czwartek, 20 sierpnia 2020
#107: Dotyk Ciemności 1. Cienie. (Amy Meredith) - recenzja
wtorek, 18 sierpnia 2020
#106: Tajemnice Pielęgniarek. Prawda i uprzedzenia. (Marianna Fijewska) - recenzja
Hej ludziki! Jak wasz... wtorek? Jeju, już 18 sierpnia! Ale ten czas leci! Jak tam przygotowania do nowego roku? Kto z was wraca na studia? Ja mam nadzieję, że wracam:D Przychodzę do was dziś z recenzją reportażu "Tajemnice Pielęgniarek. Prawda i uprzedzenia", który niedawno przesłuchałam w ramach mojego postanowienia, że zacznę czytać więcej reportaży.
Sądzisz, że o pracy pielęgniarek wiesz wszystko? Pracują ponad siły, zarabiają niewiele, są na każde wezwanie, każdego dnia stykają się z chorobą i śmiercią, walczą o godne wynagrodzenie i szacunek, budzą skrajne, często negatywne, emocje, są wypalone zawodowo już po kilku latach pracy. Ile w tym wszystkim prawdy, a ile mitów oraz uprzedzeń?
Po lekturze „Tajemnic pielęgniarek” przekonasz się, że nie wiesz o tym zawodzie jednak wiele. Dzięki lekturze tej książki, można zajrzeć w miejsca, w które normalnie nie można wejść.
Książka napisana przez dziennikarkę serwisu WP Kobieta, niebojącą się iść pod prąd i zadawać trudne pytania. Marianna Fijewska na co dzień odkrywa fakty i porusza kontrowersyjne tematy społeczne."
Może zacznijmy od minusów, żeby szybciej przejść do tego, co mnie się w tej książce podobało. No więc, reportaż niestety mi się delikatnie dłużył, a szczególnie momenty opisujące walkę pielęgniarek o wyższe zarobki, czy o prawne kruczki wykorzystywane do zaharowywania pielęgniarek ponad ich siły i nie płacenie im potem tych dodatkowych godzin. Wiem, że są to bardzo ważne tematy i nie umniejszam ich wagi. Myślę, że nudził mnie sposób w jaki te tematy były poruszane.
Niestety, to prawda, że w naszym kraju wiele zawodów nie jest należycie opłacanych. Według portalu wynagrodzenia.pl i statystyk ze stycznia 2020, pielęgniarka w Polsce zarabia BRUTTO 3960 złotych. Niestety, już po odjęciu potrąceń mediana stawek wynosi już 2879 złotych. Dwadzieścia procent pielęgniarek zarabia mniej lub więcej niż ta liczba, zależnie od wykształcenia, stażu, województwa i wielkości firmy. Nie są to duże kwoty biorąc pod uwagę ile godzin wykonują pielęgniarki każdego dnia. Według portalu e-prawnik.pl, podstawowy czas pracy wynosi 7 godzin 35 minut na dobę i 40 godzin tygodniowo. Jednakże, dopuszczalne jest wydłużenie tego czasu do 12 godzin na dobę.
"Jest cholernie trudno. Jeśli ktoś poszedł na pielęgniarstwo z przypadku to nie poradzi sobie. Tę pracę trzeba czuć i kochać. Oprócz tego trzeba też być trochę nienormalnym, żeby się na nią zdecydować."
Według tego, co mówiły pielęgniarki w wywiadach przeprowadzanych przez autorkę książki, czasem nie mają one nawet chwili wytchnienia, a ich praca to ciągły bieg, pomaganie ludziom i lekarzom, wypełnianie dokumentów i radzenie sobie z problemami pacjentów. Podobało mi się to, że autorka pokazała też drugą stronę, czyli te pielęgniarki, które uważają, że wszystko im się należy i te, które wysługują się nowymi i stażystkami. Każdy kij ma dwa końce i choć wiem, że jest mnóstwo świetnych, ciężko pracujących pielęgniarek, ja miałam nieszczęście wiele razy spotkać się z tymi drugimi. Wciąż pamiętam, jak po tygodniu leżenia plackiem w szpitalu po tym, jak spadłam z parku linowego, któregoś dnia poprosiłam pielęgniarkę o pomoc w przejściu do łazienki, a ona odpowiedziała mi chamsko " A co? Nie umiesz chodzić?" , kompletnie mnie olewając. Eh, chciałabym mieć szczęście i trafiać tylko na te empatyczne kobiety. Lub mężczyzn, bo trzeba pamiętać, że mężczyźni też mogą być pielęgniarzami.
"Ktoś powie, że mamy znieczulicę. Bo mamy, ale jak tu nie mieć, gdy człowiek cały czas jest otoczony śmiercią i wypadkami? Jakbym brała nieszczęście każdego pacjenta do siebie, zwariowałabym."
Brak empatii również był poruszony w tym reportażu. Tłumaczono go tym, że kiedy człowiek spotyka się z taką ilością tragedii, smutku i nieszczęścia, w którymś momencie odcina się mentalnie od tego, co się dzieje i zaczyna traktować kolejne sprawy tylko jako pracę, którą trzeba wykonać. I znowu, rozumiem to i szanuję, ale nie ukrywam, że miałam wrażenie, że to wszystko ma wyjaśnić czasem naprawdę okrutne zachowania pielęgniarek, a takich nie będę usprawiedliwiać. Jak najbardziej, jestem za tym by oddawać pacjentom to, co się dostaje. Jeśli pacjent jest wredny, nie rozumiem powodu, dla którego zmęczona pielęgniarka, która jest też przecież człowiekiem, nie miała by wrednie odpowiedzieć. Jednak, każde złe zachowanie do osób, które na to nie zasłużyły będę potępiać. Jedna z pielęgniarek wypowiadających się stwierdziła, że one są do tego, by ratować życie, a nie być na każde zawołanie. Zgadzam się, jasne, nie ma problemu ale nie przeginajmy też w drugą stronę. Jeśli pacjent widzi, że pielęgniarka sobie siedzi i nic nie robi, albo urządza pogaduszki, wtedy nie widzę przeszkód w zapytaniu o coś, czy poproszeniu o pomoc. Podsumowałabym to krótkim: troszkę pokory z jednej i z drugiej strony.
"(...) na tysiąc pacjentów w Polsce przypada 5,2 pielęgniarek. To dno Europy. W Niemczech współczynnik ten wynosi 13,3 z kolei w Szwajcarii prawie 18”."
Większa część tej książki była interesująca, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak niewiele wiadomo o pracy pielęgniarek oraz jak wiele uprzedzeń ludzie do nich mają. Nie, że się dziwię, bo niestety jedno zgniłe jabłko rzutuje na całą resztę. Mimo wszystko, uważam że dobrze, że taki reportaż powstał. Pokazuje on, że są pewne rzeczy, o których nie wiemy jako ludzie nie pracujący w danym zawodzie. Nie wiemy, jak to jest na co dzień spotykać się ze śmiercią, tragedią, smutkiem, emocjami. Nie wiemy, jak to jest iść do pracy nie wiedząc, czy malutki chłopczyk, z którym spędzało się tyle czasu nie zmarł w nocy. Nie wiemy, jak to jest być obarczanym za wszystko, co się dzieje złego. No dobra, są inne zawody, gdzie możemy tego doświadczyć ale nie możemy ignorować faktu, że praca pielęgniarki wcale nie jest taka łatwa. Dobrze było posłuchać też o wewnętrznych problemach wśród pielęgniarek. W końcu, co pielęgniarka to inne podejście do pracy i pacjenta. Nie wszystkie osoby pracujące w tej samej branży będą się ze sobą zgadzać.
Uważam, że "Tajemnice Pielęgniarek. Prawda i uprzedzenia." to książka warta przeczytania lub odsłuchania, jak w moim przypadku. Nie straciłam na nią czasu, a i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.
Ocena: 9/10
sobota, 15 sierpnia 2020
Blogowo- Książkowe Podsumowanie Lipca!!! BOOK HAUL + WRAP UP + Sierpniowy TBR!!
Hej ludziki! Co u was słychać? Jak wam mija sierpień? Ja spędziłam wspaniałe wakacje w domu, z mamą i siostrą. Powoli szykuję się do powrotu do Anglii i choć nie mogę się doczekać, to szczerze mówiąc nie chcę wyjeżdżać z domu. Wiecie, jak to jest. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Może nie zawsze ale i tak mi przykro, że znów wyjeżdżam. No ale cóż, takie życie.
Dziś przychodzę do was z podsumowaniem blogowo- książkowym. Dawno takich nie robiłam, a w sumie zawsze lubiłam je pisać. To co? Zaczynamy?
zdjęcie: Pinterest
Przeczytane w lipcu:
- "Niewidzialny człowiek" - Herbert George Wells (przeczytane: 26.07.2020)
- "Klub miłośniczek czekolady" - Carole Matthews ( przeczytane: 15.07.2020)
- "A u nas powstanie!" - Magda Podbylska ( przeczytane: 26.07.2020)
- "Blackout" - Marc Elsberg (książka na noc)
- " Cienie" - Amy Meredith ( książka na średni humor)
- "Szczury Wrocławia. Kraty"- Robert J.Szmidt (książka na wieczory)
- "Kryształowa czaszka" - Manda Scott ( książka na słoneczne dni)
- "Teściowe muszą zniknąć" - Alek Rogoziński ( książka na poranki)
niedziela, 9 sierpnia 2020
#105: Z nienawiści do kobiet ( Justyna Kopińska) - recenzja
Miałam napisać tę recenzję już dawno temu ale jak zwykle o niej zapomniałam, tak jak zresztą o wielu innych rzeczach. Ostatnimi czasy zaczęłam czytać, a właściwie słuchać coraz więcej reportaży. „Z nienawiści do kobiet” było pierwszym reportażem, jaki przeczytałam w tym roku. Jeśli chcecie się dowiedzieć jakie wrażenie na mnie wywarł, zachęcam do czytania dalej.
czwartek, 30 lipca 2020
#104: Przeklęte drzewo (Allison Rushby) - recenzja
środa, 10 czerwca 2020
#103: Zatopiony świat (Tom Huddleston) - recenzja
sobota, 6 czerwca 2020
#102: Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko (Tom Phillips) - recenzja
wtorek, 2 czerwca 2020
#101: Point of Retreat ( Colleen Hoover)- recenzja
piątek, 22 maja 2020
#100: Portret Doriana Graya (Oscar Wilde) - recenzja
środa, 29 kwietnia 2020
TOP 3: Ulubionych ścieżek dźwiękowych Demetrii
- TOP 5: Wzruszających piosenek
- TOP 5: Piosenek czerwca i lipca 2018 (1)
- TOP 10: Piosenek czerwca i lipca 2018 (2)
- TOP 10: Piosenek czerwca i lipca (3)
- TOP 10: Piosenek marca 2018
- TOP 5: Ulubionych ścieżek dźwiękowych Demetrii 2018
- TOP 10: Piosenek stycznia i lutego 2018
niedziela, 19 kwietnia 2020
#99: Slammed ( Colleen Hoover) - recenzja
Z panią Hoover spotkałam się już wcześniej dwa razy. Dwa razy zakochałam się w jej sposobie pisania, dwa razy płakałam czytając powieści przez nią napisane. " Hopeless" (kliknij by przejść do recenzji) oraz " Losing Hope" to wciąż jedne z moich ulubionych książek, dlatego ucieszyłam się, gdy nadarzyła się szansa przeczytania "Slammed", kolejnego tworu Colleen. Oczekiwania miałam wysokie. Czy zostały spełnione?
Nie będę owijała w bawełnę i udawała, że może było coś, co nie podobało mi się w tej powieści. Nie byłoby to fair. Jestem nią zachwycona! Kocham każdy jej element, od fabuły, przez bohaterów, do okładki. Nie wiem nawet od czego zacząć jej opisywanie. Brak mi słów, jestem w kompletnej emocjonalnej rozsypce. Aż się boję zabierać za drugi tom!
Z początku myślałam, że będzie to zwykły romans między Layken, a Willem. Jasne, wątkiem pobocznym była śmierć taty dziewczyny i przeprowadzka, która niespodziewanie okazała się ważną częścią książki ale generalnie nie oczekiwałam niczego, co doprowadzi mnie do stanu, w jakim teraz jestem. Oj, nieźle się zdziwiłam. Nie mogę wam powiedzieć, co właściwie się wydarzyło, bo byłby to ogromny spojler ale musicie uwierzyć mi na słowo. Ta książka to rollercoaster. Początek jest niczym pójście na obiad do babci z obietnicą, że zjecie tylko zupę. Już po kilkunastu minutach babcia daje wam dokładkę, drugie danie, ciasteczko, serniczek i pierdyliard dolewek herbaty, a gdy się żegnacie chce wam się płakać, bo tyle zjedliście i nie czujecie się z tym źle, bo to wszystko było genialne. Takie właśnie było czytanie tej powieści. Już po kilkunastu stronach autorka wyrwała mi serce zwrotem akcji. Potem było tylko gorzej. W sensie, dla mnie było super ale głównej bohaterce zrzucono worek cegieł na głowę. Jeju, jak ja strasznie mam ochotę wam powiedzieć, co się wydarza... ale nie mogę.
"Ktoś ich kiedyś o to zapytał. (...) Zadał im pytanie o ich poezję. O to, czy nie jest im ciężko ponownie przeżywać swoje słowa podczas każdego występu. Odpowiedzieli, że chociaż sami mają to już pewnie za sobą- nie myślą o osobie lub wydarzeniu, które było inspiracją dla ich słów w danym momencie- nie znaczy to, że ktoś inny słuchający ich utworów akurat w tym nie tkwi. Więc co z tego? Co z tego, że złamane serce, o którym pisaliście w zeszłym roku, nie jest już złamane? Być może czuje się tak teraz osoba siedząca w pierwszym rzędzie. To, co czujecie w danym momencie, oraz osoba, do której serca możecie trafić swoimi słowami za pięć lat- to powody, dla których pisze się wiersze. "
Dobrze, przejdźmy do postaci. Uważam, że zostali oni wykreowani świetnie, a jeśli czegokolwiek im brakuje, to mam przed sobą jeszcze dwie części tej trylogii, także myślę, że się wszystkiego o nich dowiem. Jak na razie mogę stwierdzić, że absolutnie ubóstwiam młodsze rodzeństwo Layken i Willa. Obaj chłopcy byli wprost przeuroczy, choć ich charaktery nie zostały bardzo rozwinięte. Z Layken miałam love-hate relację, bo chociaż z początku bardzo ją lubiłam i byłam wobec niej wyrozumiała, tak później odrobinę irytowało mnie jej zachowanie. Wciąż jednak byłam w stanie jej to wybaczyć. To samo tyczy się Willa. Był wspaniałym chłopakiem i fakt, że zajął się wychowywaniem swojego brata po śmierci ich rodziców niezwykle mi zaimponowało. Przewracając kolejne strony przestawałam go rozumieć, ale nie było w tym nic dziwnego, bo wiedziałam tyle, co Lake(skrót od Layken). Dopiero zakończenie pozwoliło mi zobaczyć ich oboje w innym świetle i w obojgu się zakochałam.
Pobocznym bohaterem, o którym chciałabym wspomnieć jest Eddie. Myślę, że każdy chciałby mieć taką przyjaciółkę, jaką była Eddie, której pogodne usposobienie wprawiało wszystkich jej znajomych w dobry nastrój. Sama przeszła w życiu przez wiele rodzin zastępczych i choć nie dała tego po sobie poznać, skrywała w sobie żal do jej rodziców. Mimo to, potrafiła podać pomocną dłoń Lake, kiedy ta jej potrzebowała i kiedy na światło dzienne wypłynęły tajemnice, które mogłyby zawalić cały świat Layken i Willa. Eddie stała przy boku swojej przyjaciółki i potrafiła ją podbudować, ale też sprowadzić na ziemię, jeśli taka była potrzeba. Była rewelacyjną postacią i na pewno na dłużej zostanie w mojej pamięci.
No, to teraz przyszła pora na zakończenie. Ja nie płakałam. Ja ryczałam kończąc "Slammed", czy też "Pułapkę uczyć". Nie mogę wam zdradzić dlaczego ale powiem wam, co mnie tak poruszyło. Połowiczny happy end to jedna sprawa ale powód, dla którego rozpłynęłam się w kałuży łez jest sposób, w jaki mama zwracała się do Lake. Chodzi mi tu o zwrot "moje słoneczko". Moja mama się w ten sposób do mnie zwraca, a wydarzenia pomiędzy Lake, a jej mamą bardzo mną poruszyły i uświadomiły mi, jak bardzo kocham i tęsknię za moją mamą, choć rozmawiamy prawie każdego dnia, a dzieli nas tylko kilka krajów. Dało mi to do myślenia, a właściwie zmusiło do przemyśleń na temat tego, jak wdzięczna jestem mojej mamie za to, że mnie wychowała na osobę, jaką jestem i za to, że jest przy mnie każdego dnia, choć ostatni raz widziałyśmy się w styczniu.
Zanim skończę, chciałabym dodać jeszcze, że świetnym pomysłem autorki było wprowadzenie wierszy pisanych przez bohaterów. Pozwalało mi to na doświadczenie ich emocji poprzez sztukę, dzięki której wyrażali siebie. Bardzo duży plus dla Colleen Hoover!
No, to wszystko na dzisiaj. Miało być krótko, a wyszło jak zawsze. Przepraszam, że nic ostatnio nie wstawiałam ale nie miałam w sobie życia. Dosłownie, byłam w stanie tylko podnieść się z łóżka, zrobić kawę, wypić ją i iść znów spać. Niezbyt produktywnie ale co zrobić.
Życzę wam miłego dnia i jeszcze lepszego tygodnia. :)
















