Tajemnicza historia w Styles( Agatha Christie)- recenzja Anonimowego książkoholika.


   Pierwsze dzieło Agathy Christie wydane w 1920 r. zrobiło ogromne wrażenie na czytelnikach. Oczywiście na mnie również. Sięgnąłem po Agathę gdyż miałem dość fantastyki, pożeranej przeze mnie przez ostatni rok. Zamiast wypożyczać, zacząłem kupować masowo jej książki w internetowych księgarniach. Zanim jednak przedstawię moje wrażenia i myśli po tym kryminale streszczę o co w ogóle w fabule chodziło. 
   Młody kapitan Artur Hastings połamany po wojnie wraca do Anglii by zaczerpnąć powietrza aby zregenerować się po wypadku. Spotyka swojego dawnego znajomego, Johna Cavendisha, który proponuje mu pobyt w swojej rezydencji rodzinnej w małej wiosce w Styles. Kapitan oczywiście się zgadza i w parę dni później ląduje na podwieczorku w małym dworku. I tu następuje ogromny zwrot akcji spowodowany: morderstwem pani domu, pojawieniem się przyjaciela Hastingsa, Herkulesa Poirota i rozwiązywaniem przez wcześniej wspomnianego zagadki. 
    Gdy skończyłem czytać ,, Tajemniczą Historię w Styles" byłem zachwycony. Ha! To mało powiedziane. Książka jest perfekcyjna pod każdym względem: fabułą, wątkami uczuciowymi, charakterami postaci pierwszo i drugoplanowych. Dziwię się temu, że nie jest bestsellerem jak np. ,, Dziesięciu Murzynków" albo ,, Morderstwo w Orient Expressie". Samo przedstawienie i myślenie małego Belga powinno wystarczyć. Także logika i tło akcji, mordercy wymyślający sprytny plan wywiezienia wszystkich w pole. Jednak czytanie kryminału z początku dwudziestego wieku może być troszkę męczące. Mianowicie te angielskie rozmówki, język bohaterów( częściowo francuski) oraz tępość narratora( narracja pierwszoosobowa). Jednak całościowo można o zbagatelizować końcowym aktem czyli odtworzeniem wydarzeń przez samego Poirota. Zakończenie jak zwykle niespodziewane ( jaki ja głupi) i wciskające czytającego w fotel. Spoilerować nie będę więc kolejności zdarzeń nie powiem w żadnej recenzji. 
   Ponieważ koleżanka mnie o to prosiła, ocenię również okładkę. Jak się ona ma do książki otóż tak jak piernik do wiatraka. Znajduje się na niej rozbita porcelanowa filiżanka z torebką herbaty. Nijak ma się to do powieści gdzie nie było mowy o żadnej herbacie! ( może mała wzmianka którą przegapiłem). Ale jak to się mówi, nie oceniaj książki po okładce. I oczywiście nie będę tego robić. Bo jako odrębność prezentuje się ładnie, przyzwoicie. Niestety długość pierwszej powieści Agathy jest wg. mnie zbyt krótka. Dwieście parę stron nie jest w stanie zaspokoić mojego łakomstwa książkowego. 
   Nie zostaje mi powiedzieć nic innego jak polecenie,, Tajemniczej Historii w Styles" każdemu książkoholikowi. Młodsze pokolenie także powinno się zaciekawić tą lekturką na popołudnie.  Może nikt nie przeczyta mojego ględzenia ale się nie obrażę. Każdy ma inny gust do gatunków i autorów książek. Ale nie ma nic przyjemniejszego niż rozwiązywanie zagadki wraz z Herkulesem Poirot.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Podróże międzyksiążkowe , Blogger