niedziela, 6 grudnia 2020

#114: Prawda. Krótka historia wciskania kitu (Tom Phillips)- recenzja

Hejka ludziki! Jak wam mija grudzień? Ja jestem z siebie dumna, bo udało mi się przeczytać cztery książki w ciągu sześciu dni, z czego się strasznie cieszę! Dziś przychodzę do was z recenzją książki, którą każdy powinien przeczytać- "Prawda. Krótka historia wciskania kitu" autorstwa Toma Phillipsa. Czytałam również inną książkę tego pana - "Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko", a jej recenzję możecie znaleźć TUTAJ.

Tytuł oryginalny: Truth. A brief history of total bullshit
Autor: Tom Phillips
Tłumacz: Maria Gębicka- Frąc
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 320

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest, że tak łatwo wierzymy w to, co mówią media? Albo dlaczego bezmyślnie robimy wiele rzeczy, które czasem nie mają żadnego naukowego podłoża i w ogóle wydają się bez sensu? Albo czemu wszyscy wiemy, że politycy kłamią, a i tak wierzymy im i na nich głosujemy? Na te pytania stara się odpowiedzieć autor tej książki.

Tom Phillips wprowadza czytelników w świat kłamsta, nieprawdy i żartów, które zrządzeniem losu stały się prawdą dla wielu ludzi. Pokazuje na przykładzie wielu sytuacji z historii ludzkości, że nieprawda towarzyszyła nam od dawien dawna i że czasem ludzie sami nie wiedzieli, że podają dalej nieprawdziwe informacje. Właściwie dalej to robimy, co jest niesamowicie dobijające, bo odkrywa to prawdę o nas samych, że uwierzymy w absolutnie wszystko, jeśli sprzeda się to nam w odpowiedni sposób, albo gdy sami sobie coś wmówimy. 

Z ciekawością słuchałam tego audiobooka, nie raz zdając sobie sprawę jak głupi i naiwni jesteśmy. Co bardzo podobało mi się w tej książce, to to, że nie jest ona zbytnio naukowa. Nie mam na myśli jej nieprawdziwości (co również trzeba kwestionować, jak wszystko inne), a raczej to w jaki sposób autor przekazuje nam wiedzę. Nie używa on typowo akademickiego języka, bardzo często żartuję i używa skrótów myślowych. Oczywiście, mogłabym poddać krytyce podawanie niepełnych informacji ale biorę pod uwagę, że autor nie miał na celu szczegółowo opisywać każdej z sytuacji. Myślę, że chodziło bardziej o zachęcenie czytelnika do własnych poszukiwań i do kwestionowania tego, w co wierzy i co myśli, że wie. 

Uważam, że jest to bardzo dobra pozycja dla każdego, szczególnie że żyjemy w dobie masowego przekazu informacji. Dziś każdy może napisać cokolwiek tylko chce na Facebooku, Twitterze czy Instagramie, a nawet w oficjalnej gazecie (co pokazuje Tom) i nawet najgłupszy pomysł i najbardziej fałszywa informacja znajdzie swoich zwolenników. Zastanawia mnie tylko, czy wynika to z ludzkiej głupoty, naiwności, tego że chcemy wierzyć, że wszystko wiemy, czy też z tysiąca innych powodów? 

Myślę, że powinniście sięgnąć po tę książkę, choćby tylko po to, żeby się przekonać, czy przypadkiem nie jesteście tym samym typem człowieka, który uwierzył, że w Ameryce znajduje się kolonia szkocka, gdzie lokalni ludzie uwielbiają przybyszów, czy tymi, którzy w dzisiejszych czasach powielają fake newsy, bo ktoś komuś kiedyś powiedział, że widział coś na internetach. 

OCENA: 8/10



czwartek, 3 grudnia 2020

#113: Niegrzeczne święta (Meg Adams, Justyna Chrobak i inni) - recenzja

 Hej ludziki! Nie ma jak zaplanowanie relaksu i czytelniczego maratonu, a potem bycie poinformowanym, że twój esej to tragedia i musisz go napisać od nowa. Lipa, nie? To właśnie przytrafiło mi się w tym tygodniu. Niezbyt fajne doświadczenie, ale poświęciłam trochę czasu przedwczoraj w nocy (siedziałam do czwartej rano) i udało mi się poprawić to, co źle zrobiłam, więc mogę wreszcie zająć się blogiem.  Przepraszam, że tyle mi zajmuje napisanie czegokolwiek, ale czytam jedną książkę za drugą i mam problem z zebraniem myśli, by napisać choćby jedną recenzję. No nic, czas na ... "Niegrzeczne święta"!

Tytuł oryginalny: Niegrzeczne Święta
Autor: wielu autorów (patrz poniżej)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 432

Uwielbiam święta. Właściwie to kocham zimę, a święta to taki miły dodatek. Poza tym, mam słabość do romantycznych, świątecznych opowiadań. Kocham czytać o ludziach znajdujących miłość, rozwiązujących swoje problemy i znajdujących miłość lub naprawiających swoje związki i znajdujących miłość. Miłość, miłość, miłość. Tak, jestem niepoprawną romantyczką i otwarcie się do tego przyznaję. Dlaczego właściwie o tym wspominam? Bo przychodzę do was z recenzją zbiorku opowiadań "Niegrzeczne święta" autorstwa wielu autorów. Oto lista: 

  • Świąteczna ucieczka- Meg Adams 
  • Śnieg w jej włosach- Robert Ziębiński
  • Dziewczyna pod choinkę- Anna Langer
  • Nim skończy się rok- Emilia Szelest
  • Nieproszony gość- Kinga Litkowiec
  • Wigilijny napad- Beata Majewska
  • Rozpakuj mnie jak prezent- Agnieszka Lingas- Łoniewska
  • Sylwester w rytmie kizomby- Justyna Chrobak
  • Noworoczne wspomnienie- Ewelina Dobosz
  • Pocałunek pod jemiołą- Katarzyna Berenika Miszczuk
Nie będę skupiała się na każdym z opowiadań z osobna, bo nie ma to sensu. Wiele z tych historii było... No właśnie. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tego zbiorku, kiedy się za niego zabierałam. Choć pierwsze dwa opowiadania mnie nie porwały, wciąż miałam nadzieję, że będę w stanie z czystym sumieniem polecić wam ten zbiór. Niestety, koniec końców z dziesięciu opowiadań spodobały mi się trzy. No, może cztery. Reszta była zwyczajnie przeciętna, a dwa- "po prostu złe. 


Zbliżają się święta, więc nie będę marudzić i skupię się na pozytywach. "Nim skończy się rok" to tak niesamowicie urocza i świąteczna historia, że aż żałuję, że jest to tylko opowiadanie! Rozpoczyna się od dwójki ludzi, którzy utknęli na lotnisku w Warszawie. Żeby nie przesiedzieć tam całego Sylwestra, postanawiają wyskoczyć do miasta i uwierzcie, że obserwowanie ich poczynań skradło moje lodowate serducho. Pokochałam to opowiadanie! Udowadnia ono, że czasem to, co planujemy nie jest dla nas tym, co najlepsze, a zmiany i niespodzianki od losu mogą być pozytywne i dać nam wiele radości. 

"Dziewczyna pod choinkę" to opowiadanie o mężczyźnie, do którego drzwi pewnego dnia puka... kobieta w samej bieliźnie, która okazuje się być prostytutką. Nie powiem wam, co wynika z tego spotkania, ale pokazuje ta historia, że czasem nie warto oceniać ludzi po tym, jaką pracę wykonują, bo mogą mieć jakieś ważne powody. Praca jaką człowiek wykonuje nie powinna mówić nam jakim jest człowiekiem, bo to nie ma żadnego sensu. Tak, jak w tym opowiadaniu, ludzie mogą wydawać się być idealnymi, a tak naprawdę być dupkami i zwyrolami, a ci których tak negatywnie oceniamy przez pryzmat pierwszego spotkania mogą się okazać świetnymi przyjaciółmi i dobrymi duszami. 

Podobne przesłanie ma opowiadanie "Rozpakuj mnie jak prezent". Bywa tak, że musimy przełożyć czyjeś życie i pomoc komuś ponad nasz komfort. Czasem zdarza się też, że wpadamy niespodziewanie na ludzi, których nie widzieliśmy całe lata, a którzy są albo mogą zostać ważną częścią naszego życia. Nigdy nie wiemy, co przyniesie przyszłość i nawet jeśli w przeszłości doznaliśmy wielu krzywd i trudności, to wszystko może się zmienić w ciągu chwili jeśli tylko damy szansę sobie i życiu, a także szansę ludziom wokół nas, którzy mogą zmienić nasze życie na lepsze. 




Te opowiadania podobały mi się najbardziej i choć polecam wam również "Pocałunek pod jemiołą", który mnie rozbawił jego.. jak by to ująć.... telenowelowością, to nie będę się na jego temat rozwodzić. Uważam, że jeśli nie chcecie czytać całej książki, to dobrą opcją będzie wysłuchanie tylko konkretnych opowiadań w formie audiobooków, które możecie znaleźć oddzielnie na EmpikGo. Czy kupię ten zbiorek? Raczej nie. Czy miałam ochotę to zrobić ze względu na prześliczną okładkę? Oj tak. Czy żałowałabym? Niestety tak. Nie odradzam wam tego zbioru, ale też nie mogę wam go otwarcie polecić, bo uważam że wydanie pieniędzy na całą książkę tylko dla kilku opowiadań jest stratą pieniędzy. Jeśli macie możliwość sięgnąć po niego bez wydawania niepotrzebnie kasy, to możecie spróbować i zobaczyć, czy wam przypadną do gustu te opowiadania, czy też nie. 

OCENA: 6/10



sobota, 28 listopada 2020

TOP 20: Piosenek Października i Listopada

Hej wszystkim! Skończyłam wreszcie pisać wszystkie moje zaliczenia i mogę wrócić do pisania bloga! Ale się strasznie cieszę!  Mam przygotowane kilka postów, które postanowiłam, że będę wstawiała co trzy-cztery dni. Dziś bardzo krótki post, bo jest już prawie północ, a ja spędziłam większą część dnia na spaniu i relaksowaniu się w gronie rodzinnym, zostawiając pisanie na ostatni moment. 

Stwierdziłam, że nie będę komentowała tych piosenek, bo każdy z nas zinterpretuje je po swojemu, więc wstawię jedynie mój ulubiony cytat z niektórych z tych piosenek.

1. "October skies" - Mumford & Sons

2. "Carry on"- Our Atlantic Roots

"Stay true, stay strong and when it's tough carry on
Don't let the weight of life bury you
Though you have your doubt, it'll all pan out
So stay true, stay strong and carry on."


3. "Usta milczą, dusza śpiewa..." Jan Kiepura

"Usta milczą, serce śpiewa
Kochaj mnie.
Usta milczą, dusza śpiewa
Kocham cię.
Każdy uścisk ręki, 
słodko błaga cię.
Mówi mi, że kocham cię, 
że kochasz mnie. "


4. "A Nightingale Sang in Berkley Square"- Frank Sinatra

"I maybe right, I maybe wrong
But I'm perfectly willing to swear 
That when you turned and smiled at me
A nightingale sang in Berkeley Square
The moon that lingered over London town
Poor puzzled moon, he wore a frown
How could he know we two were so in love
The whole darn world seemed upside down"


5. "Rainbowland"- Miley Cyrus

"Living in a rainbowland
Where everything goes as planned and I smile
'Cause I know if we tried, we could really make a difference in this world
Living in a rainbowland
I won't give up or sleep a wink
It's the only thought I think
You know where I stand
I believe we can start living in a rainbowland'


6. "Joanne"- Lady Gaga

"Take my hand, stay Joanne
Heaven's not ready for you
Every part of my aching heart
Needs you more than the angels do"


7. "No light, no light"- Florence and the Machine

"Through the crowd I was crying out and
In your place there were a thousand other faces
I was disappearing in plain sight
Heaven help me I need to make it right"


8. "Everybody wants to rule the world" Lorde

"Of freedom and of pleasure
Nothing ever lasts forever
Everybody wants to rule the world"


9. "Stand Up" Cynthia Erivo

"I'm wadin' through muddy waters
You know I got a made up mind
And I don't mind if I lose any blood on the way to salvation
And I'll fight with the strength that I got until I die"


10. "Jenny of Oldstones" Florence and the Machine

"The ones who'd been gone for so very long
She couldn't remember their names
They spun her around on the damp old stones
Spun away all her sorrow and pain"


11. "At the end" - Chung Ha

Translation: "Love you love you
I’ll be right here
I don’t wanna hide anymore
Love you love you
I love you
My love that shines like a dream

I’m taking one step closer to you
Slowly, I’m going to you
Even if it’s hard, it’s alright
If only I can see you just like now"


12. "Empire state of mind part.2" - Alicia Keys

"Even if it ain't all it seems, I got a pocketful of dreams
Baby I'm from New York!
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothing you can't do
Now you're in New York!
These streets will make you feel brand new
Big lights will inspire you
Hear it for New York, New York, New York!"


13. "Kto powie mi jak" - Kwiat Jabłoni

"Stoję gdzieś pod niebem, pod nogami piach
Mam podobno iść przed siebie, chociaż nie wiem jak, oj nie wiem
Robię pierwszy krok, muszę więc gdzieś dojść
Góra wielka, droga kręta trudno czasem iść, nie stękać
Chcę od razu wiedzieć na czym stoi świat
Jak poznawać siebie lepiej, jak nie potknąć się o Ciebie
Idąc byle jak
Więc kto powie mi jak radzić sobie mam
Taki wielki świat nade mną mam
Ileś tam lat, lecz to niewiele da
Doświadczenia break"

14. "Pulse- Acoustic Version" - Aaron B.Thompson

"In and out and back and forth,
Can’t find the floor even when I fall,
I need your touch to be restored,
Come back to life inside your arms,

Darling I am coming home,
Darling I am coming home,
Buildings high,
And streets so low,
I feel your pulse inside it all"


15. "Talk to me"- Joe Hicks

"And You'll be safer in this place
And I can't wait to share my name
Give all of my soul to you
Together growing old with you"


16. "Melodia"- sanah

"Została mi tylko melodia
Zagłusza płacz
Mówię sobie tańcz, tańcz, tańcz
Ale nie wiem jak
Oooo
Pociesza mnie tylko melodia
Tłumi mój żal
Mówię sobie tańcz, tańcz, tańcz
Może to coś da"

17. "Pamiętasz, była jesień" - Sława Przybylska

"Pamiętasz, była jesień,
Mały hotel "Pod Różami", pokój numer osiem,
Staruszek portier z uśmiechem dawał klucz,
Na schodach niecierpliwie
Całowałeś po kryjomu moje włosy
Czy więcej złotych liści było
Czy twych pieszczot, miły
Dzisiaj nie wiem już"



18. "W żółtych płomieniach liści" - Łucja Prus, Skaldowie 

"Ognisko palą na polanie, w nim liszka przez pomyłkę gore
A razem z liszką, drogi Panie, me serce biedne, ciężko chore
Lecz nie rozczulaj się nad sercem, na cóż mi kwiaty, pomarańcze
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę"


19. "Si jamais j'oublie" - ZAZ

Tłumaczenie zacytowane z karmnikdlaptaków.com.pl

"Przypomnij mi, kim jestem, co sobie obiecałam
Przypomnij mi moje najśmielsze marzenia
Przypomnij mi moje łzy na policzkach
Gdybym zapomniała, jak bardzo kocham śpiewać"


20. "Life's for the living" - Passenger

"Don't you cry for the lost
Smile for the living
Get what you need and give what you're given
Life's for the living so live it
Or you're better off dead"



To wszystko na dziś! Mam nadzieję, że podobają wam się piosenki, które wybrałam. Jeśli uważacie, że warto by coś na tę listę dodać, piszcie śmiało w komentarzach :)

Całą playlistę możecie przesłuchać tutaj: 


Oraz na Spotify: 

wtorek, 24 listopada 2020

Blogowo- Książkowe Podsumowanie Października!!!

Witajcie ludziki! Nie zostało wiele czasu do końca listopada, a ja wciąż nie zrobiłam podsumowania października. Wstyd i hańba! Już zabieram się do nadrabiania, a was zapraszam do zapoznania się z książkami, które przeczytałam oraz krótkim podsumowaniem blogowego miesiąca.


Zacznijmy od książek, które udało mi się przeczytać. 
Nie było ich wiele, bo musiałam skupić się na nauce, ale to i tak lepszy wynik niż ten, który będę miała w listopadzie.  Przeczytałam w sumie 1135 stron, co daje 37 stron dziennie. Bez rewelacji, ale ważne, że coś przeczytałam. Średnia ocen wynosi 2,6. 

"Ogród utrapień Transcendentnych" 
Autor: Dominika A.Thomson 
Wydawnictwo: E-bookowo
Gatunek: fantasy/sci-fi
Moja Ocena: 6/10
Przeczytane: 16.10.2020

zdjęcie z lubimyczytać.pl

Mówiąc szczerze, nie rozumiem zachwytu nad tą książką. Może to wina mojego braku zrozumienia tej powieści, a może kompletna jej bezsensowność, ale "Ogród utrapień transcendentnych" w ogóle mi się nie podobał i nie zamierzam pisać jego recenzji.

"Ziemiożerczyni"
Autor: Dolores Reyes
Wydawnictwo: Mova
Gatunek: literatura piękna
Moja Ocena: 7/10
Przeczytane: 18.10.2020
 

Choć brakowało mi czegoś w tej książce, to mimo to bardzo mi się podobała. Według mnie fabuła była wciągająca, a sam pomysł z dziewczyną, która je ziemię, by mieć wizje. Nie jest to płytka powieść, a powiedziałabym wręcz, że skrywa ona w sobie bardzo wiele pięknych i głębokich przemyśleń na temat życia. Recenzja pojawi się wkrótce na blogu. 

"A ja żem jej powiedziała.."
Autor: Katarzyna Nosowska
Wydawnictwo: Wielka Litera
Gatunek: literatura piękna
Moja Ocena: 4/10
Przeczytane: 28.10.2020
Recenzja: TUTAJ


Ze względu na to, że tę książkę już zrecenzowałam na blogu, powiem jedynie, że nie miałam wielkich nadziei i oczekiwań względem tego zbiorku ale i tak czuję się zawiedziona. 


"Szczury Wrocławia. Kraty"
Autor: Robert J.Szmidt
Wydawnictwo: Insignis
Gatunek: fantastyka
Moja Ocena: 9/10
Przeczytane: 28.10.2020
Recenzja: TUTAJ


Pozwólcie mi zacytować samą siebie: "Chapeau bas, panie Robercie! Chapeau bas!"

Przyszedł czas na... Podsumowanie Bloga
Liczba wyświetleń: 562
Liczba postów: 4
Liczba recenzji: 2
Liczba komentarzy: 6

To już wszystko na dzisiaj! Życzę wszystkim miłego wieczoru:)

czwartek, 19 listopada 2020

#112: Apollo i Boskie Próby: Ukryta wyrocznia ( Rick Riordan) - recenzja

Witajcie ludziki! Ostatnio miałam od groma roboty przy zaliczeniach, ale w ramach przerwy i chwili relaksu postanowiłam ponadrabiać trochę recenzji. :) Dziś przychodzę do was z recenzją książki, którą przeczytałam, nie bijcie mnie, w 2016 roku! Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzało to, że użyję notatek sprzed pięciu lat. 

Tytuł oryginalny: The Hidden Oracle
Autor: Rick Riordan
Tłumacz: Agnieszka Fulińska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 500


Apollo rozgniewał swojego ojca Zeusa i za karę został strącony z Olimpu. Słaby i zdezorientowany ląduje w Nowym Jorku jako zwykły nastolatek. Pozbawiony nadprzyrodzonych mocy liczący cztery tysiące lat bóg musi nauczyć się, jak przeżyć we współczesnym świecie, dopóki nie zdoła jakoś odzyskać przychylności Zeusa.
Niestety Apollo ma wielu wrogów: bogów, potwory i ludzi, którzy chcieliby jego ostatecznej zagłady. Potrzebuje pomocy, a do głowy przychodzi mu tylko jedno miejsce, w którym może jej szukać – enklawa współczesnych półbogów znana jako Obóz Herosów.
(opis z lubimyczytac.pl)

Zacznijmy od tego, że każda książka autorstwa Ricka Riordana jest rewelacyjna, w mniejszym lub większym stopniu, ale nadal rewelacyjna. Tak samo jest z tą. Jej jedynym minusem jest to, że jest momentami aż do bólu przewidywalna. Były momenty (a było ich sporo), gdy przewracałam oczami czytając przemyślenia Apolla. Ja wiedziałam, że jest zadufany w sobie, ale jak się okazało, jego ego jest równie wielkie, co Empire State Building z dodatkowymi piętrami i Olimpem! Gdy już myślałam, że rzucę tą książką o ścianę przy kolejnym "Spokojnie, Apollinie, wszyscy cię kochają", bóg zaczął się zmieniać. Dzięki ludzkiemu sumieniu i dobijającemu poczuciu winy, zdał sobie sprawę, jak okropnym człowiekiem, bogiem i okazjonalnie leniwcem trójpalczastym (uwierzcie, nie chcecie wiedzieć, o co chodzi).


Wracając do książki- jest niesamowicie wciągająca. Czyta się ją szybko, bo cały czas coś się dzieje. Wydawać by się mogło, że opowieść o tym, co się stało, gdy Apollo został zdegradowany będzie nudna, a tu proszę! Historia jest równie interesująca, co te w innych książkach tego autora. Wujek Rick trzyma poziom, wciąż czymś zadziwiając nas, czytelników. Jeśli chodzi o bohaterów, zacznę od tych, których pojawienie się wywołało we mnie największy entuzjazm. Mówię o moim drugim największym OTP- Solangelo. Wiedziałam, że pojawią się w tej powieści, ponieważ a) Apollo jest ojcem Willa Solace, oraz b) Rick nie mógł nie wprowadzić tego shipu wiedząc, że pierwszym hasłem, jakie pojawiło się po premierze "Krwi Olimpu" na wszelkich portalach społecznościowych było "Solangelo". Nie chcę wam spojlerować, więc powiem tylko, że wujek Riordan potwierdził fanowskie przypuszczenia w związku z Nico di Angelo i Willem Solace. Jednakże, jestem pewna, że Rick wyjedzie w drugim tomie z jakąś niespodzianką dla tej pary, bo jak wiemy ten człowiek uwielbia poddawać swoje postaci jak największej liczbie prób. 

,, Nie wszystkie potwory są trzytonowymi gadami o trującym oddechu. Wiele z nich ma ludzkie twarze."

Przechodząc do kolejnych postaci- Meg, jej życie i to, jaki wpływ miała jej postać na fabułę; według mnie była tylko pionkiem stworzonym do popychania fabuły do przodu. Jeśli chodzi o Apolla, o wiele bardziej przypadł mi do gustu jako człowiek, niż bóg. Był bardziej realny, jeśli można tak powiedzieć. Jedyne, czego żałowałam podczas czytania, to to, że Percy Jackson pojawiał się w tej książce bardzo rzadko i bardzo mi go brakowało. Choć z drugiej strony, gdyby był on częścią grupy Apolla, zdegradowany bóg co chwila dostawałby wycisk za chamskie i aroganckie komentarze.
Ostatnią rzeczą, o której chcę wspomnieć jest okładka, która jest po prostu cudna. 

Podsumowanie z 2020: Myślę, że czytając tę recenzję możecie zauważyć różnicę pomiędzy tym, jak pisała siedemnastoletnia ja, a jak pisze 21-letnia Demetria. Trochę rzeczy się pozmieniało od tamtego czasu- okładka mi się nie podoba, a do tej pory nie przeczytałam kolejnego tomu tej serii, bo utknęłam na drugiej części i nie mogę przez nią przebrnąć. Z resztą się zgadzam, choć wolę nie sprawdzać, czy po tych wszystkich latach mój odbiór tej powieści będzie taki sam. 

OCENA: 9/10 
 




wtorek, 10 listopada 2020

#111: A ja żem jej powiedziała... ( Katarzyna Nosowska) - recenzja

Hej ludziki! Piszę tę recenzję na fali mojego dobrego humoru z szóstego listopada, bo nie wiem, czy przez kolejne kilka dni będę w stanie cokolwiek zrobić. Dziś bardzo krótko, ale mam nadzieję, że wciąż chętnie przeczytacie to, co mam do powiedzenia. 

Tytuł oryginalny: A ja żem jej powiedziała...
Autor: Kaśka Nosowska
Tłumacz: -
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 208

Jestem zawiedziona tą książką. Nie jestem wielką fanką Katarzyny Nosowskiej, ale wiedząc, że pisze ona dobre teksty, myślałam że i jej felietony będzie się dobrze czytało, a właściwie słuchało. Niestety, zawiodłam się. Większości felietonów, o ile można je tak nazwać, nie pamiętam. Były albo tak przeciętne, albo do tego stopnia niezjadliwe, że je pomijałam albo o nich już zapomniałam. Niektóre były całkiem okej i się z nimi zgadzałam, choć biorąc pod uwagę, że praktycznie żaden mnie nie zachwycił, nie wiem czy zmienia to cokolwiek w ogólnym rozrachunku. Szczerze mówiąc, ja nawet nie wiem, co mam o tej książce powiedzieć, bo według mnie była zwyczajnie zbędna. Jako osoba, która nie wie nic o życiu Nosowskiej, wiele razy zadawałam sobie pytanie: "Czemu tak bardzo nienawidzi pani innych kobiet?" albo "Dlaczego tak pani przeszkadza to, że...". No właśnie, mam wrażenie, że tym jest ta książka. Zbiorem wyrzutów na temat wszystkiego, co Kaśce przeszkadza, co irytuje i do czego tak bardzo próbuje siebie i czytelników przekonać- "Ja nie jestem zwyczajną mamą, ja jestem cool mamą ale nie mogę tak powiedzieć, bo nie będę cool bo dzieciaki tak nie mówią". To nie jest dokładny cytat, ale sens jest ten sam. 

"Ciało się zmienia. Obserwujesz tę przemianę każdego dnia w lustrze. Ciało jest pojazdem, w którym przemieszczamy się po osi czasu. Pewnego dnia stanie. Chodzi o to, by wysiąść z niego bez żalu. Podziękować za wygodną przejażdżkę i pójść dalej o własnych siłach. "

Wiecie co, jestem osobą, która stara się znaleźć pozytywy w każdej sytuacji i, jak w tym przypadku, każdej książce. Myślę, że jeśli jesteście fanami Katarzyny Nosowskiej, może ten zbiór bardziej wam się spodoba. Ja jednak pozostanę przy mojej opinii, że jest on zwyczajnie nie potrzebny i nie wnosi niczego nowego, czy odkrywczego. Widziałam na lubimy czytać opinię napisaną przez użytkowniczkę Katarzynę, która świetnie podsumowuje to wszystko, co próbuję wam przekazać: "Takie wpisy z facebooka wrzucone w książkę ".

OCENA: 4/10



piątek, 6 listopada 2020

#110: Szczury Wrocławia. Kraty (Robert J.Szmidt) - recenzja

 Hej ludziki! Miałam napisać coś wczoraj ale koniec końców pojechałam na protest na Piccadily Circus. Ta siła! Moc w głosach! A, no i na koniec tańczenie poloneza. To było epickie! Dziś powracam do was z kolejną recenzją, bo mam ich tyle do napisania, że aż głowa boli, a czasu na to nie mam w ogóle. Eh, co zrobić.

UPDATE: Napisałam ten wstęp tydzień temu, kiedy jeszcze miałam jakąkolwiek energię do życia. Od tamtego czasu siedzę w pokoju, czując się okropnie. Nie zaraziłam się niczym, ale moje zdrowie psychiczne podupadło. I to ostro. Ciężko mi się na czymkolwiek skupić, czuję się przytłoczona tym co się dzieje i nie mam weny na nic oprócz siedzenia w domu i popłakiwania w poduszkę. Mimo wszystko postanowiłam zmusić się do wstawienia tej recenzji. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Tytuł oryginalny: Szczury Wrocławia. Kraty
Autor: Robert J.Szmidt
Tłumacz: -
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 616

"Szczury Wrocławia. Kraty" to drugi tom serii o apokalipsie zombie, rozgrywający się w 1963 roku we Wrocławiu. Jest to kontynuacja, ale skupia się na innych bohaterach, choć spotykamy i tych, których poznaliśmy w "Chaosie". Obserwujemy, jak służba więzienna próbuje poradzić sobie z nadciągającymi zombie, w których nie do końca z początku wierzą, ale muszą działać według rozkazów. By zmieścić więcej ludzi za murami więzienia, kapitan Okrutny podejmuje decyzję, która niestety będzie miała tragiczne skutki i doprowadzi do śmierci wielu ludzi poza murami. Niestety, i wewnątrz ludzie nie są bezpieczni. Ale tego jeszcze nikt nie wie... 

Pierwszej części wysłuchałam i byłam nią zachwycona. Czy tak samo zachwycił mnie drugi tom, który czytałam? Zdecydowanie tak, choć nie w takim samym stopniu, co słuchowisko. Ale spokojnie, dajcie mi się wytłumaczyć. Historia jest świetna i dopracowana, oryginalna i wciągająca, a styl autora to jak dobra kawa o poranku. No po prostu coś wspaniałego! Bohaterowie są wykreowani doskonale- z każdym z nich czytelnik jest w stanie rozwinąć relację, bardziej lub mniej pozytywną, bo niektórzy z nich to zwyrole i najgorsze kanalie jakie chodziły po tej ziemi. Zombie jak zombie, powolne i zabójcze, trochę jak ta powieść. Pomysł na rozprzestrzenianie się zarazy jest bardzo oryginalny, a wykonanie jest bezbłędne i przerażające. No więc... czy coś poszło nie tak? Tak naprawdę, to nie. Uważam, że książka jest doskonała, choć z początku lekko się dłuży. Ciężko mi było się w nią wbić, ale jak zaczęłam puszczać w tle utwory z różnych filmów sci-fi i fantasy, to taki się klimacik zrobił, że przeleciałam przez nią jak pociąg przez ciała ludzi na dworcu we Wrocławiu! Załapiecie żart, jak przeczytacie lub wysłuchacie "Chaosu". 

"Mamy do czynienia z czymś innym, czymś znacznie bardziej skomplikowanym...- Zamilkł na moment, po czym wskazał palcem na truchła.- Oto widomy dowód na to, że my, ludzie, jesteśmy czymś więcej niż tylko inteligentnymi zwierzętami. One wciąż odchodzą, wyzbywając się energii życiowej, a my... my z jakiegoś powodu zachowujemy ją nawet po śmierci. Niesamowite!" 

Nie spodziewałam się, jak bardzo ta książka zagra na moich emocjach. Czytając ją, byłam wkurzona, zdziwiona, zniesmaczona, smutna i może raz jedyny szczęśliwa. Głównie byłam wściekła na to, co wyprawiała banda byłych więźniów i najgorszych oprychów. Myślę, że ich poczynania poruszały mnie bardziej niż jakakolwiek scena z zombie. Dowodzi to tego, że ludzie, a nie postacie fantastyczne, są prawdziwymi potworami. Strasznie chciałabym wam opowiedzieć, co konkretnie działo się na kartach tej powieści, ale nie mogę tego zrobić, bez zdradzania za wiele. Wiedzcie tylko, że postaci w tej powieści są przegenialnie wykreowane, a fabuła trzyma w napięciu do ostatnich stron, zostawiając nas z zakończeniem, po którym aż chce się wrzeszczeć "Co dalej?!".

Ciężko mi powiedzieć cokolwiek więcej o tej powieści. Chapeau bas, panie Robercie! Chapeau bas!

OCENA: 9/10


środa, 28 października 2020

PACZACZ MIESIĄCA #5: Teen Wolf. Nastoletni Wilkołak

Witajcie ludziki! Zanim nauka na studia dobije mnie kompletnie i nie pozostawi we mnie ani grama szczęścia, przychodzę do was, by opowiedzieć wam o serialu, który uwielbiam i który mogłabym oglądać do końca świata (mam nadzieję, że nie wykrakałam i 2020 nie dowali nam jeszcze bardziej). Dawno nie pisałam Paczacza Miesiąca, także wybacznie mi, jeśli mój opis tego serialu i emocji, które we mnie wywołuje będą lekko drętwe. 


No dobrze, a więc o czym jest ten serial. "Teen Wolf" rozpoczyna się, gdy dwóch zwykłych nastolatków- Stiles Stilinski (Dylan O'Brien - "Więzień Labiryntu", "American Assassin" ) i Scott McCall (Tyler Posey-  "Pokojówka na Manhattanie") - wyruszają do lasu w poszukiwaniu ciała. Tak, ciała. Zamiast tego jeden z nich zostaje zaatakowany przez dziwne zwierzę. Scott zaczyna się zmieniać, wykształcają się u niego niezwykłe zdolności. Stiles, jako jego najlepszy przyjaciel, stara się mu pomóc i zrozumieć, co mu się przytrafiło. Chłopcy odkrywają, że Scott został ugryziony przez wilkołaka, dzięki czemu sam stał się wilkołakiem. Choć wydaje im się to czymś super, co może poprawić ich życie i podnieść status w szkole, to nie są przygotowani na to, że wraz ze zdolnościami, Scottowi zwali się na głowę tysiąc problemów, w tym ukrywanie tożsamości oraz ucieczka przed łowcami. 



Kolejne sezony wchodzą głębiej i głębiej w świat stworzony przez Jeffa Davisa, robią się coraz bardziej zagmatwane i ciekawsze. Sezonów jest sześć, a moje ulubione to zdecydowanie druga połowa sezonu 3, sezon 4, sezon 5 i sezon 6, szczególnie sezon 5 i 6. Nie wiem ile razy oglądałam te sezony. Niezliczoną ilość razy! W każdym bądź razie, choć pierwszy nie jest aż tak wciągający, jak już się zacznie oglądać, to okropnie ciężko przestać. Z każdym odcinkiem coraz bardziej wciągamy się w historię, zaczynamy współczuć i kibicować bohaterom, nienawidzimy ich przeciwników i z zapartym tchem obserwujemy poczynania naszej paczki bohaterów, a w którymś momencie stada. 

grafika: teen wolf gify

No właśnie, bohaterowie. Każdy z nich jest inny, każdy równie interesujący. Minusem jest to, że wielu z nich widzimy na ekranie bardzo rzadko i dość szybko się ich pozbywamy (patrzę na ciebie, sezonie piąty). Plusem jest to, że tych, których pokochaliśmy obserwujemy cały czas. Wymienię wam kilka ważniejszych postaci, prócz Stilesa i Scotta. Spróbujmy bez spojlerowania: Lydia (Holland Roden - "Channel Zero"), Sheriff Stilinski (Linden Ashby - "Mortal Combat"), Chris Argent (JB Bourne - "Gwiezdne Wrota"), Melissa McCall (Melissa Ponzio - "Chicago Fire"), Derek Hale (Tyler Hoechlin - "Supergirl"), Malia Tate (Shelley Hennig- "Gdy spotkaliśmy się pierwszy raz"), Liam Dunbar (Dylan Sprayberry- "Człowiek ze stali"), Allison Argent (Crystal Reed- "Gotham"), Peter Hale (Ian Bohen- "Yellowstone"). 

Przybliżę wam tylko kilkoro z nich. Tych, których najbardziej polubiłam, z którymi się w jakiś sposób związałam, lub których nie lubiłam. Zacznijmy od osoby, za którą nie przepadałam, nie ważne, co zrobiła. Allison była fajną postacią, ale jej zachowanie doprowadzało mnie do szaleństwa. Nie potrafiłam jej polubić, choć z początku myślałam, że będzie jedną z moich ulubionych postaci. W drugim sezonie wszystko zaczęło lecieć na łeb na szyję, kiedy Allison z dziewczyny, która nie wiedziała nic o istnieniu rzeczy nadprzyrodzonych oraz nie miała zielonego pojęcia, z jakiej rodziny się wywodzi, w drugim sezonie nagle powróciła jako zbuntowana nastolatka, która pozjadała wszystkie rozumy. Miałam ochotę ją autentycznie zastrzelić jej własną bronią. Zreflektowała się odrobinę w trzecim sezonie. Do tego stopnia, że jej wątek całkiem miło mi się oglądało, a niektóre momenty z nią faktycznie mnie bawiły. No cóż, miałam z tą postacią bardzo dziwną relację, ale nie dane mi było się z nią bardziej zapoznać, ponieważ jej czas w serialu zakończył się wraz z końcem trzeciego sezonu. 



Następna w kolejce jest Lydia, której z początku nie cierpiałam. Miałam ją za rozpieszczoną, głupiutką, typową "popular girl", która pomiatała wszystkimi dookoła. Na szczęście żadne z tych rzeczy nie było prawdą, albo nie było nią do końca. Lydia wraz z kolejnymi sezonami stawała się coraz dojrzalsza, jej zachowanie coraz mniej irytujące, a i ona sama wreszcie zaczynała być sobą. Nagle okazało się, że nie tylko jest wspaniałą postacią, oddaną przyjaciółką i geniuszem, ale także sama związana jest głęboko ze światem nadprzyrodzonym. Jej udział w każdym sezonie był czymś niezastąpionym i każdy odcinek z nią dawał mi, jako widzowi, mnóstwo emocji. 



Kolejną postacią, o której chcę wspomnineć jest Liam, którego poznajemy dopiero w czwartym sezonie. Szczerze powiedziawszy, była to jedna z moich najukochańszych postaci. Bardzo podobał mi się on jako postać- zabawny, uparty i waleczny, ale też świetnie oglądało mi się jego rozwijającą się relację ze Scottem. Nie mogę wam zdradzić, jak Liam dołączył do paczki Scotta, ale odcinek w którym się to dzieje oraz ten następny, są jednymi z najlepszych odcinków w serialu. Według mnie, oczywiście. Lubiłam to, jak został poprowadzony wątek tej postaci, czyniąc go z odcinka na odcinek coraz ciekawszą osobą. Chyba pod największym wrażeniem byłam, gdy w szóstym sezonie....Oj, już się zapędziłam :D



No, przyszedł czas na najważniejszą postać. Stiles Stilinski to postać, bez której ten serial nie miałby sensu. Jest przezabawny, ale nie jest tylko comic reliefem. Jest bardzo, ale to bardzo ważną osobą dla każdej z postaci. Choć wydaje się być kompletnym dorkiem i idiotą, to jest on mądrym, szalonym chłopakiem, oddanym przyjacielem i cytując Mańka z  Epoki Lodowcowej: "Jest tym lepkim, zielonkawym czymś, co scala ich wszystkich". Mam tu na myśli stado, które z każdym sezonem się rozrasta ale to Stiles jest prawą ręką Scotta przez prawie wszystkie sezony, mimo że jest człowiekiem. 
Naprawdę fajnym akcentem jest jego imię, które w którymś momencie okazuje się być tylko przezwiskiem, które Stiles sam sobie nadał, nie mogąc wymówić swojego imienia, które nota bene jest polskie. Według mnie najlepszy bohater z całej serii!


"Teen Wolf" jest serialem dla każdego. Dostajemy tutaj przygodę, romans, kryminał, fantasy i horror (Doktorzy z sezonu piątego bodajże będą mnie prześladować w snach do końca życia). Przez serial przewijają się tysiące różnych stworzeń- wilkołaki, banshee, kojotołaki, nogitsune, kitsune, chimery.. oraz Naziści. Tak, paczka Scotta w którymś sezonie walczy z nazistami. Fajnie, nie? 
Kolejnym argumentem przemawiającym za tym serialem jest to, że jest on po prostu przezabawny. Czasami niezamierzenie. Gwarantuję wam, będziecie rechotać się przy każdym prawie odcinku, bo sposób pisania tego serialu jest przegenialny. Plus jest on źródłem wszelakiej maści memów, na które możecie natknąć się wszędzie. Także, zanim zaspojlerujecie sobie coś niechcący, leccie obejrzeć "Teen Wolfa" ! :)


 To wszystko na dziś! Życzę wszystkim miłej nocy :)


wtorek, 20 października 2020

Blogowo-Książkowe Podsumowanie Sierpnia i Września!!!

 Hej ludziki! Jak wam mija piątek? Ja jak zwykle siedzę nad nauką, ale staram się znaleźć chwile na czytanie, bo ostatnimi czasy jakoś nie mogę skończyć żadnej książki. Dziwne, bo w tym roku autentycznie mam wenę na czytanie. Dziś postanowiłam zrobić podsumowanie czytelniczo-blogowe, mimo że jest już połowa października. No, właściwie nie dziś, bo piszę ten post w poniedziałek. No dobrze, przejdźmy do konkretów, bo zaczynam się rozgadywać. :D



Od czego by tu zacząć... Nie kupiłam ani jednej książki, więc niczego wam nie pokażę. Ostatnimi czasy korzystam tylko z aplikacji EmpikGo, która sprawuje się rewelacyjnie! Mam do dyspozycji tysiące książek i wiele różnych gatunków. Ostatnio też zaczęłam słuchać audiobooków mimo, że latami zarzekałam się, że nigdy przenigdy nie polubię tej formy czytania. Ha, jak to się człowiek zmienia, co nie? 
Dzięki temu w tym roku udało mi się przeczytać na prawdę pokaźną liczbę książek, a ja się dopiero rozkręcam! Spośród tych 32 książek, w sierpniu przeczytałam 4 powieści, a we wrześniu aż 7. Oto one:


  • "Kobieta w Świecie Azteków" - Damian Dobrosielski  🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
  • "Niegrzeczny szef"- Whitney G.  🍁🍁🍁🍁🍁
  • "Save Me"- Mona Kasten 🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
  • "Teściowe muszą zniknąć"- Alek Rogoziński 🍁🍁🍁🍁🍁🍁
  • "Atak Tytanów Vol.2" - Isayama Hajime 🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
  • "Blockout" -Marc Elsberg 🍁🍁🍁🍁
  • "Bluzgaj zdrowo. O pożytkach z przeklinania."- Emma Byrne 🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
Średnia ocen: 6,5
Liczba stron: 1690
Ilość stron dziennie: 56



  • "Cienie"- Amy Meredith 🍁🍁🍁🍁🍁🍁
  • "Metro 2033"- Dmitry Glukhovsky 🍁🍁🍁
  • "Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu."- Agata Romaniuk 🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
  • "Tajemnice Pielęgniarek. Prawda i uprzedzenia" -Marianna Fijewska 🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
Średnia ocen: 7
Liczba stron: 890
Ilość stron dziennie: 29

PODSUMOWANIE BLOGOWE

Liczba wyświetleń:
  • Sierpień- 708
  • Wrzesień - 485
Liczba postów: 
  • Sierpień- 4 
  • Wrzesień- 0
Najpopularniejszy post: 


Liczba recenzji: 3

Liczba komentarzy: 11

To już wszystko na dzisiaj! Mam nadzieję, że pośród książek, które wymieniłam znajdziecie coś dla siebie. 

niedziela, 18 października 2020

#109: A u nas powstanie! (Magda Podbylska) - recenzja

 Hejka ludziki! Jak wam mija październik? Mnie wręcz rewelacyjnie, więc zgodnie z parabolą życia oczekuję niedługo najgorszego😂

Update: stało się to, czego oczekiwałam 😭 

Dziś przychodzę do was z recenzją opowiadania o powstaniu Wielkopolskim. Rozpoczynamy naszą historię na rodzinnym spotkaniu Grześkowiaków. Dowiadujemy się, że najstarszy członek rodu - dziadek, postanowił napisać książkę, a właściwie spisać wspomnienia jego ojca- Kazimierza, który był tylko małym chłopcem gdy wybuchło powstanie. 

Tytuł oryginalny: A u nas powstanie!
Autor: Magda Podbylski
Tłumacz: -
Wydawnictwo: BIS
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 144

„A u nas powstanie” to krótka ale bardzo dobra i napisana w interesujący sposób książka. Skupia się ona na opowiedzeniu w łatwy, przystępny dla młodego czytelnika sposób tego, jak wyglądało życie zwykłej polskiej rodziny na kilka dni przed oraz podczas powstania Wielkopolskiego, szczególnie w Poznaniu. Autorka nie wchodzi w detale walk i organizowania się Powstańców, a raczej pokazuje podekscytowanie Polaków tym, co nadchodzi i emocje z tym związane.

Poznajemy małego Kazia i jego rodzinę, dowiadujemy się jakie mieli relacje z mieszkającymi obok Niemcami, jaką działalność podejmowali i jakie mieli udział w powstaniu. Obserwując tą rodzinę i ich sąsiadów widzimy, że nie każdy Niemiec był zły, w powstaniu nie walczyli tylko dorośli, przeciętni ludzie cieszyli się nawet z najmniejszych, najdrobniejszych rzeczy. O samym powstaniu wiemy tak naprawdę  niewiele, bo nie to próbuje przedstawić autorka ale uważam, że to w jaki sposób opisała emocje towarzyszące tej rodzinie w kolejnych dniach „ z pamiętnika”, zachęci nie jedną osobę do zgłębienia tematu powstania wielkopolskiego. 

Bardzo podobał mi się każdy tor tej książki, chociażby ze względu na to, że przedtem nie wiedziałam wiele o powstaniu Wielkopolskim. Mówię tu o torze, ponieważ fabuła płynie dwutorowo. Dostajemy rozdziały opisujące powstanie oraz rozdziały rozgrywające się w teraźniejszości, kiedy dziadek bezpośrednio zwraca się do swoich wnuków i ich rodziców. Myślę, że te rozmowy między opowiadającym, a jego rodziną bardzo dobrze pokazują podejście wielu osób do historii, jako do czegoś co było i do czego nie trzeba już wracać. Dla tego dziadka historia jego ojca wciąż jest czymś żywym, nie tylko drętwą opowieścią o przeszłości. Chce on przelać na papier to, co pamięta ze wspomnień taty, by przyszłe pokolenia nie zapomniały jak długo i wytrwale Polacy walczyli o wolność.

Uważam, że to 144- stronicowe opowiadanie spodoba się nie tylko małym czytelnikom ale również tym starszym, którzy chcą zacząć poznawanie polskiej historii od czegoś krótkiego i zwięzłego. Cieszę się, że takie książki powstają. Dzięki nim i ja również zaczynam zdawać sobie sprawę, jak niewiele wiem o historii własnego kraju.

Ocena: 8/10




wtorek, 13 października 2020

#108: Kobieta w świecie Azteków (Damian Dobrosielski)- recenzja

 Hej ludziki! Wiem, że znów długo mnie nie było, ale nie byłam w stanie pisać. W ciągu ostatnich kilku miesięcy wszystko zwaliło mi się na głowę i nie wiedziałam, jak sobie poradzić. Nie chcę wchodzić w prywatne szczegóły, ale tak w skrócie mogę wam powiedzieć, że miałam problem z pożyczką studencką, miałam problem ze znalezieniem nowej pracy, mentalnie wysiadałam, a do tego doszły jeszcze problemy natury cielesnej. Masakra. 

Tytuł oryginalny: Kobieta w Świecie Azteków
Autor: Damian Dobrosielski
Tłumacz: -
Wydawnictwo: PROMOHISTORIA
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 64

Dziś przychodzę do was z jedną z siedmiu książek, które przeczytałam we wrześniu. Jestem z siebie strasznie dumna. W 2019 ledwo udało mi się przeczytać dwanaście książek, a dobiłam już do 32 w 2020. Mój cel to 45, ale myślę, że na spokojnie uda mi się go osiągnąć. W każdym razie, dziś powiem wam krótko o " Kobiecie w świecie Azteków". 

Przed sięgnięciem po nią niewiele wiedziałam o Aztekach, poza tymi kilkoma informacjami, które zdobyłam oglądając dokumenty na Discovery, czy innych stacjach. Wiedziałam, że wyrywali ludziom serca i że zostali okrutnie podbici przez Hiszpanów. Nie wiedziałam jednak, jak ciekawą cywilizacją byli, jak interesująca była ich religia i tradycje, jak ogromną rolę w ich życiu odgrywały podziały ze względu na płeć. Nie wiedziałam też, że za Cortezem stała kobieta, dzięki której obywało się czasem bez mordowania całej ludności, bo była ona mediatorką pomiędzy konkwistadorami, a miejscowymi (muszę o niej doczytać).

O tym właśnie jest ta książka, o kobietach. Jest to świetny, aczkolwiek krótki wstęp do dalszych poszukiwań informacji na temat ich życia w Azteckim społeczeństwie, o przywilejach i zasadach ale także o tym, jaki los spotkał je po przybyciu Hiszpanów. Na pewno będę próbowała dowiedzieć się więcej i jeśli ktoś z was czytał jakieś warte polecenia książki na ten temat, bardzo proszę o podanie tytułów w komentarzach.

To już wszystko na dziś! Wiem, że nie pisałam długo i w ten sposób tracę czytelników ale wierzę, że moje samopoczucie i brak stresu związanego z pisaniem bloga, kiedy nie mam czasu i ochoty jest ważniejsze i wiem, że mnie rozumiecie :) No, mam nadzieję :D

OCENA: 7/10



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...