalny: FloodWorld
Autor: Tom Huddleston
Tłumacz: Elżbieta Janota
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 304

Kara i Joe to dwójka młodych mieszkańców Londynu, ale nie takiego znanego nam z pocztówek, zdjęć, czy jak w moim przypadku, spacerów jego uliczkami. Ten Londyn znajduje się w dużej części pod wodą, a wokół tego, co jeszcze stoi, widać tylko ocean. Przerażająca wizja, nie? Kara i Joe mieszkają w tej biedniejszej części miasta. Ledwo starczy im na jedzenie, więc tak jak wiele innych dzieci pracują dla ludzi wydobywających rzeczy ze starych budynków, nurkując po to, co jeszcze nie zostało wydobyte z wody. Pewnego dnia ich świat kompletnie się jednak zmieni, kiedy to jeden z tak zwanych Wodniaków, terrorystów, ludzi morza, ocali Joe'mu życie, wplątując go i Karę w ogromne tarapaty. W pościg za nimi ruszają najniebezpieczniejsi ludzie, jakich mogli spotkać na swojej drodze. Czy uda im się uciec? Czy dowiedzą się, co kryje się za mapą daną Joemu przez Wodniaka? Jaki los czeka dzieci? 

"Zatopiony świat" to naprawdę świetna, wciągająca i trzymająca w napięciu książka. Oceniając po przepięknie zaprojektowanej okładce wiedziałam, że szykuje się niezły kąsek ale jeszcze nie podejrzewałam wtedy, jak bardzo powieść skierowana do dzieci i młodszych nastolatów mi się spodoba. Historia Kary i Joego rozgrywa się w zalanym wodą Londynie, który już od pierwszych stron jest bardzo dobrze opisany, umożliwiając czytelnikowi wyobrażenie sobie zgliszczy i tego, co zostało z dawnego Londynu. Właściwie, to tylko jego części, bo Wrakowisko- dom głównych bohaterów, jest oddzielone murem od centralnego Londynu, a w szczególności Parlamentu. Nikt jednak nie wie, jak jest za murem, bo mieszkają tam tylko najbogatsi i ci posiadający obywatelstwo, a mało kto je ma. Jest to jedna z tajemnic, które jako czytelnicy będziemy odkrywać wraz z Karą i Joe. 

"- Wiesz, nadal nie rozumiem, dlaczego to zrobiłaś Karo. Ci ludzie z Miasta nic dla ciebie nie znaczyli. Uczynili twoje życie piekłem, a ty po prostu im przebaczyłaś. 
- Zrobiłam to dla mieszkańców Wrakowiska- wyjaśniła. - Żeby udowodnić, że nie wszyscy jesteśmy potworami jak ty, niezależnie od tego, jaką krzywdę nam wyrządzili. 
(...)się roześmiał(...)
- Każdy jest potworem. Tylko nie każdy daje to po sobie poznać. "

Z początku nie byłam przekonana do tej powieści. Ot, kolejna książka o biednych dzieciakach, które w złym świecie mają tylko siebie i muszą jakoś sobie radzić. Po części miałam rację, bo autor kładzie duży nacisk na relację między dwójką głównych postaci. Obserwujemy, jak z ludzi, którzy muszą się trzymać razem, żeby przeżyć, zmieniają się i pokazują swoje prawdziwe uczucia wobec siebie. Kara, choć miałam co do niej mieszane uczucia, okazuje się waleczną kobietą i opiekuńczą starszą siostrą wobec Joe, który także wyrasta na przestrzeni tych kilku rozdziałów na odważnego i pomysłowego chłopca, który nie boi się zaryzykować. Reszta bohaterów również jest bardzo dobrze napisana. Każdy z nich ma dwie strony, nikt nie jest całkowicie zły lub całkowicie dobry. Od początku do końca nie wiadomo do końca, komu ufać, a kogo się bać i od kogo uciekać w popłochu. Wraz z Karą i Joe odkrywamy, że nie wszystko jest takie, jakie się może wydawać, a to, co jest nam wmawiane przez media i rząd nie do końca musi być prawdą. Uważam, że jest to świetne przesłanie dla młodszych czytelników, by zawsze kwestionowali prawdziwość pewnych teorii i stwierdzeń i nie bali się samodzielnie myśleć i oceniać ludzi. 

Uważam, że jedynym minusem tej książki jest to, że miałam nadzieję na więcej opisów świata po katastrofie, albo chociaż samego Londynu po powodzi. Choć moje oczekiwania nie zostały w pełni spełnione, dostałam w zamian krótką wzmiankę o mieście, w którym mieszkałam przed przeprowadzką do Londynu, co mnie strasznie podjarało. Poza tym, wszystkie niedociągnięcia rekompensuje wartka akcja i morskie potyczki, a także sama wizja autora o tym, jak wyglądałaby ta część świata po katakliźmie. Bardzo chętnie wezmę się za kolejny tom tej serii, a wam polecam pierw przeczytanie " Zatopionego świata". Obiecuję wam, nie zawiedziecie się. 

OCENA: 8/10

                                            

piątek, 10 kwietnia 2020

#97: Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. Złodziej pioruna ( Rick Riordan) - recenzja

Hej ludziki! Piękna pogoda na dworze, słoneczko grzeje, aż chce się pisać, czytać, śpiewać, tańczyć i podbijać świat. No, z tym ostatnim to przesadziłam. Jedyny świat jaki będę podbijać to mój ogródkowy universe. Ale zanim znów wyłożę się na dworze niczym zwłoki ze słuchowiska " Chaos", podzielę się z wami moimi odczuciami po ponownym przeczytaniu książki " Złodziej Pioruna".

Oryginalny tytuł: Percy Jackson. The lightning thief. 
Autor: Rick Riordan
Tłumacz: -
Wydawnictwo: Puffin(UK)/ Galeria Książki (PL)
Rok wydania: 2013(UK)
Liczba stron: 388

Percy'emu wydaje się, że jest dzieckiem dziwnym, głupim, z ADHD i takim, które wiecznie powoduje kłopoty. Tak jest oceniany przez większość ludzi. Czego Percy się nie domyśla, to że nie jest on zwykłym dwunastolatkiem. Już niedługo jego świat wywróci się do góry nogami, kiedy chłopiec trafi do Obozu Pół- Krwi i dowie się, że greccy bogowie istnieją i mają dzieci- pół bogów. A on, Percy Jackson, jest jednym z nich. 

Seria o Percym Jacksonie była jedną z tych, które rozpoczęły moją przygodę z czytaniem. Tak jak setkom, jak nie tysiącom innych dzieci, Percy pomógł mi przetrwać moje, żeby nie skłamać, niezbyt przyjemne szkolne lata. Zrozumiałam dzięki niemu i jego przygodom, że bycie innym wcale nie równa się z byciem gorszym. Przez wiele lat miałam obsesję na punkcie książek Ricka Riordana. Dorastałam wraz z bohaterami, przeżywałam ich wzloty i upadki, cieszyłam się gdy wszystko szło po ich myśli i smuciłam się, gdy ... oj, dużo było momentów, gdy ryczałam jak bóbr. Uwielbiałam te książki i dlatego właśnie, po siedmiu latach od przeczytania "Ostatniego Olimpijczyka"- piątego i ostatniego tomu serii, wracam do świata Percy'ego Jacksona, Annabeth Chase, Obozu Pół-Krwi i greckich bogów.

Tym razem jednak moje odczucia odrobinę się zmieniły. Ponownie przemknęłam przez pierwszy tom, ciesząc się jak małe dziecko. Z sentymentem wspominałam moje podstawówkowe lata, zamieniając się na chwilę w jedenastoletnią mnie. Choć tym razem nie czekałam z zapartym tchem na to, co się stanie, to towarzyszenie Percy'emu, Annabeth i Groverowi wciąż dawało mi mnóstwo radości. Przyznam jednak, że czytanie tej powieści po raz drugi było złą decyzją. Humor już mnie tak nie bawił, znajoma fabuła nie dawała takich emocji, jak kiedyś, a mnie ciężko było się wczuć w klimat książki. Nie jestem już zagubioną jedenastolatką, szukającą pocieszenia wśród innych odmieńców. Jestem dwudziestolatką, która zna swoją wartość i nie potrzebuje bycia półbogiem, by czuć się dobrze z samą sobą. Dorosłam jako czytelnik i jako kobieta, a sentyment który pozostał, związany jest z małą dziewczynką i jej problemami, które już mnie nie dotyczą. Dlatego właśnie, mimo dobrych chęci i wielkich oczekiwań, nie byłam w stanie w taki sam sposób odebrać tej historii, jak te dziewięć lat temu.

" The real world is where the monsters are. That's where you learn whether you're any good or not"

Jest chyba tak, że pewne książki zostają z nami na dłużej ale tylko ze względu na wspomnienia, jakie się z nimi łączą. Wciąż kocham Percy'ego Jacksona, wciąż kocham Ricka Riordana i jego twórczość ale wydaje mi się, że sięganie po kolejne powieści, które uwielbiałam za dziecka i jako nastolatka nie ma żadnego sensu i tylko zniszczy sentyment, który niczym niewidzialna wstążka łączy mnie z lat szkolnych i teraźniejszą mnie. Nie chcę tej wstążki przecinać i niszczyć wspomnień, które może właśnie tym powinny zostać. Wspomnieniami.

Ja tę książkę czytałam po angielsku i muszę podkreślić, że jeśli jesteście zainteresowani nauką angielskiego poprzez czytanie, ta powieść będzie dobrym wyborem na start. Język jest przystępny dla każdego, a myślę, że i ci którzy dopiero zaczynają przygodę z językiem angielskim dadzą sobie radę.

OCENA: 8/10



czwartek, 11 czerwca 2015

#24: Szkoła Strachu: Jeszcze nie koniec lekcji!- recenzja

Hej! Drodzy czytelnicy, poznacie dzisiaj moją opinię na temat książki ,, Szkoła strachu: Jeszcze nie koniec lekcji". Pierwszy egzemplarz pojawił się na polskim rynku dobre trzy lata temu, wydany przez wydawnictwo W.A.B. Dlaczego więc wzięłam się za tę powieść dopiero teraz? No cóż, jakoś nie mogłam dostrzec jej pośród setek innych książek w miejskiej bibliotece. Gdy wreszcie do mnie trafiła zaczęłam się zastanawiać, z jakiej przyczyny rozpoczęłam jej czytanie. Po krótkich przemyśleniach stwierdziłam, że powodem jest jej przynależność do gatunku literackiego, którego nie czytam zbyt często. Chodzi mi głównie o powieści skierowane do młodszych czytelników, mniej więcej w wieku do dziesięciu lat.

Akcja rozpoczyna się w momencie przyjazdu czwórki głównych bohaterów- Lulu, Madeleine, Theo i Garrisona do Szkoły Strachu, czyli miejsca, w którym pod przewodnictwem Pani Wellington będą mogli zmierzyć się ze swoimi obsesjami i pozbyć się ich na zawsze. Niestety, w szkole pojawia się nowa uczennica- Hyacyntha. Dziewczynka zaczyna sprawiać naszym bohaterom nie małe problemy. W międzyczasie tajemniczy złodziej kradnie kilka starych peruk należących do Wellington, zostawiając po sobie tylko liścik pełen gróźb i stawianych warunków. Starsza pani postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Wraz z uczniami, psem i służącym porzuca willę i rusza na spotkanie z włamywaczem uzbrojona w zestaw do makijażu, tiulową spódniczkę i piątkę dzieci na tylnych siedzeniach.


Niesamowicie zabawna powieść rządząca się totalnym absurdem. Każdy rozdział rozpoczyna się naukową nazwą fobii i jej wyjaśnieniem. Miałam wrażenie, że już to gdzieś widziałam. Dopiero potem, robiąc porządki w książkach znalazłam poszukiwane przeze mnie tomiszcze, noszące tytuł ,, Pragnienie". Uważam, że taki zabieg jest naprawdę fajnym pomysłem. Może niezbyt oryginalnym, jak się okazało, ale ciekawym i przykuwającym wzrok. Książka ma prostą fabułę, choć może się zdawać, iż posiada ona wiele wątków. Pisana jest bardzo prostym językiem.Z początku myślałam, że najbardziej irytującą postacią będzie Theo ze względu na przemądrzałość, jednak gdy pojawiła się Hyacyntha, zmieniłam zdanie. Ta dziewczynka to istny diabeł! Wciąż coś komentowała i to w bardzo niegrzeczny sposób, następnie zrzucając winę na fretkę, którą ze sobą przywiozła. Nie uchodziło to uwadze dzieci, które z każdą chwilą coraz bardziej miały dość najmłodszej z nich. Wierzcie mi, nie chcielibyście trafić na kogoś takiego. Anielska cierpliwość to przy niej o wiele za mało. Podejrzewam, że postać ta została stworzona tylko na potrzeby rozwinięcia pewnego wątku, bo gdyby go nie było, okazałaby się zbędna.  Pani Wellington jest kobietą całkowicie oderwaną od rzeczywistości, z własną paranoją, co jest odrobinę dziwne biorąc pod uwagę, że prowadzi szkołę, która ma na celu wyleczenie innych z ich obsesji.  Bohaterowie w jakiś dziwny, pokręcony sposób się dopełniają. Niewiele można powiedzieć o tej pozycji. Mogłabym niepotrzebnie rozpisywać się na temat innych postaci, ale są one mimo wyraźnych charakterów zwykłe. Razem tworzą wybuchową mieszankę, ale osobno są jak pojedyncze strony wyrwane z książki. Możesz przeczytać dwudziestą, ale bez pozostałych trzystu nic nie zrozumiesz. 


Czy okładka mi się podoba? W pewnym stopniu tak, głównie dzięki kolorystyce, bo te rysunki odrobinę mnie przerażają.   
Podsumowując, nadal uważam, że powieść ta skierowana jest do młodszych czytelników. Jednakże, jeśli macie dziwaczne poczucie humoru i niedosyt pokręconych bohaterów, ta książka jest z pewnością dla was. 

Ocena: 6/10 


  

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...